Andrzej Walter – Przerwać ciszę nadzieją

0
371

   W czasach zarazy jedną z odpowiedzi na nasze społeczne wstrzymanie oddechu może być właśnie poezja. Skąd taki pomysł? Otóż kiedy świat staje w miejscu, kiedy zamyka się go w naszym prywatnym mikroświecie, kiedy ulega on pewnemu odosobnieniu, może warto sięgnąć po przenikliwe myśli poety? Może warto wtedy bliżej się przyjrzeć wyrafinowanej wersji naszego języka i sposobu naszej komunikacji, czy też postrzegania przejmującej rzeczywistości, wreszcie może warto stanąć na chwilę w miejscu wraz z tym światem i choć na moment popatrzeć w gwiazdy, a może i w lustro naszych dusz?

   Poetą, którego twórczość w ostatnim okresie wciąż odkrywam od nowa jest Zbigniew Gordziej – poznański twórca o uznanym już dorobku. Jego ostatni i najnowszy tom, tom bliźniak naszego wirusa w koronie, tom zatytułowany przewrotnie „A-b-r-a-c-a-d-a-b-r-a” przenika do szpiku kości swoją wnikliwością percepcji spraw dla nas i świata ważnych, jeśli nie najważniejszych. Kiedy czytamy:

„Dni stają się coraz bardziej sztormowe
a my na tratwie skleconej z nadziei
na dopłynięcie do kresu
za którym nic nie będzie miało znaczenia”

coś uderza w naszą zdezorientowaną świadomość z siłą deja vu, czy przypadkiem nie cofamy się do ułamka chwili czy wręcz sekundy przed „wielkim wybuchem” czyli oznajmieniem światu pandemii?

   Rzecz jasna nie chcę z Gordzieja uczynić: wróżki, jasnowidza czy telepaty, nawet wręcz przeciwnie, wolałbym go odrzeć ze wszelkiej mistyki, rozłożyć Jego wzloty na części pierwsze i zagłębić się w prawdziwe, żywe mięso tych jego przerywających ciszę tekstów oraz ich oczywistej głębi  intelektualnych pokładów. Jednak trudno nie oddać mu odrobiny szacunku wobec właśnie owej przenikliwości przeczuć, wobec właściwego odczytania, jak to mawiają mędrcy „ducha tego świata”, ducha naszych czasów i tej zdewastowanej epoki, w której przyszło nam dokonywać swoich losów.

   Zbyszek Gordziej napisał chyba najlepszy, a z pewnością najdojrzalszy swój tom poezji, w którym bardzo ostro rozprawił się z naszym światem i naszymi ułomnościami. Tym tomem przekroczył pewien Rubikon poetyckiego wtajemniczenia, a nam z kolei zadał wystarczająco wiele najważniejszych w swym wydźwięku pytań. Od pierwszego wiersza zatytułowanego „Spełnienie mitu” czujemy tę estetyczną prowokację, czujemy tę chęć rzucenia nam rękawicy, jeśli tylko pozostała w nas jeszcze jakaś rycerskość, jakaś prawda i honor, słowa wykluczone, czy też odczytujemy wraz z tym dosłownie oswojonym buntem tak wiele zaskakujących warstw właściwie użytej: liryczności, subtelności czy wrażliwości, że efekt całości co najmniej zastanawia i wnika w czytelnika na dłużej. A może i na zawsze. Bodaj tego wymagamy od poezji, od tomu, którego znaczenia nie nadszarpnie ani czas, ani mody, ani przemijanie. On ma szansę pozostać wciąż aktualny.

   Gordziej w wielu miejscach dosłownie zaskakuje ocierając się o geniusz sformułowań w postrzeganiu rzeczywistości, tej naszej, polskiej, tej najbliższej. Kiedy pisze o dwóch takich, którzy ukradli Księżyc, kiedy w wierszu „Mnożenie przez dzielenie” dotyka „mnożenia spraw / niczym modlitwy pisanej / kolczastym drutem”, wreszcie kiedy nasze „dzielenie się” ocenia jednoznacznie, boleśnie i zastanawiająco. To już trzeci świetny wiersz. Dalej nie jest gorzej. Jest ciekawiej, coraz ciekawiej, ze strony na stronę.

   Zbigniew Gordziej w sposób odpowiedzialny i godny podkreśla niebywale mocno wagę słowa, po czym delikatnie wkracza w subtelne, ale jakże mocno męskie, zamyślenia, melancholie, wspomnienia swoich autorytetów, przyjaciół, czy choćby źródeł inspiracji. Taka mikstura słowa to chyba najlepsza recepta na dobrą poezję, na poezję z pewnego rodzaju modyfikacją różewiczowskiej narracji, na dialog z Panem Cogito, czy wreszcie na własne i mądre: fascynacje, spojrzenia i sądy. Zbigniew Gordziej zdecydowanie kroczy drogą własnej poetyki.

   Ależ tak – poeta ma prawo osądzać. Ma prawo gasić bądź rozniecać, ma prawo budować i burzyć. Poeta funkcjonuje w innej, własnej realności, będącej zwierciadłem sumienia tego świata. Tego, bo innego nie mamy. I tutaj jest ukryta ta drobna różnica, ten niuans odchodzenia od Herberta czy Różewicza w nasz własny, jakże dojmujący świat. Rozpoznać i nazwać rzeczywistość, pochylić się nad nią, być sumieniem, być krzykiem wręcz na pustkowiu, głosem rozsądku na obecnej coraz częstszej pustyni wszelkiej myśli i refleksji. To ważne. Może nawet najważniejsze, a Gordziejowi najzwyczajniej w świecie się to w „A-b-r-a-c-a-d-a-b-r-z-e” udało.

   Kolejne znakomite wiersze Gordzieja: „(Nie)wygodne milczenie”, „Opluwacze”, „Bilboardy”, czy choćby poruszający dyptyk „Nie mogą ciebie znaleźć” i „Znaleziono Ciebie”. Tom „A-b-r-a-c-a-d-a-b-r-a” jest tomem bardzo wnikliwym. Mamy w nim świat, który widzimy za oknem, świat, który widzimy na ekranach, burzące ład i spokój metafory, słowa, które zmuszają do myślenia… czy też są tam

„panowie, ubrani w drugą twarz / rozdają czarne opaski na oczy”.

   Chcą pozbawić nas szkiełka i oka, zniwelować wiarę i czucie, chcą nas zgasić, unicestwić, sprawić byśmy stali się hodowlanym drobiem naszych czasów. Powaga słów nie pozwoli im na to. My, strażnicy tych słów, my, poeci mówimy głośno – nie. To nasze „no pasaran” i nasza miłość do słów może jeszcze ocalić ten świat. W czasach zarazy dobrze jest sięgnąć po tak ważną poezję…

„Pisać tak  
by przerwać ciszę w człowieku”

„Mówią, że książka jest jak ogród
który się nosi w kieszeni”

   Ile w nas jeszcze tych ogrodów pozostało? Ilu poetów zapamiętamy? Ile pamięci ocalimy i ile w niej będzie tego świata? Gordziejowa liryka nie pozostawia wątpliwości – Gordziej stawia sprawę jasno – „zawsze warto być człowiekiem”. Jego niezachwiana wiara w ludzkość konfrontuje się z całą tą ludzką deformacją, defraudacją znaczeń, wartości i postaw, ze światowym śmietnikiem serwowanym nam nachalnie każdego dnia z propagandowych szczekaczek, które obrosły w technologiczne nowinki i zmieniły upierzenia, ale ich natura i żywiciele pozostali niezmienni, to niszczyciele człowieka i jego świata zmierzającego do strasznych orwellowskich wizji na naszych oczach wprowadzanych w życie. I po to właśnie jest poezja. Rozpocząć dialog, rozpocząć rozmowę, powiedzieć wyraźnie i wprost, ratujmy co się da, bo na horyzoncie coraz mniej dobra, życia i nadziei. Pozostaje nam wiersz, jak kromka chleba, i kielich gorzkiego wina, które warto wypić wraz z tak skonstruowaną metaforą.

   Odnajdziemy u Gordzieja coś jeszcze. To hołd poetom, których już wśród nas nie ma. Głos wdzięczności, radości za spotkania, ich wspominania oraz delikatna lekcja sensu ich nieobecności. Te subtelne przerywniki, swoiste pro-memoriam bardzo ubogacają wcześniej opisane warstwy treściowe. Są być może nieodłącznym elementem dobrego tomu poezji, bowiem są świadectwem, że żaden poeta nie jest bezludną, samoistną wyspą, ale wpisuje się w nurt wszystkich twórców „przed nim i po nim”, wpisując się ten nurt z ogromną dozą szacunku dla samego aktu twórczego, dla samej istoty czynienia poezji oraz uświęcanych nią misteriów. Bycie poetą bowiem zobowiązuje. Widać wyraźnie, że Zbigniew Gordziej jest tego świadom i odważnie chce to światu zademonstrować. Znakomite są też wiersze dla Rodziców. Słowem jest w tym tomie wszystko, co być powinno. Wszystko, a może nawet coś więcej, to coś, co powoduje, że tom wierszy spotyka się z Historią literatury.

   Na koniec pozostaje nam jakże ważna przestroga:

„Cena gniewu zapisuje się
w komorach serca
w strukturach mózgu
Jest wysoka”

(…)

By Właściwie Zobaczyć
trzeba przymknąć oczy
zmierzyć porcję energii zła
sięgnąć daleko dalej

za Horyzont”

przestroga i konkluzja, dodajmy, że głęboko polemiczna z naszą najświeższą noblistką, która zauważyła w swej twórczości, że „gniew zaprowadza porządek / pokazuje świat w oczywistym skrócie / w Gniewie powraca też dar Jasności Widzenia / o który trudno w innych stanach”.

   Jaka szkoda, że noblistami nie zostają poeci. Żyjemy jednak w czasach, w których wszystko postawiono już na głowie, nawet rangę literackiego Nobla. Dwa różne punkty widzenia to nie tylko tytuł wiersza, świetnego, przedostatniego wiersza z tomu „A-b-r-c-a-d-a-b-r-a”, ale w zasadzie tytuł obrazu tego świata. Mamy w nim dziś, bardziej niż nam się wydaje konflikt dwóch punktów widzenia. Siły światła i siły ciemności. Ciemność, to destrukcja, globalizacja, unifikacja, wyrównanie do zera, światłość … to być może między innymi poezja – poezja ważna, istotna, inteligentna i porywająca. Poezja, która przerywa ciszę, ale co najważniejsze – nie szkodzi i wznieca nadzieję.

   A już tak całkiem na koniec wypowiedzmy światu owo zaklęcie – abracadabra – i niech przeklęty wirus w koronie odejdzie tam, skąd przyszedł, czego Wam i sobie życzę, a Zbyszkowi Gordziejowi serdecznie dziękuję za ten tom, w którym podzielił się z Wami i ze mną swoim znaczącym słowem, swoją myślą i drogą w nieznane…

   Chapeau bas, przyjacielu (…) kapelusze z głów, drodzy Państwo

Andrzej Walter


Zbigniew Gordziej „A-b-r-a-c-a-d-a-b-r-a”.
Wydawnictwo LIBRA. Związek Literatów Polskich, Poznań 2019.
ISBN 978-83-955754-0-2. Okładka miękka, stron 80.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko