Michał Piętniewicz Trampolina depresji. O książce „Psy ras drobnych” Olgi Hund

0
411

     Olga Hund pisze o szpitalu psychiatrycznym.
Robi to dobrze.
Przejmująco. Zwraca uwagę na sytuację familiarności na oddziale, ale również uwikłanie w cierpienie. Jest to opis cierpiącej rodziny. Rodziny psychiatrycznej, by tak rzec.
To daje nadzieję, paradoksalnie.
Świat szpitalny zostaje przeciwstawiony światu na zewnątrz, temu „wolnemu”.
Pacjenci tęsknią za wolnością, chcą wcześniejszych wypisów, nawet na żądanie.
Świat cierpienia psychicznego, świat szpitala psychiatrycznego, zostaje jakoś oswojony przez to, że się go opisuje, że się o nim mówi – że cierpienie staje się trampoliną do sukcesu, jakim jest literacki zapis doświadczeń szpitalnych.
     Zatem można tutaj mówić o olbrzymim sukcesie Olgi Hund. Książka bowiem podnosi pewną kwestię, niebywale ważną i to nieważne, że sama może nie być arcydziełem, choć jest moim zdaniem w miarę dobrze poprowadzona i napisana.
Jest ta książka wyłomem w myśleniu o świecie szpitalnym.
Pokazuje ludzi uwikłanych przede wszystkim w cierpienie, a nie w „wariactwo”, „obłęd”, czy „lenistwo”, którym to mianem często określa się depresję.
Cierpienie, poprzez które tworzy się rodzaj wspólnoty oraz uzyskuje efekt familiarności, o którym już pisałem.
Szpital, który opisuje Olga Hund, jest trudnym rodzajem wspólnoty.
Opartej czasem na dziwnej ekonomii, ale też podminowanej oddolnie frustracją, że jest się w takim a nie innym miejscu, w którym już w założeniu jest się traktowanym inaczej aniżeli t a m, na wolności, gdzie jest „prawdziwy” świat i zdobywa się
„prawdziwe” dobra, uzyskuje „prawdziwe” tytuły, zagarnia „prawdziwe” pieniądze
     W świecie szpitalnym pacjent jest zależny przede wszystkim od woli lekarzy i pielęgniarek, niezależnie od tego, czy na wolności był „kierownikiem”, „dyrektorem”, czy „profesorem”.
     „Psy ras drobnych” opisują świat zupełnego rozkładu, totalnej degrengolady egzystencjalnej, rozłożenia się pacjentów w sensie psychicznym oraz fizycznym.
Nawet tzw. „zabawne” sytuacje opisywane w książce,  wcale nie są znowuż tak zabawne, bowiem przeszywać się je zdaje przeszywać czarny nurt depresji i cierpienia, spowodowany przez sytuację uwięzienia.
Czytelnik odnosi wrażenie zupełnej nieprzystawalności oraz niekompatybilności świata opisywanego przez Olgę Hund do świata „rzeczywistego”, choć, jak na końcu przyznaje autorka, oba te światy są w pewnym sensie piekielne.
„Wyjdź ze strefy komfortu – mówili mi różni ludzie, to wyszłam, ale tam, na zewnątrz, było krwawe piekło”.
Po lekturze „Psów ras drobnych” pozostaje w gruncie wniosek nieciekawy: świat jest piekłem, a szpital, którego zadaniem miałoby być wytłumaczenie pacjentowi, że jest to miejsce do życia, również jest piekłem.
Bardzo dużo jest negatywności w tej książce – ale, jak powiedziałem na początku, sukcesem ogromnym jest fakt, że rzeczy w niej zostały opisane, to daje nadzieję, że kryzys może kiedyś zostanie przezwyciężony.
Wszak sama narratorka wyznaje już na samym początku, kiedy opisuje swoją chorobę:
„Najpierw spadł śnieg i byłam bezradna. Później zaczęło się jątrzyć. Później sześć razy byłam na oddziałach zamkniętych kilku szpitali psychiatrycznych, najczęściej w Kobierzynie. Za ostatnim razem przymusowo skierowano mnie
na grupową terapię behawioralną i kiedy – po trzech miesiącach codziennej kilkugodzinnej mordęgi – terapia się skończyła, zaczęło mi się wreszcie układać”.
„Psy ras drobnych” są książką moim zdaniem do jednokrotnego przeczytania. Po lekturze zostaje osad negatywności, depresji, ale również pewnej, paradoksalnej nadziei.
Paradoks polega na tym, że od choroby można odbić się w świat dużego sukcesu medialnego oraz merkantylnego, że choroba, miast być jarzmem, bywa trampoliną. Autorka zdobyła m.in. Nagrodę Conrada.
     Życzę wszystkim chorującym psychicznie takiej trampoliny do sukcesu, aby każde ich załamanie nerwowe temu służyło.

Olga Hund – „Psy ras drobnych”
[Korporacja Ha!art, Kraków 2018, liczba stron: 117].      

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko