Jerzy Stasiewicz – Cisza w poezji Edmunda Borzemskiego

0
599

 Tytuł do poniższego szkicu zaczerpnąłem z lektury ostatniej książki poety. Coraz więcej ciszy, tomik wydany w 2015 roku przez Krakowską Oficynę Konfraterni Poetów, jest jak na razie ostatnim słowem Edmunda. Miejmy nadzieję, że tylko „na razie”. Bo twórczość poetycka Edmunda Borzemskiego, poety z Korfantowa jest niezwykle ciekawa. Debiutował w 1987r. Drukuje wiersze w licznych czasopismach i wydawnictwach zbiorowych. Rok 1992 przynosi jego debiut książkowy: Podzielmy się słowem (Opole). Za nim idą kolejne tomy: Obok milczenia (Opole, 1995), Nieobecność to kamień (Opole, 1996), Wyścig o (Opole, 1998), Gwiazda Syzyfa (Opole, 2002), Nie gasić gwiazd (Kraków, 2005), Wiatrem po szkle (Kraków, 2009), Przetrwać (Kraków, 2011), Człowiek za burtą (Kraków, 2014). Jest jeszcze książka z wierszami dla dzieci: Malowanie słowa (Opole, 2018). I wspólne przedsięwzięcie wydawnicze; z Ewą Maj-Szczygielską, Tadeuszem Soroczyńskim, Wojciechem Kałubą pt. Fotografia poezji. Poezja fotografii (Niemodlin, 2008).

Członek Związku Literatów Polskich, Konfraterni Poetów w Krakowie, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach, Nauczycielskiego Klubu Literackiego w Opolu oraz Niemodlińskiego Towarzystwa Regionalnego. Popularyzuje poezją wśród młodzieży szkolnej. Inicjator konkursu recytatorskiego poezji jenieckiej oraz cyklicznych spotkań z poezją patriotyczną. W uznaniu osiągnięć i zasług w dziedzinie kultury, uhonorowany tytułami: „Zasłużony dla Gminy Korfantów” oraz „Honorowy Obywatel Gminy Łambinowice”. Jak z powyższego biogramu widać, człowiek niezwykle mobilny (pasjonat starych samochodów) i uczestnik dziesiątków spotkań, wieczornic, promocji, spektakli.

W sobotę 15 czerwca 2019r. miałem zaszczyt z Violą i Oskarem w Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej na Szwedzkiej Górce w obecności kustosza ks. Karola Wacholca, zaprzyjaźnionych kapłanów, poetów regionu śląskiego, uczniów Szkoły Podstawowej nr 2 w Korfantowie, licznych wiernych, pielgrzymów i muzyków, którym drogie jest słowo, uczestniczyć w obchodach 99. rocznicy urodzin Św. Jana Pawła II. W tym dniu również swoje 60. urodziny obchodził poeta Edmund Borzemski, w intencji którego odprawiono mszę. Jako jeden z nielicznych miał zaszczyt dwukrotnie uczestniczyć w prywatnej audiencji u Ojca Świętego, który wręcz nakazał, by nie zaprzepaścił talentu tworzenia liryki.

Spektakl poetycko-muzyczny „Rodzina Bogiem silna” w opracowaniu niezmordowanego Marka Krassowskiego przybliżył zebranym utwory poetów opolskiego kręgu: Agnieszki Tomczyszyn-Harasymowicz, Zbigniewa Kresowatego, Danuty Babicz-Lewandowskiej, Mirosława Łopucha, Anny i Piotra Myszyńskich, Waltera Pyki, Jerzego Stasiewicza, Krystiana Szafarczyka, Ewy Maj-Szczygielskiej, Jana Szczurka, prof. Mariana Zembali i jubilata w recytacji uczniów szkoły im. Czesława Niemena. Całość muzycznie dopełnili: na klawiszach Marysia Ruszecka, gitara klasyczna Staszek Młynarski, akustyczna Mirek Otręba.

Dalsza część urodzin to uroczysty obiad w murach szkoły. Był czas na złożenie życzeń i skromnego upominku. Jubilat drżącym głosem podziękował wspaniałym rodzicom Stanisławie i Zdzisławowi za tyle lat troskliwej opieki, kardiochirurgii prof. Marianowi Zembali za uratowanie obojga rodziców. Wspomniał swoich mentorów na poetyckiej drodze, prof. Zbyszko Bednorza – pracownika delegatury rządu londyńskiego na kraj – za odkrycie jego talentu i przekazaniu dalej Harry’emu Dudzie, wyroczni tutejszego środowiska literackiego, u którego w wydawnictwie „Wers” drukował kolejne książki.

W przekazie multimedialnym zobaczyliśmy całe życie poety. Od zdjęcia małego Mundka przenikliwie patrzącego na świat – te oczy zapowiadały nieprzeciętność   –  poprzez szkołę podstawową, średnią, studia, powożenie końmi, w gnieździe rodzinnym z dziadkami, spotkania w szkołach z młodzieżą, w bibliotekach z czytelnikami, w czasie kolejnych przystanków „Najazdu na zamek brzeski” z poetami niemalże z całej Europy, jurorowanie w konkursie poezji jenieckiej, której jest pomysłodawcą, a w tym roku minęła 27 edycja.

Janusz Ireneusz Wójcik przekazał list gratulacyjny od Marszałka woj. Opolskiego, a Edmunda zaskoczył reportażem: „Moje kroki po Wilnie”, będącym retrospekcją pobytu poety na festiwalu poetyckim „Maj nad Wilią” sprzed dwudziestu z górą laty. Organizowanym do dzisiaj przez Romualda Mieczkowskiego. Widzimy poetę z grupą pisarzy, mamą, Ewą Maj-Szczygielską przy pomniku Adama Mickiewicza. Potem podąża śladem czterech kolejnych adresów zamieszkania autora „Dziadów”. Jest w celi Konrada. U Matki Bożej Ostrobramskiej. W dzielnicy artystów i na cmentarzu na Rosie przy grobie matki z sercem syna. Towarzyszą Edmundowi Wojciech Piotrowicz i prof. Szostakowski, Widzę w oku jubilata łzę podróżnika i dumny jestem, że wraz z rodziną obok dziesiątków gości zostałem zaproszony na jego urodziny. I wiem jak wybitną postacią jest w swoim środowisku, czego dowodem są dzisiaj obecni. Bo w pędzie dzisiejszego świata mamy czas na wszystko. Tylko nie na spotkanie człowieka z człowiekiem.

Patrzę po sali i widzę tych, którzy zawsze byli przy Edmundzie, a odeszli na niebiańską łąkę: Wiesława Malickiego, Zygmunta Dmochowskiego, Karolinę Turkiewicz-Suchanowską, Tadeusza Sroczyńskiego. Jak bardzo ich brak w środowisku.

Edmund często przywołuje Charona, ponurego starca ze szczeciniastą siwą brodą, w stroju niewolnika i okrągłym kapeluszu, przewożącego łodzią dusze zmarłych przez rzeki Hadesu – Styks i Acheron. Wierzy, że gdzieś jest podziemny Hades poetów, do którego dotrą wszyscy lirycy za opłatą jednego (wiersza) obola wkładanego w usta. I wie, że poezji nie można dzielić, gdyż jest nieśmiertelna. Oczywiście nie wszystka.


Lubię to miejsce,
przylatują tu
potargane anioły
z przetrąconymi skrzydłami,
szumią Kujawy
pszenne i buraczane
.
Twoje słowa Zygmuncie
to wciąż płonąca sól,
chodź Ty sam
już po tamtej
stronie Styksu.

Rozłożyłem na stole wszystkie tomy Borzemskiego. Okazuje się, że pierwszych czterech brak. A przecież miałam wszystkie. Pożyczyłem życzliwemu i przepadły. Ot dobry zwyczaj nie… I wspomniała mi się opowieść Edmunda, który po brzeskiej nocy poetów wspominał, że skradziono mu kilka egzemplarzy. Na co jeden ze starszych kolegów rzekł: „Ty się ciesz chłopie, że chcą Cię czytać, a nie mają pieniędzy. Ja rozdaję darmo, a nikt książki nie chce wziąć.”

 Świat poetycki Edmunda Borzemskiego zamyka się w czworoboku: Opole, Łambinowice, Korfantów, Gracze. Przeżycia, doznania, obserwacje, sny i zasłyszane historie przenikają przez siebie. Są echem głębokiej studni z solidną cembrowiną ewangelii i mitologii, które poeta przywołuje w puentach wierszy.


Własnymi ścieżkami
Chodzę, Panie –
nie tymi,
któreś wskazał.

Ale tak na wszelki wypadek
dojrzyj mnie w tłumie
raz jeszcze.
Spotkajmy się
na drodze
niekoniecznie
do Emaus.


Kolejny liryk potwierdzający ogromną wiedzę:


Dzięki Ci, Panie,
że pokazałeś mi
ścieżki Barabasza.
Nie aspiruję do jego świętości
ani do krzyża,
który mu ofiarowałeś.
Drogi, na których znajdę
Twoje ślady
pokonam jak gladiator,
nie zabijając bliźnich.
Kiedy będę szedł
na moją Golgotę,
napoisz mnie winem.

Dla mnie w twórczości poety ważne jest, że w swoich wierszach korzysta i cytuje kolegów po piórze, jakby duchowo łączył się z nimi, a co za tym idzie, przemawiali jednym głosem, przykładem cytowany w tym opracowaniu pierwszy utwór pt. „Wspomnienie II”. Inny przykład:


Stojąc przy rampie obozowej,
nie krzyczę z bólu.
Pamiętam, Zygmuncie,
Twój „Przystanek Lamsdorf”
i ten brzuch przestrzeni
przepasany kolczastym drutem.

Jutro znów gwiazdy
przejrzą się w lustrach
kałuż.


Z wioski Gracze, będącej miejscem dzieciństwa, uczynił niemalże mitologiczną Itakę:


Dom
moich Dziadków
jeszcze stoi.
Jak Odys
do Itaki
wracam do niego
wspomnieniami.
Argos
szczeka radośnie,
choć jego buda
rozpadła się
z tęsknoty.

Kładę rękę
na ramieniu ślepca.
Jeszcze tylko on
mnie rozpoznaje.

Zabijam marzenia
jak zalotników
Penelopy.

Z babci Anny i dziadka Franciszka ludzi świętych za życia. Egzystujących w trudzie uprawiania ziemi: orki, siewów, sianokosów, żniw, zbioru buraków i wykopków. Z pór roku następujących po sobie nieubłaganie i cyklicznie – czas błogi utrwalony w podświadomości na zawsze. Konie jak pegazy codziennie dzwonią podkutymi kopytami na pobudkę, przynosząc w blasku poranka zaczyn nowego wiersza. I tak będzie dokąd sił starczy.


Jerzy Stasiewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko