JACEK SOJAN – Aponia w ogrodzie – o wierszach Małgorzaty Hrycaj

0
819

 
Autorka kolejnego, drugiego już zbioru wierszy oczekuje,szuka i marzy, próbuje zrealizować świat bezbolesny, świat bez bólu.Synonimicznie nazywa świat ogrodem. Już samo założenie aponii w świecie w jakim bytujemy wydaje się czymś niemożliwym, a taki ogród wydaje się pragnieniem z góry skazanym na porażkę. Jest utopią. Bardziej przypominałby  nieziemską sferę, raj, który spełniony wiarą, oddalony o wieczność (bezczas) od ziemskich przypadłości, determinizmów właściwych każdej materialnej egzystencji byłby tylko projekcją, czymś w rodzaju snu…Schopenhauer był przekonany, że tylko ból zdolny jest odsłonić prawdziwą stronę życia, a przyjemność jest równie zwiewna jak sen czy marzenie. Wielu przed nim i po nim zadawało sobie pytanie, czy ból posiada wartość moralną. Wiemy już, zwłaszcza po II wojnie św. , że ci, co zadawali bliźnim ból by ich zdegradować z pozycji homo sapiens, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że to oni się zdegradowali, sami sobie wymierzali sprawiedliwość. Odpowiadając na to pytanie, chrystianizm podkreśla oczyszczające  właściwości bólu. Symbolika krzyża w pełni to wyraża. Doloryzm ( z łac. dolor, ból) w ujęciu Juliana Peppe ma wartość użyteczną, gdyż hartuje fizycznie i moralnie. Uważa ponadto, że sam ból wzbogaca człowieka, że pozwala umysłowi na uzyskanie władzy szczególnie przydatnej w dziedzinie twórczości artystycznej i literackiej. 
No to jesteśmy w domu, tj. we właściwym miejscu, aby pochylić się nad wierszami tomu Aponia w ogrodzie. 

Ogród to w końcu przestrzeń, w której przyroda występuje jako ujarzmiona, uporządkowana, wyselekcjonowana, ogrodzona. Choćby ramami, jak na obrazie Boscha Ogród rozkoszy, i nigdzie poza obrazem. Swoją aponię w ogrodzie autorka porządkuje na trzy sposoby, sadząc w nim trzy wybrane kwiaty. Rozmaite kwiaty mają zwykle różne sensy, jednak w ogólnej symbolice kwiatu odnajdujemy dwie zasadniczo różne struktury: kwiat w swojej istocie i kwiat jako formę. Przy rozpatrywaniu istoty dołączyć trzeba takie przymioty jak m.in. kolor, ale autorka taki aspekt świadomie pomija, zdając się na oczywistość wyglądu wybranych kwiatów patronujących poszczególnym częściom tomu: groszki, maki, tojady.Z racji swojej formy kwiat jest obrazem “centrum”, a więc archetypowym obrazem duszy.

Bez wnikania w symbolikę wyróżnionych kwiatów, bo intuicyjnie domyślamy się ich znaczenia kompozycyjnego zajrzyjmy do tomiku. Groszki to dzieciństwo i rodzina ( mama, teść, wujowie, siostry), ale też wyrażona tu empatia potwierdzona dedykacjami dla tych osób, których osobowość i postawa niosły takie wartości jak czułość i przyjaźń, odwaga czy artystyczne inspiracje i fascynacje ( Anna; jak Ludwika W.; na Joannę Chachułę; ghana znaczy wojownik; pro memoria, z Jurkiem świętowanie; …). Ba, nawet mucha z żółwiem znalazły się w ogrodzie dzieciństwa, bo jak wyraził problem Antoine de Saint-Exupery głosem lisa w Małym Księciu: To co najważniejsze, jest niewidzialne dla oczu…; a wcześniej lis podkreśla: Poznaje się tylko to, co się oswaja…. Dzieciństwo właśnie ma to do siebie, że oswaja ludzi, przedmioty, krajobrazy. Ale, jak powiada autor Małego Księcia, dorosły nigdy tego nie zrozumie. Wniosek narzuca się sam, trzeba zachować jak najdłużej w sobie dziecko, aby być odkrywczym i twórczym.

 
siła przyjaźni / małe jest piękne

nie zaprzyjaźniłam się z pszczółką
Maja użądliła mnie w palec gdy
darowałam jej życie co innego mucha
domowa mieszka ze mną od trzech dni
przeżyła atak packi nie wie że może
budzić odrazę brzęczeć natrętnie
siać zarazki moja muszka jest
w y j ą t k o w a
sprząta ze stołu siada mi na dłoni
czyści pyszczek przednimi nóżkami
łaskocze dotykiem przyssawki
wykonuje dla mnie akrobatyczne
pokazy odkąd mnie oswoiła
mam skrzydła
 

Empatią darzone są miasta (szczególnie Kraków) i rejony geograficzne (Tatry). W tej części nieco wyłamuje się z kręgu akceptacji pewien poeta optymista ze swym brutalnym optymizmem:

  aponia w ogrodzie Epikura

poeta optymista nie cierpi za miliony
mieszka na dnie kielicha tam gdzie
wygodne dla niego prawdy
w życiu codziennym przyłóż do rany
nie marudzi na zakupach nie przelicza
nie potrzebuje wyznań / każda
do niego wzdycha / nawet śmierć
przegna na cztery wiatry w obce mu
klimaty kiedy ktoś zarzuca mu coś
nieoptymistycznego z uśmiechem
daje mu z buta niech cierpi i za niego

Po przybyciu do Aten Epikur założył ok. 306 p.n.e. szkołę filozoficzną – tzw. “Ogród”. Przy wejściu do niej umieszczono napis: Gościu, tutaj będzie ci dobrze, tutaj dobrem najwyższym jest rozkosz.No tak, ale ową rozkosz sformułował warunkowo i miała się pojawić z samego faktu istnienia jako radość samego życia bo… absolutnie podstawową przyjemnością (i najbardziej cenną) jest czysta radość życia. (!!) Zdaniem Epikura, gdyby człowieka odciąć nagle od wszelkich bodźców zewnętrznych, odczuwałby on przyjemność z samego faktu istnienia. W ogrodzie jest to możliwe i chyba tylko w ogrodzie… Albo w winnicy…Epikur zalecał cieszeniem się drobnymi przyjemnościami dnia codziennego, unikaniem nadmiernego wysiłku, jednak bez ignorowania własnych podstawowych potrzeb takie jak regularne i skromne odżywianie się i wreszcie, w miarę możliwości, rozwijanie własnego umysłu przez dysputy i czytanie, aby osiągnąć trzeźwy osąd rzeczywistości oraz możność rozwinięcia w sobie cnoty wytłumienia zbędnych potrzeb. Epikur zauważył też, że w odczuwaniu przez ludzi ich naturalnej radości życia przeszkadzają rozmaite lęki, które dzisiaj określilibyśmy jako egzystencjalne. Lęki te to: strach przed śmiercią, lęk przed gniewem bogów, lęk przed cierpieniem, obawa przed niemożnością osiągnięcia szczęścia. Według Epikura jego filozofia jest lekarstwem na te choroby. A ponieważ najważniejszą z dziedzin filozofii uznawał etykę, pewną godną człowieka myślącego postawę, z pewnością nie zaakceptowałby tego optymizmu poety zadającego innym cierpienie. I dałby mu bilet wilczy ze swojego Ogrodu. Dla wyjaśnienia postawy epikurejczyków ( nie wiem dlaczego ale mam dla nich sporo sympatii) zacytuję samego Epikura z listu do Meneceusza: 
 

...Mówiąc < <przyjemność>> mam na myśli brak psychicznego i  fizycznego bólu. Nie chodzi tu o birbanctwo, orgiastyczne przyjęcia, zabawy z kobietami, młodymi chłopcami lub rybami…

Trudno powiedzieć, skąd przyszedł  mu do głowy pomysł z rybami, ale proszę uwierzyć, tak jest w tekście. A ja ryby lubię, w każdej postaci, czy to tuńczyk, szprot czy syrena…

Jest w Groszkach kolejny polemiczny wiersz pt:

raptus

nie jestem spokojna
nie stoję na żółtym świetle
dolewam oliwy do ognia falstarty
mam na porządku dziennym
dzielę się wszystkim oprócz ciebie
nienawidzę kobiet które w /mojej/
głowie pieścisz nie /zmienię się
nie/ zbyt mocno kocham
/niepotrzebn(e/ą) skreślić/

Deklarowana tu zazdrość o inne kobiety, podniesiona do ekstremum (nienawidzę), tłumaczona jest odwiecznym w światowej literaturze syndromem greckich bohaterek mitów i dramatów: Hery, Medei, Dejaniry czy szekspirowskiej Hermii ( a po trosze Tytanii…) w wyznaniu: zbyt mocno kocham; i pewnie w kompozycji tomu jest zapowiedzią następnej części oznaczonej jako maki. A maki sytuują się w symbolice egotyczno – erotyczno – egzystencjalnej. Adresatem wielu wierszy,  co oczywiste, jest mężczyzna. Taki raz niedociumany ( ...czy z bukietem deklaracji nie pomyli stacji…); a raz namiętnie nakręcony (...w źrenicach odbijasz najpiękniejsze (f)akty / podgłaśniasz do krzyku szept rozkoszy…); albo jawi się jako amant królewski prosto z Wawelu (...wiem że dla mnie wymyśliłeś to miasto…Krak ów to ty. ). Kreowanie bohatera wierszy miłosnych to ulubiona zabawa poetki. Kraków w ogóle zawładnął wyobraźnią w tej części tomu, dystansując wyraźnie Paryż czy Nowy York – ot, jakieś dalekie tło dla podmiotu literackiego: (...migocą / świąteczne ozdoby idziesz ze mną / przez Planty z uśmiechem słodszym od lajkonika z piernika / całujesz…). Zaraz obok wierszy krakowskich wiersz stroboskop kończący się wersem: ...noce w górach pachną najbardziej. Tak odkrywamy szlaki, jakimi spaceruje odautorskie ego. Zaskakujący tytuł stroboskop trafnie oddaje wędrówkę pamięci wyłaniającej się jaskrawo z ciemnych plam egzystencji. Egzystencjaliści odsłonili istotę człowieka w formule, że człowiek istnieje a dopiero potem JEST. To istnienie wyrażają w pierwszej części tomu wiersze takie jak: ogrodniczka; ogród w Lutowie; , ale już analityczne, refleksyjne wiersze, m.in.: dmuchawce; Karusek; M.astralna; strzyga; śleboda opisują szczególny byt, byt intelligibilny, świadomy własnych uwarunkowań czy to przez okoliczności czy przez relacje z bohaterem wiersza.

Karusek

biegam wokół ciebie jak Karusek
pies Anielki wyję z tęsknoty
nadsłuchuję węszę umiem służyć
i sz/czekać wiernie
ale ty lubisz koty kochasz moje
zielone oczy walczysz z uczuleniem
jak w starożytności seks wino łaźnie
niszczę cię ale mnie pragniesz

Hmmm…pomyślałby czytelnik, że to klasyczny układ masochistyczno-sadystyczny… Nie wolno ulegać pozorom, wszak to tylko Karusek, psina na uwięzi własnego uczucia.(!) Jednak najbardziej zapadającym w pamięć i wyobraźnię jest w makach wiersz:

M. astralna

w twoich oczach zobaczyłam zielone
wzgórza Valley winnice Apulii kołyszące 
ciężkie grona twarde jak piersi dziewcząt
na które spojrzałeś
w upalne noce zasypiałeś kładąc głowę
na mym łonie przekupywałam Hypnosa
by opuszkami palców sprawdzać
czy istniejesz
nieporadność to najlepszy afrodyzjak
byłeś chłopcem z ubogiego kraju
jak Marlon Brando w tramwaju 
zwanym pożądaniem

może Chrystus był kobietą przeczuł jak
bardzo cię zapragnę straciłam głowę
nie wiem gdzie krąży reszta ciała
całuję cię w każdą myśl o tobie
z czerwonego wina sączę krew
nalaną przez Wolanda

Powojenne akcenty rewolucji kulturalnej zwłaszcza w postrzeganiu seksualności człowieka w połączeniu z lekturową szkołą arcydzieł filmowych i literackich ( Bułhakow ) składają się na wiersz o niesłychanie mocnym i głębokim potencjale intelektualnym i emocjonalnym. 
W zakończeniu tej drugiej części nazywanej maki odkrywamy zdziwieni wiersze o treści patriotycznej. Jak inaczej to zinterpretować jak tylko domyślnie, odwołując się do frazeologicznego hasła: miłość nie jedno ma imię. Skoro może być miłość astralna ( M.astralna) , może być miłość ojczyzny. W kontekście maków trudno nie usłyszeć  znanej nostalgicznej piosenki o makach na Monte Casino…
Trzecia część omawianego tu zbioru wierszy autorka opatrzyła nazwą: tojady . To grupa utworów najobszerniejsza ale też najbardziej zróżnicowana. Tu autorka jest świadoma samej siebie, swojego otoczenia, świadoma zdarzeń i ich przyczynowości, w końcu odważnie i z determinacją wartościująca zjawiska.

my z XXI wieku

chcemy wszystko  regulować
stan wód w rzekach liczbę urodzeń
/ponoć dobrym sposobem są wojny/
majstrujemy w genotypach
pozbywamy się bogów tniemy
mózgi na kawałki
konstruujemy cywilizację maszyn
udowadniamy że świat jest stricte
materialny opium dla ludu
wkładamy między bajki
już  coraz mniej nas wierzy
w sacrum i dopóki nie wszystko
stracone gra w zielone

czasem ziemia nieposkromiona
miota żywioły
wtedy człowiek kruchy zabobonny
szuka obrony od powietrza głodu
ognia wojny

Najbardziej chyba okrutną wywisekcją współczesnych społecznych ról jest wiersz:

dzieci

dzieci są obywatelami drugiej
kategorii o ich wartości decyduje
ogon klucz regulacji urodzeń
żeby szybko dorosły dostają
broń do ręki
i pozwolenie na seks
na osłodę

Znalazły się tu wiersze o zderzeniach kulturowo-cywilizacyjnych, tragicznych dla tej strony takiego spotkania, która jest organizacyjnie i militarnie słabsza. Indianie amerykańscy na swoje nieszczęście nie utworzyli państwa, a poszczególne szczepy wzajemnie się zwalczały w walce o przestrzeń łowną, o dominację.

Manitou

Takoda* nie miał kalendarza ze świętami
bożego narodzenia wielbił wielkiego 
ducha który nocą pilnował tipi a w dzień 
karmił stada zwierząt
gdy upolował pierwszego bawoła zjadł
serce i przejął jego siłę by zabijać tylko
z głodu
nie czekał na pierwszą gwiazdkę
żeby zasiąść do wieczerzy
każdy świt obwieszczał narodziny
boga błogosławiąc obfitość wzrastania
kadzidła wieczornych ognisk słały 
w niebo dziękczynienie
aż pojawił się biały człowiek ściął jodłę
przybrał w łańcuch własnych modlitw
i nakazał wierzyć w bożą sprawiedliwość
po śmierci

* imię spotykane u Siuksów oznaczające “przyjazny dla wszystkich”

Zgodzić się należy, że to jest nieco wyidealizowany obraz przedstawiciela indiańskiej społeczności. Autorka stawia tezę, że to właśnie kultura duchowości wartościuje formę cywilizacji. Tym bardziej, że kultura ma ten sam rdzeń co < kult > i implikuje święty szacunek dla tradycji. Akulturacja ( łac. spotkanie się kultur) może dotyczyć całych społeczeństw (np.: Afrykanów, Indian, Australijczyków) i charakteryzuje się zakłóceniem w świecie wartości odpowiadających upodobaniom i aspiracjom grup poddanych barbarzyńskiej dehumanizacji (niewolnictwo). Wiersz wskazuje na problem przystosowania się tubylców do mentalności zachodnioeuropejskich kolonizatorów, dla których jedynym argumentem bytu i działania była przemoc podyktowana żądzą materialnego zysku. Tojady wskazują na trujące filozofie, ideologie, ślepe zaułki cywilizacyjne, ciemne i tragiczne momenty historii i jednostek (femme fatale; happy/sad; hi-story; imperatorzy; katharsis). Pojawiają się pomiędzy wierszami zaangażowanymi wiersze o tematyce osobistej. Liryka zatrzymuje ważne dla autorki chwile ( impresjonistycznie; melancholia; po-niedzieli; ucieczka z Morza Sargassowego), ale też sporo jest tekstów polemicznych z domyślnym adresatem, w których podmiot literacki usprawiedliwia się ze swojej postawy ( malkontentka; CHAD), albo opowiada o swoich emocjach w konkretnej relacji (fobia) czy sytuacji (rozmowa liryczna/ból ból ból). Wierszem, którym autorka mnie poruszyła, ba – wzbudziła zaskoczenie i szok jest pochwała dzieworództwa.

pochwała dzieworództwa

/nawet bym cię nie lubiła gdybym cię nie kochała/

nie jesteśmy z jednej gliny szczycisz się mądrością
którą wypełniasz więzienia żerujesz na empatii
nie mów że jesteśmy tacy sami chcesz mnie chronić
przynosisz ogień krew łzy wojny mordy gwałty własną
miłość tyranie ludobójstwa martwych bogów popioły
róż nasienie żebym w bólu karmiła twoją nieśmiertelność
nie kłam że wszystko robisz dla mnie popędy są jedyną
twoją władzą religią hedonizm w imię swadisthany
co dzień na kolanach pielgrzymujesz do sakralnej czakry
odprawiasz rytuały w świątyni pępka zastanawiam się
kim jestem kiedy cię nie ma poruszasz się po zakamarkach 
ciała rozpalasz czerwone latarnie czasem nawet czule patrzysz
to wystarczy.

Zaznaczona tu relacja pokazuje przepaść pomiędzy aktywnością pełną bezwzględnej dominacji a jej ofiarą ( choć określenie to wydaje się grubo na wyrost), podmiotem  biernie sytuującym się wobec cudzej, ekspansywnej samorealizacji. Trudno orzec, czy wiersz jest rodzajem oskarżenia o podłożu ideologicznym (feministycznym), czy pewnego rodzaju psychoanalizą zdejmującą zasłonę z twardej rzeczywistości, takiej, która wyraźnie uświadamia, kto jest podmiotem tej rzeczywistości a kto jej przedmiotem. Jednak nie sposób sobie wyobrazić powstanie takiego tomu wierszy czy tego wybranego wiersza na poziomie skorupiaków, które szczycą się zdolnością partenogenezy. Fenomenologia Husserla starała się wykazać, że wszelkie zjawisko świadomości nie jest rzeczą lecz < znaczeniem > wymagającym nie tyle zwykłego opisu, co interpretacji. Ktoś, dla kogo popędy są jedyną władzą, religią, ów ktoś kto odprawia rytuały w świątyni pępka – taki stuprocentowy samiec Alfa może realizować swoje ego bez problemu, skoro z drugiej strony jest bierność i przyzwolenie. Kogo zatem winić za istniejący stan rzeczy? Przekazywanie materiału genetycznego odbywa się na różnych polach ludzkiej aktywności i rodzi nie tylko potomków, ale w potężnym dipolu różnic mentalnych, psychicznych, kulturowych umożliwia powstawanie tak odmiennych od determinizmów przyrodniczych pewnych form cywilizacji, a w jej ramach fenomenów nazywanych sztuką, cokolwiek to jest, literatura, muzyka czy architektura. Skoro podmiotowi tego wiersza wystarcza czułe spojrzenie, to cały ten bunt świadomościowy w obronie zagrożonego ego okazuje się wyłącznie li tylko fochem, chwilowym stanem złego humoru…I tak dramat zamienił się w krotochwilną siupryzę, co już paradoksalnie (!) zapowiada sam tytuł. Trzeba przyznać, że jest w tym majstersztyk i ciekawy jestem, ile czytelników / czytelniczek dało się nabrać.
Pojęcie bólu i cierpienia jest rozpisane na wiele wierszy, ale jest wśród nich taki, któremu patronuje mistrz psychologicznej prozy, Fiodor Dostojewski:

panta rhei

/Cierpienie i ból nieodłącznie
 towarzyszą szerokim horyzontom
 myślowym i głęboko współczującemu
 sercu/
                        Fiodor Dostojewski

stałe jest tylko cierpienie
miłość płynna sukces złudny
szczęście ulotne radość życia
ma oczy pełne śmierci człowiek
bywa nieludzki światło nie oświetla
dzień po nocy nie koi
dla wszystkich starczy miejsca
dopóki trwają wojny poeta cierpi
bez milionów na koncie
w i e c z n i e  karmimy głód miłości

twoje słowa Fiodorze nie są
pocieszeniem
nie wódź na pokuszenie

Wiecznie  (można powiedzieć – pokoleniowo) karmiony głód miłości musi mieć na celu jedno; aponię w ogrodzie, a uwikłanie się w pajęczynie życia (okładka!) wcale nie musi oznaczać oczekiwanie w cierpieniu na śmierć. Pajęczyna może okazać się przędzą nie na suknię pokutną, ale balową na ścieżce przez kwietny, rozsłoneczniony ogród. Ogród życia nakarmiony miłością, którego istnienie warunkuje wiara. Wiara w spełnienie.

ogród w Lutowie

/Annie Kozak/

pamiętam poranki w tajemniczym
ogrodzie
plamy słońca feerie barw koncerty
much chłodną trawę na dziecięcych
stopach mącący w głowie zapach
nie znałam dzieł Moneta
malowałam swoje pobłażliwie
uśmiechał się Leśmian
krzaki malin porzeczek przygarniały
hojnie piwonie poiły z pękatych
bukłaków
i radował się Pan Bóg z dziewczęcej
swobody gdy biegłam do kościoła
przez grające łąki śpiewając
kwitną we mnie twe ogrody

————————————————————–
Małgorzata Hrycaj; Aponia w ogrodzie; Szczecin 2018


JACEK  SOJAN

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko