Krzysztof Bencal – wiersze

0
168

Krzysztof B. na grobie menela
 
W marcu skończyłem 35 lat. Nie zaliczam się
    już do poetów młodych. Tamten fantastyczny finisz
       Chrystusa niewiele znaczy dla sztubaka, który wie,
           iż to właśnie gołąb – zanim spadł na ziemię nieżywy –
 
wniebowstąpieniu tempo nadawał.Och, matko, ojcze,
    nie odchodźcie jeszcze! Chociaż obce jest mi wskrzeszanie
       czy zabijanie, chcę z wami modlić się, aż mistrz Jacek
           będzie trzymał czapkę w taki sposób na Blake’a grobie,
 
jak gdyby własne serduszko miało mu do niej wskoczyć…
    W dniu końca świata może nawet deszcz bez przerwy padać.
       Ważne, żeby teraz umieć rozpoznawać łzy Pana.
 
           Tylko dla obcokrajowców i kobiet bywam dobry.
To dobrze, że ten, kto wie,myśli, iż sam się nie dowiem.
To dobrze, że wszystko się zmienia, lecz mogłoby – wolniej.
 
 
 
Żywią Y Bronią
 
Dzisiaj pokochałem babcię Henrykę.
Dzisiaj, kilkanaście lat po jej
przedwczesnej śmierci, pokochałem ją!
 
 
Będąc maluchem, nie skończyłem w bębnie pralki
    ani w piekarniku. Nie razili mnie starzy
       prądem. Nie wiem też zgoła, czym jest dotyk zły.
           Pan Bóg, obchodząc co sekundę wieczność i „nic”,
 
odbija dwa punkty kontrolne: moje oczy.
    I, zaprawdę,jeszcze nie zdarzyło się tutaj,
       żeby ktoś cokolwiek ukradł. Na początku lat
           osiemdziesiątych, kiedym znowu się urodził,
 
odeszło wielu poetów. Wcale nie jestem
    inkarnacją jednego z nich lub naraz kilku.
       Anioł, który od zawsze egzystuje we mnie,
 
           mawia tak: „Uspokój się, Jezu Chryste, Żydku,
i wytłumacz nam, o co ci chodzi w tym wszystkim,
aby i drugi łotr nie widział w tobie winy”.
 
 
 
 
Żywią Y Bronią 2
 
Sprzedawałembutelki po piwie, winie, wódce,
aż zebrałem forsę na komiks oBatmanie,
który został wydany w Polsce poraz pierwszy.
 
 
Ten zaś, który też egzystuje we mnie – szatan
    mówi do Marii,iż gdyby była mężczyzną,
       z liścia w mordę raz w raz by odeń dostawała,
           tak jak przed laty dostawał wieszcz Bencal Krzysztof,
 
albowiem nie chciał kupować wina młodemu
    miejskiemu żulowi, znanemu z polewania
       sobie rąk woskiem w Święto Zmarłych na cmentarzach…
           Szybuje stadko ptaków o znanym imieniu.
 
Niezbyt wysoko. Najwyraźniej na południe.
    Określam to na podstawie miejsca zachodu
       słońca. A gdzieś indziej poeta cieszy się znowu,
 
           że dzisiaj nie jest menelem i opisuje
to, to, czemu tak daleko jeszcze do szczęścia
najmniejszego. „Idzie Pan…”. Obym w nim zamieszkał.
 
 
 
 
Henryk Pokrzywa
 
Henryk Kwiatek przyjaźnił się zgościem ze świętego obrazu.
 
M. Świetlicki
 
 
Pan Henryk Pokrzywa, Marcinie,nie czuł wcale odrazy
    do bluźnierczych landszaftów. Nie wiem, dlaczego pewnego dnia
       przestał już sobie parzyć kawę, herbatę oraz zioła.
           W skoki królika zmieniły się jego zaległe raty!
 
Pierdolnę coś po harcersku.Wówczas moja dalsza mowa
    zostanie zagłuszona przez pijaną, żołnierską wiarę.
       Czy sądzisz, że licząc potrawy na wigilijnych stołach,
           winniśmy pomijać opłatek i pamiętać o sianie?
 
Za popielniczkę służy mi czasem puszka po konserwie
    lub nakrętka słoika. Mój oddech zaś jest częścią wiatru
        wiejącego w niebie, gdzie na młynie czy wiejskim wiatraku
 
            ukrzyżowano Jezusa. Będzie tak wirował wiecznie,
rzygając. Nie powołuj się na mnie, albowiem tylko ja,
który nic nie pamiętam, mógłbym ogródek uratować.
 
 
 
 
Jeszcze wielu kapłanów dostanieode mnie po mordzie
 
Ów brak podniecenia, mężczyzno, w obecności Maryi
    oznacza właśnie niewiarę w siebie. Ona wówczas tobie
       daje wciąż odczuć, iż jesteś już zgoła nieatrakcyjny
           i sprawia, że znika wszystko, co ramieniem krzyża dotkniesz.
 
Kiedy cień to podpis nocy nie podrabiany przez gwiazdy,
    ponownie trzymam, nauczyciel, linijkę horyzontu
       i czekam, aż będę mógł wreszcie dać po promieniach słońcu.
           (Fiut kogoś, kto czaruje ołówki, jest odczarowany).
 
To, na co przymknąłem oczy, spadnie na innego stróża.
    Obszedłszy znowu obiekt, w księdze zapisałem: „Brak uwag”,
       jak gdyby Ziemia ta była letnim domkiem Pana Boga,
 
           gdzie zarówno sen, jak i jawa przypominają koszmar.
Sutenerska oferta będzie ważna do końca świata
albo do wyczerpania gwoździ, których dziś nie posiadam.
 
 
 
 
Cieć 5
 
Pod tym otwieralnym dachem budki strażniczej
    szerszenie mają gniazdo, ale się nie boję.
       Na stoliku leżą śliwki. Z nudów je liczę.
           Mylę się, zaczynam więc od początku ciągle.
 
Robotnicy schodzą na przerwę. Gdy jeden z nich,
    patrząc na mnie, spluwa, cieszę się, że mam wreszcie
       światło. I czuję się jak sam Adam Mickiewicz,
           gdyż lampa, przy której blasku pisał wnet będę,
 
wygląda zabytkowo. Kto podziwia pracę
    innych, tennie musi wysłuchiwać ich zwierzeń,
       by nauczyć się sztuki przytulania ognia.
 
           Jedno serce dla Maryi jest tym, czym dla mnie
wszystkie komary świata ludzką pijące krew.
A pojazd pika tylko wtedy, jeśli cofa.
 
 
 
 
Kryzysowy wieczór
 
Uczynilimnie zwierzęciem
 
Lakey The Kid & 2Pac
 
 
 
Łatwo uczynili mnie jebanym zwierzęciem.
    Nie muszę myśleć. Instynkt do życia wystarczy.
       Gołąb, któremu rzucam kawałki kiełbasy,
           raz dziobie je, raz robi gdzieś kupę bezczelnie.
 
Wieczór był kryzysowy, bo każde kolejne
    zdanie mogło znów dla mnie skończyć się obłędem.
       „Wypowiem o jedno słowo za dużo, Boże,
           by później, rankiem, iść miastem w bluzie włożonej
 
na lewą stronę”. Mój penis jest jak pies bądź kot,
    który z kontenera na śmieci wylazł nocą
       i wpatrywał się długo wprost w światło latarki
           trzymanej przez jednego z prawych ochroniarzy.
Wchodzę do swego mieszkania godzinkę wcześniej,
a tu dzicz, seks, zoo w tv, w telefonie, wszędzie.
 
 
 
 
 
Kryzysowy ranek
 
Byłem bliski poznania ostatecznej prawdy,
    ale wróciło światło. A wielka poetka,
       która ponoć przemawia na wrocławskich wiecach,
           schowała się przede mną gdzieś w swojej redakcji.
 
Komu bywa „kurewsko”, „zjebanie”,„chujowo”,
    gdy Krzysztof Przemysław wchodzi w szaloną Kasię?
       W pokoju, którego drzwi wychodzą na trasę
           Sodoma-Watykan, zemdlał czart jak klon kogoś,
 
kto usnąwszy, zaczął czuć w ustach posmak spermy.
    W mojej duszy zaś – przeżywającej wciąż orgazm,
       jaki jest tym głębszy, im mniej się wie – jęknął Pan.
 
           „Zależy ci na mnie? To dasz znak jako pierwszy!”.
Znowu słychać rytmiczne tykanie zegara.
I – kakofonię. Każda myśl w niej się zapada.
 
 
 
 
Uwaga! Strefa bezpieczna
albo
Spróbuj się nie zaśmiać
 
 
W świetle siwiejącego włosa ponownie spostrzegłem
    na twarzy Jezusa duże, czerwono-białe pryszcze.
       Wtedy ktoś chory stwierdził, że jeżeli je wycisnę,
           to odzyska wnet wzrok i władzę w nogach oraz w ręce.
 
Czyimś rechotem rozpocznie się moje umieranie,
    jednakże nikt podówczas nie da się słyszeć w modlitwie,
       okazałby w tym bowiem niezdarność owej ciężarnej,
           która łka lub śpi, gdy dziecko w jej brzuchu jest aktywne.
 
Tam, gdzie nie napisano: „Uwaga!Strefa bezpieczna”,
    miejsce, na które oczy wszystkich były skierowane,
       pozostawiłem brudne. (Słońce Ziemię obwąchuje).
 
           A tu wzajemna wiedza o sobie bywa tym większa,
im mężczyźnie na widok mężczyzny częściej fiut staje.
Wiem znacznie mniej, niż myślisz, widząc, jak przymierzam suknię.
 
 
 
 
Mój grób, położony – jak wszystkie – pośród ładnych kwiatów,
 
z widokiemna otwieranie się ócz żywego Pana,
splądruje ten, który będzie miałprzede mną robaka.
 
 
Zanim mordercy zaczną przedstawiać się swym ofiarom,
    księgi, w których wciąż występuję, zostaną spalone,
       a szatan, usunąwszy mnie też z pamięci zbiorowej,
           zmieni regulamin, który tylko poeci łamią.
 
By dowiedzieć się czegoś o życiu z perspektyw różnych,
    należy pozwolić na to, aby ozdobą duszy
       był wisiorek z zębami sumienia. Dojrzałe panie
           (źle je uczyli rodzice, mnie nie uczyli wcale)
 
i panowie znów udają, że zgoła nie istnieję,
    ja zaś najmłodszej z par przypisuję świata stworzenie.
       Czy woń cipy może być nad wyraz odpychająca?
 
           Usta są umalowane. Suknia jest pachnąca, piękna.
Brakuje tutaj lupanaru, który by zapewniał
dostateczną ilość wiernych w okolicznych kościołach.
 
 
 
 
Wieczny orgazm
 
kto na kogo wlazł, ten tego jebał
 
 
Albo uprawiam seks z chorą psychicznie kobietą,
    która ciągle jeszcze zmyśla, skąd może mieć dzieci,
       albo onanizuję się, Krzyś, silniejszą ręką
           i mam pewność, iż i ty stąd za to nie wylecisz.
 
A jeżeli pogodzę się z odmową najbrzydszej
    z dam i usłyszę od niej: „Jestem adoptowana”,
       to nawet Magdzie, którą sobie wyobrażam
           wciąż przed snem, rozkołysze się warkocz jak fiut w zwisie.
 
Na owo miejsce, Maryjo, orgazmu wiecznego,
    zaniesiesz mnie, zerwawszy się do lotu wraz ze mną.
       Oboje grzeszmy pychą, bo kara nie nas spotka,
 
           lecz tych, co się jednają, gdy świętują gdzieś indziej.
Nie zadawaj mi już pytania, czy nienawidzę
Józka. Ów Józek mówi, że nie wie,co filmować.
 
 
 
Cieć 4
 
Doznawszy zniewagi, nie byłem oburzony,
    bo wiedziałem,że głowa tego, który schodził,
       zmieni swoją pozycję. (Jak penisem dotknąć
           ani martwej staruszki z odsłoniętą nogą).
 
Słowa twejmiłości w mym wnętrzu się rozchodzą
    i coś we mniepada na kolana przed tobą,
       Panem Bogiem, którego tej nocy zwątpienia,
           gdy byłem jak ty, ludzie znajdowali w sercach.
 
To podwrocławskie miasto śmierdzi tylko bagnem.
    Krocząc wśród traw, baczę, by nie zdeptać ślimaka.
       Kiedy budowlańcy już skończą ciężką pracę,
 
           słupy tam, gdzie stróżuję od rana do rana,
przyciągają wciąż ptactwo cieszące się życiem.
Stróż, śpiąc, wie, iż zwolnią nie jego, lecz Marysię.
 
 
 
 
Bezdomny albatros
 
Wszystkie gniazda są zajęte. A w przedłużaczu
    innym było przebicie, toteż go zabrano.
       Może – aż do nieba? Ja, bezdomny albatros,
           kroczę dumnie i wolno po pokładach statków
 
i skrzydłem uderzam marynarzy,jednego
    po drugim, aby odlatywali daleko
       i wpadali z pluskiem do oceanów czy mórz.
           Kable (jeżeli kabluję, to nieświadomie)
 
to gady, które zaczną polować w ciemności,
    gdy wezmę je do rąk. Tymczasem, skurwysynu,
       swe młode – smugi dymu – w górze karmią prądem.
 
           (Wybacz, że byłem najsłabszy w klasie z biologii).
W upalny dzień nagrzało się oparcie krzesła.
Czułem ciepło, jakbym przez dżunglę się przedzierał.
 
 
 
 
Mój przyjaciel Franek
                   
Kto, pytam znowu, upałem – jak dłonią – świecę
    w lichtarzu przegiął nieco w stronę krucyfiksu?
       Dawniej byłem pewien, że nawet największy cud
           zostałby, suczko, niedostrzeżony przeze mnie.
 
Dziś myślę, iż żaden niczego by nie zmienił
    w Krzyśku. (Proszę, nie zabierajcie stąd tej świecy!).
       Słońce ma nowotwór i potrzebuje światła.
           Lecz miłość, dzięki której wszystko w moim wnętrzu
 
rodzi się, rośnie, dojrzewa –jest grupy innej.
    Przyszedł mężczyzna, a Boga się spodziewałaś.
       Z palcówki kroczysz ku seksowi analnemu?
 
           Choćbyś rzekła, żem nikt, dalej tę tajemnicę
będę zdradzał: jego tyłek pryszczami pała.
Nie chciałbym już usłyszeć słów „habemus papam”.
 
 
 
Zawieszony Jezus
 
Jeszcze tylko 23 kilometry do Wrocławia.
    Popatrz, z prawej, za okienkiem, stos kominkowego drewna.
       Pan Jezus za otwieranie oczu i ust na obrazach
           został zawieszony i, mówią, w kościołach już go nie ma.
 
Natomiast wietrzna pogoda, niczym imperialna armia,
    szturmując swe wnętrze, wszystko wprawia w drżenie. I od strony
       wiatraków, które kręcą przecząco głowami w mieszkaniach,
           idą podmuchy jakby dezerterzy zmarznięci, głodni.
 
Nie będę jadł posiłków przy stole ani na podłodze.
    Spróbuję to zrobić, zawisając z sufitu. Ponadto we śnie.
       Do zlewu odłożywszy ostatnie sztućce i talerze,
   
           na burdelowego kapelana wyświęcam znów słońce.
Tymczasem ktoś leży na boku i po tyłku się drapie.
Kiedy przejeżdżam głośno obok,wyciąga rękę z majtek.
 
 
 
 
Cieć 6
 
Wykonuję różne czynności, nie wyjmując
    papierosa z ust, jakbym jechał bez trzymanki
       na rowerze. I wiem: nie trzeba żyć dwa razy,
           by zarazem zejść nagle i umierać długo.
 
Petom, które długo rzucałem samowolnie
    na trawnik,inspektor BHP zrobił zdjęcie.
       Teraz boję się, że kierownik mnie wyleje
           lub na oczach murarzy każe mi je podnieść.
 
Jestem rozchełstany i widać mój gruby brzuch
    jak Boga,który pracuje na wysokości
       bez zabezpieczeń i ma czas do kupy łożyć
 
           chwile zwątpienia. Kiedy wychodzi mu znów cud,
nakłuwam gałązką niebo i sprawdzam poziom
smutku i radości w dżdżu. Kara jest nagrodą.
 
 
 
 
Muchy nad koszem
 
Wyobrażam sobie, że powracam do raju
    z ptakiem na ramieniu, na grzbiecie pięknej sarny.
      I śpiewam Bogu, by nie ukazywał swej twarzy
          martwym ni tym, których brwi świadczą przeciw światłu.
 
Nie, wcale nie muszę rozbierać się do naga.
    Na samej dłoni jest przecież tyle pysznych miejsc.
       Ale komary wciąż brzydzą się pić moją krew,
           jakby przed nimi wampirzyca ją żłopała.
 
Wzdłuż drogi siedzą aniołowie,żebrząc głośno.
    Kiedy z mojej brody skapnie kropelka mleka
       lub spadnie kilka okruszków czarnego chleba,
 
           zaczynają na śmierć i życie walczyć z sobą.
Obojętność Chrystusa to zbędna wiadomość.
 
Przesuwam palec wzdłuż boku książki Lieberta.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko