Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
36

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego


 


Kronika nie tylko teatralna
 

teatr-na-scenieMieczysław Wojtczak, niegdyś dziennikarz, publicysta, później działacz polityczny, w latach siedemdziesiątych m.in. szef kinematografii w randze wiceministra, od dwunastu lat czyli od ukazania się jego pasjonującej „Kroniki nie tylko filmowej” (2004) dokumentuje i opisuje niezmiernie ważny, owocny, a jednocześnie bardzo politycznie burzliwy fragment dziejów kultury polskiej, w szczególności kinematografii.Punkt widzenia z jakiego to czyni, jest dwojaki. Po pierwsze, to pozycja posiadacza ogromnej wiedzy w dziedzinie, którą się zajmuje. Po drugie, a to już jest walorem unikalnym i ekskluzywnym, to pozycja kogoś, kto tę historię współtworzył i jako urzędnik państwowy wyposażony w pewien zakres władzy, i jednocześnie jako intelektualista, który kształtował ją według swojego wyobrażenia, istotnie wykraczającego poza zakres wyznaczony przez doktrynę partii i państwa czasów PRL. Emblematycznym jego dokonaniem jest tu przyczynienie się do powstania „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy, filmu, który – biorąc na tzw. zdrowy rozum i uwzględniając ówczesne polityczne uwarunkowania – w PRL nie miał prawa powstać a tym bardziej znaleźć się na ekranach kin. I właśnie te dwie perspektywy sprawiają, że kolejne książki Mieczysława Wojtczaka – „Zdobywanie Moskwy” (2006), „O kinie moralnego niepokoju… i nie tylko” (2009), „Wielką i mniejszą literą. Literatura i polityka w pierwszym ćwierćwieczu PRL” (2014), a także właśnie ukazująca się: „Teatr na scenie polityki. 1944-1969”, że ich lektura jest tak pożyteczna i wzbogacająca wiedzę, a przy tym naznaczona walorem bezpośredniego spojrzenia świadka czasów i zdarzeń. Co prawda tym razem wybrał autor tematykę w znaczącej części wykraczającą chronologicznie poza okres jego świadomej aktywności, ale doświadczenie dziennikarskie i polityczne pozwoliło mu na kompetentne spojrzenie na czas i materię ujętą w tytule. Ukazując polski teatr tamtych czasów Wojtczak tylko w minimalnym stopniu zajmuje się jego aspektami stricte artystycznymi. Koncentruje się natomiast na jego politycznych i społecznych aspektach. W odniesieniu np. do lat tuż powojennych, pokazuje przełamywanie się dwóch porządków: prób odradzania teatru w duchu modelu przedwojennego i coraz silniejszego nacisku doktrynalno-administracyjnego na rzecz całkowitej odmiany tego modelu. Z ogromnej liczby faktów, dat, personaliów wyłania się frapujący obraz dynamicznego procesu odnajdywania przez ludzi teatru – w większości uformowanych bądź co bądź w Polsce przedwojennej – miejsca w rzeczywistości teatralnej nie tylko im nieznanej, ale do tego w Polsce nigdy wcześniej niepraktykowanej. Była to rzeczywistość oparta na finansowaniu teatrów przez państwo i kontroli z jego strony, mająca swoje walory ale i strony negatywne. Do tych pierwszych należało nieznane przed wojną bezpieczeństwo (choć na skromnym poziomie) socjalne, do tych drugich kontrola treści przedstawień i repertuaru (skądinąd istniejąca także przed wojną). Aczkolwiek wpływ administracyjny na repertuar miał także aspekt pozytywny: włączenie do repertuaru teatrów, w skali dotychczas niepraktykowanej, wartościowej artystycznie literatury dramatycznej, która z powodów komercyjnych znajdowała w przedwojennym teatrze miejsce jedynie marginalne. Ta zmiana wynikała z kierunku państwowej, socjalistycznej polityki kulturalnej, nastawionej na masowe upowszechnienie kultury wyższej, na udostępnienie jej możliwie najszerszym kręgom społecznym, prowadzące do ich wyjścia z kulturowego, a co za tym idzie społecznego upośledzenia. Kolejne rozdziały  pokazują teatr najpierw w okresie apogeum stalinizmu, w warunkach obowiązującej doktryny socjalistycznego realizmu, a następnie przed i popaździernikowy przełom 1956 oraz szybkie przesterowanie kursu teatru w stronę otwarcia na literaturę dramatyczną europejską, co zaowocowało wybitnymi zjawiskami artystycznymi oraz zdobyciem przez polski teatr, na długie lata, renomy rangi światowej. Rok 1969, który stanowi końcową cezurę czasową pracy Mieczysława Wojtczaka nie jest w historii teatru w Polsce traktowany jako data szczególna. O ile przyjęcie punktu wyjścia usytuowanego w roku 1944 jest z oczywistego punktu widzenia w pełni zrozumiałe, o tyle datę 1969 można potraktować być może jedynie jako chronologiczne zamknięcie dziejów teatru powojennego ćwierćwiecza PRL. Można jednak zobaczyć i w tej dacie coś więcej. To czas po kryzysie związanym z dejmkowską inscenizację mickiewiczowskich „Dziadów”  w Teatrze Narodowym, czas ostatecznego uformowania pewnych kształtujących się od końca lat pięćdziesiątych zjawisk, takich jak choćby „teatr ubogi” Jerzego Grotowskiego czy pojawienie się takiego zjawiska jak teatr Adama Hanuszkiewicza, wnoszący nowy styl podejścia do klasyki teatralnej. To także czas początku pierwszej dużej wymiany pokoleniowej w teatrze. Pojawiają się w nim choćby przedstawiciele pierwszego aktorskiego pokolenia urodzonego i uformowanego w okresie po 1944 roku (głównie roczniki „czterdzieste”, właśnie obecnie schodzące z wolna ze sceny). To w istotnym stopniu wpłynęło na zmiany w estetyce teatralnej. Nie dotyczyło to zresztą wyłącznie aktorów.

Praca Mieczysława Wojtczaka jest owocem dokonanej przez niego imponującej kwerendy źródeł. Sprawia to, że przy pierwszym, pobieżnym z nią kontakcie, można odnieść wrażenie trudnego do „ogarnięcia” nadmiaru. Zagłębienie się w lekturę pokazuje jednak, że autor zachował zdyscyplinowaną precyzję przy wyborze materiałów dokumentalnych, co sprawiło, iż konstruowany przez niego obraz jawi się jako bardzo klarowny i czytelny. Autor nie stawia się w pozycji komentującego publicysty, ani też nie ogranicza się do referowania gołych faktów. Przyjmuje model narratora dyskretnie prowadzącego czytelnika po meandrach opisywanych zjawisk, bez narzucania mu punktu widzenia, ale też pozostawiania go na pastwę gąszczu faktów. Pomaga mu bez ostentacji, jako mądry cicerone. Książka Mieczysława Wojtczaka jest pracą unikalną. To pierwsza tego rodzaju synteza na czytelniczym rynku. Rozproszone dotąd, po niezliczonych opublikowanych i nieopublikowanych źródłach, materiały ujęte zostały w całościową konstrukcję, tworzącą fascynujący fragment historii Polski pierwszego powojennego ćwierćwiecza.
 

Mieczysław Wojtczak – „Teatr na scenie polityki. 1944-1969”, Wyd. Studio Emka, Warszawa 2016, str. 493, ISBN 978-83-65068-13-2
— 

 

Jeśli dziś Piątek, to czytajmy „Kartofladę”
 

kartofladaTomasz Piątek, który odsłania właśnie w swoich artykułach niepokojące nici rosyjskie Antoniego Macierewicza, stawiające tę postać w nader podejrzanym świetle, jest – by tak rzec – także na co dzień pisarzem o cechach skandalisty, kimś w rodzaju, o ile takie porównania mają sens, polskiego Thomasa Bernhardta albo polskiego Charlesa Bukowskiego. Świadectwami tego są choćby „Heroina” (2002), „Pałac Ostrogskich” (2008), „Wąż w kaplicy” (2010), „Antypapież. Esej” (2011). Jego najnowsza powieść, „Kartoflada”, to wielowarstwowy pastisz licznych gatunków: powieści pikarejskiej (łotrzykowskiej), szkatułkowej, powieści drogi, środowiskowej satyry, realistycznej powieści obyczajowej, czy strumienia świadomości spod znaku Joyce’a (wyczuwam kpiarskie nawiązania do „Ulissesa” i do homerowej „Iliady” – tytuł – jednocześnie), a doszukać się można w tworzywie tekstu wielu jeszcze tego rodzaju literackich odniesień i skojarzeń. Oczytanie Piątka jest uderzające, a przy tym najwyraźniej twórczo przetwarzane w tyle głowy. Mamy w „Kartofladzie” satyryczny obraz różnych środowisk (m.in. Opus Dei) i nieprzeliczoną galerię postaci pokazanych w zwierciadle ostrej groteski. Ta lawina czytelniczych bodźców sprawia, że łatwo mogą nasunąć się na myśl inne literackie filiacje czy asocjacje, jak choćby skojarzenie z „Bakunowym faktorem” Johna Bartha. „Kartoflada”, to opowieść o współczesnej Polsce, pokazanej w krzywym, wyostrzonym zwierciadle, oddająca wszakże właściwości zbiorowego języka, gromadne fobie, obsesje, odruchy, pseudomitologie. Piątkowa psychomachia obfituje w wątki mnożące się jak grzyby po deszczu i nieustannie się krzyżujące, a tempo tej narracyjnej kreatywności jest szalone, podbite przy tym czarnym humorem i imponującą, właściwie niczym nie limitowaną wyobraźnią autora. Przy czym wszystko to utopione jest w sosie wulgarności i skatologii. Daleki jestem od puryzmu w tej dziedzinie, ale niejednokrotnie odnosiłem podczas lektury wrażenie, że jest tego składnika w Piątkowej prozie niejaki nadmiar prowadzący do przesytu. Trudno poza tym oprzeć się wrażeniu, że Piątek nie panuje nad swoją pisarską kreatywnością, że go ona rozsadza, że dotyka go „nadmiar urodzaju”. Czytelnika przyzwyczajonego czy gustującego w pewnym porządku i umiarze może to razić, ale co do mnie, to przyjąłem założenie, że czytając Piątka piję wzburzone, a przy tym niepasteryzowane piwo wysokoprocentowe, a  nie spreparowanego, bezsmakowego „lagerka” cienkusza. Tomasz Piątek jest pisarzem bardzo utalentowanym, być może jednym z najbardziej dziś znaczących w Polsce. Jednym z tych, którzy odważnie rzucają kamieniami w zarosły mułem i błotnym zielskiem polski staw narodowy. Stajnię Augiasza, która  z ciężkim oporem poddaje się (choć częściej właśnie się nie poddaje) asenizacyjnym wysiłkom modernizacji.
 

Tomasz Piątek – „Kartoflada”, Wyd. GWFoksal, Warszawa 2016, str. 430, ISBN 978-83-280-2740-4


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko