Zbigniew Majewski – Łyżka i inne rzeczy

0
79

Zbigniew Majewski


Łyżka i inne rzeczy

 

lyzka            Łyżka, jakiś to prozaiczny przedmiot zwłaszcza w kontekście galopującego ułana, uosabiającego przecież polską fantazje i polski romantyzm. A jednak, kiedy zastanowimy się nad zderzeniem łyżki z ułanem uznamy, że grafik miał rację. A mowa o nowym tomie wierszy Stanisława Grabowskiego pt. Łyżka, którego okładkę zdobi ułan pędzący na koniu w pełnym rynsztunku Zaglądamy do książki i odkrywamy bez trudu, iż Stanisław Grabowski (senior) był żołnierzem 18 Pułku Ułanów Pomorskich sławnym szarżą pod Krojantami w 1939 roku i jemu poświęcony jest ten poetycki tom. Okazją setna rocznica Jego urodzin w bieżącym roku. Piękny to gest, poświęcić Ojcu liryczny tomik, a zadedykowany jest on ponadto prawnukowi i wnukowi obu Stanisławów, także… Stasiowi, aktualnie uczniowi II klasy Szkoły Podstawowej. No cóż, Omne trinum perfectum.

            W tym tomie wiersze Grabowskiego na ogół nie są napisane ani dziś, ani wczoraj, to plon wielu lat poezjowania, na dodatek przebrany przez twórcę, który pisze owszem chętnie, ale jeszcze chętniej skraca, odrzuca poetyckie słowa, zawsze pamiętając o zasadzie: jak najwięcej treści, jak najmniej słów.

            Tytułowa łyżka, jak opowiadał mi autor, ratowała życie jego ojcu najpierw w obozie przejściowym w Świeciu nad Wisłą, po klęsce jego pułku w Borach Tucholskich we wrześniu 1939 roku, a następnie w stalagu II A Neubrandenburg.
            Nie rozstał się z nią i później, a po wojnie przywiózł do Polski i już z niej nie zrezygnował. Ot, zdobyczne trofeum. Były przecież i takie. To tylko radzieckim generałom wolno było, po wojnie, wwozić do ZSRR po kilka samochodów, a poza tym, co tam się mieściło i na co miało się ochotę. No, ale to u nich nie pierwszyzna. Np. Zbyszewski pisze, że po bitwie pod Maciejowicami wszyscy rosyjscy generałowie wracali „w karetach o herbach magnatów polskich, z seksualnym prowiantem u boku”. Zwykły człowiek, jeśli ocalał i nie utracił niezbędnych do życia przedmiotów pozyskanych np. w Niemczech, to na ogół zabierano mu je, kiedy przekraczał granicę.

            W przypadku seniora Grabowskiego, po przebyciu granicy na Odrze, udało mu się dotrzeć do Choszczna, gdzie został zatrzymany przez sowiecką komendanturę i skierowany do odgruzowywania tej miejscowości. Trwało to kilka miesięcy, od lipca do września 1945 roku, a jedyną zapłatą za całodzienną ciężką pracę był bochenek chleba. Starszy ułan Stanisław Grabowski stracił wówczas wszystko, co posiadał, ale łyżkę udało mu się zachować. Czyż zatem nie mogła się stać podmiotem lirycznej refleksji, czy też początkiem legendy?

            Skoro tyle o niej, zacytujmy fragment wiersza pt. Łyżka, którym zresztą autor rozpoczyna swój tomik:

 

                        Mój ojciec przez całe życie

                        Jadł jedną łyżką.

                        Czy to wam się zdarzyło?

                        Przywiózł ją z wojny.

                        Zdobycz.

                        Jedyna zresztą.

 

                        Ale wpierw był bój pod Chojnicami.

                        Zabita klacz. Rana. Stalag.

                        Później roboty przymusowe.

                        To wtedy docenił wagę łyżki,

                        Choć ważyła niewiele.

                        I nie rozstawał się z nią,

                        Jak z przyjacielem.

                        […]

           

            Ważna jest też dedykacja przypisana do tego wiersza p. Kazimierze Szark, to b. wieloletnia dyrektorka Szkoły Podstawowej w Nowej Cerkwi im. 18 Pułku Ułanów Pomorskich, także b. posłanka na Sejm, niestrudzona orędowniczka ułańskiej i patriotycznej tradycji, kobieta niezwykła. W Nowej Cerkwi istnieje muzeum poświęcone pamięci bohaterskich ułanów, broniących Ziemi Chojnickiej, i tam znajdują się m.in. spisane wspomnienia z września 1939 roku starszego ułana Stanisława Grabowskiego.  

            Zwykłe, najzwyczajniejsze przedmioty kojarzy autor z Ojcem poza łyżką: budzik, portfel, plecak, (rukzak), chleb, motykę, kosę, „wysłużony zielony grzebień”, „zwykłą wiklinową witkę”, która małemu chłopcu kojarzy się z… szablą. I każdy przedmiot znajduje w poecie tego, który nie zapomina, depozytariusza, przekazującemu pamięć o nich następnemu pokoleniu. Bo warto, bo tak trzeba. Bo tak nakazuje synowska pamięć i sumienie.  

            To wszystko odnajdujemy w pierwszej części tomu zatytułowanym właśnie Łyżka.

W drugiej części pod tytułem Czerwona rękawiczka poeta wprowadza nas w inne klimaty, z pasją wręcz publicystyczną pisze o sprawach współczesnych, znajduje też miejsce dla delikatnych stricte lirycznych erotyków. Oto jeden z nich zatytułowany Czułość:

 

                        Czułość – skała oto, rozbijam się o którą.

                       

                        Chciałbym, ale nie umiem płakać

                        Nawet w nocy.

 

                        Podać ci ramię,

                        To mnie też przerasta.

 

                        Otrzeć pot z czoła, żeby zgarnąć perłę.

                        To mógłbym.

 

                        Lecz czemu tego

                        Pragnąć nie potrafisz?

 

                        Czułość – to boli.

 

            W tej części huśtawka emocji, celowo pobudzana przez autora, jest duża i ma różne odniesienia. Można jednak wyodrębnić tam jakieś zasadnicze tematy, poza erotykami, należą do nich np. rozważania o istocie poezji, wspomnienia z młodości, ze szkoły podstawowej. Dużo miejsca poświęca swoim bliskim, poza Ojcem także mamie, siostrze, braciom, dziadkowi. W tym miejscu muszę zarekomendować choćby jeden liryk pt. Królowa poświęcony Matce autora:

 

                        Jeśli istnieje

                        Królestwo niebieskie

                        To moja mama

                        Siedzi blisko tronu Pana.

 

                        W nagrodę

                        Za pięć tysięcy razy

                        Do czysta, do połysku

                        Wyszorowaną podłogę.

 

                        Z wiadrem u boku,

                        Z burą szmatą przed sobą,

                        Z proszkiem żrącym ręce,

                        Na kolanach, na klęczkach.

 

                        Z drzazg powbijanych w dłonie

                        Mogłaby nosić koronę,

                        Ale o to nie dba. Ta królowa

                        Poprawia chustkę na głowie.

 

            Uwagę zwracają też dwa nieduże jakby cykle. Jeśli w pierwszej części tomu znajdujemy jedynie cykl pt. Krojanty, dwadzieścia liryków, ostrych jak cięcie ułańskiej szabli, to w części drugiej jeden cykl poświęcony jest Norwidowi, kolejny zaś poecie ks. Janowi Twardowskiemu. Ten pierwszy opatrzony jest podpisem: „4 powyższe wiersze dedykuję Uczniom mojego Liceum nr 16 im. Cypriana Kamila Norwida w Nowym Mieście Lubawskim”. Autor przypomina różne epizody z życia Norwida. Jak wiadomo, po śmierci poety, w przytułku, zakonnice spaliły jego kufer. W utworze poetyckim pt. Protokół Grabowski usiłuje zajrzeć do tego kufra, dowiedzieć się, co wraz z nim zginęło, o co stała się uboższa polska literatura. W innym wierszu pt. W dorożce, zadedykowanym Wisławie Szymborskiej, kto oczytany zrozumie dlaczego, opisuje „spotkanie” narratora z Norwidem. Tak go widzi:

 

                        Poznałem go od razu

                        Po czarnym żakiecie,

                        Głowę miał obwiązaną chustą,

                        Niczym chory na fluksję.

 

                        Pochylony nad krzyżówką,
                        Mocował się z zagadką:

                        „Na sześć liter,

                        poeta romantyczny”.

 

                        Obserwowałem go ukradkiem,

                        Ach, ten profil i ogień w oku,

                        I wąskiej dłoni nerwowość,

                        Co wyróżnia artystę

                        […]

 

            Drugim mini-cyklem możemy nazwać wiersze poświęcone innemu poecie, ks. Janowi Twardowskiemu, o którym Grabowski przygotował pierwszą u nas biografię pt. Ks. Jan Twardowski. Szkic o poecie. Ukazała się w ubiegłym wieku! Ale jak dotąd kolejni biografowie księdza-poety, udają, że dzieła nie znają, choć uważni czytelnicy mogą dostrzec, iż praca Grabowskiego inspirowała ich, podpowiadała pewne tropy, wyjaśniła biograficzne niejasności. 

            Nie jestem pierwszym czytelnikiem Łyżki. Wcześniej czytał ją, i w swoim stylu skomentował Andrzej Walter. Kilka „rodzynków” z jego recenzji przytaczam poniżej:

            „Karmi nas chlebem powszednim swoich wspomnień, swojej czułości, wypadłych z rąk, na podłogę, marzeń, karmi nas słowem tak cichym, że w dzisiejszym zgiełku prawie go nie słychać. A jednak, jednocześnie, jakby mimochodem, syci nas jakąś trudną do uchwycenia „z nieba manną” (tej z drogi pustynnej) od wieków zwaną poezją. I być może będzie z nią jak z Łyżką – co się z nią stanie, nie wiemy. I się nie dowiemy”.

            „W poezji Grabowskiego jest ciepło. Można się przy niej ogrzać jak przy kominku. Za oknami burze, nawałnice i furie wodospadów, a w Łyżce coraz ciszej, coraz wytrawniej, coraz bliżej. Coraz pełniej. Zaglądamy w Nią – nie dotykając, a jednocześnie dotykamy bez potrzeby posiadania zmysłu wzroku. Słowo po słowie wnikamy w uczucia, stany, tęsknotę, prawdę i wiarę. To wiara w człowieka, w Ojca, w przeszłość, w… poezję”.

            „Tomik wart jest tej ciszy, którą nam oferuje. Wart jest intymnego smakowania i wczytywania się w te kilka (jakże ważnych) refleksji w nim zawartych, których waga i powaga stanowi jedyną drogę ratunku dla konającego na naszych oczach świata. Świata, który wypycha z niego ludzi cichych, wrażliwych, mało zaradnych, aby nie rzec – mało cwanych; który szydzi wręcz ze słabych, chorych oraz starych, z bukietem wyrafinowanej hipokryzji, tolerancji oraz poprawności wszelakiej. Świata tak odległego od spojrzenia i słowa mędrca. Bo mędrcem dziś jest ten, kto nie ulega rozproszeniu, nie ulega jaskrawości i jazgotom ulicy narzucającej skomplikowaną technologią jedynie słuszną teorię … braku teorii. To świat bez idei, osądów, rozsądku i bez prawdy, którą utopiono wraz wolnością. Świat dna. A dno – czyni niewidzialnym”.

            Tak też można.

            Gdyby ktoś nie wiedział muszę dodać, iż autor jest nie tylko lirykiem, a nawet rzekłbym: lirykiem tylko bywa. Zajmuje go tyle spraw, że nawet trudno o wszystkich wspomnieć, pisze wiersze i opowiadania dla dzieci, eseje, recenzje, scenariusze filmów dokumentalnych, książki biograficzne, monografie historyczne, powieści, dramaty…

A gdyby dodać pracę redaktorską i prezesowanie m.in. w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, Oficynie Wydawniczej ASPRA-JR, redagowanie w pismach, jak „Poezja i Dziecko” czy „Las Kabacki”, współpracę z prasą, redakcje książek, spotkania autorskie, konsultacje poetyckie, udział w jury, w kapitułach nagród literackich, działalność społeczną… Doprawdy, obawiam się, że o wszystkim nie zdołam napisać, mimo iż bardzo się staram wydłubać z pamięci to, co zapamiętałem, co zauważyłem jeśli chodzi o działalność twórczą Autora, który w rozmowie ze mną usilnie starał się pomniejszyć to, co czyni. A pisze – bagatela! – od przeszło pięćdziesięciu lat!

______________________

Stanisław Grabowski, Łyżka, Wydawnictwo PATI, Warszawa 2016, s.144.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko