Jan Stanisław Smalewski – Balansowanie na krawędzi

0
67

Jan Stanisław Smalewski



Balansowanie na krawędzi

 

smalewski2Kiedy ktoś mówi, że świat to jedna wielka beczka prochu, wystarczy iskra, by wzniecić wielki pożar, nas to już nie dziwi. Nie zaskakują nas wiadomości o szerzących się wojnach, mało interesujemy się tym, co dzieje się w odległych rejonach świata, bo przesyt wiadomości na tematy wojenne uodparnia nas niemal na wszystko, co z wojną jest związane.

            Trudno się dziwić zresztą, że tak reagujemy, gdy media zasypują nas na okrągło złymi wiadomościami, o wojnach, zamachach terrorystycznych, katastroficznych przepowiedniach. Gdy wiele współczesnych konfliktów dzieje się w przysłowiowym blasku kamer.

Oczywiście reagujemy tak dopóki wiadomości bezpośrednio nie wiążą się z naszym bezpieczeństwem. Tak było ostatnio po zamachach terrorystycznych we Francji. Wzrosła też nasza wrażliwość, gdy u nas i w sąsiednich krajach rozpętała się dyskusja na temat przyjęcia uchodźców z Afryki. Ożywiły się znacznie nastroje społeczne w związku z ostatnimi wydarzeniami politycznymi w kraju, zapowiadającymi po zmianach rządu duże przeobrażenia systemowe i społeczne.

            Mimo wszystko jednak śmiem twierdzić, że współczesny człowiek, któremu coraz częściej przychodzi żyć w świecie pełnym rozmaitych zagrożeń, jest coraz mniej szczęśliwy, coraz bardziej w tym wszystkim osamotniony i coraz mniej pewny swej przyszłości. Świat balansuje na wielu krawędziach: wojen, społecznych dramatów i niebytu. Współczesny człowiek jak po kruchym lodzie coraz ostrożniej stąpa po ziemi, obawiając się o swój los, bezpieczeństwo, dostatek.

Paradoksem współczesności jest także, że tyle dokonujących się zmian w obszarze tak zwanego postępu, wiąże się z mechanizmami unicestwiania i zagłady.

 

Wbrew przepowiedniom Nostradamusa w środę końca świata nie było. No i na razie chyba nie będzie, tak samo jak z powodu zestrzelenia w pobliżu granicy turecko-syryjskiej  24 listopada przez dwa tureckie myśliwce F-16 rosyjskiego bombowca taktycznego Su-24, nie będzie III wojny światowej.

Nostradamus prawdopodobieństwo końca świata zapowiedział zresztą jeszcze na inne terminy, w tym jeden bardzo od nas współcześnie żyjących odległy. Rosjanie zaś cierpliwość sąsiadów naruszaniem ich przestrzeni powietrznej testują od dawna. Mieliśmy i my w tym roku z takimi przypadkami do czynienia, a sama Turcja wielokrotnie.

Turcy ostrzegali wcześniej Rosję, że ich działania bojowe w pobliżu tureckiej granicy mogą mieć przykre konsekwencje. 20 listopada wezwali nawet rosyjskiego ambasadora, domagając się zaprzestania rosyjskich nalotów bombowych i ostrzeliwań turkmeńskich cywilów w pobliżu ich granicy. Turkmeni, lud uznawany przez Turków za współbraci, bierze udział w wojnie domowej po stronie rebelii, którą od kilku ostatnich miesięcy atakowała Rosja wspierająca reżim Baszara al-Asada.

Z powodu zestrzelenia rosyjskiego samolotu w prasie zachodniej, w tym głównie niemieckiej, zaroiło się zatem od komentarzy, w których wskazywano, iż taka nauczka Putinowi po prostu się należała.

Po ostatnich wojskowych zagrywkach Putina z nasileniem nalotów zarówno na syryjskich rebeliantów, jak i dżihadystów z Państwa Islamskiego, zarówno Amerykanie, jak i państwa NATO miały dylemat, jak z Rosją postąpić? Zaniechać dotychczasowych sankcji i dyplomatycznych zagrywek w jej izolowaniu za wojnę z Ukrainą i wzmóc współpracę w zakresie wspólnej walki z Państwem Islamskim, czy szukać innych rozwiązań. Rosjanie mieli chyba tego świadomość, dlatego coraz śmielej prowokowali państwa natowskie, naruszając ich granice powietrzne i nie szczędząc oskarżeń w sprawach rozwoju sytuacji w Syrii i na byłych terenach Iraku.

NATO unikało zatargów z Moskwą, a sami Turcy po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu bojowego  tłumaczyli się zresztą, że bezpośrednio przed atakiem rosyjski Su-24 był  wielokrotnie ostrzegany (dziesięć razy w ciągu pięciu minut), ale niebezpieczeństwo zlekceważył. Zlekceważyli go dwaj piloci, z których potem jeden po katapultowaniu się z samolotu tuż przed zderzeniem z ziemią, został zestrzelony przez syryjskich Turkmenów.

Turcy boją się Kurdów, których Rosja wspiera, a Rosjanie jakby nie bali się nikogo. Sytuacja zmieniła się diametralnie po zniszczeniu, to znaczy podłożeniu przez bojowników z IS ładunku wybuchowego w rosyjskim samolocie pasażerskim. Rosjanie też zaczęli się bać dżihadystów i członków Al-Kaidy, a teraz muszą uważać również na siły natowskie atakujące Państwo Islamskie. Że nie zlekceważyli tureckiego ataku na swój samolot świadczyć może choćby to, że kilka dni temu w ten rejon podciągnęli najnowocześniejsze obronne systemy rakietowe.

 

Świat coraz częściej stąpa po krawędziach wojny, ulegając niebezpiecznym wahaniom. O ile jeszcze rok temu główne obawy polityków i wojskowych nakierowane były przede wszystkim na konflikt ukraińsko-rosyjski, dzisiaj front tych niebezpieczeństw znacznie się rozszerzył.

Ameryka przewodząc w misji utrzymania pokoju na świecie, musi sobie radzić już nie tylko z problemami bezpieczeństwa w obszarze kontaktów z krajami południowej Azji, z Koreą Północną, z sytuacją w spływającej krwią Afryce, ale też trzymać kurs w sprawach Ukrainy. Przebiegłość planów Putina, który zmierzał do narzucenia Europie Zachodniej swego przywództwa w zwalczaniu dżihadystów z Państwa Islamskiego w zamian za milczenie w sprawach aneksji Krymu, na razie nie przyniosła rezultatów, a ostatnie decyzje Obamy dotyczące przekazania broni Ukrainie, zaskoczyły trochę opinię publiczną. I trudno powiedzieć, czy zaskoczyły tylko pozytywnie, bo są i tacy, którzy na gest ten westchnęli głośno: – Wreszcie.

 

Seria ostatnich zamachów terrorystycznych w Paryżu i ujawnienie przy tej okazji całej siatki bandytów przygotowujących kolejne zamachy, pokazały, jak niebezpiecznie rozwija się kierunek krwawego islamskiego terroru nakierowany przeciwko cywilizacji zachodniej. Zakłóciły rytm opracowywanego skrzętnie przez Unię Europejską programu pomocowego dla uchodźców z Afryki.

Nostradamus przepowiadał III wojnę światową, papież Franciszek wypowiada się otwarcie, że ona już w trwa. Trwa w nas, w naszych sercach. I trudno – jak to mówią – rozebrać się w tym wszystkim, gdy sytuacja na świecie komplikuje się coraz bardziej, gdy nie można opracować wspólnego frontu działań zmierzających do utrzymania pokoju. Gdy światowe mocarstwa prezentują oddzielne interesy, a pomiędzy walczącymi już siłami z terrorem nie ma zgody co do wspólnych celów.

Amerykanie trwają przy swoich planach „robienia porządków” w Afryce. Rosja, przeciwstawiając się polityce Stanów Zjednoczonych, torpedując poczynania NATO przeciwko IS, wyłamuje się ze wspólnego frontu walki z terroryzmem. Putin usiłuje dowieść, że to właśnie wspierane przez niego siły reżimowe państw afrykańskich powinny same uporać się z problemem. – Tak było jeszcze do niedawna, ale… coś drgnęło.

Coś ostatnio zaczyna się zmieniać w myśleniu mocarstw: Stanów, Rosji, a także Francji i innych państw Europy Zachodniej, które dostrzegły, że sytuacja wymyka się jednak spod kontroli, droga rozbieżnych interesów w Afryce do niczego dobrego nie doprowadzi.

Dzisiaj wydaje się, że jest za późno na rozstrzyganie, kto wcześniej miał rację. A Rosjanie powinni zrozumieć, że w ich interesie jest, by nie doprowadzać do incydentów i konfliktów z NATO.

Rosja powinna zrozumieć, że fala uchodźców, która była dotąd problem europejskim, może niebawem stać się problemem i dla niej. Gdyby sprawdził się którykolwiek z czarnych scenariuszy, że Państwo Islamskie skutecznie wykorzysta uchodźców z Afryki do skłócenia i podzielenia wspólnej Europy, co może uczynić poprzez kierowanie ataków przeciwko nim, podważających sens udzielanej im pomocy przez Europę, wygranych w tej przepychance nie będzie. – Przykład ataku na rosyjski samolot pasażerski może nie pozostać odosobnionym przykładem także dla Rosji.

 

Miejmy nadzieję, że po ostatnich listopadowych spotkaniach prezydentów Obamy z Putinem i rozmowach Putina z prezydentem Francji Hollandem coś się zmieni, utrwali się przekonanie o potrzebie współpracy, umocni, rozszerzy się wspólny kierunek jednoczenia wysiłków do walki z Państwem Islamskim.

Być może także incydent z samolotem Su-24, który ostatnio napiął stosunki rosyjsko-tureckie, także w Rosji wpłynie na trzeźwiejsze oceny sytuacji w Syrii i całej północnej Afryce. Oby nie za późno. Oby Nostradamus nie mylił się co do dat, ale w ogóle co do faktów zagrażających ludzkości.

A przypomnę, że w jego przepowiedniach znajdują się dramatyczne, wręcz apokaliptyczne zapowiedzi: rozlania po Europie obcej rasy, która rozpocznie totalną wojnę z chrześcijaństwem, zbliżającego się końca Kościoła Katolickiego, mającej trwać 26 lat wojnie światowej, po której na tysiąc lat zniknie życie na ziemi. – Że także straszę czytelnika? Ano, gdy narody balansują na krawędziach wojny, tylko zbiorowe dążenie do pokoju może mieć wpływ na polityków, którzy mogą to powstrzymać i zmienić.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko