Mirosław Śliwa – Sprawiedliwość

0
66

Mirosław Śliwa



Sprawiedliwość


durer-wygnanieW komedii Sylwestra Chęcińskiego pt.: “Sami swoi” matka jednego z dwóch głównych bohaterów, kiedy ten wybiera się na rozprawę sądową, wręcza mu dwa granaty i mówi: “Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. To krótkie zdanie obrazuje nasz na ogół bardzo emocjonalny, przepojony osobistym poczuciem krzywdy i nieskrywaną roszczeniowością stosunek do sprawiedliwości.

 

Tymczasem sprawiedliwość w sensie idealnym jest wartością absolutnie bezwzględną i kompletnie, aż nieludzko obiektywną. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w tak rozumianej sprawiedliwości materializuje się metafizyka. Temida, grecka bogini sprawiedliwości przedstawiana jest z opaską przesłaniającą oczy; dotyka wszystkich, z wagą; waży wszystkie nasze uczynki – akty wolnej woli i z mieczem; bezwzględnie każe za każde zło, głupotę i brak refleksji.

 

Człowiek sprawiedliwy to człowiek, który żyje według praw boskich i ludzkich, ale w tej właśnie kolejności. O św. Józefie opiekunie małego Jezusa św. Mateusz Ewangelista mówi: “Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym…”


Starożytni Rzymianie uważali, że sprawiedliwość, to życie zgodne z ogólnie przyjętym porządkiem rzeczy i jako taką wiązali ją z systemem prawnym, który rozstrzygał o tym, czy coś jest zgodne ze starannie skodyfikowaną umową, czy też nie jest z nią zgodne, a więc czy coś jest sprawiedliwe, czy też to coś urąga sprawiedliwości. Jeśli jednak dobrze przyjrzeć się ewolucji tego pojęcia w historii, to nie sposób nie zauważyć, że sprawiedliwość jako wartość nigdy nie została w pełni i jasno zdefiniowana, a przynajmniej nikt nie uczynił tego w taki sposób, który nie budziłby sprzeciwów i kontrowersji.


W potocznym odczuciu do sprawiedliwości odwoływano się zawsze wtedy i tam, gdzie pojawiał się jakiś konflikt interesów. To zadziwiające, że sprawiedliwość najczęściej była rozumiana i rozpatrywana jako pojęcie społeczno-ekonomiczne, a właściwie nikt nie zainteresował się nią jako wartością porządkującą relację między człowiekiem, a jego wolnością.

W dzisiejszych czasach sprawiedliwość funkcjonuje podobnie jak kiedyś, albo w porządku prawnym, w sensie postępowania zgodnego z prawem, które jest emanacją umowy społecznej, albo jako pojęcie dotyczące podziału wytworzonych dóbr, aktualnie prawie wszędzie pod nic nie mówiącym pojęciem sprawiedliwości społecznej.


O ile realizacja sprawiedliwości w sensie prawnym jest działalnością konieczną i ze wszech miar pożądaną, o tyle, jak sądzę, hybryda występująca pod nazwą sprawiedliwości społecznej, jest zupełnie niemożliwa do logicznego zdefiniowania i wcielenia w życie i jako taka podatna jest na przekłamania, które oczywiście służą nadużyciom, przede wszystkim ze strony rządzącej klasy politycznej.

W zupełności zgadzam się z Friedrichem von Hayekiem, krytykiem wiary w nieograniczone możliwości rozumowego kreowania świata przez człowieka i podobnie jak on uważam, że ludzie nie są w stanie pojąć celu ewolucji wszechświata i kształtować go według własnego widzi mi się, choćby nawet kierowały nimi najszlachetniejsze pobudki. Nasza wola może przeciwstawić się naturze, ale efekty tego buntu będą nieodmiennie opłakane.

 

Wolne podejmowanie decyzji absolutnie i nierozerwalnie związane jest z koniecznością ponoszenia ich konsekwencji, choćbyśmy ich nawet nie rozumieli i nie zgadzali się z nimi. Nie będę tu rozpatrywał sytuacji człowieka pozbawionego wolności siłą, chociaż i w tym przypadku wiele decyzji podejmuje on w sposób swobodny, niezależny od woli tyrana i oczywiście za ich następstwa sam ponosi odpowiedzialność. Interesuje mnie sytuacja człowieka wolnego.


Mamy więc niewymuszoną decyzję wolnej jednostki, która w pewny sposób prowadzi do określonych implikacji. Wolność wymaga odwagi i rozwagi, bo wymaga ich konieczność zmierzenia się ze skutkami z niej wynikającymi. Jak ma się do tego jednak sprawiedliwość, od której zacząłem?


Otóż jestem przekonany, że sprawiedliwość, to nieodwracalność kary albo nagrody za każdą ludzką decyzję zrealizowaną na zasadzie wolnej woli. Możemy scedować naszą wolność na kogoś innego, na jakiś inny byt np. państwo opiekuńcze, ale pamiętajmy o tym, że konsekwencje decyzji, które podejmuje za nas państwo, są i zawsze będą przypisane nam osobiście. Politycy na ogół nie ponoszą odpowiedzialności za czyny, choćby najbardziej destrukcyjne, podejmowane przez nich, ale z woli i w imieniu obywateli. Ponoszą je zawsze obywatele.


Bywa, że kiedy spotyka nas coś złego, wtedy zadajemy sobie pełne goryczy pytanie: “Za co mnie ten los karze?” Innym razem, kiedy przytrafia nam się coś dobrego, twierdzimy, że otrzymaliśmy “dar od losu”. Jednak to nie los nas karze czy nagradza. To my sami jesteśmy sprawcami dobra czy zła, które się nam przytrafia.

 

Powie ktoś: “Ale nie wszystko w tym życiu da się przewidzieć” lub też: “To nieprawda, że nagroda i kara są w życiu nieuniknione, bo wielu złych ludzi nie poniosło żadnych konsekwencji swoich postępków, a wielu dobrych nie spotkała w tym życiu żadna nagroda”. Odpowiem tak; czasami skutki decyzji, które wcieliliśmy w życie zaczynają nas dotykać dopiero po wielu latach, kiedy nie pamiętamy już co, kiedy i dlaczego zrobiliśmy. Po drugie; nikt z nas nie zna sumień zbrodniarzy, ludzi złych. Nie wiemy w jakim tkwią piekle, które zgotowali sobie sami, już tutaj, w tym życiu. Po trzecie; nie żyjemy w doskonałym świecie, nie mamy o nim pełnej wiedzy, nigdy jej mieć nie będziemy i w istocie wszystkiego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Po czwarte wreszcie; dla ludzi wierzących istnieje Bóg i Jego sprawiedliwość, która nieskończenie lepiej porządkuje stan rzeczy. Żaden jednak spośród wyżej wymienionych przypadków nie zwalnia nas od potrzeby przewidywania skutków tego, co w życiu robimy.

W związku z tym na horyzoncie aksjologicznym pojawiają się kolejne pojęcia związane z wolnością, jej konsekwencjami jak również ze sprawiedliwością: chodzi mianowicie o poczucie odpowiedzialności i poczucie obowiązku. Świat i życie (los) nie wymaga od nas niczego. Mamy prawo postępować tak głupio, aby w końcu doprowadzić do samounicestwienia. Nie jesteśmy konieczni. Możemy być, ale nie musimy. A jednak jesteśmy, jednak istniejemy i wielu z nas po prostu kocha życie, a wszyscy przecież posiadamy instynkt przetrwania.

 

Nasze otoczenie (natura) jest nam tak samo przyjazne jak i wrogie. To spostrzeżenie dotyczy także ludzi pośród, których żyjemy. Świat jest co prawda skomplikowany, ale my jednak znamy ogólne reguły gry. Znamy je, bo począwszy od pierwszej prakomórki, która pojawiła się na ziemi, nieuświadomione dziedzictwo wiedzy o tym, jak przetrwać w sensie fizycznym, jest nam przekazywane aż do dzisiaj i będzie przekazywane tak długo, jak długo życie będzie istniało. Mało tego, nasz gatunek posiada świadomość, zdolność zapamiętywania, wyobraźnię oraz umiejętność spekulatywnego myślenia.

 

Poprzez dziesiątki tysiącleci wytworzyliśmy kulturę, której głównym zadaniem było wyjaśnienie, oswojenie i opanowanie nieprzewidywalnych sił przyrody jak również naszej własnej, irracjonalnej natury. Roszczeniowa postawa współczesnego człowieka była naszym przodkom zupełnie obca. Jeżeli ktoś postępował głupio, to sprawiedliwie ginął, natomiast ten, który działał w poczuciu obowiązku i odpowiedzialności o życie własne i dobro społeczności, w której żył, potrafił przetrwać.

 

Chodzi więc, o sprawiedliwe przetrwanie lub sprawiedliwe unicestwienie. Przetrwa ten, który posiada zdolność przewidywania, ten który jest roztropny, krótko mówiąc, ten który jest mądry.


Mądrość; wartość dzisiaj zupełnie zapomniana. Ta “niepamięć głupców” skazuje naszą kulturę na uwiąd, a w końcu, bo może i do tego dojść, zgubi całą naszą cywilizację, jak również i nas samych jako jednostki.

 

Czy tak się stanie? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że jakiś promień nadziei jeszcze nam świeci. Przypomnę może więc, jeden piękny passus z Księgi Mądrości:  “Kto szuka Mądrości, znajdzie ją łatwo…” “…uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać.  Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich.”

 

Wolność domaga się mądrości, bo wie, że sprawiedliwie będzie musiała zmierzyć się z ucieleśnieniem samej siebie. Realizacja właściwie pojmowanej wolności wymaga od człowieka poznania warunków brzegowych, w których może on działać nie szkodząc sobie, ani innym.

 

Tak myśli jednostka niezależna. Wolność ją konstytuuje. Człowiek roszczeniowy również nie myśli o wyrzeczeniu się wolności, on jednak pragnie pozbyć się poczucia odpowiedzialności jak również skutków swoich działań. Taką nieograniczoną wolność nazywamy samowolą.

Samowola nie liczy się z wolnością innych, nie liczy się z naturą człowieka, a w skrajnych przypadkach nie liczy się nawet z prawami przyrody. Samowola jest absurdem.


Sprawiedliwość społeczna, a więc sprawiedliwość roszczeniowa, jest efektem samowoli i jako taką cechuje ją kompletna bezrefleksyjność, a więc głupota. Żaden rozum nie jest w stanie usprawiedliwić jej istnienia, za to znakomicie z tej roli wywiązują się niskie (egalitarne) emocje, takie jak litość, pogarda, zawiść, chciwość, pycha i temu podobne.

Mądrość jest syntezą czy też wypadkową kilku wartości, spośród których najważniejsze miejsce przynależy do prawdy. Wizję porządku rzeczy kształtujemy w oparciu o prawdę o świecie i nas samych. Aby żyć świadomie i sprawiedliwie, musimy w pierwszej kolejności poznać swój własny potencjał, nauczyć się oddzielać dobro od zła i rozumieć hierarchię ważności spraw, z którymi borykamy się na co dzień.

 

Ewolucja, której podlega cały wszechświat łącznie z każdym z nas z osobna, tak jak wszystkie procesy, ma charakter bardzo dynamiczny. Poza tym we wszechświecie występuje tak wiele zmiennych, że nigdy, ze względu na stopień ich złożoności i zmienności, nie pozwolą nam one do końca zrozumieć sensu istnienia tego co jest.

 

Pozostaje nam tylko wiara w dorzeczność egzystencji wynikająca chociażby ze słynnego pytania Leibniza: “Dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?” Życie jest trudne, pamiętajmy jednak, że żadne trudności nie zwalniają nas z koniecznej potrzeby coraz to doskonalszego poznawania otaczającego nas środowiska i nas samych.

 

Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę wpływ środowiska, które lepiej lub gorzej rozumiemy i jakoś kształtujemy, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że nasze działania, czy nam się to podoba, czy nie, są jednak wynikiem naszej wolnej woli, to musimy pogodzić się z tym, że wszystko to, co nas w życiu spotyka jest usprawiedliwione, jest sprawiedliwe.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko