Janusz Termer – O Młynie nad Wkrą Ryszarda Tarwackiego

0
356

Janusz Termer



O Młynie nad Wkrą Ryszarda Tarwackiego

 

 

mlyn-nad-wkra      Jeszcze w nieodległej przeszłości młyny zbożowe, dzięki swej owianej mgiełką tajemnicy produkcyjnej i specyfice kulturotwórczej, były na wsi swego rodzaju ważnymi „instytucjami”, jednymi z głównych centrów życia lokalnych społeczności; stanowiły ważny punkt odniesienia dla wielu elementów codziennego bytowania i funkcjonowania mieszkańców. Ten swoisty dla „małych ojczyzn” status i topos „młyna” szybko dostrzeżony został oczywiście nie tylko w Polsce, ale i w całej  jeszcze „rustykalnej” Europie. i utrwalony przez literaturę piękną, a także malarstwo (choćby słynne obrazy Ruysdaela i Renoira). A dziewiętnastowiecznej rzeczywistości Anglii na przykład przez znane powieściowe i popularne dzieło Młyn nad Flossą George Eliot czy w Danii przez Młyn na wzgórzu pisarza Karla Gjellrerupa, a później także i w Polsce (m. in. owe słynne nowelistyczne – filmowane – „trzy młyny” Jarosława Iwaszkiewicza), w których to utworach odbijała się cała lokalna problematyka epoki, mająca swe źródła historyczne atmosfera codziennego prowincjonalnego życia, a jednocześnie skupiająca uwagę czytelnika na determinującym wpływie środowiska na życie bohaterów, ujawnianiu ich dramatów indywidualnych, ukazywaniu otoczki konfliktów i obyczajowości określonego czasu i miejsca…

 

      Nieprzypadkowo zatem Ryszard Tarwacki w swym Młynie na Wkrą – książce poświęconej wsi Joniec nad Wkrą, leżącej na północnym Mazowszu. gdzieś pomiędzy Ciechanowem, Płońskiem a Nasielskiem – odwołuje się mniej lub bardziej bezpośrednio do tej bogatej tradycji literackiej. Acz czynić mu to oczywiście przyszło dzisiaj w nowych, diametralnie przecież odmiennych warunkach ekonomicznych i społeczno-obyczajowych czy politycznych, na swój zresztą sposób i własny pisarski rachunek (użytek). Wykłada to wprost, mianowicie już w podtytule swojej książki nazywając ją „powieścią dokumentalną”. Co może nawiasem mówiąc, nie do końca jest zapewne słuszne, bo bardziej pasowałby tu termin „opowieść dokumentalna”. Różnica jednej litery, acz moim zdaniem istotna, bo powieść zakłada na przykład tradycyjną fabularyzację materiału, jednorodność postaci i przebiegu akcji w określonych ramach konstrukcyjnych. Tutaj jest inaczej: książka Ryszarda Tarwackiego nanizana jest bowiem, jak w wielu dzisiejszych utworach literackich, tzw. „sylwicznych” (od silva rerum  – łac. las rzeczy) z bardzo różnorodnej natury form wypowiedzi oraz tematów. Z części składowych– zdawałoby się wręcz niekiedy  nieprzystających do siebie i niełatwych do złożenia w pewną „fabularną” oraz w miarę jednorodnie znaczeniową całość. Bo złożona jest tutaj ,„z różnych kieszeni”, jakby powiedział Karel Čapek, z materiałów prasowych, pisanych w latach 1977-2015 dla różnych czasopism lokalnych (i nie tylko), dla każdorazowo odmiennych odbiorców, tekstów reportaży czy wywiadów, przeprowadzanych z autentycznymi postaciami czy też lekko tylko fabularyzowanych wspomnień autora (rocznik 1940) i życiowych przypadków z różnych epok jego dość już przecież długiego żywota (z lat wiejskiego dzieciństwa, doświadczeń szkolnych i studenckich w Warszawie, pracy zawodowej w rozmaitych dziedzinach). Są tutaj zarazem fragmenty, wyimki z innych jego dawniejszych tekstów, jak i cytaty z prasy polskiej, ale i też zarazem i odwołania do poezji (polskiej ale i antycznej!), opisów dziejów historycznych wsi i parafii Joniec, jako cząstki historycznie ważnej tradycji, wtrącanych jakby mimochodem w tekst tej książki obok i innych jeszcze tematów, choćby rodzinnych i w ogóle miejscowych obyczajów, wtrętów topograficzno-krajobrazowe choćby, itd, itp.

 

      Co łączy te składające się na Młyn nad Wkrą – tak często zaskakujące swą ową tematyczną i stylistyczną różnoimiennością – teksty? Co w końcu powoduje, że po lekturze całości czytelnik nie odczuwa i nie przeżywa jako zgrzyt czy literacki kiks zderzenia w jednym miejscu takich rozdziałów tej książki, jak na przykład lirycznej impresji pt. Bożenarodzeniowa sanna z takim, powiedzmy np., gorzkim wspomnieniem o przebywającym na leczeniu w Drewnicy poetą Edwardem Stachurą. Albo zderzenia nader osobliwie publicystycznego wiersza Ballada o Leniwej Krowie z zapiskami ze wspomnień mieszkańców Płońska pt. Ben Gurion wygrywa z Sienkiewiczem? Lub też Zapiski polsko-żydowskie z „regularnym” reportażem takim jak Sienkiewicz u Weyhertów? Albo też wiersza, nawiązującego do biografii i poglądów autora Nieboskiej komedii pochodzącego jako wiadomo z pobliskiej Opinogóry pt. Rozmowa hrabiego Henryka z Pankracym Zygmunta Krasińskiego), z takimi  pomieszczonymi tu „po sąsiedzku” tekstami, jak  Balladyna w Mercedesie. Zapiski komiwojażera,  Kloszard z Nowowoli, Porno w Maniłapkach (nie do śmiechu) czy też Pali się! Komiwojażer w Europejskim Płocku?

  

      Oto, już po lekturze całości tego zbioru wyłania się parę takich „spoiw” czy „ogniw” łączących je w spójną pod pewnymi względami – myślową i znaczeniową całość, zmuszającą do innego spojrzenia na ten wyłaniający się stąd powoli i układający się w nowy „porządek” poszczególnych cząstek tej tak niby pogmatwanej i wielotorowej  „młynowej” układanki narracyjnej. Po pierwsze, poza spajającą całość osobą narratora i miejscem „akcji” Młyna nad Jońcem, na czoło wybija się tu koncepcja autorskiego zwrotu w stronę, którą nazwać by można za Mikołajem Gogolem i innymi wielkimi „pisarzami prowincji”, spojrzeniem na tak zwaną „prozę życia” rodzimej ziemi, zawsze dostarczającej, tak w literaturze światowej i polskiej bogatego materiału obserwacyjnego do szerszego spojrzenia przez ten niby tak „wąski” pryzmat na rzeczywistość i człowieka, i to od czasów Mikołaja Reja po współczesną nam literaturę „nurtu chłopskiego” (termin Henryka Berezy); prozę Juliana Kawalca, Wiesława Myśliwskiego czy Mariana Pilota, azwłaszcza Edwarda Redlińskiego jako autora zbiorów reportażowych Ja w nerwowej sprawie, isty z rabarbaru i Nikiformy. Po wtóre zaś ważnym spoiwem jest tutaj przywoływany bezpośrednio na kartach tej różnotematycznej opowieści przypadek szczególny, a mianowicie koleje losu samego jej autora, traktowane jako jeden z ważniejszych elementów przywołujących atmosferę owego prowincjonalnego życia będącego wszak także i jego udziałem. Bo jeśli w kropli wody można zobaczyć ocean, to w kropli tutejszych, prowincjonalnych spraw, dawnych i nowych, przywoływanych tutaj obyczajowych i psychologicznych przypadków i zdarzeń, zobaczyć można „ocean” polskiej rzeczywistości. Tej złożonej z dawnych, historycznie przeszłych, czasami ożywających niespodziewanie tradycji wraz z innymi niby bezpowrotnie minionymi historycznie „zaszłościami” oraz tej rodzącej się na naszych oczach nowej dzisiejszej, chropawej, głośno „skrzeczącej” rzeczywistości polskiej, jako wypadkowej mieszanki działalności sił ekonomicznych, „etapowo” politycznych i szybko wkraczających nowoczesnych technicznie cywilizacyjnych presji, choćby tych związanych z wejściem w unijno europejską orbitę, tak mało jeszcze rozpoznanych i opisanych przez socjologów i literaturę współczesną – owych stale ścierających się wypadkowych sił, ucierających się w ludzkich losach nieustannie procesów, rodzących się ciągle na nowo w tym odwiecznym tyglu nieuchronnych przeobrażeń teraźniejszości…

 

     Książki takie jak Młyn nad Wkrą – która pełna przy tym jest satyrycznego widzenia ludzkich postaw życiowych, nasycona swoistym poczuciem dosadnego częstokroć humoru, ale i cienkiej, niekiedy sarkastycznej z ducha, wyrozumiałej dla ludzkich poczynań nuty satyrycznej, ale i autoironii oraz dociekliwej dokumentalnej pasji autorskiej dla ukazania szerokiej panoramy spraw konkretnego miejsca i ludzi  – dają czytelnikowi szansę wejrzenia, a choćby tylko i zerknięcia, za kulisy tych „incydentów i ekscesów” owej nie tylko lokalnej przecież, prowincjonalnej, „mało ojczyźnianej”, niepowtarzalnej w swej

barwnej i złożonej codzienności, pozornie tylko incydentalnej i niepowtarzalnej, a przecież oddającej nieprosty, niejednoznaczny, szeroki i sugestywny obraz obecnej rzeczywistości ogólnonarodowego, bo nie wyłącznie tylko chłopskiego, tu i teraz…

 

Ryszard Tarwacki Młyn nad Wkrą, Wydawnictwo Kosmograf, Joniec 2015, s. 334.

                                                                                                                    

 

 

Warszawa, listopad 2015 r.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko