Jacek Bocheński – Pytania

0
98

Jacek Bocheński


PYTANIA


bochenskiPowrót posiniaczonego blogera-recydywisty z wyjazdu do zakopiańczyków poszukujących tożsamości. Już w domu. Warszawa. Pora spojrzeć z dystansu na to, co się stało. A co się stało?

Tylko jeszcze przedtem: dlaczego bloger nazwany jest recydywistą? Dlatego, że powstaje pisany jego ręką Drugi Blog, którego miało nie być. Tak jak, powstała Druga Justyna, której miało nie być. Czy także drugiego życia miało nie być, a jest? To się stało? Czy raczej wszystko, co wynikło z wypadku w Dolinie Białego, to tylko obolałe gnaty i sińce? A znaki metafizyczne? A mowa przeznaczenia, zagadkowe informacje, komunikowane nam aluzyjnym kodem, którego nie umiemy jasno czytać?

Oho, ulegam wpływowi Drugiej Justyny. Za bardzo się zapatrzyłem w zdjęcie profilowe na Facebooku i zaczynam już myśleć, jak ona.

Zakopiańczyk Janusz Bazydło, zagłębiony w bliskiej przeszłości historyk i kombatant, który troskliwie odwiedzał mnie w zakopiańskim szpitalu, zawsze się na mój widok śmiał, ilekroć przychodził. Bo i miał z czego.

Proszę pomyśleć: niby to pisarz, niby przyjeżdża na spotkanie autorskie, a co w rzeczywistości robi? Wpada do potoku. Czy tak postępuje poważny człowiek?

03.07.2015

MIĘSIEŃ

Pan Kamil z Centrum Kompleksowej Rehabilitacji w Konstancinie mówi masując moje lewe udo:

– Mięsień jest głupi.

– Głupi? Co to znaczy?

– Jest napięty i tylko to potrafi. Może się napiąć i albo rozluźnić albo napinać i napinać coraz bardziej.

– Aha, aż napnie się do ostateczności? Na maxa?

– Tak.

– I co wtedy?

– Przestaje funkcjonować.

– Ale pan zawsze może go rozmasować, żeby znów zaczął?

– Nie.

– Jak to? Dlaczego nie?

– Bo on ma pewną określoną ilość energii na skurcz i rozkurcz. Jeśli całą zużyje na skurcz, to już się nie rozkurczy.

– I co z nim będzie?

– Zatraci zdolności konieczne do życia, ustanie w nim na przykład krążenie krwi, ostatecznie on zaniknie.

– Ulegnie samodestrukcji?

– Można tak powiedzieć. Wie pan, tak w ogóle jest. Każda rzecz, której jest za dużo, tym się kończy.

Pomyślałem, że trochę podobnie do głupiego mięśnia działa wyczynowy kapitalizm. Napina się i napina. Ale nie będzie mógł robić tego w nieskończoność. Gdy z głupoty, a zwłaszcza zachłanności napnie się “na maxa”i wyczerpie całą energię na wyczynowy skurcz, nie starczy mu już na zbawienny rozkurcz. Padnie wtedy i zaniknie.

24.07.2015

KAPITALIZM

“Kapitalizm nie jest jeden” stwierdza Maciek Cisło, poeta i pan na “fejsbuku”, nawiązując do tradycji, bo bywał komentatorem mojego poprzedniego Blogu, a teraz po przerwie skomentował ostatni wpis do nowego, ten o mięśniu i kapitalizmie. Ale zrobił to u siebie, nie wyszedł ze swojego “fejsbukowego” gniazda, żeby wpisać się u mnie do Drugiego Blogu, jak dawniej do starego. Dlatego muszę zacytować tu komentarz Maćka. Pisze on dalej o kapitalizmie tak:

“Inny jest przecież ten monarchiczny, jak w krajach skandynawskich, i ten komunistyczny, jak w Chinach. Inny w demokracjach protestanckich i inny w katolickich. Inny w kraikach afrykańskich i inny w Polinezji”.

Oczywiście, są spore różnice. Być może kapitalizm w monarchicznej Szwecji mniej się napina, czyli mniej lekkomyślnie wyciska maksymalny zysk i wysiłek z człowieka niż komunistyczny chiński. Zapytałbym wprawdzie, czy monarchia w Szwecji i komunizm w Chinach są jeszcze istotnymi cechami ustrojowymi tych państw, bo chyba już niezupełnie. Ale nie w tym problem.

Myślę raczej, Maćku, do czego w naszym świecie, który się, ogólnie biorąc, globalizuje, unifikuje, sprzęga wewnętrznie i coraz bardziej od takich sprzężeń uzależnia, zmierzają te różne kapitalizmy. Co w sumie weźmie górę? Czy miły typ skandynawski, panujący na znikomym obszarze w skali świata ku wygodzie garsteczki ludzi, ma szansę rozszerzyć się na resztę kuli ziemskiej, czy już sam się nadpsuł i wkrótce zepsuje całkowicie? A czy przypadkiem nie psuje się też chiński olbrzym, komunistyczny wariant kapitalizmu? Ten miałby więcej kapitału i siły, żeby zapanować nad ludzkością. My jednak wiemy z doświadczenia, że komunizm nie jest lekiem na wady kapitalizmu, choć nowe pokolenia będą o tym stopniowo zapominać. Pominę specyfikę protestancką i katolicką ze względu na mniejsze znaczenie tych różnic w globalnej mieszaninie. Doceniam wagę Afryki, mniejsza jest chyba waga Polinezji, ale nie będę w to wchodził. Dla zwięzłości pominę nawet szczególną rolę potężnego kapitalizmu amerykańskiego, który się przecież napiął jak głupi mięsień i pierwszy tak oberwał, że całemu światu poszło w pięty, ale nie przestał funkcjonować i na razie nie zanikł.

Podstawowa dla przyszłości jest, moim zdaniem, kwestia, czy te różne kapitalizmy, tworzące jeden globalny kapitalizm, muszą być głupie jak mięśnie. A nie mogłyby zmądrzeć i rozkurczyć się póki czas?

Odpowiedź wydaje się prosta, lecz niestety nie jest.

Czy nie mógłby zmądrzeć sportowiec, który “daje z siebie wszystko” i na mecie pada jak trup? Czy nie mógłby powiedzieć: to nonsens i zbrodnia, nie będę się zabijał, należy zreformować sport, ustanowić granicę wysiłku odpowiednią dla zdrowia, nie uznawać wyników powyżej pewnego limitu, państwo winno jednak to regulować, przesadziliśmy w sporcie z wolną grą sił.

Sportowiec mógłby tak, oczywiście, powiedzieć, lecz jeśli spróbuje wcielić swą ideę w życie, przegra dziś każde zawody.

Gdy raz przyjęliśmy, że gospodarka jest rywalizacją właściwie wszystkich ze wszystkimi, a w ślad za gospodarką także polityka, praca, konsumpcja, informacja, moda, życie sąsiedzkie i towarzyskie, również obcowanie płci, gdy przyjęliśmy, że w ogóle wszelkie aktywności ludzkie mają być zawodami, i to koniecznie “na maxa”, trudno z takiego zapędzenia się w jednym kierunku spokojnie zawrócić w drugą stronę. Trzeba by jakoś fiknąć. Ale jak, żeby nie złamać karku?

Fiknąć jak ja w Dolinie Białego i przeżyć? Może, może…

27.07.2015

Z blogu Jacka Bocheńskiego


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko