Piotr Wojciechowski – Komornik i katedry

0
523

 Piotr Wojciechowski


tekst biesiadny styczniowy

 

KOMORNIK I KATEDRY

 {jcomments off}

piotr-wojciechowski Nadsłuchuję odgłosów walk o lotnisko w Doniecku. Zdjęcia przypominają Stalingrad, Hiroszimę, Warszawę stycznia 1945. Europa, siedemdziesiąt lat później. Czy tam na pewno Europa, czy gdzieś między Warszawą a Donieckiem nie  przebiega granica kontynentu?

    Przypomina mi się to, co pisał ksiądz Janusz St. Pasierb o kulturze jako micie założycielskim Europy: „Europa zawsze była konstrukcją, dziełem kultury. Naturalnie biorąc istnieje tylko Eurazja. Europa nie jest wyodrębniona w sposób naturalny od Azji. Jej granice od Wschodu wyznacza kultura. Europę zawsze trzeba było tworzyć i budować, zapewniać jej ciągłość. I taka jest dziś: różnorodna aż do niekształtności – to ją opisywał Wiktor Hugo pisząc o katedrze – nigdy nie ukończona, dziedziczona i zadawana jak najtrudniejsza lekcja nowym pokoleniom, pełna odrębności, aż do niepodobieństwa, pomimo murów i drutów naszego stulecia, zawsze jakoś jedna”.

      Wracam do wojny na Wschodzie, do być albo zginąć Ukrainy. Ukraina jest zbyt biedna, aby zasłonić się od wschodu betonem, stalą, potęgą. Zbyt biedna na wielkie zbrojenia, skuteczny wywiad i kontrwywiad, strażnice i płoty na granicy. USA kosztem miliardów usiłują uszczelnić granicę z Meksykiem. Niezbyt skutecznie. Nie tak, to jak?

  Czy Ukrainie może się udać inny sposób ocalenia bytu? Czy uda się – stworzenie społeczeństwa o mocnej tożsamości, o wspólnych celach rozwoju, spójnej sieci emocjonalnych powiązań, społeczeństwa solidarnie potępiającego korupcję, przemoc, kłamstwo polityczne? Brzmi to jak bajka o żelaznym wilku. Ta bajka z tamtych stron pochodzi.

   Czy  inność Ukrainy może się zmieścić w cieniu gotyckich katedr Europy? A my, czy mieścimy się jeszcze w tym cieniu?

  Nie mam odpowiedzi na to pytanie. Mam dość realistyczny pogląd na to, co udało się nam, jak wiele  się nie udało. A my mieliśmy lepszy punkt wyjścia, lepszy moment dziejowy. Ze trzy pokolenia Polaków, w tym moje pokolenie – mogło sobie mówić – dokonaliśmy niesłychanego przewrotu, wygraliśmy bezkrwawe powstanie. Wróciliśmy z Eurazji w cień katedr. Tak się przynajmniej czuliśmy do niedawna.

    Teraz wojna jest naszym sąsiadem. Teraz nie ma pewności, gdzie leży granica, nie ma już tak wielkiej pewności, że formalna przynależność do Unii i do NATO gwarantują nam na dłużej niezachwianą europejską tożsamość. Tam, gdzie prawo ustępuje przed siłą, tam gdzie rozsądek musi ukrywać się w gąszczu kłamstw, nie ma Europy, są Dzikie Pola.

    Fakt jawny, oczywisty, roztrąbiony w mediach. Komornik zabrał rolnikowi traktor za długi sąsiada. Duży, mocny, pokorny mężczyzna płacze na ekranie. Pokazali mu jego miejsce. Nie jest obywatelem, jest rabem.  Ten sam komornik już dwie osoby skrzywdził podobnie, nic mu nie zrobiono. Jest po stronie silniejszych, jest po stronie opriczniny. Urzędnicy trąbią o odpowiedzialności komornika, o postępowaniu dyscyplinarnym, o dochodzeniu prokuratorskim. Ani jeden komornik nie odezwał się publicznie, że wstyd mu za haniebny czyn kolegi. Krajowa Rada Komornicza nie jest w stanie uznać faktów oczywistych, woli procedować kontrole w kancelarii. Kontrole, odwołania, to może trwać latami. Wkrótce siewy, pan Zaręba nie wyjedzie w pole. Nie ma szans na odzyskanie tego, co zrabowano mu w biały dzień, w blasku prawa.  

    Władza ustępuje przed siłą, boi się strajkujących górników, strajkujących lekarzy. Ustępuje, nie aby poprawić, ale aby kluczyć, produkować oświadczenia, obietnice, tworzyć nowe stanowiska dla komisji, zarządów, komitetów. Te urzędy wolą rozmawiać z urzędami w Brukseli niż z poniżonymi, krzywdzonymi, pozbawionymi praw. Czy ja się za bardzo nie rozpędziłem w biadoleniu? Mam wołać pacjentów Arłukowicza i oszukanych przez finansistów, aby palili opony na barykadach? Może ci, którym każą dwa lata czekać na operację zaćmy, powinni zjechać do kopalni i siedzieć tam po ciemku? Śmieszny się robię – i to w złym stylu, nie w stylu dobrego kabaretu.  

    Może powinien zabrać głos Marian Opania? Był taki film „Komornik” zrobiony przez Feliksa Falka dziesięć lat temu, obsypany nagrodami, między innymi za proroczy scenariusz Grzegorza Łoszewskiego. Wielki Marian Opania grał w tym filmie starego i uczciwego komornika próbującego daremnie przeciwstawić się moralnemu upadkowi środowiska. Może teraz, dziś, kabareciarz i aktor Opania powinien zebrać do czapki sto tysięcy złotych i odkupić traktor rolnikowi. Sam bym się dorzucił.

 Przecież i tak będę się zrzucał na milionowe odprawy dla dyrektorów kopalń, na deficyt z nadmiaru miału, na wyrównanie strat bankowcom w Szwajcarii.

    Dla ukojenia sięgam po książkę. Oto powieść hiszpańska „Un arbol, un adios” – napisana przez Marinę Mayoral.  I tam czytamy:

 

 ”Hay dos maneras de ir por la vida: como romantico o como classico. El romantico cuando pierde las ilusiones se desespera, se hace esceptico y ya no cree en nada. El clasico, por el contrario. Al perder las ilusiones consigue la madurez y con ella la serenidad: acepta sus limitaciones y alcanza el  aurea mediocritas, que es su manera de ser feliz”.

    Wszyscy dziś znają hiszpański, ale dla przyzwoitości dorzucam tu tłumaczenie cytatu z Mariny Mayoral. „Dwoma sposobami można przeżywać swoje życie – tak jak nakazuje romantyzm, albo klasycznie. Gdy romantyk zostaje pozbawiony złudzeń, wpada w rozpacz, staje się sceptykiem i w nic już nie wierzy. Inaczej ten, kto idzie drogą klasyczną. Ten tracąc złudzenia nabiera dojrzałości, a z nią zyskuje spokój, ten godzi się z ograniczeniami i osiąga złotą przeciętność, która jest jego sposobem na bycie szczęśliwym.”

 

To ładne określenie EL AUREA MEDIOCRITAS – złota przeciętność.  W czytance łacińskiej Dedal zwracał się do Ikara – jubeo te media via currere…

Napominam cię, szybuj środkowym traktem. Nie za wysoko więc, nie za nisko!

Czy naprawdę boleć nad tym, że cień europejskich katedr już nas nie osłania?

Nie zapominajmy – ten cień miesza się z cieniem minaretów. Katedry pustoszeją w miarę jak tłum napełnia meczety.

 Myślę, że pośpiech zarabiania i kupowania przeszkadza w porządnej wierności chrześcijanom Europy i muzułmanom Europy. Jedni i drudzy nie mają kiedy kontemplować, medytować, adorować, pielgrzymować. Wierni robią się trochę niewierni. Wyznają Boga między jednym a drugim luknięciem w Internet. Nie mają czasu na rachunek sumienia, kiedy tak często muszą sprawdzać kursy giełdowe, stan konta. Bierze ich złość na świat, w którym nie potrafią być świętymi.

   Jesteśmy ogłuszeni zgiełkiem mediów, zatruci niepotrzebną informacją, dławimy się zawiścią wobec celebrytów i pożądaniem zbędnych rzeczy, które wmawia nam promocja. Z przerażeniem  patrzymy na tych z nas, którym puściły hamulce i mózg się im zlasował. Oni strzelają, rzucają bomby, taranują samochodami, skandują wyzwiska, obrażają się wzajem językiem pełnym wulgaryzmów i brutalności.

       Oni uciekają w fundamentalizm tolerancji, albo fundamentalizm którejś religii czy walczącego ateizmu, w szamanizm rynkowych kultów towaru, albo z biedy wyznają bożków śmierci, strachu i przemocy. Uciekają w terroryzm usprawiedliwiany fundamentalizmem.

    Będą nas uczyć strzelać, czy będą strzelać do nas? Zanim poznamy odpowiedź na to pytanie,  mamy chwilę czasu na spokojna rozmowę o złotej przeciętności.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko