Jan Stanisław Smalewski – Gatunek zagrożony – Człowiek

0
71

Jan Stanisław Smalewski

{jcomments off}


Gatunek zagrożony – Człowiek


 

Albrecht DurerNigdy chyba jeszcze nie widzieliśmy tyle strachu zgromadzonego w jednym miejscu. Nie widzieliśmy jednorazowo tyle strachu w oczach polityków z całej Europy. W zachowaniach tylu tysięcy policjantów i ochroniarzy. No i w słowach (relacjach) dziennikarzy także.

Wielu z Was zapewne zadawało sobie podobne pytania: Czemu tak naprawdę ma służyć ten odważny paryski marsz przeciwko terroryzmowi, kilka dni po ataku na dziennik „Charlie Hebdo”? Co będzie, jak idea marszu prezydenta Francji Hollanda nie powiedzie się i w jego trakcie dojdzie do kolejnego zamachu, tym razem na uczestników marszu? Czy taki scenariusz był przewidziany i jakie by były jego reperkusje?

Polacy pytali także: Po co tam potrzebna nasza premier Ewa Kopacz? Premier, która bała się lekarzy, gdy na przełomie roku zastrajkowało ich Porozumienie Zielonogórskie, ale która na swoje „sto dni rządzenia” zafundowała sobie niemałą dawkę strachu w kraju, prowokując naszych górników ogłoszeniem decyzji o zamiarze likwidacji czterech kopalni z państwowej spółki węglowej.

Hasłem Francji jest „Liberte, Egalite, Fraternite” – „Wolność, Równość, Braterstwo”. Miniony rok w polityce Francji wiele zmienił, a obecny prezydent mocno to hasło zafałszował. Zarzuca mu się często, że jeśli chodzi o wolność, to ma on na myśli przede wszystkim wolność własną, nie cudzą. Dowiodła tego m.in. polityka wobec Ukrainy i sprzedaż Mistrali Rosji. To samo dotyczy równości. Francuzi widzą ją przede wszystkim na użytek swoich, pod warunkiem, że równi są Francuzami. A braterstwo? Tylko z tymi, którzy są bogaci i szczodrzy.

Hasła solidarności znane są od dawna, we Francji choćby od rewolucji francuskiej, a nasza polska „Solidarność” ma przecież wiele z nimi wspólnego. Tym razem jednak transparenty z tym hasłem się nie pojawiły. I trudno się dziwić, bo na pierwszym miejscu postawiono wartości skupiające siły wolnej Europy przeciwko islamistom, przeciwko terrorystom Al Kaidy i dżihadu. Czy jednak uogólnienie nie przyszło za wcześnie?

Zamach na redakcję francuskiego dziennika „Charlie Hebdo” niesłusznie moim zdaniem przyrównano do tragedii z 11 września 2001 roku na słynne wieże Trade Word Center, na amerykańską wolność i demokrację. Ameryka nie odebrała tego w ten sposób.

Porównując oba zdarzenia osobiście daleki jestem od skłaniania się ku podobieństwom tych zdarzeń. Zamach na Trade Word Center przyniósł nieporównywalnie wiele więcej ofiar, został zorganizowany z rozmysłem przez całą siatkę „żołnierzy Al.-Kaidy” i miał powalić na kolana całą Amerykę. Zamach „na Francję”, był tylko odwetem kilku fanatyków islamskich, zamierzających pomścić naigrywanie się dziennikarzy z ich proroka.

Podobieństwa należy jedynie doszukiwać się w tym, iż w obu przypadkach podniesiono rękę na zachodnią demokrację.

Czymże jest jednak demokracja zachodnia? Czy ta, którą znaliśmy dotychczas, przetrwa w XXI wieku? Czym jest demokracja, w której wolność słowa kojarzy się z wolnością absolutnego przyzwolenia na wszystko? W której bezmyślni czasami satyrycy uzurpują sobie prawo do nabijania się z cudzego boga?

Pisałem w poprzednich felietonach o zagrożeniach ze strony IS – Państwa Islamskiego i chcę jasno podkreślić, że poglądów nie zmieniłem, ale… Wyobraźmy sobie żołnierza, który na polu walki prowokuje przeciwnika, wychodząc przed okop bez hełmu? Który, gdy do niego strzelają, zamiast ukryć się, odwraca się tyłem do przeciwnika i ściągając spodnie, pokazuje mu dupę?

Trzeba mieć trochę więcej wyobraźni, niż mają jej niektórzy Francuzi. Niż zwłaszcza mają jej francuscy satyrycy, którzy sami z własnej woli stawiają się w roli męczenników.

Wydanie kilkumilionowego nakładu dziennika Charlie, który z jednej strony rzekomo wybacza, z drugiej ponownie prowokuje i obraża uczucia religijne islamistów, to właśnie takie wychodzenie przed okop i wystawianie przeciwnikowi dupy.

Nie jesteśmy jeszcze w Polsce przyzwyczajeni do wielu standardów demokracji Europu Zachodniej, ale czasami sobie myślę, że lepiej by było gdyby ich nam nie narzucano.

Demokrację francuską budowano w oparciu o konglomerat zbiorowości, jakie to państwo zafundowało sobie przez wieki życia i współżycia ze swoimi koloniami i dominiami, z ludźmi z terenów, na których teraz rodzi się sprzeciw, bunt i nienawiść do byłego uzurpatora i ciemiężcy, któremu – trudno powiedzieć: słusznie, czy niesłusznie – część Afryki zarzuca dzisiaj swoje ubóstwo i zacofanie.

Jakże inaczej i nieporównanie odmiennie kształtowała się państwowość polska. Szukając stycznej pomiędzy oboma krajami w zakresie demokracji, nie zapominajmy o tym. Ta polska, pod sztandarami której przywracano onegdaj wolność narodom Europy i Ameryki, poza wspólnymi hasłami obecnie wspólnej Europy, wiele wspólnego z francuską nie ma.

Dokąd zmierzasz demokracjo? – chciałbym zapytać obywateli Europy Zachodniej? Obywateli państw, w których obserwuje się teraz największe przejawy strachu przed terroryzmem, których demokracje zdają się stać nad przepaścią.

Co to za demokratyczne państwo bowiem, gdy po ubiegłorocznej fali strachu przed Rosją trzeba umacniać się militarnie, a po atakach terrorystów islamskich dodatkowo budować silne zapory policyjne.

To już nie będą demokracje, to będą państwa militarne, państwa policyjne. Ten proces się zaczął, postępuje, stanowi zagrożenie dla całej ludzkiej cywilizacji i żaden marsz-symbol go nie zmieni.

Czyż nie widzieliśmy wszyscy obok tej demonstracji poparcia dla Francji, dla jej demokratycznych wolności, fragmentów siłowych? Z jednej strony są przecież one niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa narodu, z drugiej strony manifestują jego siłę.

Tak, nie ma innego wyjścia, jak silne, uzbrojone w atomowe okręty i samoloty państwo. Jak zabezpieczone policyjnie bezpieczne społeczeństwo. Tylko, że demokracji będzie w nim coraz mniej i mniej, będzie dla nielicznych. A potem co? Powrót do zamykania państwowych granic? Cofanie się do totalitaryzmów i dyktatur? Powrót do kary śmierci. Sterowanie człowiekiem biologicznym, jak mechaniczną zabawką, jak cyborgiem…

Przed 70 milionami lat wyginęły na ziemi dinozaury. I raczej to nie ręka Najwyższego sprawiła ich zagładę, ale zwykły kosmiczny gigant-meteoryt najzwyczajniej przypieprzył w ziemię. Oczywiście, że naukowcy – astronomowie, astrofizycy nie wykluczają i takiej możliwości, że nas ludzi kiedyś może spotkać los podobny. Może nas spotkać los podobny do tego, który niszczy na ziemi współcześnie żyjące gatunki, np. wypływające czasami na plaże „samobójczo” wieloryby, delfiny, które giną z przyczyn zaburzonych przez naturę relacji (czytaj z udziałem człowieka).

My takie relacje burzące nasze bezpieczeństwo tworzymy od lat. A należą do nich przede wszystkim: Nietolerancja mniejszości i narzucanie im praw większości. Pogłębiające się dysproporcje, niestety mimo XXI wieku, w warunkach życia nie tylko elit, ale i społeczeństw. Utrwalanie się trendów braku poszanowania wzajemnego ludzi w rodzinach, społecznościach, grupach zawodowych, w elitach politycznych. W braku rozwiązań systemowych gwarantujących ludziom pracę i godziwe zarobki, dające bezpieczeństwo na przyszłość. No i zanieczyszczenie środowiska oraz powiększający się udział chemicznych substancji trujących w naszym życiu codziennym.

To naprawdę bardzo dużo, żeby wyjść na prostą, żeby zniknęły przesłanki dramatycznych napięć między ludźmi, żeby zanikł na ziemi terroryzm (który rodzi się w umysłach i staje się swoistym DNA wyznawców proroka).

Bez tych rozwiązań niepotrzebny będzie ziemi żaden meteoryt, człowiek sam siebie zniszczy, nasza cywilizacja wyginie.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko