Ireneusz Betlewicz – * * *

0
159
mojej nadziei czas nie ima
choć ona na wardze pękniętej
oblizuję ją ostrożnym oddechem
uśmiech nie ostatni pamiętając

rozpełzam się w przestrzeni
wyrosły z ziarna mojej ziemi
nie brakło w niej źródlanej wody
w krzyku który wzrok czerwienił

na opuszkach palców czytam
świty dłonią nie namalowane
młodości słowa kucnięte w oku
i noce bez pocałunku niewyspane

… tylko komu to opowiedzieć
słowo coraz bardziej płaskie
pulsuje we mnie serce ptasie
rozdęty księżyc łzy mi taszczy

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko