Marek Galicki – Mniszka, czyli teologia rozsądku

0
198

Marek Galicki

 


Mniszka, czyli teologia rozsądku


 

O książce tej* warto napisać, bo u nas jest to rzadki przykład prozy prawdziwie intelektualnej. Tak się jakoś porobiło, że chociaż mamy  wysyp sprawnych pisarzy, to do większości jak ulał pasuje określenie „sprawni inaczej”, bo często choć są to książki napisane dość zręcznie, ich treściowa miałkość wręcz zbija z nóg. Bywa że natychmiast po lekturze jest się tak znużonym tematyczną miałkością, że zasadne staje się pytanie o sens poświęcania czasu książce, z której nic nie wynika. Bo ileż można kpić z absurdów rzeczywistości, ile razy dowodzić ludzkiej bezwolności wobec przerastającej przeciętny rozum współczesności, jak długo pokazywać zmiany, które nader często okazują się jedynie zmianą scenografii i kostiumów? A może wreszcie czas pokazać, że temu jazgotowi i serialowemu odmóżdżeniu można się skutecznie przeciwstawić. Wystarczy, – co zaleca pisarz – zamienić ekran na widok zza okna, gdzie dzieje się prawdziwe życie. Ale ilu z nas w to wierzy? Dla telewizyjnego widza i czytelnika tabloidów prawdziwe jest to, co się im podstawia. Oni wolą robić z siebie stado owiec pędzonych na halę telewizyjnego ekranu.

Powieść Jana Adama Borzęckiego jest wręcz skrajną opozycją wobec modelowej współczesnej prozy i z tego powodu nie stanie się bestsellerem, bo nawykły do łykania papki, mało wymagający czytelnik  nie lubi książek, których percepcja wymaga nie tylko myślenia, ale i rozległej wiedzy.

Od ukończenia lektury tej książki dręczy mnie pytanie o to, jak ją zakwalifikować? Czy jest to tylko psychologiczna  powieść posiłkująca się eseistycznymi wtrętami, czy może jednak książka eseistyczna z elementami lżejszej narracji? A może to jednak lektura stricte eseistyczna, w której wątki narracyjne służą uwiarygodnieniu eseistycznego przesłania będąc zarazem przerywnikami łagodzącymi poważną, filozoficzno-egzystencjalną dysputę? Odpowiedź na to pytanie wiąże się jednak z odpowiedzią na pytanie o sens tej powieści, która sama w sobie jest jednak głęboką refleksją pisarza nie nad sceną zwaną Sandomierzem, ale w dalece szerszej formule egzystencjalnej. To powieść o życiu człowieka wyłamującego się z powszechnie akceptowanych kanonów, z konsumpcjonizmem, dorobkiewiczostwem, cwaniactwem, nieuctwem i zwyczajnym chamstwem. To obraz szlachetnego nonkonformisty, który idąc przez życie starannie wybiera drogę zastanawiając się nad każdym kolejnym krokiem. Oczywiście nie chroni go to przed błądzeniem, ale każda życiowa wpadka staje się tematem intelektualnych rozważań, w której pomocne są zarówno poglądy autorytetów, jak i własne przemyślenia.

 Szacunek budzą zarówno próby zrozumienia mechanizmów działania Losu/Przypadku, jak i tolerancja dla innych, religijnych dróg dochodzenia do pełnego humanizmu. Wielką zaletą, szczególnie w okresie zapiekłego sporu o tzw. pryncypia, jest właśnie stwierdzenie, że do celu prowadzą różne drogi, a złem jest zmuszanie innych do wyboru uznanej przez nas za słuszną. Stąd tak delikatne potraktowanie wszelkich różnic światopoglądowych między powieściowym pisarzem ateistą, a zakonnicą – osobą wierną religii i powołaniu, które w istocie zwycięża.

Znakomity warsztat pisarski Jana Adama Borzęckiego spowodował, że w istocie prosta konfrontacja światopoglądów zakonnicy i ateisty przerodziła się we wręcz swego rodzaju ekumeniczną dysputę. Ekumeniczną, bo ateizm wszak też jest wiarą w inną genezę i inne mechanizmy rządzące światem. Historia cywilizacji gęsta jest od krzesania religijnych iskier, które raz po razu wywoływały pożary ludzkiego szaleństwa i – w imię Wielkich Absolutów – wracały nas do barbarzyństwa. A tu dwoje ludzi o różnych światopoglądach potrafi nie tylko przyjaźnie wymieniać argumenty – wcale  zresztą nie błahe – ale wielokrotnie stać je na przyznanie sobie racji. I nagle okazuje się, że wcale nie trzeba tak wiele, abyśmy zaczęli szanować siebie i swoje poglądy – wystarczy wzajemny szacunek i zrozumienie, że mamy prawo do różnienia się w poglądach na świat. Nic dziwnego, że u czytelnika sympatię budzi zarówno ateusz, jak i świątobliwa mniszka. Wartość powieści podnosi także wyraźne odczuwane osobiste przeżycie autora

Konkluzja może być jedna: to już nie jest powieść, ale raczej filozoficzny traktat z elementami dygresyjnej fabuły.

Jeśli chodzi o formę powieści, dla mnie Mniszka jest poszerzeniem dotychczasowej formuły tego gatunku przez dodanie mu tak dużej porcji intelektualnej strawy, dzięki czemu powieść staje nie zwyczajną fabularną opowieścią, lecz dostarczycielem treści o wiele głębszych. Połączenie eseju z fabułą, w proporcji wręcz dotąd niespotykanej, okazało się bowiem zabiegiem dającym zaskakująco pozytywny efekt. Przede wszystkim dzięki talentowi i wyczuciu pisarza potrafiącego je połączyć w sposób wręcz optymalny. Głównie dlatego powieść tę nazwałbym literackim traktatem filozoficznym.

Szukając porównań, doszedłem do wniosku, że pod względem powieściowej zawartości wątków etyczno – moralnych powieść Jana Adama Borzęckiego wydaje się mieć wiele wspólnego z prozą Wiesława Myśliwskiego. Obaj chętnie sięgają po wnioski z doświadczenia życiowego, „odwieczne” (naturalne?) zasady postępowania i wartościowania ludzkich zachowań. Nie w tym jednak żadnego mentorstwa, a raczej sugestia, zachęta do refleksji, przyczynek do korekty samego siebie. Zasadnicza różnica zaznacza się dopiero w sposobie przekazywania etycznego przesłania. O ile bowiem autor „Ostatniego rozdania” treści te dawkuje przemycając je w sposób mniej sygnalizowany i bardziej rozproszony, skutkiem czego ich kondensacja następuje u czytelnika dopiero po lekturze całości, o tyle w przypadku Jana Adama Borzęckiego jest to zabieg zdecydowanie komunikatywny, określony i świadomie wyeksponowany. To jakby osobny traktat o sobie, bliźnich i skomplikowanych mechanizmach życia wewnętrznego i społecznego.

Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że lektura Mniszki skłoniła mnie do zastanowienia nad sobą.

Autorowi Mniszki dziękuję za uświadomienie mi, że jeszcze potrafię.


Marek Galicki


*Jan Adam Borzęcki Mniszka, Wydawnictwo Nowy Świat, 2014, s. 302.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko