Andrzej Walter – 200 procent normy

0
190

Andrzej Walter

 

 

200 procent normy

 

 

   Nie czuję się mocny w laudacjach. Nie lubię mów pochwalnych, patetycznych, wzniosłych i wygłaszanych gromko tu i ówdzie przy różnego rodzaju okazjach. Jednak ukazanie się dwusetnego numeru naszego E-tygodnika literackiego stanowi wydarzenie skłaniające ku kilku refleksjom. Skłaniające do wyrażenia kilku myśli i przelania ich na ekranowy papier. Dzieje się coś ważnego, zamyka pewien kilkuletni okres ogromnego zaangażowania, otwierając jednocześnie kolejny fascynujący czas, gdyż tygodnik żyje i żyć będzie dopóki będą chętni oraz chęci do jego tworzenia. Jest to zatem wydarzenie odmienne od cotygodniowej porcji dobrych tekstów, ciekawych wierszy oraz informacji literackich niemal z całego kraju. Warto się chwilę przyjrzeć tej tkance wyrosłej na pasji, zaangażowaniu i determinacji jakże różnej grupy ludzi. Mówiąc przyjrzeć, mam na myśli pewien wyraz wdzięczności za ich społeczną pracę, za poczucie pewnej misji do spełnienia, za ich cierpliwość wobec materialne trudnych podłoży funkcjonowania w obecnych czasach. Przyjrzeć – znaczy ogarnąć spojrzeniem cały ten potencjał, który skumulował się właśnie w tworzeniu oraz współtworzeniu zarówno portalu pisarze.pl jak i E-tygodnika.

 

   Poeta zanurza się w Czasie. Z kolei pisarz, autor beletrysta, czas modeluje. Pisarz akademik – usiłuje (mędrca szkiełkiem i okiem) Czas oswoić. Wszyscy, mniej lub bardziej (wiarą i czuciem, które silniej mówią do nas…), próbujemy Czas: ogarnąć, dogonić, przechytrzyć, okiełznać i ująć w jakieś poznawalne ramy bytu oraz osadzić w Nim nasz, jakże kruchy los. A jednocześnie wiemy, że to nieudaczne, niemożliwe i nierealne. Wiemy, że Czas nas pochłonie, zredukuje i unicestwi. Że zniweluje szaleństwa, zrówna autorstwa, ujednolici pokolenia oraz na ich gruzach zakiełkuje coś, równie nam obcego, nieodgadnionego – jak Przyszłość. Przyszłość ta nas zadziwi, choć widziana z innej, pośmiertnej perspektywy, jeśli ją tylko zobaczymy, ukaże Istotę nową, nieznaną i nierozpoznaną, w jedynym tylko, naszym Czasie, który dany nam został w użytkowanie wedle zasady wyłącznej dzierżawy. Nagle okaże się, kto z nas najlepiej wyraził ideę stricte naszego Czasu, i kto z nas pozostawił po sobie suwerenną wartość, kogo zaś olśnił jedynie Panteon codzienności na tyle, na ile ważnym było bić się z Losem o nieśmiertelność. Przez sito percepcji kolejnych pokoleń, przejdą nasze: wiary, nadzieje i miłości, nasze niezatapialne myślenie, nasze koncepcje, postawy, twórczość, nasze poświęcenie jedynie słusznej Sprawie. I nasze cierpienia, ukryte w degradacji zawodu, który usiłujemy wykonywać, pasji czytania i pisania oraz – było, nie było – likwidacji znaczenia słowa, na którego tronie zasiadł obraz, albo jego plastikowa, sztuczna, efekciarska i sfałszowana namiastka. Ta wróżba spełni się czy tego chcesz czy nie. Zamieszka w nas, z prochu powstałych, w proch obróconych i spełni się pomimo wysiłku włożonego w życie na przekór rzeczywistości ułomnej, zdradzonej, marginalnej, na którą nie mieliśmy wpływu, gdyż przyszła właśnie z Czasem – jak zaraza, jak powódź, jak cicha, nocna kradzież całego Dobytku, w który włożyliśmy tyle serca, ile można było włożyć, tyle uczuć ile nam dano, tyle słów ile zdołaliśmy ulepić z naszego życia … aby zbudować jakiś Dom.

 

   Póki żyjemy, kołowrót się kręci. Dom stoi. Święci i barbarzyńcy, najemni i kapłani – odprawiają swoje gusła nad literacką bracią, nad łodzią wydawałoby się niezatapialną. A żyjemy, dopóty żyje w nas Słowo. Słowo płonące sensem, w świecie bez sensu, w świecie nieprzyjaznym książce, literatowi – w świecie jako efemerydzie post-przebrzmiałej, wymarłej i postawionej do kąta, za grzech pychy – za grzech rozwoju ludzkości. Pychy bezgranicznej, usiłującej zmieniać tenże świat ideą nowoczesności, której tak naprawdę nikt, nigdy nie widział, ale która roznieca zgiełk, psuje masy – jarmarcznie pustą, lecz jakże ponętną rozrywką.

 

   Póki co, żyjemy, i żyje w nas to słowo, a ono najlepszym jest drogowskazem. Najjaśniejszą latarnią morską i nasza łódź nie roztrzaska się o Skały. Tej wierze, … tej Tezie niezbędny jest dziś jeden podstawowy, wręcz organiczny warunek, jedno wyzwanie i jedna potrzeba – aktywność, uczestnictwo, działanie i angażowanie się. Ważna jest też wytrwałość oraz systematyczność.

 

   Tak właśnie stało się cztery lata temu, kiedy zajaśniała idea powołania do życia, w roku 2010, portalu literackiego oraz wydawnictwa – Pisarze.pl. Wydarzyła się Rzecz Wielka, a jej wielkość uświęcona została właśnie: aktywnością, uczestnictwem działaniem i angażowaniem się społecznym, duchowym i nawet materialnym niezliczonej ilości ludzi pióra.

                              Chwała im za to !!!

 

   Najpierw portal literacki, z czasem stabilizujący się, wynikający z nadania numeru ISSN oraz przekształcenia portalu – E-tygodnik literacki pisarze.pl. I tak oto – wytrwałością i systematycznością dobiliśmy bezpiecznie do brzegu dwusetnego już numeru, … ale to dopiero Początek. Dwie stówy to dopiero zaliczka, zadatek na kolejne numery, które muszą się ukazać.

   Wracając w przeszłość – ile ważnych słów padło w tym czasie, ile doniosłych polemik, ile emocji, wzburzeń, wzruszeń, a co najważniejsze, ważnych tekstów, których publikacja pozwoliła dotrzeć do ogromnej rzeszy czytelników w całej Polsce.

 

Jest tych czytelników bardzo wielu – statystyki nie kłamią. Grupa ta, choć rozproszona, niezbadana i dosyć enigmatyczna, wciąż dowodzi, że to jeszcze nie koniec. Internet jest zatem jedną z alternatyw odnalezienia nowych relacji autora z czytelnikiem. Jest od strony materialnej opcją wymagającą najniższych nakładów, przynoszącą zarazem najszerszy efekt tego kontaktu na linii twórca – odbiorca. To ogromna szansa, nie wiem nawet, czy nie jedyna, na utrzymanie pewnego status quo, swoistego rodzaju autonomii trwania w tak skonstruowanym świecie XXI wieku. Pod tym kątem powołanie do życia portalu, a potem E-tygodnika okazało się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”. Statystyki portalowe są bowiem imponujące. Mamy stałych czytelników, dochodzą wciąż nowi. To bardzo wielkie osiągnięcie.

 

   Dwusetny numer powoduje, że jest to jakiś krótki czas refleksji. Krótki, bo już się myśli o nowych tekstach, kolejnych wydaniach, publikacjach, debiutach – kołowrót się kręci – tydzień w tydzień. Jak to się stało, że … się udało? Odpowiedziałem już na to pytanie – to mrówcza praca wielu ludzi. Autorów zaangażowanych. Autorów, którzy połączyli się tu ponad podziałami: duchowymi, poglądowymi, zrzeszeniowymi oraz terytorialnymi. W końcu autorów, którzy widzą wciąż sens w takiej formie komunikacji. Publicystyka, recenzje, poezja, zbieranie najważniejszych informacji kulturalnych z kraju i układanie tego wszystkiego tydzień w tydzień to zadanie niełatwe nawet od strony logistycznej. Wielkie słowa uznania należą się Krzysztofowi Wójcikowi – naszemu informatykowi. Wytrwale męczy się z nami, naszymi „dosłanymi na ostatnią chwilę tekstami”, naszymi „poprawkami”, prośbami oraz wydziwianiami – tylko po to, aby wtorkowym wieczorem ukazał się numer kolejny.

– Dziękujemy Panie Krzysztofie. I kłaniamy się dziś nisko … doceniając Pańską pracę, a zwłaszcza przywołaną wcześniej – anielską cierpliwość.

 

   Tygodnik jest sceną tak otwartą, wolną i pozbawioną partykularyzmu. Jest sceną – wierzę w to głęboko – ponad podziałami. Sceną gościnną. Sceną, której celem jest w przyszłości mówienie jednym głosem „za literaturą” (w jej obronie, a w konsekwencji obronie każdego pisarza) wobec naszego Państwa i nie tylko, wobec wszelkich sił, które chciałyby jej/jego pozycję zredukować, umniejszyć, bądź w ogóle rzucić gdzieś w kąt (poza nawias) społecznej egzystencji. To ważna konotacja. Ważna sprawa. I ważne wyzwanie współczesności …

 

   Nadszedł nam dziś właśnie czas poważnych pytań. Palimy się jak gwiazdy w zamrożonej próżni Wszechświata. Tak jak i kiedyś, przed laty, stawiane pytania doprowadziły do rewolucyjnej zmiany i odzyskania wolności, tak teraz mamy kolejny czas pytań. To inne pytania. Inny świat. Trudne odpowiedzi, albo nawet ich brak. W takim właśnie czasie, w takim świetle, widzę doniosłość i ciężar redagowania Tygodnika. Tygodnika z duszą. Tygodnika wolnego od uwarunkowań rynkowych. Tygodnika niezależnego od żadnych grup nacisku. E-Tygodnika literackiego. To się nie spodobało, nie podoba i nie spodoba wszystkim, to nie znajdzie akceptacji powszechnej, ale to konieczność dziejowa – czasu, miejsca i przestrzeni.

 

   Chciałbym, aby mój głos przy okazji dwusetnego numeru wyraził uczucia nas wszystkich. Aby stanowił podziękowanie każdemu Autorowi, którego tutaj opublikowano. Aby wzrok choć na chwilę powędrował ku stopce redakcyjnej oraz liście osób współpracujących. Aby to podziękowanie objęło też wszystkich tych, których tam już nie ma, albo których tam jeszcze nie ma. Słowem wszystkim, którzy dołożyli choć cegiełkę do mocnej już konstrukcji naszego Domu – E-tygodnika literackiego Pisarze.pl.

 

   Wykonaliście Wszyscy 200 procent normy, a ja cieszę się, raduję i mam ogromny zaszczyt też w tym Dziele uczestniczyć. Dziękuję za ten czas i proszę o jeszcze …

 

   Myślę też, że specjalne, i bodaj największe podziękowania, należą się naszym Czytelnikom, bez których w ogóle by nas nie było. Nie byłoby Brzegu dwusetnego numeru i nadziei na kolejną żeglugę. Drodzy Czytelnicy – czytajcie, komentujcie, … bądźcie z nami na kolejnych 200 numerów …

 

Andrzej Walter

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko