Franciszek Nastulczyk – Pora

0
106
poranek przedwiosenny
złudzenie głosu cykad – to budzik
zmęczone powieki odnajdują
rzeźby lipowe w polu widzenia
nasze Lary i Penaty z Cepelii
chłop i baba przy masielnicy
powoli przyzwyczajam się do myśli
że muszę wstać i pójść do pracy
w autobusie poznaję połowę pasażerów
chociaż nic o nich nie wiem
dzień się rozwija i boli
widok złamanej ręki Adriany z piątej klasy
“niech pan powie, że to nie jest z przemieszczeniem?
prosi bezradnie i ja bezradnie potwierdzam
widzę karetkę z boiska
gdzie słońce budzi trawę
sztuczną jak ja
płonie słońce marcowe na mojej twarzy
wstyd i żałość
czuję idąc do domu
z uniesioną głową
nie zrobiłem niczego…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko