Książkowe rekomendacje Krzysztofa Lubczyńskiego

0
51

Książkowe rekomendacje Krzysztofa Lubczyńskiego


Krzysztof Lubczyński


Strona Złego


Najnowsza publikacja Marka Nowakowskiego „Pióro” opatrzona jest mylącym podtytułem: „Autobiografia literacka”. Można by sądzić, że pisarz, znany z barwnej narracji o „świecie zaginionym” Polski lat 50,60 i 70-tych, zajmie się tym razem swoim pisarskim „ego”, formą swojej prozy, „alchemią słowa”, umieści ją w literackim kontekście, zajmie się też innymi pisarzami, środowiskiem lub choćby tzw. życiem literackim Słowem, że odsłoni nieco kuchnię literacką tamtych czasów. Tak, jak robiło to przed nim wielu pisarzy, choćby Jerzy Putrament, który w tomie „Literaci”, należącym do cyklu „Pół wieku” pokazał kawałek ówczesnego życia organizacyjnego branży.


Nic z tych rzeczy. Nowakowski, jeśli rzeczywiście zamierzał napisać literacką autobiografię, to natychmiast o tym zapomniał. Chyba, że tytuł należy potraktować jako ironiczny, bo z niego wynika, że „autobiografia literacka” Marka Nowakowskiego, to snucie się po Warszawie i okolicach, wódczane biesiady w podejrzanych knajpach oraz poznawanie malowniczych typów. Inna sprawa, że niepodobna wyobrazić sobie Nowakowskiego, jako urzędnika literatury, w garniturku i pod krawatką penetrującego gabinety literackich dygnitarzy w poszukiwaniu stypendiów, nagród i innych pożytków z bycia zawodowym literatem w PRL. Nowakowski to jedna z odmian polskiego beatnika, jakiś polski Jack Kerouac będący nieustannie w drodze, tyle że nie na rozległych szlakach Ameryki, ale po opłotkach PRL-owskiej Warszawy i jej knajpianym archipelagu.


Mniejsza wszakże o to, czy treść pasuje do tytułu czy nie, bo tak czy inaczej rzecz jest przednia, jak zazwyczaj u Nowakowskiego i czyta się to doskonale, tak dobrze, że oderwać się trudno od tej lektury. Referować tego wszystkiego za Nowakowskim nie ma sensu, bo rzecz nie we rejestracji faktów, lecz w aurze i stylu Nowakowskiego, który tej szarej, siermiężnej rzeczywistości potrafi nadać barwy tak soczyste. Przed oczyma czytelnika przesuwają się całe zastępy postaci tamtego czasu, pisarzy, poetów, łazików i obieżyświatów, oryginałów, ubeków. Wszystko to podane klarownym, bezpretensjonalnym, pozbawionym nawet śladu literackiego egotyzmu stylem Nowakowskiego. Wspomnieniowa proza Nowakowskiego bez wątpienia przypada do gustu miłośnikom „Złego” Leopolda Tyrmanda. To po części ten sam czas, ci sami ludzie, te same klimaty, tylko przez inny filtr pisarski przepuszczone. Pyszna lektura.

Marek Nowakowski – „Pióro. Autobiografia literacka”, Wyd. „Iskry”, Warszawa 2012


wydawnictwo: Iskry

data wydania: 2012 (data przybliżona)

liczba stron: 224

kategoria: literatura faktu

język: polski

typ: papier




***


Krzysztof Lubczyński


Portret mistrza Krzysztofa


Banałem jest mówienie o ulotności sztuki aktorskiej. Zresztą nie jest ona dziś aż tak ulotna jak kiedyś. Możliwości jej rejestrowania są dziś ogromne i choć zapis cyfrowy spektaklu teatralnego nie odda smaku i zapachu spektaklu, to lepszy Rydz niż nic. Jak wiele się pod tym względem zmieniło, można było sobie uzmysłowić kilka miesięcy temu, podczas wieczoru jubileuszowego Krzysztofa Kowalewskiego w warszawskim Teatrze Współczesnym, gdzie obchodził on bodaj 50-lecie pracy aktorskiej. Puszczono oto z taśmy nagranie dźwiękowe spektaklu „Martwych dusz” Mikołaja Gogola sprzed nie tak zresztą wielu laty. Mało to było czytelne, bo nie tylko bez obrazu la i bez klarownej ścieżki dźwiękowej typowej dla słuchowisk. I proszę, minęło nie więcej niż kilka lat, a tego typu rejestracja jest już głębokim anachronizmem. Szkoda tylko, że coraz mniej spektakli wartych jest rejestrowania.


A skoro o Krzysztofie Kowalewskim mowa, to właśnie on jest bohaterem książki, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa „Trio”. Rzecz nosi tytuł „Skarpetka w ręku” i jest biografią artystyczną aktora napisaną przez Romana Dziewońskiego. W tym miejscu od razu należy się najwyższe uznanie dla tego autora, którego pasji i benedyktyńskiej pracowitości zawdzięczamy publikacje, będące bezcennym świadectwem kultury teatralnej i filmowej minionych kilkudziesięciu lat. Dziewoński napisał już podobne publikacje o swoim wybitnym ojcu, Edwardzie Dziewońskim, ale także o Kabarecie Starszych Panów. Szkoda, że życia nie starczy Romanowi Dziewońskiego, a by sportretować dziesiątki – a jest ich tylu – podobni wspaniałych jak Kowalewski indywidualności aktorskich. Niektórzy, jak np. Jan Kobuszewski czy Adam Hanuszkiewicz napisali swoje autobiografie sami, inni jak np. Marian Kociniak dają się odpytać w wywiadzie-rzece, o innych napisano po ich śmierci (np. o Romanie Wilhelmim, nie mówiąc już o postaciach z dalekiej już przeszłości takich jak ale tacy choćby jak Wojciech Pokora nie doczekali się publikacji o sobie. Szczęśliwie przy okazji pisania o jednej postaci, zawsze można to i owo napisać o innych, ale tylko przyczynkowo, dygresyjnie i na marginesie.


Książka Dziewońskiego nie jest wywiadem-rzeką z Kowalewskim, ale wypowiedzi aktora stanowią jej istotną część. Resztę dodaje od siebie Dziewoński, a całość tworzy interesujący obraz fenomenu kunsztu znakomitego i lubianego aktora, mistrza charakterystyczności, sztuki w teatrze dziś rzadkiej, a jednocześnie obraz ważnego fragmentu historii polskiego teatru jego najlepszych lat. Krzysztof Kowalewski jest ich przedłużeniem, wysłańcem w naszą teraźniejszość.

Roman Dziewoński – „Skarpetka w ręku. Krzysztof Kowalewski w garderobie”, Wyd. „Trio”, Warszawa 2012


Oprawa: Twarda

Ilość stron: 388

Rok wydania: 2012

Wydawnictwo: Trio

ISBN: 9788374362979


 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko