Roman Soroczyński – NOC Z POLSKIM

0
90

Roman Soroczyński

NOC Z POLSKIM

 

Filip WrocławskiSobotni wieczór, 29 stycznia 2011 r. spędziłem w Teatrze Polskim w Warszawie. Tegoż dnia przypadała 98 rocznica wystawienia pierwszego spektaklu – „Irydiona” Zygmunta Krasińskiego. W ten sposób reżyser spektaklu, a zarazem Dyrektor Teatru, Arnold Szyfman zrealizował swój – wydawałoby się,  niedorzeczny – pomysł zbudowania wielkiego prywatnego teatru dramatycznego.

I nie było to – jak w przypadku niektórych, aktualnie funkcjonujących, warszawskich teatrów prywatnych – przyjście na gotowe. Co ciekawe, etap „od pomysłu do przemysłu” trwał tylko niespełna trzy lata. W 1910 roku, na spotkaniu u księcia Maurycego Zamoyskiego, Szyfman zaprezentował przedstawicielom ówczesnej arystokracji i finansjery ideę powołania teatru. W maju 1911 r. zakupiono plac pod budowę obiektu, a w czerwcu Szyfman ruszył, z architektem Czesławem Przybylskim, w podróż po Europie, by przyjrzeć się nowoczesnym budynkom teatralnym i zapoznać się z nowinkami techniki teatralnej. W lutym 1912 roku zaczęto kopać ziemię pod fundamenty, zaś 10 kwietnia poświecono kamień węgielny. W tymże roku Arnold Szyfman zaczął kompletować zespół aktorski, w którego skład weszli między innymi Kazimierz Junosza-Stępowski i Józef Węgrzyn. Zanim ukończono budowę teatru, jego zespół odbył tourneé po miastach kresowych i rosyjskich. Wreszcie nadszedł dzień premiery – środa, 29 stycznia 1913 roku.

W tym roku szczęśliwie się złożyło, że 98. rocznica tego znamiennego wydarzenia przypadła w sobotę. Nowa dyrekcja Teatru, na czele ze znakomitym aktorem Andrzejem Sewerynem, zorganizowała tegoż dnia „Noc z Polskim”.

Zanim jednak przejdę do „Nocy z Polskim”, garść wspomnień i refleksji.

Jak wspomniałem, Teatr Polski był przedsięwzięciem prywatnym. Od października 1933 roku został on przejęty przez państwowy koncern pod nazwą Towarzystwo Krzewienia Kultury Teatralnej, którym kierował Arnold Szyfman. Pełnił on funkcję dyrektora teatru przez ponad dwadzieścia pięć lat, rozstając się z nią jedynie w latach 1915-18. Wrzesień 1939 r. – to heroiczna walka pracowników Teatru o ocalenie gmachu. Zapanowali oni nad ogniem, jednak skutki bombardowań były opłakane. Mimo tego Szyfman przystąpił do odbudowy, która została ukończona w grudniu 1940 roku. Niestety, w następnym roku hitlerowcy przejęli budynek, urządzając w nim Theater der Stadt. Mimo tej szumnej nazwy zdecydowana większość Polaków bojkotowała wówczas tego typu instytucje.

Arnold Szyfman jeszcze dwukrotnie zostawał dyrektorem Teatru Polskiego. Aktywnie uczestniczył w odbudowie gmachu, w którym 17 stycznia 1946 r. odbyła się premiera, reżyserowanej przez Juliusza Osterwę, „Lilii Wenedy” Juliusza Słowackiego. W 1949 roku otwarto Scenę Kameralną przy ulicy Foksal, która funkcjonowała do 2001 roku. Wkró™ce po otwarci drugiej sceny Szyfman, ze względów politycznych, został pozbawiony stanowiska. Wrócił na nie, w ramach odwilży, w 1955 roku, by po dwóch latach pożegnać się z Teatrem. Przyznano mu wówczas tytuł dyrektora honorowego. Jego następcy starali się, z lepszym lub gorszym skutkiem, zachować klasyczny charakter repertuaru. Przemiany początku lat osiemdziesiątych XX wieku umożliwiły wystawianie sztuk dotychczas zakazanych polskich autorów: Mrożka, Hłaski czy Iredyńskiego. Z kolei w okresie dyrekcji artystycznej Andrzeja Łapickiego (1996-98) Teatr Polski nazywano „domem Fredry”.

Pamięć ludzka jest ułomna, dlatego nie będę starał się udawać, że pamiętam wszystkie spektakle Teatru Polskiego, na jakich byłem. Myślę jednak, że każdy z widzów zapamięta „Zieloną Gęś” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego z rewelacyjną Ireną Kwiatkowską w roli Hermenegildy Kociubińskiej. Notabene, poeta stworzył tę postać specjalnie dla swojej ulubionej aktorki. Moim dzieciom podobała się „Pastorałka” Leona Schillera i znakomicie obsadzona „Zemsta” Aleksandra Fredry. Miło wspominamy również gościnne występy Teatru Rozrywki z Chorzowa.

Jak przystało na teatr noszący nazwę „Polski”, przykładano tu duże znaczenie do czystości języka ojczystego. W 2006 roku miałem przyjemność rozmowy z ówczesnym Dyrektorem Teatru, Jerzym Zaleskim. Zaakcentował on wówczas potrzebę takiej dbałości, zwracając jednocześnie uwagę na sposób wypowiadania słów na scenie.

Od chwili powstania w Teatrze Polskim wystawiono prawie 800 premier, w tym blisko 600 – na dużej scenie. Od chwili zamknięcia Sceny Kameralnej Teatr „dusił się”: brakowało większej ilości scen. Stąd decyzja o rozbudowie siedziby.

9 kwietnia 2010 roku obejrzałem na nowej Scenie Kameralnej „Dżumę” Alberta Camus. Ostatnie słowa w tym spektaklu wypowiedział … Janusz Zakrzeński. Dwanaście godzin później ten znakomity aktor zginął w katastrofie prezydenckiego samolotu. Bardzo niezręcznie złożyło się, że ostatni występ pana Janusza zbiegł się w czasie z wręczonym mu wypowiedzeniem.

Nie znam wszystkich uwarunkowań decyzji podejmowanych przez ówczesną dyrekcję Teatru. Jak powiedziano mi w jednym z pozawarszawskich teatrów, każda decyzja wymaga stosownych okoliczności. Nie będę więc komentować tej sytuacji.

Wracam zatem do okoliczności, jaką była „Noc z Polskim”. Na widowni piękne panie, przystojni panowie (a wśród nich niżej podpisany przeciętniak). Na scenie żelazna kurtyna przeciwpożarowa. Nagle z balkonu rozlega się głos śpiewaka. Kiedy się wsłuchamy, okazuje się, że śpiewa on fragmenty „Ustawy o prowadzeniu działalności kulturalnej” z 25 października 1991 r. Za chwilę z innych miejsc widowni odzywają się, głosami kantorów czy wykonawców staropolskich pieśni liturgicznych, następni członkowie męskiego chóru Bonus Consort. Po każdym fragmencie ustawy rozlega się „refren” przypominający, że to „państwo sprawuje mecenat nad działalnością kulturalną”. Jakże dwuznacznie zabrzmiały te słowa! Potem „z trudem” zza żelaznej kurtyny wyszedł nowy Dyrektor Teatru, Andrzej Seweryn, który zacytował fragmenty „Poetyki” Arystotelesa. Po podniesieniu kurtyny na scenie pojawia się jazzowy zespół muzyczny Krzysztofa Herdzina oraz prowadząca imprezę Muza (Magdalena Smalara). Przywołała ona duchy wybitnych twórców, a zarazem teoretyków teatru, zaś aktorzy i reżyserzy współpracujący niegdyś i obecnie z Teatrem Polskim zaprezentowali fragmenty ich rozważań na temat teatru. Cytowano Adama Mickiewicza (Maja Ostaszewska), Witkacego (Grażyna Barszczewska), Stefana Jaracza (Daniel Olbrychski), Tadeusza Kantora (Michał Zadara), Jerzego Grotowskiego (Grzegorz Bral)         i Zbigniewa Zapasiewicza (Antoni Libera). Bardzo wymownie i symbolicznie zabrzmiały słowa Stanisława Wyspiańskiego „teatr mój widzę ogromny…” w wykonaniu nowego prezesa ZASP-u, Olgierda Łukaszewicza. Duże brawa otrzymała Teresa Budzisz-Krzyżanowska za rozważania Juliusza Osterwy na temat wypracowania odrębnego teatralnego słownictwa. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się pomysł, aby słowo „sztuka” zastąpić słowem „pięknota”.

 

Druga część „Nocy” – to „teatr w teatrze”. Fragmenty trzech spektakli („Szkarłatna wyspa” Michaiła Bułhakowa, „Dwa teatry” Jerzego Szaniawskiego i „Improwizacja paryska” Jeana Giraudoux) ukazały – o ile się orientuję – tylko część problemów dręczących dyrektorów teatrów: niedofinansowanie, naciski ze strony polityków, kłopoty z personelem technicznym oraz dylematy, jak traktować krytyków. W klimat wieczoru wpasowała się Gaba Kulka, która – jak zwykle, znakomicie – wykonała kilka najbardziej znanych swoich piosenek. Widzowie zobaczyli „zajawki” jedenastu spektakli, których premiery zaplanowano na bieżący rok. Podczas prezentacji, na tablicy świetlnej, pojawiały się tytuły spektakli, nazwiska reżyserów i … daty premier. Zapyta ktoś, dlaczego przed datami premier postawiłem trzy kropki? Zrobiłem to świadomie, gdyż znam co najmniej jeden warszawski teatr, w którym próby trwały niemal dwa lata, po czym reżyser zrezygnował z wystawienia spektaklu. Widać, że pan Andrzej Seweryn przez dłuższy czas przebywał na zachodzie i potrafi szanować czas oraz pieniądze. Na zakończenie krótkiej, bo trzygodzinnej, „Nocy z Polskim” Muza powiedziała, że nie wypada, aby 98-latkowi śpiewać tradycyjne „Sto lat”. Zatem artyści zaprezentowali chóralną wersję statutu Teatru, do którego muzykę napisał „piwniczny” kompozytor Adrian Konarski.

Skoro nie wypada dojrzałemu Teatrowi życzyć stu lat, to życzę udanej realizacji ambitnych celów oraz dobrej kondycji. Tak trzymać!!!

 

 

1.02.2011 r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko