Paweł Kluszczyński o ULICA FESTIVAl na e-teatrze – Noiwa Sila Krytyczna:

0
32
Fot. mat. organizatora

Fuzja ulicznych wrażeń

Początek wakacji to zwykle koniec sezonu dla teatrów repertuarowych. Zamykane są drzwi na widownię, zaciągane są żelazne kurtyny, a fotele ukrywa się pod pokrowcami. Mimo to, nie ma próżni w kulturze, a to za sprawą teatru ulicznego. Korzystając z uroków pogodny, artyści mogą w przestrzeni miast wypełniać lukę w kulturze. W ten sposób już po raz trzydziesty szósty ULICA Festival, organizowany przez Teatr KTO, zagościł w przestrzeni Krakowa, ale i też jego okolic.

Przez cztery dni mieszkańcy, ale i tłumnie odwiedzający miasto turyści, mogli zobaczyć gamę ulicznych przedstawień, począwszy od typowo cyrkowych popisów, przez teatr ognia, spektakli marionetkowych, aż po repertuarowe produkcje Teatru KTO i artystów współpracujących z tą instytucją. Ta mnogość wrażeń i niezwykle bogaty program dowodzą, że teatr uliczny ma się całkiem dobrze. Nie jest to tylko zabawianie przechodniów, a równie profesjonalny teatr w stosunku do tego, co zwykle oglądamy pod dachami wymyślnie urządzonych gmachów.

Małe formy teatralne były najpopularniejsze w tegorocznej edycji Ulicy. Zachwycały występy artystów specjalizujących się w teatrze lalkowym. Bence Sarkadi z Węgier to artysta reprezentujący mistrzowski poziom. Spektakl „Budapesztańskie marionetki” to splot kilku historii, które łączy wysoka jakość wykonania marionetek i kunszt animacji (na przykład trójgłowy smok czy artysty uliczny, trzymający w ręce malutkiego pajaca, któremu animator nadaje oddzielny charakter).

 „TIK-TAK” Alexa Pirasa jest poetycką opowieścią o sztuce cyrkowej, jej sensie i prawach nią rządzących. Za sprawą maski arlekina, a potem kilku marionetek włoski artysta usiłuję na oczach widzów pokazać magię kryjąca się w czerwonym nosie – najmniejszym elemencie stroju klauna. Przy czym nie wypowiada ani słowa.

Bez słów też obszedł się też chilijski artysta Mauricio Riobó, prezentując bajkę „Szczeniak Fofi”. Aktor nie tylko wcielił się w rolę opiekuna pieska, animował go, ale i zawarł w spektaklu problem odpowiedzialności za zwierzę. Nie boi się poruszyć tematu śmierci, mimo że przedstawienie było przygotowane dla młodych widzów. Ubrana na czarno śmierć, skonstruowana z kości, nie przerażała. Pełniła rolę wskazówki, dzięki której bohater Riobó otrzeźwiał i wrócił po pozostawionego w lesie zwierzaka.

Nie można pominąć spektaklu Laury Cortés z Hiszpanii. Historia o leniwym boyu hotelowym w pomysłowy dramaturgicznie sposób pokazywała dobę z jego pracy. Za pokoje robiły małe walizki, w których artystka umieszczała marionetki głównego bohatera i starszej damy, goszczącej w hotelu.

Spektakl „Ruletki” w wykonaniu grupy Cía. eLe to także teatralna mininiaturą, w wykonaniu dwóch aktorek, wprowadzających w życie marionetki młodego chłopaka i starca. Ich przedstawienie to mieszanina młodzieńczej siły i nieokrzesania z doświadczeniem życiowym i zgorzkniałością. 

Tegoroczna edycja miała dużą reprezentację pokazów klaunów. Hugo Miró kostiumem i makijażem nawiązywał do pierwszych niemych filmów. Wykorzystując ich przesadną mimikę, dialogował z publicznością. Nie używając słów, hiszpański artysta przyciągał uwagę przez cały spektakl. Roztaczał aurę serdeczności, niemal dziecięcej błogości i radości życia. Simonowi Moreau w „L’Escale” za scenografię posłużył stelaż, przypominający bujający się statek, a kojąca atmosferę budowała francuska, instrumentalna muzyka. Artysta zabrał widzów w rejs  na odległą wyspę, gdzie przebijając się przez wybujałą roślinność, pokonując strumień dociera do skarbu. Wszystko za pomocą wyobraźni. Piękny i spokojny spektakl, tak róży od pozostałych, które zwykle były głośne i wymagały od widzów dużej interakcji z artystą.

Najliczniejszym reprezentantem rodzimego teatru ulicznego był organizator, czyli Teatr KTO. Można było zobaczyć nie tylko repertuarowy klasyk, „Peregrinus”, który jest opowieścią o dążeniu do szczytów kariery zawodowej, usianym licznymi przeszkodami. Z nowszych propozycji obejrzeliśmy „Arcadię” mająca przed rokiem premierę, taneczną opowieść o egzystencji człowieka, rozpoczynająca się sceną pogrzebu. Artyści wykorzystując ławki, odgrywają sceny od opieki nad małym dzieckiem, poprzez wczesnoszkolne przepychanki, pierwsze miłości i ślub symbolizujący życiowe spełnienie. Poszukiwaniu sensu egzystencji były poświęcone „Żywoty świętych osiedlowych. Dzielnica XIII”, ubiegłoroczna produkcja. Przedstawienie zagrane w jednej z bram dzielnicy Podgórze, traktuje o ludziach wykluczonych. Był to najbardziej zbliżony do teatru dramatycznego spektakl festiwalu. Tekst Lidii Amejko, ubrany w kanwę realizmu magicznego, fascynował. A fakt usytuowania sprawiał, że aktorzy zdawali się realnymi mieszkańcami okolicy. Kilka kroków od tego miejsca, na Rynku Podgórskim, miała miejsce premiera Teatru KTO. „C’est la vie” w reżyserii Krzysztofa Niedźwiedzkiego łączyła trzy odmienne w czasie epoki, zestawiając sylwetki małżeństw: sprzed wieku, drugiego z przełomu wieków i współczesne. Trzy pary, mimo że różniące się strojem, ekspresją i rodzajem relacji, mierzą się z podobnymi problemami. W końcu nie ważne, kiedy i gdzie się żyje, rutyna i szablony zachowań zawsze nas usidlą.

„Warunki zabudowy” Artiego Grabowskiego to spektakl-performans przygotowany ze Zbigniewem Szumskim. To fuzja sztuk plastycznych, wizualnych i teatru, gdzie Grabowski wciela się we współczesnego szamana z ludu, ubranego w strój roboczy, usiłując odczynić zło, które tworzy człowiek, który rozmiłowany w porządkowaniu przestrzeni, budowaniu pomników i pracy ku czci innych ludzi. Monolog opiera o wydarzenia z takich miejsc, jak plac Niebiańskiego Spokoju w 1989 roku, Trzech Kultur w 1968 roku, czy historie związane z murami: berlińskim, palestyńskim, chińskim i meksykańskim. Jest to cierpki obraz świata, który mimo postępu, nieustannie zwalcza nieproszonych gości. Nie jest to spektakl ani miły, ani przyjemny, ale w końcu świat nas otaczający też zwykle różni się od tego, co oglądanego przez różowe okulary. 

O eksterminacji Żydów traktowały dwa wydarzenia, które miejsce znalazły na Kazimierzu. Na placu przed Starą Synagogą wystąpił Koniński Teatr Tańca, prezentujący „Sztetl”. Jest to lokalna historia, bazująca na książce  „Uporczywe echo„ Theo Richmonda, którego korzenie tkwią w Koninie. Wykonawczynią nic nie można zarzucić, zarówno dopracowana choreografia, doskonałe synchrony, odczytywane fragmenty książki i przejmująca muzyka, ale… odczułem zgrzyt. Miało się wrażenie, że spektakl został tak przygotowany, aby się podobał i wzruszał, trochę jak zdobna wydmuszka, pod którą za wiele się nie kryje. Inne spojrzenie to „Przybyli” Jūratė Širvytė-Rukštelė i Adriana Schvarzsteina. Ubrani w stroje wyglądające jak z początku dwudziestego wieku, przechadzali się po ulicy Szerokiej, zachowując się, jak ludzie z innych czasów. Zupełnie, jakby wojny nie było, przybyli tu, by znów cieszyć się życiem.

Pisać o atrakcjach i artystach, jakie zgromadziła 36. edycja Festiwalu Ulica w Krakowie, można by jeszcze wiele. Mnogość wrażeń pozwalała stwierdzić, że niezależnie od wieku, każdy może świetnie się bawić w jego trakcie, uruchamiając swą wyobraźnię. Wystarczy jeden gest, drobny grymas, a ma się przed sobą latynoskiego macho, życiową ciamajdę lub pełnego wigoru rockmana.

36. ULICA Festival, Kraków, 6-9 lipca 2023

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko