Franciszek Czekierda – ADAM MICKIEWICZ I HENRIETTA ANKWICZÓWNA CZYLI MIŁOŚĆ W RZYMIE

0
81

            Poeta wypłynął z Rosji parowcem w połowie maja 1829 roku. Do Travemünde przybił pierwszego czerwca. Stąd przez Lubekę i Hamburg dotarł do Berlina, gdzie go fetowali studenci poznańscy. Następnie udał się do Drezna i Karlsbadu (dzisiejsze Karlowe Wary). Tu spotkał się z Antonim Edwardem Odyńcem, wiernym przyjacielem i sekretarzem. W połowie sierpnia przybył do Weimaru na jubileusz osiemdziesięciolecia Johanna Wolfganga Goethego. Po dwutygodniowej przyjemnej gościnie dotarł – przez Szwajcarię – do Włoch. W Rzymie znalazł się w połowie listopada, o czym donosiły miejscowe gazety. Od razu spotkał się ze swoją dobrą znajomą Zenajdą Wołkońską, która opuściła Rosję trzy miesiące przed nim. „Przyjaciółka jego geniuszu i serca”, jak mówiła o sobie, zaproponowała mu gościnę w wynajmowanym przez siebie pałacu Ferrucci, w którym mieszkali także jej syn, siostra i nauczyciel syna, literat Stiepan Szewyriow. Adam grzecznie odmówił, ponieważ chciał mieć swobodę bytowania i poruszania się. Nie popsuło to jednak ich dobrych stosunków, poeta często odwiedzał jej gościnny pałac. Bywał także w innych salonach rosyjskiej arystokracji, m.in. u ambasadorostwa Gagarinów, rodziny Golicynów i Chlustinów oraz w polskich domach Potockich, czy stolnikowej Czartoryskiej. Bez najmniejszej przesady można powiedzieć, że był rozchwytywany. Z poznaną u Wołkońskiej Anastazją Chlustin, młodszą od niego o dziesięć lat, zaprzyjaźnił się. Księżna o kruczoczarnych włosach spodobała mu się. Nie była jeszcze wówczas zaręczona ze starającym się o jej rękę francuskim dyplomatą, hrabią Adolfem de Circourt. We wrześniu 1830 roku z Genewy napisał do niej uroczy list jako „kupiec ubogi, ale uczciwy” zajmujący się sprawami giełdy uczuć. Kupiec ów „Zebrał wszystkie swe talenty rzeczywiste i wyimaginowane i polecił im niezwłocznie sporządzić dostateczną liczbę komplementów, podziękowań, dowcipów i innych walorów, mających kurs na giełdzie Płci pięknej (…). Ale wasza giełda zdaje się być przepełniona tymi walorami, a obcy spekulant, niedawno przybyły, spowodował taką ich zniżkę, że mają już tylko kurs nominalny”. Owym spekulantem był wspomniany Francuz, który w tym czasie zaręczył się z Anastazją; pobrali się pod koniec 1830 roku. Przez lata Adam utrzymywał z nią przyjazne relacje, a z jej matką, Wierą Chlustin, korespondował ponad dwadzieścia lat.
W Rzymie zaprzyjaźnił się także ze Stefanem Garczyńskim, którego poznał w Berlinie. Później, gdy Garczyński po udziale powstaniu listopadowym wrócił do Wielkopolski, spotkali się w Objezierzu koło Obornik.  
Mickiewicza zaprosili również Zofia i Stanisław Ankwiczowie. Była to hrabiowska rodzina z Galicji przybyła do Włoch z siostrzenicą Marceliną Łempicką i córką Henriettą Ewą w celu podratowania jej zdrowia. Pierwsza wizyta w ich domu przy ulicy Mercede nie doszła do skutku, ponieważ Adama rozbolały zęby. Do Ankwiczów poszedł tylko Odyniec, usprawiedliwiając przyjaciela. Wrócił późnym wieczorem i od razu udał się do niego.
– Jak wrażenia, Edwardku? – Adama paliła ciekawość. Poeta siedział na wąskim żelaznym łóżku oparty plecami o ścianę.  Przy prawej stronie twarzy trzymał lniany woreczek z rumiankiem w środku.
– Zawiedzeni, że ciebie nie było.
– Jutro postaram się być, jeśli ta strona mojej facjatki sklęśnie – wskazał palcem na bolący ząb. – Ale nie o tym teraz. Mów, cóż to za familia.
– Było ze trzydzieści osób, prócz trzech Włochów sami Polacy. Słońcem i królową  wieczoru była księżna Iza Sanguszkowa… – Antoni rozkręcał się.
– Edwardzie, cenię twoję elokwencję, ale gadaj o gospodarzach – niecierpliwił się.
– Bogaci hrabiowie z tarnowskiego. Córeczka Henrietta Ewa śliczniutka – Antoni zachwycał się. – Ponoć trochę chorowita. Na wydaniu.
– Ooo! – Adam zawołał uradowany.
– Ale przestrzegam ja ciebie…
– Jeszczem jej nie obaczył, a już mię przestrzegasz? – poeta przerwał mu.
– Przestrzegam przed romansowym uwikłaniem, bo primo, trochę mi przypomina Marylę, a secundo, to dziewczę ma zaledwie dziewiętnaście wiosen, a tatulo zapewne chciałby ją bogato wydać.
„Kolejna dziewiętnastolatka – Adam zakłopotany pomyślał o Karolinie Jaenisch. – Nie chcę niedojrzałej panieneczki i związanych z tem turbacyj”.
– Daruj, nie bądź mi przyzwoitką – odrzekł ostro. – Twoje przestrogi mogłyby raczej rozpalić wyobraźnię, niźli ją stłumić. Ale… chyba cię posłucham. Muszę trochę odpocząć od miłostkowych historyj – rzekł zdecydowanym tonem.
– Jej damą do towarzystwa jest Marcelina Łempicka, równie młoda i ładna… – ciągnął dalej Odyniec, lecz Adam już go nie słuchał z powodu dokuczliwego bólu.

Nazajutrz poeta złożył im wizytę. Po ujrzeniu Henrietty zachwycił się nią, a w głowie już roiły mu się słodkie marzenia na przekór własnemu postanowieniu. Czy przypominała mu Wereszczakównę? Chyba nie, bowiem Maryla była blondynką o przeciętnej fizjonomii, natomiast czarnowłosa Henrietta promieniowała urodą.
Gdy przy deserze rozmowy nabrały rumieńców, a hrabianka mogła wreszcie zabrać głos (na początku spotkania nie wypadało jej włączać się do konwersacji rodziców z zacnym gościem), Mickiewicz z miłym zdziwieniem skonstatował, że w dyskusjach dotrzymywała mu kroku. Mało tego, przewyższała go w znajomości archeologii i historii Wiecznego Miasta, mimo że poeta miał sporą wiedzę w tej materii. Pod koniec wizyty poprosił matkę – zgodnie z obowiązującym zwyczajem – aby córka została jego przewodniczką podczas zwiedzania miasta. Pani Zofia bez wahania zgodziła się.
– Wdzięczen jestem, że mogłem państwa poznać – Adam, wstając od stołu, ukłonił się rodzicom.­ – Jeśli uda się mnie zwiedzić najważniejsze miejsca starożytne u boku tak sympatycznej i uczonej przewodniczki, moje szczęście będzie bez miary – spojrzał zachwycony w jej błękitne oczy. „Ten anioł idealnie wpisuje się w moje pragnienia, które od moskiewskich czasów mocno przybladły – myślał podekscytowany. – Nie mogę tracić nadziei ożenku. Muszę tedy sprawować się arcyprzykładnie, żeby nie spłoszyć tej niewinnej sarenki i równocześnie zdobyć zaufanie mościny łani” – uśmiechnął się w duchu.
– To prawdziwy zaszczyt, że mogliśmy gościć pana w naszych progach – odezwał się pan Stanisław.
– I ponownie zapraszamy – dodała jego żona.
– Papo, może jutro zaczniemy od Koloseum? – Henrietta zaproponowała radośnie.
– Powiadasz Koloseum… – zastanawiał się ojciec, szukając oczami akceptacji u żony, która skinęła głową. – Dobry koncept – rzekł zadowolony. – Każę naszykować na dziewiątą powóz i wyruszymy.
Zgodnie z obowiązującymi konwenansami hrabianka nie mogła przebywać sam na sam z kawalerem. Toteż Mickiewicz i Henrietta zwiedzali miasto zawsze w towarzystwie rodziców, samego ojca lub panny Łempickiej.
Pewnego dnia Adam, Henrietta i ojciec pojechali powozem do parku dell’Appia Antica. Pan Stanisław został w powozie, po krótkim czasie zmęczony usnął. Mickiewicz i Ankwiczówna zostali sami. Po przejściu kilkudziesięciu metrów starożytną drogą zeszli na pobocze i usiedli na przydrożnych kamieniach.
– Od czasu, gdy jesteś u nas, panie Adamie, stałym gościem, po długiej przerwie mogę lubować się ojczystą mową – Henrietta uśmiechnęła się, patrząc z ufnością w jego oczy.
– Chyba rodziciele nie zabraniali tobie naszego języka? – Adam dotknął nasady jej dłoni. Henrietta lekko zadrżała, po sekundzie poczuła przyjemne ciepło jego ręki.
– Dla uzyskania biegłości we francuszczyźnie wymagali, abym poza Polską mówiła wyłącznie w języku Moliera – powiedziała stremowana.
– Koncept wart pochwały. Co rodzina, to insze sposoby – rzekł sentencjonalnie.
– Kiedym ciebie poznała, na nowo odkryłam naszą poezję – mówiła uszczęśliwiona.
– Czytałaś co nowego?
– Jeszcze w Machowej przeczytałam Ballady i romanse, ale – wybacz – nieuważnie,  niewiele z nich pojęłam. Byłam jeszcze głupiutką panieneczką.
– Nie przystoi tak mówić – Adam zaprotestował ściskając mocniej jej dłoń. – Każdy wiek ma swoje prawa. Teraz jesteś pod każdem względem mądrze uformowaną damą – po chwili spostrzegł, że hrabianka jest już na tyle dojrzałą osobą, że nie powinien jej w ten sposób oceniać. – Przepraszam za ten sąd.
– To dla mnie zaszczyt. Nikt mi tego do tej pory nie rzekł.
Mickiewicz pocałował jej rękę, przytrzymując ją przy ustach. Henrietta lekko się zarumieniła.
– Co się tycze poezji – mówiła przejęta – teraz ponownie przeczytałam twoje wiersze i… – zawiesiła głos.
– Iii? – dopytywał.
– Jestem urzeczona. Po lekturze nie przespałam pół nocy. Obecnie patrzę na wszystko innymi oczami.

Na wigilię Bożego Narodzenia Ankwiczowie zaprosili do domu Mickiewicza, Odyńca i sześcioro Polaków: hrabinę Joannę Moszyńską, Antoniego Strzeleckiego z elewem, księdza misjonarza Zajączkowskiego, malarza Wojciecha Stattlera i księdza Stanisława Parczewskiego. Przy stole z sianem przykrytym białym obrusem zasiadło więc dwanaście osób. Nad stołem kręciła się gwiazdka z opłatków. Gospodarze chcieli także uczcić solenizanta w dniu jego imienin.
– Wystarczą życzenia przy opłatku, które będziem sobie składać wzajemnie. Dodatkowych fet nie potrzeba – Mickiewicz delikatnie zaprotestował. Jego pomysł wszyscy przyjęli z uznaniem.
Podczas wieczerzy były tradycyjne polskie i litewskie potrawy, m.in. zupy grzybowa i migdałowa, groch, kutia, ryby, na koniec zaś podano śliżyki – ciasteczka drożdżowe polane miodem z makiem i bakaliami.
– Przy tym stole wśród rodaków – Mickiewicz przejechał wzrokiem po zebranych od lewa do prawa – czuję się odmłodzony o ponad pięć lat, czyli o całą przeszłość, kiedym opuścił przymusowo Wilno. 
W tym momencie Odyniec otarł chusteczką łzy.
– Tych parę lat przeminęło, jak z bicza strzelił. Choć ciało i serce wciąż niestare, jednakowoż dusza nabrała tylu doświadczeń, że mógłbym niemi obdzielić kilka żywotów. Dzisiaj doświadczam wyłącznie radości, którą z wielkim ukontentowaniem dzielę się z wami.
Gospodarze, nie zważając na zastrzeżenie poety, wznieśli toast na jego cześć. Idąc tym tropem ktoś wzniósł toast na cześć solenizantki Ewy, bo przecież nie mogła zostać pominięta. Ksiądz Zajączkowski wzniósł z kolei wspólny toast na chwałę Adama i Ewy.
Bonum signum – Antoni szepnął do Adama.
– Powiadasz… – zamyślił się. – Rzym…, polska wilia…, przy stole tyle nas, co apostołów…, dwoje solenizantów… i na dobitkę dwóch księży… – wyliczał cicho poeta. – Zawsze drżę z niepokoju, kiedy jest zbyt dużo dobrych znaków.
Przed północą wszyscy pojechali na pasterkę do kościoła Santa Maria Maggiore. W drodze Odyniec dopytywał przyjaciela, co miały oznaczać jego słowa. Mickiewicz zbył jego ciekawość milczeniem.

Serię zabaw karnawałowych w Rzymie w 1830 roku otwierał huczny bal na kilkaset osób u księcia Pawła Gagarina. Byli na nim także Mickiewicz, Odyniec, Ankwiczówna i Łempicka. Dla Henrietty było to entrée dans le monde. Kolejnym miejscem tańców był bal u książęcej rodziny Torlonia. W ich pałacu na placu Weneckim (dziś stoi w tym miejscu pomnik Wiktora Emmanuela II) Adam i Henrietta świetnie się bawili, a najmilsze chwile spędzili tańcząc walca. Następnie zostali zaproszeni przez królową Hortensję Beauharneis Bonaparte, żonę Ludwika Bonaparte, brata Napoleona. Natomiast Aleksander Potocki, wielki koniuszy dworu cara Mikołaja I i szambelan cesarza Napoleona Bonaparte, zaprosił ich na objazd po Kampanii, regionie w południowej Italii ze stolicą w Neapolu.
Mickiewicz zakochał się w Henrietcie. Ona chyba także, choć matka Anastazji, Wiera Chlustin twierdziła, że „Henrietta ceniła nie człowieka, ale poetę, kochała się w jego sławie, nie w jego osobie. Nie była to miłość” (słowa te Stanisław Wasylewski w Miłości romantycznej przypisał Anastazji). Ocena surowa. Może przemawiała przez matkę (lub córkę) bezinteresowna zazdrość?
Stanisław Ankwicz z uwagą i niepokojem obserwował zaangażowanie uczuciowe Henrietty. Choć cenił wieszcza i był dumny ze znajomości z nim, jednak miał inne plany wobec ukochanej jedynaczki. Pragnął wydać ją za mąż za kogoś, kto zapewniłby jej odpowiednią pozycję  społeczną i wysoki poziom życia. Poeta również chciał mieć jasność sytuacji.
Pewnego zimowego wieczoru Mickiewicz z Odyńcem byli na kolacji u Ankwiczów. Gdy Antoni pił herbatkę z panią Zofią, Henriettą i Marceliną, Adam z panem Stanisławem udali się do jego gabinetu, by zapalić lulki. Po wymianie aktualnych nowin poeta przeszedł do meritum sprawy.
– Jaką przyszłość rysuje pan hrabia dla swojej jedynaczki? – zapytał miłym głosem.
– W dzisiejszych niepewnych czasach obowiązany jestem zapewnić jej życie co najmniej na takiej stopie, na jakiej bytuje moja rodzina – powiedział od razu, jakby miał przygotowaną odpowiedź na to pytanie.
Poeta poczuł, jak strużka potu spłynęła mu wzdłuż kręgosłupa. Otrzymał sygnał nie dający żadnych złudzeń co do szans na jego małżeństwo z Henriettą. Nie zadawał już więcej pytań. Zgasił nerwowo lulkę, skinął nieznacznie głową i, nie patrząc mu w oczy, wyszedł z gabinetu.
Maria Dernałowicz oceniła, że był to „wątły, blady romans”. Być może tak, jednak  hrabianka poruszyła serce wieszcza, który na jej cześć napisał wiersz Do mego cziczerona:

Rzym, 1830, kwietnia.
Mój cziczerone! oto na pomniku
Jakieś niekształtne, nieznajome imię
Wędrownik skreślił na znak, że był w Rzymie.
Ja chcę coś wiedzieć o tym wędrowniku.

Może go wkrótce przyjmie do gospody
Kłótliwa fala; może piasek niemy
Zatai jego życie i przygody,
I nigdy o nim nic się nie dowiemy.

Ja chcę odgadnąć, co on czuł i myślił,
Gdy w księdze twojej, śród włoskiej krainy,
Za cały napis to imię wykreślił,
Na drodze życia ten swój ślad jedyny.

Czy drżącą ręką, po długim dumaniu,
Rył go powoli, jak nagrobek w skale?
Czy go odchodząc uronił niedbale,
Jako samotną łzę przy pożegnaniu?

Mój cziczerone! dziecinne masz lice,
Lecz mądrość stara nad twym świeci czołem;
Przez rzymskie bramy, groby i świątnice
Tyś przewodniczym był dla mnie aniołem;

Ty umiesz przejrzeć nawet w serce głazu;
Gdy błękitnymi raz rzucisz oczyma,
Odgadniesz przeszłość z jednego wyrazu –
Ach, ty wiesz może i przyszłość pielgrzyma?

Dwa miesiące później poświęcił jej wiersz Do H*** Wezwanie do Neapolu, zaczynający się od słów:
Znasz-li ten kraj,
     Gdzie cytryna dojrzewa.
pomarańcz blask
     majowe złoci drzewa?
Gdzie wieńcem bluszcz
     Ruiny dawne stroi,
Gdzie buja laur
     I cyprys cicho stoi.

Utwór ten jest swobodnym przekładem wiersza Johanna W. Goethego (incipit) Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn.
Poeta uwiecznił Henriettę Ewę również w III części Dziadów oraz w Panu Tadeuszu. W obu przypadkach była to postać o imieniu Ewa; w epopei narodowej była córką Stolnika zakochaną z wzajemnością w ubogim szlachcicu Jacku Soplicy.

W listopadzie 1830 roku Mickiewicz i Odyniec pojechali do Szwajcarii, którą zwiedzali pieszo. W niektórych wędrówkach towarzyszył im Zygmunt Krasiński, ceniący wieszcza. W Szwajcarii rozstał się z Odyńcem. Pojechał do Mediolanu w towarzystwie Krasińskiego, Augusta Goethego, syna poety i Johanna Eckermana, autora rozmów z Johannem Goethem. W drodze powrotnej spotkał się w Lozannie z Ankwiczami wracającymi z Paryża do kraju. Pan Stanisław miał cichą nadzieję, że bogaty hrabia Zygmunt Krasiński zainteresuje się jego córką. Zygmuntowi jednak nie podobała się, była nudna i miała „zdechłe oczy”, jak napisał w jednym z listów. Być może dlatego, że wówczas Henrietta nie czuła się najlepiej. Adam miał, mimo wszystko, cichą nadzieję, że może jej rodzice zmienią zdanie. Ostatecznie, po jakiejś przykrej z nimi rozmowie, poeta zrozumiał, że panna nie jest dla niego. Z emocji hrabianka jeszcze bardziej się rozchorowała, poeta zaś wyjechał do Rzymu.
„Nie dla psa kiełbasa – myślał wściekły jadąc powozem. – Muszę przyznać rację Edwardowi odnośnie do jego przestróg, choć miał na myśli insze powody. Bogatej córeczki nie dadzą gołodupcowi, choćby był najgenialniejszy i najurodziwszy. Nie chcę taksować ich postanowienia, bo nie tylko dla nich, ale i dla całej tej…, do kaduka, wielkiej arystokracji, książąt, hrabiów i baronów liczą się tylko majątek i mamona, nie mądrość, nie talent. Byłemże głupcem próbując wdrapać się na wysokie progi? A jednak bogatszy jestem o bezcenny skarb serca i mam nadzieję, że moja cziczerone takoż. Teraz potrzebne mi wytchnienie od zgryzot. Nie wiem, czy od nich przedwcześnie nie posrebrzały mi skronie? Żegnaj najdroższa.”

18 kwietnia 1831 roku Henrietta i Adam spotkali się po raz ostatni. Było to w Rzymie tuż przed jego wyjazdem – przez Szwajcarię, Francję i Bawarię – do Wielkopolski. Po wspólnym posiłku w hotelu, na którym byli także Łempicka i Odyniec, Adam oddał jej pożyczony tomik z utworami Georga Byrona, zaznaczając wiersz Farewell To The Muse (Pożegnanie z muzą). Wymowna jest jego ostatnia zwrotka, która w oryginale i wolnym tłumaczeniu brzmi następująco:

Farewell, my young Muse! since we now can ne’er meet
If our songs have been languid, they surely are few:
Let us hope that the present at least will be sweet –
The present – which seals our eternal Adieu.

Żegnaj, Muzo ma! Koniec naszych randez vous;
Jeśli nasza pieśń była nazbyt gnuśnym snem,
Niech nadzieja trwa, przyszłość będzie słodka znów –
Dzisiaj czas stawia pieczęć naszemu Adieu.
           
Mickiewicz na chwilę gdzieś się oddalił. Henrietta przeczytała zaznaczony wiersz i, tłumiąc łzy, zwróciła się do Antoniego:
 – Wiedziałam, wiedziałam, że to nie może trwać. Choć było tak jasno, niebiańsko – znikło, jak najczarowniejszy sen – cicho załkała.
Po kilku minutach Adam wrócił z kawałkiem górskiego kryształu w ręku.
– Znalazłem go u stóp Mont-Blanu – wręczył jej minerał. – Przyjmij na pamiątkę.
Henrietta przyglądała się z zainteresowaniem połyskującemu kryształowi.
– Każę wyryć godło. Doradzisz mi, jakie? – spojrzała na niego zamglonymi oczami.
– Może oko Opatrzności z napisem… – chwilę zastanowił się – „Zdajmy wszystko na Pana”.

Choć Henrietta nie przypadła do gustu Zygmuntowi Krasińskiemu, to jego przyjaciel, Stanisław Sołtyk (którego Krasiński poznał z nią), zainteresował się ładną i wykształconą hrabianką. W 1836 roku pobrali się. Zamieszkali w Kurozwękach, rodowej posiadłości Sołtyków na ziemi świętokrzyskiej. Małżeństwo nie było udane. Po czterech latach Sołtyk zmarł w tym samym roku (1840), co Stanisław Ankwicz, tylko kilka miesięcy później. Młoda wdowa z matką wyjechały na pewien czas do Italii. Po powrocie do kraju wyszła za mąż za młodszego o cztery lata hrabiego Kazimierza Kuczkowskiego. Mieli dwoje dzieci. W podkrakowskiej Woli Justowskiej (dziś w granicach miasta) kupili willę Decjusza, zamieniając ją w muzeum mebli i gobelinów. Żyjąc ponad stan, roztrwonili majątek.
Po kilku latach Mickiewicz spotkał się z Zofią Ankwiczową. Matka wylewała przed nim swoje żale, oskarżając go, że zawrócił w głowie córce, która z tego powodu nigdy już miała nie być szczęśliwa. Poeta zacisnąwszy zęby, nic jej nie powiedział. Poirytowany zamyślił się: „Sama zabiegała z powodu własnej próżności, żebym u nich bywał. Bywałem, rezygnując z zaproszeń u znaczniejszych rodzin. Stara kwoka chyba nigdy nie kochała, skoro nie wie, a jeśli wie, to nie pojmuje, że serce nie sługa…”.
W 1855 roku Adam napisał do Henrietty dwa miłe listy. Ostatni wysłał 13 września z Marsylii w odpowiedzi na jej list. Tego dnia wypływał statkiem do Stambułu. Donosił jej o sprawach rodzinnych oraz o aktualnym przedsięwzięciu, które nazwał oficjalnie „poleceniem naukowym od rządu [francuskiego] tyczącym się Wschodu”. Przedsięwzięcie to  polegało na zorganizowaniu oddziału kadrowego przeciw Rosji podczas wojny Krymskiej. Na koniec prosił ją: „Bądź łaskawa od czasu do czasu pisz do mnie”. Już nie zdążyła. Dwa miesiące później wieszcz zmarł w Stambule.
Henrietta po śmierci męża (1863) nie była w stanie spłacić długów, więc wierzyciele zlicytowali jej majątek. Żyła w ubóstwie w podkarpackiej wsi Machowa w rodzinnym dworku, w którym nowy właściciel pozwolił jej mieszkać. Po publikacji Listów z podróży Antoniego Odyńca w latach 1867–1878 czytelnicy dowiedzieli się o jej znaczeniu w życiu wieszcza, dzięki czemu zaczęli wspierać ją finansowo. Zmarła w styczniu 1879 roku.

Franciszek Czekierda

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko