Franciszek Czekierda – TAMARA ŁEMPICKA – TRUDNA DROGA DO SUKCESU

0
125

Tamara Gurwik-Górska urodziła się w Moskwie najprawdopodobniej w 1896 roku, choć zawsze podawała datę o dwa lata późniejszą. Od dwunastego roku życia spędzała ferie zimowe i wakacje w Sankt Petersburgu u Stefanii Stifter, siostry swojej matki Malwiny. Mając szesnaście lat przyjechała ponownie do ciotki i wujka w czasie karnawału. Stefania i Maurycy zaprosili ją na kostiumowy bal dla petersburskiej elity. Dziewczyna wpadła na pomysł przebrania się za chłopkę, lecz aby wywołać większe wrażenie, wprowadziła do sali balowej dwie gęsi. Na gładkim parkiecie ptactwo ślizgało się jak na lodzie i przestraszone zaczęło niemiłosiernie gęgać. Ente gęsiarki z inwentarzem zwróciło uwagę gości, którzy zachwyceni nietypowym widowiskiem, nagrodzili ją brawami. Jej występ zwrócił także uwagę przystojnego młodego prawnika, Tadeusza Łempickiego. Wśród przebywających na balu młodych mężczyzn wyróżniał się słusznym wzrostem i tym, że nie wystąpił w karnawałowym kostiumie. Ubrany był we frak podkreślający jego nienaganną sylwetkę. Łempicki miał niebieskie oczy i czarne włosy zaczesane do tyłu. Stał w otoczeniu panien.
Tamara była nim oczarowana. „Ależ on musi być szczęśliwy, mając wokół siebie te wszystkie dziewczyny i mogąc w nich do woli przebierać” – pomyślała z naiwnością zazdrosnej dzierlatki.
– Kto to jest? – zapytała ciotkę Stefę, wskazując dyskretnie na niego wzrokiem. – Ten najwyższy…
– Tadé Łempicki, młody radca prawny jakichś przedsiębiorstw i banków. Polak.
– Ja też jestem Polką – rzekła dumnie.
– Tamoczka, jesteśmy tym, za kogo się uważamy – powiedziała sentencjonalnie Stefania.
– Chciałabym go poznać… – wyrwało się jej.
– Kochanie, chyba jesteś jeszcze na to za młoda – zdziwiła się ciotka.
– Cioteczko, ja się czuję dorosła, tylko lata za mną nie nadążają – odrzekła poważnie.
– Och, ty moja dorosła dziewczynko – Stefania przytuliła ją z czułością. – Widzę, że poradzisz sobie w życiu.
            „Chyba się w nim zakochałam” – pomyślała rozanielona, zerkając na niego ponownie.
Zazdrościła towarzyszącym mu młodym damom obwieszonym brylantami, w eleganckich przebraniach księżniczek i dwórek z czasów Piotra Wielkiego. Mimo, że wejściem z gąskami wywołała zaplanowany efekt zaskoczenia, jednak w tej chwili żałowała, że w stroju chłopki nie może do niego podejść. „Ośmieszyłabym się – pomyślała poirytowana. – Zresztą nawet gdybym była w stroju królewny i tak nie mogłabym bez czyjegoś wprowadzenia zostać mu przedstawiona. Muszę koniecznie coś wymyślić, aby go jak najszybciej poznać. Nie mogę sobie pozwolić na przepuszczenie tak wspaniałej partii” – snuła plany, niczym dorosła kobieta.
            Rodzina Łempickich zajmowała wyższą pozycję społeczną, niż rodzina Tamary. Ród Łempickich wywodził się z mazowieckiej szlachty ze wsi Łępice koło Pułtuska. Tadeusz herbu Junosza urodził się w Warszawie w 1888 roku. Jego ojciec Julian ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, po otrzymaniu posady w Towarzystwie Akcyjnym Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej przeniósł się do Petersburga. Ciekawostką jest, że matka ojca, Maria Zofia Norwid, była bratanicą Cypriana Kamila Norwida. Tadeusz zrobił dyplom z prawa na uniwersytecie w Petersburgu w 1910 roku. Dobrze posługiwał się językami: francuskim, angielskim, niemieckim i oczywiście rosyjskim oraz polskim.
Minęło trochę czasu zanim powzięty przez dziewczynę zamiar poznania Łempickiego został zrealizowany. Po upływie siedmiu miesięcy od balu kostiumowego Tamara ponownie przyjechała do cioci Stefy. Pierwszym krokiem w kierunku zbliżenia się do obiektu swoich marzeń było wproszenie się na herbatkę do znajomych, do których miał przyjść również Tadeusz, o czym dowiedziała się od kuzyna. Na przyjęciu podsłuchała rozmowę jego przyjaciół, że za tydzień wybierają się wspólnie na spektakl do Teatru Maryjnego. Ciotce Stefie powiedziała, że koniecznie musi pójść na to przedstawienie.
– Słyszałam, że to wspaniała inscenizacja – mówiła podekscytowana.
– Jaki spektakl? – ciotka się zaciekawiła.
– Szeherezada Fokina w wykonaniu Ballets Russes Diagilewa.
Dziewczyna przekonała ciotkę, że nie musi z nią iść, wystarczy, aby towarzyszyła jej tylko pani Daisy, angielska guwernantka. Stefa zgodziła się czując, że kryje się za tym nie tyle pasja do teatru, co sprawy sercowe. Po latach Stefania Stifter zwierzyła się, że wiedziała, iż Tamara podkochiwała się w młodym Łempickim; ponadto podejrzewała ją o przedwczesne erotyczne rozbudzenie.
– Kochana cioteczko, pożyczysz mi swoją biżuterię? – siostrzenica uśmiechnęła się jak aniołek.
– W prawych szufladach toaletki są różne pudełeczka…
– A ta kolia brylantowa? – Tamara była niecierpliwa.
– W szkatułce z kości słoniowej.
Dziewczyna z wdzięczności ucałowała ciocię w rękę i pobiegła do pokoju, w której znajdowała się toaletka z trzema lustrami.
W dniu przedstawienia już od rana przymierzała kolię, bransoletki i kolczyki, które starannie dobierała do wieczorowej sukni. Przed spektaklem kierowca zawiózł ją z guwernantką pod gmach teatru. Pracownik teatru wprowadzał obie panie na zarezerwowane miejsca. W świetle lamp elektrycznych (będących wówczas nowością) Tamara w zielonej sukni z gustownie dobraną bogatą biżuterią wyglądała zjawiskowo. I poważniej, niż panienka mająca zaledwie szesnaście lat. Idąc wolno rozglądała się dyskretnie za Tadeuszem, którego spostrzegła w gronie przyjaciół kilka rzędów przed sobą. Przez dwie godziny przedstawienia myślała wyłącznie o tym, jak do niego podejść podczas antraktu. Z treści baletu nic nie pamiętała z wyjątkiem erotycznych scen w szmaragdowych draperiach. Niestety w czasie przerwy nie udało się jej zbliżyć do Łempickiego, który był szczelnie otoczony kolegami. Po zakończonym spektaklu Tamara z guwernantką stanęły na chodniku tuż za drzwiami środkowego wyjścia. Pani Daisy rozglądała się za czarnym oldsmobilem.
– O, jest tam… – guwernantka wskazała ręką na limuzynę toczącą się powoli w sznurze innych samochodów podjeżdżających pod teatr.
– Jeszcze chwileczkę, muszę pomówić z kimś ważnym – błagała ją Tamara.
– Widzisz co się dzieje, automobile podjeżdżają, a jeśli któryś szybko nie odjedzie, powstanie zator. Kochanie, za minutę, najwyżej dwie, wsiadamy – rzekła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
– Błagam.
– Nie, dziecko, bo będę miała nieprzyjemności – stwierdziła stanowczo guwernantka.
„Mam cię gdzieś” – pomyślała zła i w tym momencie zauważyła w drzwiach wyjściowych Tadeusza. Nie bawiąc się w subtelności, podeszła do niego pewnym krokiem. Pani Daisy, stojąc już przy aucie, chciała zawołać podopieczną, lecz powstrzymała się, widząc ją stojącą u boku nieznanego jej mężczyzny.
– Tadeuszu, pamiętasz mnie z balu kostiumowego? – powiedziała tonem, jakby sprawiała wrażenie damy znacznie od niego starszej. – Były wtedy ze mną dwie przyjaciółki gęsi, które ślizgając się na parkiecie zachowywały się, jak pijane. Całkiem zapomniały o etykiecie.
Łempickiego zamurowała jej przebojowość i niebanalny humor.
– Trudno byłoby nie zapamiętać gęsiarki z inwentarzem. Był to sympatyczny epizod osładzający nudę balu – uśmiechnął się do dziewczyny.
– Zapraszam pana na herbatę do nas, to znaczy do wujostwa Stifterów – wypaliła śmiało. – Zna pan moją ciotkę Stefanię i wujka Maurycego?
– Jowialny pan Maurycy? Znam. Widziałem nawet jego piękny dom. Oczywiście z zewnątrz.
– Ktoś zatelefonuje do pana służącego w celu ustalenia daty spotkania – mówiła coraz bardziej pewna siebie.
– Nie mam służby. Proponuję do mojego gabinetu w banku – Łempicki podał dziewczynie wizytówkę.
            Tamara była wniebowzięta z powodu jego zgody, przede wszystkim jednak była dumna z siebie, że skutecznie zarzuciła sieć, w którą Łempicki postawił pierwszy krok. Tadeusz także ucieszył się na to spotkanie, bo słyszał o bogactwie Stifterów oraz ich wysokiej pozycji społecznej. Młodocianej siostrzenicy pozostało tylko przekonać ciotuchnę do urządzenia popołudniowego spotkania. Stefania, mając słabość do niej, łatwo uległa jej prośbie.
            Herbatka została zorganizowana na godzinę siedemnastą. Tadeusz przybył punktualnie. Maurycy widząc, jak uważnie rozgląda się po wnętrzu domu, wziął go pod rękę i oprowadził po pokojach objaśniając efekty pracy architekta oraz wystroju wnętrz zrealizowanych przez najlepszych francuskich dekoratorów. Pierwsza wizyta gościa przebiegała sztampowo. Rozmawiano o sztuce, teatrze, plotkowano o wpływie Rasputina na carski dwór, a także o córce adwokata, Nataszy Brasowej, którą, wbrew woli cara, poślubił książę Michał Romanow, tracąc prawo do ewentualnej korony. Te dwa ostatnie tematy były stałym punktem pogawędek na wszystkich spotkaniach towarzyskich. Podczas dyskusji o sztuce ciotka pochwaliła przed gościem Tamarę, że ładnie rysuje. Pan Tadeusz nalegał, aby pokazała swoje prace, lecz początkująca artystka nie zgodziła się.
– Moje szkice i inne próby są jeszcze w stanie embrionalnym – stwierdziła samokrytycznie.
– Niektóre rysunki są naprawdę dojrzałe, podobają mi się – Maurycy nie zgodził się z nią.
– Przepraszam, ale nie pokażę – Tamara upierała się.
– Nie bądź przesadnie skromna ­– nalegała Stefania.
– Moja droga – Maurycy zwrócił się do żony – akurat to nie grozi naszej kochanej Tamoczce – zauważył ironicznie.
– Jak możesz tak mówić – spiorunowała go wzrokiem – „I to jeszcze przy gościu” – pomyślała zniesmaczona.
Tadeusz Łempicki poczuł się nieswojo.
– Może za rok, dwa pokażę, ale teraz absolutnie nie – Tamara postawiła na swoim.
Tadeusz Łempicki przychodził do Tamary w domu Stifterów jeszcze kilkakrotnie, oficjalnie na skromne herbatki, lecz wiadomo było, że uważnie przyglądał się kandydatce na wybrankę swego serca. Kilka lat wcześniej, po śmierci Klementyny, babki Tamary ze strony matki, Stefania pragnąc ulżyć cierpieniu wnuczki, zafundowała jej wycieczkę do Paryża. Siostrzenica została przez ciotkę wprowadzona w środowisko bogatej polskiej arystokracji przebywającej tam po upadku dwóch ostatnich powstań. Tamara poznała m.in. rodziny Czartoryskich, Zamoyskich i Poniatowskich. Poza oficjalnymi wizytami korzystała pełną garścią z uroków stolicy świata, w towarzystwie Stefy i znajomych arystokratów uczęszczała na spektakle teatralne, zwiedzała galerie sztuki oraz – już bez ciotki – przesiadywała w kafejkach paląc papierosy, co było nową pasją paryżanek.
W lipcu 1914 roku, tuż przed wybuchem wielkiej wojny, Tamara przeprowadziła się z Moskwy do Sankt Petersburga. Przyczyna opuszczenia domu rodzinnego nie jest jasna, w późniejszych latach tłumaczyła, że po śmierci jej ojca matka zamierzała wyjść za mąż, ona zaś była zazdrosna o jej nowego męża. W rzeczywistości sprawa przedstawiała się inaczej; jej matka, Malwina, ponownie nie wyszła za mąż, pozostając do śmierci wdową po Bronisławie Górskim. Przyczyn wyjazdu Tamary do Petersburga należy raczej szukać w jej pragnieniu przebywania w stolicy, gdzie miała większe możliwości zrobienia kariery. Dodatkowo zamiarowi Tamary sprzyjał los, gdyż Stefania i Maurycy Stifterowie, nie mając dzieci, traktowali ją jak córkę.

Na początku 1915 roku Tamara postanowiła zrealizować swoje młodzieńcze marzenia i wreszcie zdobyć Tadeusza. Dowiedziawszy się w jakich miejscach bywał, zaczęła je odwiedzać. Były to najczęściej pałace i rezydencje arystokracji, bogatych przedsiębiorców i wpływowych urzędników najwyższych rang, gdzie odbywały się przyjęcia i bale. Na pierwszym karnawałowym balu tegoż roku „przypadkowo” wpadli na siebie. Znając się już z herbatek u cioci Stefy, mieli wiele wspólnych tematów. Sprytna Tamara nie dążyła za wszelką cenę do zdobycia go. Jej strategia polegała na wzbudzeniu w nim zazdrości po ujrzeniu jej wśród innych przystojnych mężczyzn. Pewnego dnia zaprosiła grupę znajomych i przyjaciół na przyjęcie, na którym ostentacyjnie, na oczach Tadeusza, flirtowała z kilkoma kawalerami. Był to dla niego moment, po którym postanowił poważnie się nią zainteresować. Po tym przyjęciu zaczęli się spotykać. Najczęściej chodzili do Teatru Maryjnego, na koncerty muzyczne i do modnego „Bezpańskiego Psa”. Był to lewicujący nocny klub, w którym miło spędzała czas artystyczna bohema po zakończonych spektaklach teatralnych. Można w nim było spotkać na przykład primabalerinę Tamarę Karsawinę i poetkę Annę Achmatową, która tak spuentowała zabawy światka artystycznego:

Wszetecznice z nas i pijacy,
Niewesoło czas tu spędzamy.
A na ścianach kwiaty i ptaki
Tęsknią za obłokami.

Czar­ną faj­kę po­cią­gasz smut­nie,
Dziw­nie dy­mek wije się nad nią.
Dziś wło­ży­łam naj­węż­szą suk­nię,
Aby smu­klej wy­glą­dać i ład­niej.

Okna są za­bi­te na do­bre:
Czy tam mróz, czy bu­rza, czy sło­ta?
Two­je oczy są tak po­dob­ne
Do oczu ostroż­ne­go kota.

O, jak ser­ce moje za­mie­ra!
Czyż­by ży­cie ze mnie ucie­kło?
A tę, któ­ra tań­czy te­raz
Nie­wąt­pli­wie po­chło­nie pie­kło.
tł. Eugenia Siemaszkiewicz

Z powodu trwającej wojny oraz antycarskich nastrojów bywających w klubie artystów, w marcu 1915 roku „Bezpański Pies” został zamknięty. Tadeusz i Tamara uczęszczali także do innych kawiarni Piotrogrodu (w 1914 roku zmieniono nazwę Sankt Petersburga). Ich ulubionymi lokalami stały się kawiarenki przy Prospekcie Newskim. Zakochali się, więc mało interesowały ich dyskusje polityczne. W kwestiach intelektualnych też byli nowicjuszami. Tamara pasjonowała się sztuką, która w czasie wojny i fermentu rewolucyjnego nie zajmowała jej towarzystwa. Pod koniec 1915 roku oboje byli już parą, choć jeszcze nie narzeczonymi.
Kilka dni przed balem sylwestrowym, gdy Tamara przygotowywała sobie artystyczny kostium, ciotka Stefa zapytała ją o Łempickiego.
– Myślę o nim poważnie – odpowiedziała pewnie.
– Ale on nie ma żadnej posady – niepokoił się wuj Maurycy.
– Jest prawnikiem – zaripostowała Tamara.
– Jest bezrobotnym prawnikiem – wuj doprecyzował kąśliwie.
– Jego ojciec został rządowym doradcą do spraw inwestycji – dziewczyna nie ustępowała.
– Sama niedawno mówiłaś, że jego duma nie pozwala mu korzystać z protekcji krewnych – zdziwił się Maurycy.
– Owszem mówiłam, ale w tych trudnych czasach przekonam go do zmiany poglądów.
– Honorowy Polak – wuj skomentował złośliwie.
– Maurycy! – zganiła go żona. – Zapominasz, że ja też czuję się Polką. Wierzę w ciebie, Tamoczka, że go przekonasz – ciotka przytuliła siostrzenicę. – Z tak mocnym charakterem poradzisz też sobie ze wszystkimi przeciwnościami, które mogą cię kiedyś spotkać w życiu. Obyś ich nie miała.
Tamara z wdzięczności pocałowała w rękę ciocię, ona zaś ucałowała ją w skroń.
– Prędzej z diabłem wygrasz, niż z kobietą. A z dwoma to już na pewno nie – Maurycy powiedział pod nosem i obrażony wyszedł z pokoju.
Sytuacja Tamary nie była komfortowa, ponieważ brak zgody wuja na ożenek równoznaczny był z tym, że nie mogła liczyć na wiano. Maurycy i Stefania mieli duży majątek, o czym dziewczyna dobrze wiedziała. Pozostała jej tylko siła perswazji. Gdy w maju 1915 roku wojska niemieckie zajęły Warszawę, Tadeusz zrezygnował z ubiegania się o pracę urzędniczą i włączył się w działania wojenne. Maurycy widząc jego aktywność na rzecz obrony kraju, uległ namowom Tamary i zgodził się na oddanie Łempickiemu ręki „przyszywanej” córki.
Ślub odbył się w 1916 roku. Dokładna data nie jest znana, ponieważ Tamara nigdy jej nie zdradziła, aby nie wyszło na jaw, że zaszła w ciążę przed dziewiątym miesiącem, licząc wstecznie od dnia, gdy oboje stanęli na ślubnym kobiercu w kaplicy Zakonu Kawalerów Maltańskich w Piotrogrodzie w pobliżu domu Stifterów. Ich jedyne dziecko, Maria Krystyna, zwana Kizette, urodziła się 16 września 1916 roku. Znając inteligencję i spryt Tamary raczej nie jest możliwe, aby jej ciąża była nieplanowana, najprawdopodobniej była jednym z elementów starannie obmyślanej strategii zdobycia wahającego się Tadeusza, gdyby nie przekonały go inne argumenty, jak na przykład atrakcyjność i osobowość wybranki, jej wiano czy pozycja społeczna rodziny. Nie wiadomo też w jakim obrządku odbyła się ceremonia, gdyż nigdy nie odnaleziono dokumentów parafialnych. Jednak wszystko wskazuje na to, że w prawosławnym. Tamara miała na sobie ślubną suknię z trenem ciągnącym się niemal przez całą długość kaplicy. Niewielką cerkiew wypełniali znakomici goście, między innymi wysocy carscy dygnitarze, konsulowie Szwecji i Syjamu (placówki tych państw sąsiadowały z domem Stifterów). Po wyjściu z ceremonii Tamara wręczyła żebrakom jałmużnę, co miało zapewnić młodym szczęście. Owszem szczęściło się jej w życiu artystycznym, ale czy w życiu prywatnym? Ale nie uprzedzajmy faktów. Wesele było wystawne. Mimo toczącej się wojny na stołach niczego nie brakowało łącznie z dużymi ilościami kawioru. Niewątpliwie wytworne wesele i bogaci weselnicy kontrastowali z coraz większą biedą społeczeństwa.
Młodzi małżonkowie zamieszkali w centrum Piotrogrodu w mieszkaniu wynajętym przez wujka Maurycego. Zgodnie ze zwyczajem praktykowanym w wyższych warstwach społecznych Tamara po urodzeniu dziecka oddała je na wychowanie swojej matce Malwinie, mieszkającej w Moskwie. Zresztą identycznie postąpiła Malwina z małą Tamoczką. Dzięki temu nowożeńcy korzystali z większej swobody towarzyskiej, natomiast Tamara mogła oddawać się pasji rysowania, malowania i pogłębiać wiedzę w zakresie sztuki.
Wujostwo Tamary, ona sama i Tadeusz popierali panujący dwór Romanowów. Z okazji imienin cara Mikołaja II istniał zwyczaj wystawiania w Teatrze Maryjnym jego ulubionego baletu Konik Garbusek. 6 grudnia 1916 roku na spektaklu był car, jego rodzina, świta oraz bogata arystokracja. Dzięki wpływom wuja młodzi małżonkowie dostąpili zaszczytu obecności na przedstawieniu. Panujący dwór i elity nie potrafili obniżyć swojego komfortu życiowego, zachowywali się tak, jakby nie było wojny, mimo że państwo chyliło się ku upadkowi, ceny żywności wzrosły o pięćdziesiąt procent, panowała inflacja i wybuchały strajki. Nieudolny car nie zauważał zbliżającej się katastrofy. Gdy w styczniu i lutym 1917 roku trwały wielkie strajki robotników, car przebywał na wczasach z rodziną i nie zamierzał wracać do stolicy. W lutym nie ukazywały się nawet gazety, wszystko w mieście stanęło, ludzie wyszli na ulice. Wówczas car kazał strzelać do „rebeliantów”. Jednakże 15 marca został zmuszony do abdykacji. W tym samym czasie powstał Rząd Tymczasowy Georgija Lwowa, a od lipca jego miejsce zajął Aleksander Kiereński. Mimo zmiany rządów w Rosji panował chaos polityczny i kryzys gospodarczy. Wykorzystali to bolszewicy Włodzimierza Lenina, przeprowadzając rewolucję 25 października 1917 roku (według dzisiejszego kalendarza 6 listopada). Po jej zwycięstwie zapanował komunistyczny terror.
Przekazanie małej Kizette pod opiekę babci w Moskwie uchroniło ją przed niebezpieczeństwami związanymi z zamieszaniem rewolucyjnym. Na ulicach Piotrogrodu dochodziło do wymiany ognia, w sklepach brakowało żywności, w składach nie było opału, a  rubel wciąż tracił na wartości. Łempiccy również nie mieli co jeść. Przeciwnicy bolszewików, tzw. Biali stawiali silny opór. Tamara i Tadeusz nie opuścili stolicy, mając nadzieję, że armie Białych pokonają Armię Czerwoną. Łempicki był zaangażowany w działalność antybolszewicką. Pewnej mroźnej nocy czekiści wtargnęli do ich mieszkania, przeprowadzili rewizję, zaaresztowali Tadeusza, a wychodząc ukradli wszystkie najcenniejsze przedmioty, które mogli wziąć z sobą. Dokonując przeszukania nie zdołali otworzyć szuflady w sekretarzyku, po nieudanych próbach zostawili ją nienaruszoną. Tamara obserwując brutalne zachowanie się czekistów była przerażona. Po wyprowadzeniu Tadeusza wybiegła w szlafroku i rzuciła się do drzwi otwartego jeszcze pojazdu, do którego siłą wsadzali jej męża. Żołnierze WCzK brutalnie ją odepchnęli i odjechali. Łempicka wpadła w śnieżną zaspę obok leżącego rozkawałkowanego konia, z którego w ciągu dnia głodujący ludzie, podobnie jak ona z mężem, wykrawali kawały mięsa. Zmarznięta wróciła do mieszkania i natychmiast przystąpiła do otwierania szuflady w sekretarzyku. Kuchennym nożem odłupała kawałek frontu i opróżniła – kartka po kartce – całą jej zawartość. Były to antybolszewickie dokumenty, które mogły pogrążyć Tadeusza. Natychmiast je spaliła.
Po tym wydarzeniu nie miała wątpliwości, że dalsze przebywanie w bolszewickiej Rosji grozi im śmiercią lub w najlepszym przypadku aresztowaniem. Ciotka Stefania, Maurycy i Malwina uciekli wcześniej do Kopenhagi. Miała więc dokąd wyjechać, jednak najpierw musiała wystarać się o uwolnienie Tadeusza, co w państwie szalejącego terroru było prawie niemożliwe. Tamara odwiedziła piotrogrodzkie więzienia, niestety nie znalazła męża. Postanowiła więc szukać pomocy w ambasadach, do których uczęszczała z Tadeuszem na przyjęcia. Po odwiedzeniu wszystkich znajomych dyplomatów okazało się, że w obecnej sytuacji, mimo szczerych chęci, są bezradni. Na końcu swojej peregrynacji, zrezygnowana, udała się do konsula szwedzkiego Gunnara Jacobsona.
Została przyjęta w eleganckim gabinecie dyplomaty, który akurat zaczął jeść obiad. Łempicka skoncentrowała się na szczegółowym przedstawieniu mu sytuacji.
– Ma pani ochotę coś przekąsić? – konsul starał się być uprzejmy.
Tamara była głodna.
– Nie jestem głodna – odpowiedziała dumnym głosem, choć skręcało ją w brzuchu.
– Proszę się jeszcze zastanowić – wskazał dłonią na parującą zupę w wazie i pozostałe dania, które na bieżąco przynosił służący.
– Błagam pana na wszystkie świętości, proszę nam pomóc – powiedziała dramatycznym głosem. – Widzi pan, panie konsulu, co się dzieje dookoła…
– W czerwcu z okazji naszego święta byliście u nas? – przełknął porcję zupy grzybowej. – No oczywiście, że byliście – przypomniał sobie, uśmiechając się. – Pamiętam, że wyglądała pani zjawiskowo.
– To była inna epoka – Tamarze nie było do śmiechu.
– Proszę mówić mi Gunnar – wyciągnął do niej rękę. Łempicka podając mu dłoń czuła, że za jego bezpośrednim zachowaniem coś się kryje.
– Mogę liczyć na pomoc? – zapytała bezosobowo.
– Mów mi Gunnar – przypomniał jej. – No tak, nie wypiliśmy bruderszaftu.
Konsul poprosił służbę o drugi kielich. Po chwili oboje wypili po łyku wina.
– Zastanowię się nad pomocą, ale pod warunkiem, że razem zjemy obiad – konsul spojrzał na nią pożądliwym wzrokiem.
Tamara skinęła głową. Służący przyniósł jej posiłek.
– Widząc, jak oni po chamsku zachowywali się w domu, jak okradli nas z cennych rzeczy, jak brutalnie obchodzili się z Tadeuszem, jestem pełna najgorszych przeczuć – zawiesiła się nad talerzem nie mogąc się przestawić z ohydy ostatnich dni na widok stojącej przed nią luksusowej zastawy i smakowicie wyglądającego jadła, którego nie widziała od miesięcy.
– Tamaro, jeśli mam rozważyć sprawę pomocy, na chwilę wyłącz z pamięci tamte obrazy. Proponuję, abyśmy teraz spokojnie smakowali polędwicę i parę innych rzeczy. Dobrze? Najpierw proponuję ci zupę z borowików, bo już ją zjadłem. Jest pyszna.
Tamara ucieszyła się na słowa o rozważeniu pomocy.  Służący nalał jej zupy i wyszedł. Łempicka jedząc na chwilę zapomniała o przykrych doświadczeniach. Przez głowę przebiegła jej perwersyjna myśl, że za taką zupę mogłaby mu się nawet oddać.
– Jestem skłonny cię wesprzeć – konsul patrzył na nią zmysłowo.
„No tak, wiem czego chcesz, interesowny Szwedzie. Usługa za usługę. Za wolność moją i Tadeusza mam zapłacić najwyższą cenę, jaką kobieta może dać mężczyźnie. Uczciwa transakcja, cholera jasna” – myślała hamując wściekłość. Starała się jeść spokojnie, choć w środku była roztrzęsiona. Od czasu do czasu zerkała na jego zadowolone ślepia. Raz się uśmiechnęła nauczonym w młodości grymasem, gdy musiała to czynić wobec bogatych arystokratów podczas rodzinnych uroczystości.
– Najpierw mi opowiedz szczegółowo o sobie, rodzinie i o wszystkich znajomych, z którymi mieliście dobre stosunki. Każdy szczegół się liczy – Jacobson zakończył jedzenie.
– Dobrze – przełknęła ostatnią łyżkę zupy i przystąpiła do jedzenia drugiego dania. – Otóż… – zaczęła.
– Nie spiesz się, najpierw spokojnie zjedz – rzekł miłym głosem, po czym podszedł do niej i delikatnie dotknął jej ramienia.
Tamara spojrzała na jego dłoń, lecz nie zareagowała. Powoli godziła się z losem, który nieuchronnie ją czekał. Jeśli chciała uratować męża, nie miała wyjścia. Nie liczył się sposób, w jaki zamierzała to uczynić. Najważniejsze było wyrwanie go z więzienia. Cena nie grała roli.
– Po obiedzie napijemy się kawy – ciągnął dalej. – Jedząc deser spokojnie sobie porozmawiamy.
– Mhh – skupiona na jedzeniu mechanicznie kiwnęła głową.
– Po uzyskaniu od ciebie wszystkich informacji zastanowię się nad planem działania. Porozmawiam z paroma osobami i jak będę coś konkretnego wiedział umówimy się, aby ci przedstawić stan rzeczy. Dobrze?
– Okay – zgodziła się.
Po zjedzeniu obiadu oboje przesiedli się do małego stolika. Służący już na nim ustawiał ciastka i filiżanki.
– Szukałaś pomocy gdzie indziej? – zaciekawił się Jacobson.
– Odwiedziłam wszystkich znajomych dyplomatów. Oni naprawdę chcieli mi pomóc, ale w obecnym rozgardiaszu nie byli w stanie nic zrobić, bo nie mają jeszcze żadnych kontaktów z nowymi władzami.
– Dobrze, że trafiłaś do mnie – uśmiechnął się zadowolony. – Jak wiesz, dzięki uprzejmości naszych władz, Lenin, zanim dotarł do Rosji, przejeżdżał pociągiem przez Szwecję.
– I Finlandię. Nie pomyślałam o tym – wzięła łyk kawy, której nie piła od miesięcy. Przypomniała sobie jej cudowny smak.
– Mam więc punkt zaczepienia.
– To ważny punkt – ucieszyła się i od razu pomyślała, że Gunnar nie blefuje, że istotnie ma realne szanse, by zrealizować swój plan.
– Kolejnym ważnym punktem jest nasza neutralność.
Tamara biorąc drugi łyk kawy uśmiechnęła się do niego oczami i nagle poczuła, że się przejadła. Zrobiło się jej niedobrze. Musiała jednak wytrzymać, udając dobre samopoczucie. Do końca spotkania opowiadała konsulowi o sobie, swojej rodzinie, a także o familiach Łempickich i Stifterów. Po wizycie konsul odprowadził Tamarę do drzwi wyjściowych. Z czułością uścisnął jej dłoń, po czym niespodziewanie pocałował ją w policzek. „Bezwstydny hotentot” – pomyślała zła. Nie zamierzała się uśmiechnąć. Z trudem zachowała naturalną minę. – „Może nawet uśmiechnęłabym się w podziękowaniu za obiad, ale po tym pocałunku… absolutnie nie! Jak może się tak zachowywać przedstawiciel poważnego państwa”.
– Do zobaczenia, Tamaro. Czekaj na mój telefon – konsul pożegnał ją tonem, jakby byli starymi znajomymi. – Aha – przypomniał sobie – na wszelki wypadek przygotuj trzy zdjęcia paszportowe.
Tamara Łempicka z trudem zeszła po schodach. Na dworze było już ciemno. Przeszła kilkadziesiąt kroków i za skrzyżowaniem zauważyła na krawędzi jezdni żeliwną kratownicę ściekową. Podbiegła do niej, uklękła i wszystko zwymiotowała. „Poooszło do rynsztoka – pomyślała z ulgą. – Całe to żarcie łącznie z lubieżnością gospodarza. Szkoda, że nie wyrzuciłam z siebie zgody na ten plugawy układ. Ale nie mogłam tego zrobić. Nie mogę – załkała. – Muszę z tym wszystkim żyć, by uwolnić Tadeusza. Nienawidzę siebie” – zapłakała z bezsilności. Po krótkiej chwili wstała i poczuła się lepiej.

Po dwóch dniach późnym popołudniem Jacobson zatelefonował do Tamary. Podczas krótkiej rozmowy powiedział jej ogólnikowo, że opracował plan działania, który ma duże szanse na sukces, po czym zaprosił ją na późną kolację. Słysząc o późnej kolacji Tamara już wiedziała, że musi przygotować się na zapłatę za transakcję, której efektu nie była pewna. „Trudno – myślała beznamiętnie. – Zdecydowałam się, więc muszę brnąć tą błotnistą ścieżką. Nie robiąc nic stracę szansę”. Zgodnie z jej przewidywaniem po kolacji zakrapianej dobrym winem znaleźli się w łóżku. Chciała się upić, lecz za mało wypiła, bo Gunnar się spieszył. Po tym…, leżąc w jego objęciach myślała: „Wywiązałam się z transakcji. Nie mogę powiedzieć, że obowiązek spełniłam całkowicie bez przyjemności. – Uśmiechnęła się pod nosem i natychmiast się zestrofowała: – Jestem podła, niegodziwa, la putain! – dyskretnie otarła palcami łzę. Po uspokojeniu się ponownie nabrała przekonania, że konsul wywiąże się z zobowiązania.
– Musisz wyjechać najszybciej, jak tylko się da – tłumaczył jej. – Sama – dodał po chwili.
– Przecież miałam wyjechać z Tadeuszem – była zaskoczona.
– Na to nie ma żadnych szans – powiedział stanowczo.
– Bez niego się nie ruszę. Jak to sobie wyobrażasz, ja wyjadę, a oni go zabiją w jakiejś zaszczurzonej tiurmie – była przerażona. – Proszę cię, Gunnar, wynegocjuj to jeszcze.
– Tamara, jeśli będziesz się upierać, cały plan spali na panewce. Taki mam z nimi układ, przynajmniej z jednym zaufanym komisarzem – referował wiarygodnie. – Chociaż w tym bezhołowiu wszystko może się zdarzyć….
– Nie wolno ci tak mówić – zaprotestowała.
– Otrzymałem poufną informację, że sytuacja jest gorsza, niż przypuszczałem. Pojutrze wyjeżdżamy razem pociągiem do Finlandii – rzekł spokojnie.  
Nie wiedziała, jak zareagować. „Razem… – pomyślała zatrwożona. – Wiadomo, o co mu chodzi. Trudno, co się miało stać, już się stało. Zresztą jak miałabym sama przekroczyć granicę?”.
– Nie jestem jeszcze spakowana – rzuciła automatycznie.
– Weź tylko podręczne rzeczy, aby nie wzbudzać podejrzeń. Jutro będę miał bilety i paszport dla ciebie.
– Co z Tadeuszem?
– Sprawa się toczy. Nic więcej nie mogę powiedzieć.
– Wyciągniesz go?

Zgodnie z umową spotkali się na dworcu Fińskim półtorej godziny przed odjazdem pociągu. Konsul wręczył jej szwedzki paszport. Tamara zajrzała do niego.
– Nie znam szwedzkiego – zlękła się.
– Mów jak najmniej, a jeśli musisz, to wyłącznie po francusku. Sowieccy pogranicznicy nie znają żadnych języków, nie martw się.
– Jestem twoją żoną… – rzekła zmieszana, gdy w dokumencie ujrzała swoje nowe nazwisko.
– Noc poślubną mamy już za sobą – zaśmiał się grubiańsko i pocałował ją w policzek.
– Głupi żart – zaprotestowała. – Nie pozwolę na więcej, niż… – nie dokończyła.
Gunnar nie przejął się jej uwagą. Był zadowolony ze swojego poczucia humoru.
– Na granicy zachowuj się naturalnie, żadnej kropli potu na twarzy, żadnych nerwowych ruchów rękami, ani głową. Pogranicznikom patrz prosto w oczy uśmiechając się sympatycznie, niewymuszenie. – Mówił jednostajnie, jakby czytał instrukcję dla szpiegów.
– Jeśli potrafię zmusić się do niewymuszonego uśmiechu, uznam to za swój największy sukces aktorski – odzyskała dobry humor.
– Wszyscy artyści są w pewnym sensie aktorami – Gunnar powiedział sentencjonalnie. Po chwili żałował tych słów, bo wiedział, że Tamara czuła się artystką i grała określoną rolę. – Może nie wszyscy – poprawił się.
„Chyba jednak nie jest bezwzględnym cynikiem i ma w sobie trochę przyzwoitości – pomyślała. – Czy ma? To się okaże po uwolnieniu Tadeusza”.
Pociąg zatrzymał się na granicy. Była mroźna noc. Pasażerowie opuszczając wagony byli legitymowani przez celnika i żołnierza, który kierował ich w stronę drewnianej kładki ciągnącej się do granicy Finlandii. Konsul z Łempicką byli na początku kolejki. Gdy Tamara zbliżała się do kontroli, zaczęły jej się trząść się ręce. Gunnar widząc jej zdenerwowanie, wyprzedził ją i wręczył żołnierzowi swój dokument. Zdawało mu się, że pogranicznik tego nie zauważył. Sierżant widząc paszport dyplomatyczny bez słowa opieczętował środkową stronę dokumentu dając Szwedowi znak ręką, aby poszedł dalej.
– To moja żona – powiedział po rosyjsku wskazując na Tamarę, która opanowała drżenie dłoni. Z torebki wyjęła pewnym ruchem paszport i podała go żołnierzowi uśmiechając się zgodnie z instrukcją Gunnara.
– Rosjanka? – gapił się podejrzliwie na twarz i zdjęcie.
Łempicka nie zareagowała.
– Szwedka – odpowiedział konsul. – Urodzona we Francji – uzupełnił i natychmiast zląkł się, że za dużo powiedział.
– A z pochodzenia carskaja bljat’ – zarechotał odrażająco.
Tamara udawała, że nic nie rozumie. Konsul nie zareagował na te słowa. Żołnierz długo trzymał w ręku paszport machając nim przed jej oczami. Łempicka uśmiechała się miło.
– Dlaczego, towarzyszu konsulu, stanęliście przed żoną? – sierżant spojrzał podejrzliwie na Szweda.
Gunnar spocił się i zbladł. Nie wiedział, co powiedzieć. Na szczęście latarnie na peronie rzucały słabe światło, więc jego zlękniona twarz nie była dobrze widoczna.
– U nas kobiety puszcza się przodem. A u was, jak u Arabów. Ot, kultura – spojrzał pogardliwie na konsula. Jacobson milczał przerażony.
Z powodu dociekliwości pogranicznika ruch kolejki został wstrzymany na kilka minut.
– Iwan, szybciej, bo robisz zator – ponaglił go kolega celnik. – Nie będziemy tu marznąć do rana. Zobacz ile przed nami ludzi.
– Sasza, spokojnie – żołnierz odrzekł flegmatycznie. – Według ciebie to Rosjanka? – zwrócił się do celnika, wskazując kałmuckimi oczami na jej twarz.
– Gęba nie nasza – zawyrokował. – Przecież widzisz. Puszczaj ją, Iwan.
Po dłuższej chwili napięcia konsul powoli dochodził do siebie, choć wciąż czuł się podenerwowany. Żołnierz postawił pieczęć w paszporcie Tamary, wskazując ręką, żeby odeszła. Łempicka nie okazując najmniejszych oznak paniki, włożyła rękę pod łokieć Gunnara i oboje ruszyli w stronę kładki. Spojrzała na jego profil i zauważyła, że był roztrzęsiony.
Tuż za przejściem granicznym znajdował się dworzec kolejowy. Niemal wszyscy pasażerowie, po przeprowadzonej odprawie, kierowali się w stronę stojącego pociągu, który za godzinę miał odjechać do Helsinek przez miejscowość Kotka. W ciepłym przedziale Tamara i Gunnar zdjęli płaszcze (Tamara specjalnie nie wzięła futra, by nie rzucać się w oczy) i z ulgą rozsiedli się wygodnie w fotelach pierwszej klasy.
– Udało się – podsumowała Łempicka.
– Byłaś dzielna – konsul pochwalił ją. – Ja trochę mniej – przyznał samokrytycznie.
– Zauważyłam – powiedziała ironicznie. – Ale nie przejmuj się. Na przyszłość pamiętaj, żeby zachowywać się naturalnie, żadnej kropli potu na twarzy, żadnych nerwowych ruchów rękami, ani głową. A funkcjonariuszom patrz zawsze prosto w oczy – zaśmiała się swobodnie.
Gunnar z trudem przełknął ślinę; nie skomentował jej złośliwości.
– Po odpoczynku w Kotce popłyniesz do Kopenhagi, a ja do Sztokholmu – rzekł bez emocji.
– Pamiętasz o…?
– Nie obawiaj się – przerwał jej. – Pamiętam. Po dwóch tygodniach wrócę do Piotrogrodu i zajmę się sfinalizowaniem sprawy Tadeusza.
– Błagam cię.
– Nie musisz błagać. Dałem słowo. Ale najpierw musimy odpocząć w hotelu, bo przejście przez granice kosztowało mnie wiele nerwów – ponownie nawiązał do odpoczynku. Tamara zrozumiała, że jej zapłata w konsulacie nie była jednorazowa.
Do miasteczka Kotka dotarli około południa. W pokoju w skromnym hoteliku oboje przemęczeni padli na swoje łóżka.  Spali twardo do kolacji, którą zjedli na dole w niewielkiej sali.  Po posiłku i wypiciu wina wrócili do pokoju. Gunnar obsypał ją namiętnymi pocałunkami, po chwili zaniósł ją na rękach do łóżka, jak pannę młodą. Od czasu pierwszej nocy spędzonej z nim Tamara miała dużo czasu na przemyślenia. Oddając mu się zawiesiła moralną samoocenę, aby się nie zadręczać. Najważniejsze było wyrwanie się z piekła bolszewików. Pierwszą ratę wolności, swojej wolności, już otrzymała. Czekała na drugą, na uwolnienie Tadeusza. Zaufała konsulowi, więc zbytnio nie przejmowała się płaconą wysoką ceną. I nie czuła, że postępowała niewłaściwie, chociaż w oczach osób nie znających kontekstu jej zachowanie mogłoby się wydawać nieakceptowalne. Gdy jednak nachodziły ją jakieś wątpliwości, szczególnie po akcie miłosnym, mówiła do siebie, niczym Scarlet O’Hara: „Pomyślę o tym jutro”.
Nazajutrz poszli do portu, gdzie Gunnar kupił jej bilet do Kopenhagi. Statek odpływał przed zmierzchem.
– Trzymaj za bilet – Tamara wręczyła mu kilka banknotów dolarowych po otrzymaniu biletu.
Gunnar zorientowawszy się, co ma w dłoni, natychmiast oddał jej pieniądze.
– Pozwól, że zafunduję ci tę podróż, tak samo, jak jazdę pociągiem.
– Pociągiem jechaliśmy razem. Teraz popłynę sama i chcę za siebie zapłacić – upierała się.
– Tamaro. Nie wiem, czy kiedykolwiek się zobaczymy, dlatego proszę cię… Przecież to drobiazg. I tak jestem twoim dłużnikiem – pocałował ją w policzek.
Łempicka milczała. W pierwszym odruchu zamierzała mu podziękować, ale pomyślała, że wypadłoby to niezręcznie. Po raz kolejny nie chciała mu przypominać o mężu.
– O męża się nie martw. Najważniejsze, że nie postawiono mu żadnych zarzutów. Ale to może jeszcze potrwać – rzekł konsul.
– Wierzę w twoją skuteczność, Gunnar. Nawet cię polubiłam – powiedziała wchodząc na statek.
– A ja bardzo – pożegnał ją.

Po dotarciu do Kopenhagi Łempicka odszukała ciotkę i wujka w hotelu, gdzie mieszkali już kilkanaście tygodni. Stefa, ani Maurycy nie pytali, w jaki sposób wydostała się z kraju, jednak Tamara sama powiedziała, że zawarła z kimś wpływowym transakcję handlową, która w połowie została zrealizowana. Druga część ma być sfinalizowana, gdy Tadeusz opuści Rosję. I faktycznie konsul szwedzki wypełnił obietnicę w całości. Stało się to dopiero po roku od jego aresztowania. Łempicki otrzymał pozwolenie na wyjazd do Warszawy, do której przybyli wujostwo z Tamarą. Przez kilka miesięcy mieszkali w stolicy odrodzonej Polski. Ponad roczny pobyt Tadeusza w więzieniach (bez wyroku) całkowicie go zmienił. Z wesołego i towarzyskiego człowieka stał się zgorzknialcem. Tamara była przerażona jego stanem. Myślała, że będzie jej wdzięczny za pomoc w uwolnieniu, tymczasem okazywał jej lekceważenie, a nawet pogardę. Być może domyślał się w jaki sposób pomogła mu opuścić Rosję. Brak jego wdzięczności odebrała jako poniżenie. Postanowiła więc nie ukrywać swojego romansu z syjamskim ambasadorem Phra Visanem. Tadeusz znał go z wesela. Przystojny dyplomata był na tyle pewny siebie, a nawet bezczelny, że podczas przyjęcia weselnego próbował romansować z panną młodą. Widocznie jego niekonwencjonalne zachowanie spodobało się Tamarze, bo po dwóch latach nawiązali intymną znajomość.

Spotkali się w Warszawie w połowie 1918 roku. Tamara opowiadała później, że elegancki egzotyczny dyplomata był jej pierwszym kochankiem, z premedytacją pomijała konsula szwedzkiego. Nie traktowała go jako kochanka, ponieważ krótki „romans” (nazywany przez nią transakcją) nie był jej swobodnym wyborem, została bowiem do niego przymuszona przez konsula oraz dramatyczną sytuację. Jej pozytywne rozwiązanie, czyli uratowanie męża, było nadrzędnym celem Tamary.

– Wyjedziemy na tydzień do Londynu? – Visan rzucił pomysł, gdy oboje pili kawę w kawiarni hotelu Europejskiego.
– Tylko na tydzień? – Tamara nadąsała się. – Raczej na dwa, trzy…
– Powiedz, czego sobie życzysz, ja postaram się to spełnić. Mogę nawet przenieść cię na rękach przez Tower Bridge – zaśmiał się wesoło.
– Chcę tego, co jest naprawdę trudne – powiedziała po chwili pauzy.
– Mów śmiało – nalegał.
– Jedźmy do Francji.
– Kochanie, ale tam trwa jeszcze wojna – Visan zmarszczył brwi.
– Właśnie dlatego chcę tam jechać – rzekła bezkompromisowo.
– Uwielbiam twoją stanowczość – pocałował jej dłoń.
Zgodnie z planem pojechali do Londynu. Tamara nie uczestniczyła jednak w życiu towarzyskim, lecz podjęła pracę wolontariuszki w szpitalu przy rannych żołnierzach przywożonych z frontu. Visan był zaskoczony jej wyborem, który przekonał go, że ma do czynienia z niekonwencjonalną kobietą. Po pewnym czasie pojechali do Paryża. Po mieście poruszała się swobodnie, gdyż była w nim po raz któryś. Dla kochanka była przewodniczką. Stolica Francji nie była bezpieczna, ponieważ znajdowała się w zasięgu niemieckiej artylerii. Romans Tamary z Phra Visanem zakończył się za zgodą obu stron, malarka zaś po latach wspominała syjamskiego dyplomatę z czułością. Łempicka powróciła do Polski, natomiast ambasador otrzymał nowe zadania dyplomatyczne.
 
Po stosunkowo krótkim zamieszkiwaniu w Warszawie Łempiccy z córką przenieśli się jeszcze w 1918 roku do Paryża, dokąd wcześniej przybyli Stifterowie. Nad Sekwaną Tamara czuła się jak w domu, chociaż wojna wciąż trwała. Rodzina zamieszkała w tanim hotelu, który opłaciła Tamara. Pieniądze miała między innymi ze sprzedaży swojego zaręczynowego pierścionka z brylantem otoczonym czterema owalnymi rubinami.
W listopadzie poinformowała męża, że na pewien czas musi się z nim rozstać.
– Wyjeżdżam z Kizette do Nicei – zakomunikowała podminowana.
– Mówiłaś, że po opłaceniu zaległych rachunków jesteś bez grosza.  Za co więc jedziesz? – zdziwił się Tadeusz.
– Jesteśmy zgubieni. Nic nie mamy – zapłakała histerycznie.
– Przecież ten pierścionek wart był majątek, kupiłem ci go, to wiem. Niemożliwe, żeby z jego sprzedaży nic nie zostało? – był wściekły.
– Jak możesz wypominać mi, że go kupiłeś. To był twój obowiązek, jako narzeczonego. Jesteś skończonym chamem! – zaniosła się jeszcze głośniejszym płaczem.
– Nie weźmiesz mnie na litość babskim beczeniem.
– Na jaką litość, człowieku. Ja nic od ciebie nie chcę. Nie zauważyłeś, że sama sobie radzę.
– Zauważyłem. Radzisz sobie świetnie wyprzedając rodzinne klejnoty.
– Ja przynajmniej coś miałam, żeby utrzymać rodzinę. I ciebie. A ty co? Zostałeś z gołą dupą.
– Boże, zlituj się. To właśnie z ciebie wychodzi chamstwo. Gdybyś przeszła piekło bolszewickich aresztów, tortur, poniżania i degradowania godności… – przerwał, nie był w stanie dalej mówić. Oczy zaszły mu mgłą.
Tamara zorientowała się, że przesadziła. Dobrze wiedziała, że jej mąż przyjechał z sowieckiej Rosji jako człowiek stłamszony, który stracił w życiu cel. Teraz przerażona usłyszała, że bolszewicy zniszczyli jego godność. Nie potrafiła jednak go przeprosić.
– Tadeusz, ja też wiele przeszłam – złagodziła ton. – Muszę wyjechać, by odpocząć, bo jestem przemęczona i całkowicie rozbita. Żyję na granicy wytrzymałości. Zrozum mnie, jestem tylko kobietą.
– Jesteś mocniejsza, niż niejeden facet – stwierdził z uznaniem.
Tamara wiedziała o tym. Sowiecka rewolucja, głód i poniewierka wzmocniły ją, Tadeusza zaś zniszczyły.
– Nie załamałam się i muszę patrzeć do przodu. Widzę realnie, co się dzieje; oboje nie pracujemy, nie mamy z czego żyć. Mimo, że nie jestem słaba, to problemy mnie przerosły.
– Podniesiesz się – pocieszał ją.
– Zostanę z Kizette w Nicei dopóki nie znajdę jakiegoś rozwiązania. Coś wymyślę. – Po chwili pauzy dodała: – Żebyś się nie martwił, czynsz opłaciłam za osiem tygodni.
– Ja też muszę dojść do siebie – powiedział zgaszonym głosem.
– Dlatego musimy od siebie odpocząć.

Po powrocie z Nicei samopoczucie Tamary poprawiło się. Relacje z Tadeuszem – nie. Było coraz gorzej. W rodzinie krążyły różne plotki o ich kłótniach, nawet o przemocy. Jej młodsza siostra, Adrianna, która z sukcesem ukończyła studia architektoniczne i życiowo była dojrzalsza od „nieodpowiedzialnej” Tamary, martwiła się o nią. Korzystając z okazji, że obie były na przyjęciu do ciotki Stefy, Ada i Tamara zamknęły się w innym pokoju, by spokojnie porozmawiać.
– Co się z tobą dzieje? – młodsza siostra zapytała Tamarę zmartwionym głosem.
– Wszystko w porządku – Łempicka odpowiedziała sztampowo.
– Nigdy nie widziałam cię tak przygnębionej.
– Czasem jest tak – podniosła rękę do góry – a czasem tak – zjechała dłonią, jak po równi pochyłej.
W chwili, gdy Tamara miała uniesioną rękę, Adrianna zauważyła na wewnętrznej stronie ramienia siniak.
– Tamara, posłuchaj mnie. Docierały do mnie różne plotki, gdy widziano cię z siniakami – Ada mówiła mocnym głosem.
– Bzdury, bzdury! – siostra stanowczo zaprotestowała. – Plotkom wierzysz? To niedorzeczne.
– Ze mną nie rozmawiaj w ten sposób – Adrianna zdenerwowała się. – Na wewnętrznej stronie ramienia zauważyłam, że masz siniak. Jednak to nie były plotki.
Tamara wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Młodsza siostra przytuliła ją, głaszcząc dłonią plecy wstrząsane płaczem.
– Nie mamy pieniędzy – wciąż chlipała. – Aduś, on mnie bije – dodała.
– Tak myślałam. Tego nie możesz tak zostawić.
– Co mam robić? – Tamara była bezradna.
– Albo przemówić mu ostro do rozsądku, albo zostawić. Mężczyzna ma chronić słabszą istotę. To karygodne, co robi. Poza tym musisz znaleźć jakąś pracę.
– Mam zamiatać ulice? Zobacz, że wszystkie rosyjskie i polskie arystokratki pracują jako modelki u znanych projektantów mody, bo są smukłe. A mnie Chanel nie przyjmie, bo jestem gruba.
– Po pierwsze nie jesteś gruba, tylko masz trochę niemodną, ale zmysłową figurę, po drugie możesz zarabiać inaczej.
– Jako modelka malarzy? – Tamara rzuciła rozpaczliwy pomysł. – Za pięć franków za sesję? – Dokończyła sarkastycznie.
– Mam! – krzyknęła Ada. – Będziesz malować. Dziewczyno, przecież masz talent.
– Cały czas maluję dla siebie. A talent to za mało – stwierdziła bez wiary.
– Idź na studia malarskie.
– Nie mam co włożyć do garnka, a ty mi każesz studiować. Ada, za co? – zdenerwowała się.
– Na akademii Grande Chaumière można studiować malarstwo bez czesnego.
– Ja umiem malować – odrzekła arogancko.
– Wiem. Pamiętaj jednak, że studia poszerzają horyzonty. Ja też wszystko umiałam przed studiami, gdy jednak znalazłam się w Ecole Speciale d’Architecture okazało się, że gówno umiem. Zrozum to. Ty naprawdę dobrze malujesz, a po studiach będziesz to robiła jeszcze lepiej. Uwierz w siebie. Gwarantuję ci, że twoje obrazy będą się sprzedawać, a ty się z nich utrzymasz – Adrianna mówiła przekonywająco.
– Wierzysz we mnie bardziej, niż ja.

Okazało się, że wiara młodszej siostry w talent Tamary była decydująca w przełamaniu jej niemocy. Dzięki niej nabrała przekonania, że może zostać dobrą malarką i zdobyć niezależność finansową, ale także duchową. Tamara była za to wdzięczna siostrze do końca jej życia (Adrianna zmarła w 1969 roku).
Tamara zapisała się na studia malarskie, lecz nie do Grande Chaumière, ale do Akademii Ransom. Matka wspierała ją podczas studiów płacąc za jej pokój w pensjonacie przy rue Paul Sauniere, gdzie również sama mieszkała. Jednym z prowadzących zajęcia był Maurice Denis, przyjaciel Paula Gauguina. Choć Tamara sporo się nauczyła od akademickich mistrzów, szczególnie od Denisa, to jednak zawsze wspominała studia z lekceważeniem podkreślając, że ich nie lubiła, bo miała własne idee. Mimo to widoczny był w jej obrazach wpływ palety Denisa, jego nasyconej  kolorystyki, spłaszczania brył i rezygnacji z perspektywy. Długo u niego nie wytrzymała. Gdy mistrz oczekiwał, że studenci będą malować jak on, Tamara porzuciła szkołę. Wolała spędzać długie godziny w Luvrze kopiując detale z obrazów renesansowych (np. głowy, ręce) i wolała malować w domu, niż przyjąć jednolity sposób widzenia narzucony przez mistrza, który nie potrafił wydobyć z jej artystycznego potencjału talentu. Gdy kazano jej porównywać się do innych współczesnych malarzy Tamara irytowała się, ponieważ była przekonana, że jest inna, lepsza. Po jakimś czasie doszła jednak do wniosku, że potrzebny jej jest mistrz. Ale taki, który nie tłamsiłby jej zdolności swoją konwencją i potrafiłby odkryć w niej indywidualność i oryginalność. Tym artystycznym guru okazał się André Loth.  W 1922 roku zaczęła studiować w jego Akademii Montparnasse. Łempicka lubiła tę szkołę cechującą się dużą swobodą kształtowania indywidualnych idei malarskich w przeciwieństwie do Akademii Ransom.
Gdy Tamara poczuła się pewniej pod względem ekonomicznym, a Tadeusz pracował już w banku, wynajęli trzypokojowe mieszkanie na Montparnasie, gdzie w tym czasie rodziła się sztuka modernistyczna. Modny niegdyś i wrzaskliwy Montmartre stał się miejscem przeciętnych ulicznych artystów i atrakcją turystyczną. Łempicka pragnęła być oryginalną artystką. Wówczas stała się aktywną uczestniczką życia kawiarnianego. Siedząc przy okrągłym stoliku Café Rotonde lubiła przyglądać się obrazom Modiglianiego i Kislinga. Po krótkim czasie, widząc jałowość swojej egzystencji, porzuciła ten styl życia. Ponadto nie trawiła lewicowych poglądów dadaistów i surrealistów z otoczenia Luisa Aragona.
Poświęcała więcej czasu na pracę. Codziennie godzinami szkicowała nagie ciała, zapraszając do pracowni modeli. Jedną z modelek była rudowłosa angielka Ira Perrot, która została utrwalona na wielu obrazach. Piękna i bogata Ira została jej kochanką, choć oficjalnie były przyjaciółkami. Tamara ukrywała ten romans. Laura Claridge, autorka jej biografii (Tamara Łempicka, 1999), twierdzi, że był to jej pierwszy lesbijski romans. Gdy już się dobrze poznały, Ira zafundowała Tamarze podróż do Italii. Obie wyruszyły szlakiem wyznaczonym przez Łempicką, która przed laty była we Włoszech z babcią. Bogatsza o teoretyczną i praktyczną wiedzę malarską, Tamara odkryła w galerii Uffizi we Florencji dzieła Botticellego i da Messiny. Gdy obie stanęły przed wielkim płótnem Botticellego Narodziny Wenus, Tamara uklękła z wrażenia. Ira przestraszyła się, że przyjaciółce coś się stało. Po przyjrzeniu się jej dostrzegła na jej twarzy łzy.
– To jest fantastyczne – powiedziała z autentycznym podziwem. – „Gdyby nie było tu ludzi, uderzyłabym sto razy głową o parkiet w pokłonie dla tego malarza – myślała oszołomiona.” – Dlaczego wcześniej tu nie przyjechałam? – zwróciła się do Iry.
– Byłaś z babcią.
– Wtedy byłam smarkulą i poza mglistymi wrażeniami niewiele pamiętam. Chodzi mi o to dlaczego dwa, trzy lata temu nie odkryłam tych italskich geniuszy. „Bo nie śmierdziałam groszem” – natychmiast odpowiedziała sobie w duchu.
– Szkoda, że nie poznałyśmy się wcześniej – rzekła z żalem Perrot.
– Dziękuję ci, Ira. Właśnie taka sztuka jest fundamentem mojego malarstwa. Nie znając go wcześniej tak właśnie chciałam malować i wydaje mi się, że malowałam. I maluję, tylko nieudolnie.
– Nie deprecjonuj własnej twórczości. Twoje płótna też są piękne.
– Dlaczego nie umiem zrobić tego tak prosto, zwyczajnie i tak fenomenalnie, jak oni? –rozpaczała.
– Umiesz. Tylko wierz bardziej w siebie – pocieszała ją Perrot.
– To samo mówi mi Ada.
– No właśnie – Ira objęła ją.
– Może przy wsparciu dwóch bratnich duszyczek uda mi się…
– Nie mów: uda mi się, bo tak myśląc poddajesz się ślepemu losowi. Jestem głęboko przekonana, że sama możesz pokierować swoim talentem, że osiągniesz to, co chcesz. Masz w sobie iskrę Bożą i silną wolę. Reszta przyjdzie sama.
– Masz rację – Tamara była pełna podziwu dla mądrości przyjaciółki.
Po powrocie do Paryża Łempicka pracowała jak szalona, całe dnie szkicowała z modeli i malowała. Nauczyła się też oddzielać pracę twórczą od rozsadzających ją emocji, co pozwoliło jej lepiej skupić się na celu, jakim było malarstwo. Pierwsze niepubliczne uznanie jej twórczości nastąpiło w 1921 roku. Adrianna wpadła na pomysł, aby namówić siostrę do pokazania płócien jednemu z wykładowców akademii. Tamara zaprotestowała nerwowo, bo wciąż w pełni nie wierzyła w swój talent. Po cierpliwym naleganiu młodszej, lecz dojrzalszej życiowo siostry, zgodziła się. Pewnego dnia profesor przyjechał do mieszkania Łempickiej obejrzeć prace.
– Te obrazy są piękne – podsumował zwięźle.
– Naprawdę? – Tamara zbladła z wrażenia. – Ada, uszczypnij mnie – spojrzała na uśmiechniętą siostrę.
– Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się… – mówił flegmatycznie. – Podczas ćwiczeń i warsztatów widziałem tylko fragmentaryczne pani dokonania. Nieprawda – szybko się poprawił – widziałem jeden skończony obraz. Gdybym go nie widział, nie przyjechałbym tu.
– Zawsze mieliśmy za mało czasu na dopieszczenie roboty. Obrazy kończyłam w domu.
– Jest ich na tyle dużo, że warto pomyśleć o wystawie – profesor zaproponował.
– Myślałam o tym, ale nie chciałam się ośmieszyć z tym pomysłem. Zresztą siostra nie pozwoliłaby mi… – stwierdziła Adrianna.
– Pozwalam – zaśmiała się Tamara.

Rok później Łempicka wysłała trzy obrazy na wystawę do Salonu Jesiennego (Salon d’Automne). Były to portrety Iry i Tadeusza oraz Akt siedzący. Jak na każdej wystawie, komisja selekcyjna odrzuciła wiele prac, jednak na tej w składzie komisji zasiadała Adrianna i Maurice Denis. Po wernisażu jej obrazami zainteresował się krytyk pisma Le Seine et Marnais, który spośród kilkuset prezentowanych prac wyróżnił trzy płótna „madame de Lempitzky” chwaląc je za kolorystykę. Również dziennikarz „Le Figaro” dostrzegł jej talent i precyzję pociągnięć pędzla. Było to już publiczne uznanie twórczości Tamary.

Łempicka była artystką potrzebującą skrajnych pobudzeń. Uczęszczała do ekskluzywnych klubów i podejrzanych lokali, w których stałymi bywalcami byli marynarze. Zażywała twarde narkotyki, uwielbiała pieścić się zarówno z mężczyznami, jak i kobietami. Miała tylko jeden warunek, sama nie całowała i nie chciała, aby ją całowano. Po nocnych wypadach wracała przed świtem do domu i – podekscytowana – malowała do godziny siódmej,  ósmej, po czym jadała z Kizette śniadanie i szła spać. Tamara zawsze starała się robić to, co najmodniejsze dbając, by nie znaleźć się na marginesie życia towarzyskiego.
W 1923 roku poznała lesbijkę Natalie Barney, która prowadziła w Paryżu salon towarzyski. W piątki bywali u niej m.in. pisarze James Joyce, Andre Gide, Jean Cocteau, Sidonie-Gabrielle Colette i tancerka Isadora Duncan. Raz była nawet Greta Garbo ze swoją kochanką Mercedes Dacostą. Tamara została zaproszona do salonu, być może dlatego, że Barney widziała w niej podobieństwo do Grety Garbo. Bogaci bywalcy salonu zamawiali u polskiej malarki obrazy dobrze płacąc, dzięki czemu stała się niezależna finansowo. Łempicka odwiedzała też najsłynniejszy w latach dwudziestych salon Gertrudy Stein przy ulicy de Fleures, gdzie stałymi gośćmi byli m.in. Ernest Hemingway, Pablo Picasso, Georges Braque, Henrie Matisse czy Paul Cezanne. Ich obrazy zdobiły ściany mieszkania Gertrudy Stein i jej partnerki Alicji Toklas.
Po pewnym czasie Tamara przestała bywać w salonach określając je mianem snobistycznych kółek literackich. Choć znakomici bywalcy tych miejsc nie zachwycili jej, jednak Andre Gide zrobił na niej wrażenie. Oboje zaprzyjaźnili się, spędzając dużo czasu w lokalach, w których modne były przebieranki i inne frywolne zabawy. Dzięki niemu i Andre Loth’owi, którzy byli członkami jury w kolejnym Salonie Jesiennym, jej Perspektywa (inaczej zwana: Dwie przyjaciółki) znalazła się na honorowym miejscu wystawy. Te nasycone erotyzmem dwa kobiece akty zyskały uznanie wśród krytyków i widzów, stając się kolejnym kamieniem milowym na początku jej artystycznej drogi. Debra Pesci, współpracowniczka Barry Friedmana, największego marszanda amerykańskiego, powiedziała, że jeśli obraz Łempickiej powiesi się wśród dwudziestu innych pierwszorzędnych nowoczesnych płócien, to jej dzieło skupi na sobie całą uwagę.
W 1924 roku obrazy Tamary były rozpoznawalne i chętnie kupowane, sama zaś była postacią znaną nie tylko w środowisku artystycznym. Stała się człowiekiem sukcesu, przed trzydziestką zarobiła pierwszy milion. Jednak jej nadaktywne życie (wyczerpująca praca, regularne wypady do nocnych klubów i kabaretów, stosowanie mocnych używek) stało w sprzeczności z zasadami tradycyjnej rodziny. Łempicka chciała mieć zwykłą rodzinę i jednocześnie pragnęła artystycznej wolności. Te dwa światy trudno było pogodzić, choć starała się. Kilka razy w tygodniu z Tadeuszem i córką jadła późny obiad, po czym kładła Kizette spać. Następnie szykowała się do wyjścia do klubu lub kabaretu.
– Wychodzisz sama, jakbyś nie była mężatką i matką – Tadeusz był niezadowolony.
– Dbam o rodzinę lepiej od ciebie. Za obrazy dostaję teraz grube tysiące… – Tamara odgryzła się.  
– Nie myl pojęć, ja mówię o twojej obecności w domu, a raczej nieobecności, natomiast ty gadasz o pieniądzach.
– Jestem wolna i robię co chcę – odrzekła nieprzyjemnie.
– Jesteś wolna w swojej chorej wyobraźni. Póki co, masz mnie i Kizette. Ona potrzebuje ciebie, nie gosposi, ani Malwiny. A ty codziennie wymykasz się na orgie.
– Chyba oszalałeś. Do twojego zaskorupiałego urzędniczego umysłu nigdy nie dotrze, że prawdziwy artysta musi mieć różnorodne inspiracje i bodźce, aby tworzyć, aby wznieść się ponad parszywą rzeczywistość, być wolnym – Tamara mówiła ekspresyjnie.
– Wspaniałe bodźce: haszysz, kokaina i seks bez ograniczeń – wyliczał kpiąco. – Podniety uzależniające i niszczące.
– Tobie daję wolną rękę.
– Czy ty jesteś moją władczynią, żeby coś mi dawać? Nie jestem twoim niewolnikiem. Co ty bredzisz, kobieto! – ryknął wściekły.
– Trochę kultury. Już zapomniałeś, że ten układ zaakceptowałeś – Tamara nie pozostała mu dłużna.
– Nie przypominam sobie.
– Wiem, że nie przepuścisz żadnej ładnej panience. Najchętniej posiadłbyś ją od razu, na chodniku – odparła kąśliwie.
– Jak możesz wygadywać takie historie. Wymyślasz je, żeby usprawiedliwić swoje harce z cuchnącymi marynarzami. Dobrze, że nie sypiam z tobą, bo jeszcze bym coś złapał.
– Jesteś skończonym draniem! – Tamara wrzasnęła i głośno zapłakała.
– Mówię prawdę. Tego nie da się ukryć, ludzie to widzą.
– Kocham rodzinę, Kizette, ciebie… – mówiła chlipiąc. – A wszystko inne jest artystyczną stymulacją. Zabawą, dopingiem. Otoczką twórczości. Czy ty naprawdę tego nie chcesz zrozumieć?
– Kochasz córkę, lecz traktujesz ją instrumentalnie.
– Bezczelnie kłamiesz – oburzyła się.
– Już zapomniałaś, jak przed którymś twoim kolejnym wyjściem zmuszałaś Kizette, gdy mówiła pacierz, żeby powiedziała „Panie Boże, błogosław mamusię”. Lecz ona nie chciała tego zrobić, prosiła o błogosławieństwo dla mnie, dla babci, nawet dla dnia i nocy. Ty nie ustawałaś, dręczyłaś ją, żeby to powiedziała, ale ona się zaparła. I zamęczyłabyś dziecko, gdybym twoich tortur nie przerwał. Powiedz, że kłamię! – wrzasnął.
– Tadeusz, nie męcz mnie. Przecież ją kocham. I ciebie – powtórzyła szlochając.
– Nie męcz mnie? A dziecko mogłaś męczyć. Oto kwintesencja całej ciebie, najważniejsze jest malarstwo, potem ci, na których robisz wrażenie, a na końcu, gdy coś z twojej  miłości zostanie, jej ostatnie krople skapują na nas.
– Nie – zaprotestowała bezsilnym głosem.
– Całe życie pragnąłem normalnej rodziny, normalnej żony. A co mam? Zwariowaną malarkę, która ugania się za wszystkim, co najmodniejsze, bo rzekomo tego potrzebuje.
– Żebyś wiedział. Potrzebuję – potwierdziła wciąż płacząc.
– Nie patrzysz na to, co ja potrzebuję. I dziecko.
– Dzięki temu wszystkiemu, czego we mnie nie akceptujesz, wypłynęłam – Tamara na chwilę się uspokoiła, lecz po dokończeniu zdania ponownie wstrząsnął nią spazm płaczu.
– Nigdy nie rozumiałaś rodziny.
– A ty nigdy nie zrozumiesz, że serce artystki ma wiele potrzeb.
– Rozminęliśmy się we wszystkim – Tadeusz skonstatował dramatycznym głosem.
– W tym jednym się zgadzamy – powiedziała, wycierając chusteczką oczy.

W roku 1925 Łempicka była już uznaną i bogatą artystką, jednak relacje w jej małżeństwie dramatycznie się popsuły. Coraz mniej czasu poświęcała rodzinie. Pochłonięta była malowaniem i robieniem kariery. Spotykała się z bogatymi mecenasami, krytykami sztuki, dziennikarzami i znajomymi. Owszem starała się coś robić dla Kizette, na przykład wielokrotnie jeździła z nią do Pałacu Lodowego na łyżwy, albo spędzała z nią czas portretując ją. Jednak po latach córka narzekała, że była traktowana oschle, na równi z innymi modelkami.
Przede wszystkim jednak Tamara „nie zwalniała gazu”, pracowicie malowała, prowadziła bujne życie towarzyskie i seksualne. Wielokrotnie jeździła do Włoch zabierając czasem córkę i matkę. Fantastyczne dzieła sztuki Italii, atmosfera, mieszkańcy i znakomite dla malarzy światło dawały jej nową energię oraz inspirację. W latach 1926 i 1927 Łempicka odwiedzała kilkakrotnie znanego poetę Gabriele D’Annunzio, by uwiecznić go na płótnie. Poeta był znanym kobieciarzem i pod pretekstem sportretowania go chciał zdobyć atrakcyjną i słynną malarkę. Mimo stosowania wyrafinowanych podchodów, prezentów, narkotyków, pocałunków, a nawet pieszczot, Łempicka nie dała się zaliczyć w poczet kobiecych  trofeów Il Comandante, jak się o nim wyrażała Aélis Mazoyer, jego francuska guwernantka i kochanka, chorobliwie zazdrosna o Polkę. W końcu portret nie powstał, a zawiedziony D’Annunzio musiał obejść się smakiem.
W domu Tamara ekscytująco opowiadała o nim, bo jednak włoski poeta mimo, że już po sześćdziesiątce, zrobił na niej wrażenie, był wybitnym twórcą, interesującym mężczyzną i wojennym bohaterem. Tadeusz był przekonany, że żona po raz kolejny przyprawiła mu rogi. Zresztą jej wyczyny w tej mierze były powszechnie znane, więc przygoda z Włochem tym bardziej przekonała go, że należy zakończyć małżeństwo, które było zepsute do szpiku kości, jak się później wyraziła dorosła Kizette.
Na początku 1927 roku Tadeusz powiedział żonie, że ma romans z Ireną Spiess, córką Ludwika Spiessa, jednego z najbogatszych Polaków. Większość miesięcy tego roku spędził z nią w Polsce. Gdy wracał na krótko do Paryża, w domu wybuchały awantury. Tamara załamała się odejściem męża, nawet ograniczyła do minimum życie towarzyskie. Najdziwniejsze, że nie potrafiła wzbudzić w sobie refleksji dotyczącej jej wcześniejszych wyczynów seksualnych, które były bolesne dla męża. Próbowała przekonać go do powrotu, nawet spotkali się w tym celu w ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem Como we Włoszech. Tamara wzięła z sobą jedenastoletnią córkę. Zamiast zgody doszło do karczemnej awantury, która była tak głośna, że musiał interweniować szef kurortu. Tadeusz postanowił nieodwołalnie, aby się rozstać. Tamara, która rozdzielała miłość od seksu, uważała, że postępuje zgodnie z własnym sumieniem. Nie rozumiała, że jej swoboda obyczajowa walnie przyczyniła się do decyzji męża. Kizette sercem była po stronie ojca, choć mieszkała z matką. Po kłótni Tadeusz wyszedł z pokoju Tamary trzaskając drzwiami. Tamara uderzyła w płacz.
– Jak możesz go bronić? – szlochając mówiła do córki, jak do dorosłej osoby.
– Kocham tatę – powiedziała szczerze.
– Kochasz człowieka, który nas porzuca?
– Ciebie też kocham, Chérie – dziewczynka odrzekła bez przekonania (do matki zawsze mówiła Chérie).
– Nieprawda. Gdybyś mnie kochała, stanęłabyś po mojej stronie – podniosła głos.
Dziecko stojąc pośrodku pokoju patrzyło na matkę zakłopotane i kompletnie bezradne. Nie rozumiała jej pretensji. Nagle Tamara zsunęła się z fotela na podłogę pod nogi córki i zwinąwszy się w kłębek załkała:
– Boże, jak ja go kocham.

Łempicka długo nie mogła pogodzić się z odejściem męża o czym świadczy jego portret Niedokończony mężczyzna, który malowała w tym trudnym czasie. Opanowała ją depresja. Gdy w roku 1928 zrozumiała, że go nie odzyska, porzuciła pracę nad płótnem. Obraz mimo, że nie został skończony, jest uważany za jej najpiękniejsze dzieło z okresu międzywojennego. W 1929 roku w paryskiej kawiarni Tamara (z córką) spotkała się z Ireną Spiess w celu ustalenia przyszłości dziecka. Rozmowa była spokojna i rzeczowa. Panie ustaliły, że Kizette dokończy edukację we Francji, ale będzie jeździć na wakacje do ojca w Polsce, co później dosyć często czyniła. Ostatni raz była u ojca latem 1939 roku. Gdy wracała 29 sierpnia zobaczyła po stronie niemieckiej, tuż za granicą Polski, kolumny pancerne i żołnierzy Wehrmachtu. Trzy dni później w Paryżu usłyszała, że Niemcy napadły Polskę.
Rozwód został orzeczony dopiero w 1931 roku. Trzy lata wcześniej Tamara zaczęła romansować z baronem Raoulem Kouffnerem, gdy malowała jego kochankę Nanę de Herrera, andaluzyjską tancerkę. Łempicka poślubiła barona w 1933 roku. Kilkanaście lat od niej starszy Kouffner był bogatym austriackim przedsiębiorcą rolnym. Na początku 1939 roku oboje  przypłynęli do Stanów Zjednoczonych. Dla Kouffnera celem była Kuba, gdzie miał nauczyć plantatorów trzciny cukrowej zwiększenia wydajności produkcji cukru. Proponował też wdrożenie nowoczesnego zarządzania m.in. przez życzliwe traktowanie robotników, poprawę ich warunków pracy i bytowych. Kouffner po uzyskaniu zgody na pobyt w USA (gdzie obowiązywały restrykcje wobec imigrantów przybywających z Europy) zamieszkał z Tamarą w Kalifornii. W 1943 roku przeprowadzili się do Nowego Jorku. Po śmierci Raoula Kouffnera w 1962 roku Tamara zamieszkała w Houston w stanie Teksas. Po szesnastu latach przeniosła się do miasta Cuernacavaca w środkowym Meksyku, gdzie zmarła 19 marca 1980 roku.
Malarstwo Łempickiej nie było entuzjastycznie przyjmowane w Ameryce przez krytyków i dziennikarzy, których bardziej interesowało jej życie osobiste i towarzyskie. Jednak jej nowojorska wystawa w Julien Levy Galleries w marcu 1941 roku odniosła duży sukces, a krytyk dziennika New York World Telegram napisał, że jej „twórczość ma świetlistą właściwość alabastru”.

Tamara Łempicka była wybitną artystką. Po prawie stu latach od powstania jej obrazów osiągają one na prestiżowych aukcjach milionowe kwoty. Była osobowością wybijającą się ponad przeciętność, duchowo niezależną i na tyle skomplikowaną, iż nie można jej oceniać jednoznacznie. Kizette twierdziła, że matka uważała, iż bycie artystką usprawiedliwiało jej każde zachowanie. Egotystyczna postawa Łempickiej z pewnością nie byłaby okolicznością łagodzącą, gdyby w przyszłości ktoś chciał ją oceniać nie znając zakamarków jej artystycznej duszy i kontekstu epoki. Trzeba jednak pamiętać, że dbała o rodzinę, o matkę, męża i córkę. Starała się ją dobrze wychować i łożyła na jej wykształcenie, lecz z drugiej strony łamała normy etyczne, szczególnie w sferze obyczajowej, zaprzeczając wartościom przynależnym tradycyjnej rodzinie. Sądzę, że jej umiejętne zarządzanie talentem i życiem okołoartystycznym miało ukryty podtekst, który wrył się w jej świadomość w czasie sowieckiej rewolucji: żeby nie biedować i nie głodować. Z dzisiejszego punktu widzenia oraz dla osób nie znających ówczesnej sytuacji historycznej jej lęki mogą się wydawać dziwaczne. Ale dla tych, którzy komunistyczną Rosję znają, obawy Tamary przed biedą i głodem były w pełni uzasadnione. Ponadto jej bogate życie towarzyskie, a w szczególności seksualne mogło być także odreagowaniem traumy z czasu ucieczki z Piotrogrodu, gdy jako kobieta musiała poniżyć się za cenę uzyskania wolności swojej i męża. Ludzkie słabości Łempickiej ukazują jej obraz, jako człowieka pełnowymiarowego i prawdziwego. Trzeba pamiętać, że będąc artystką potrzebowała intensywniejszego życia oraz inspiracji w postaci mocniejszych impulsów, aby tworzyć w sposób nieskrępowany i oryginalny.

Franciszek Czekierda

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko