Bartosz Połoński – Robczik

2
335

Fragment powieści

Robczik to interaktywna powieść, pisana miejską gwarą wileńską, którą współcześnie posługuje się młodzież polskiego pochodzenia, zamieszkała w Wilnie i okolicach. Historia ma postać pamiętnika wileńskiego maturzysty Darka Borejko. Fabuła przedstawia jego przeżycia i przygody oraz relacje z ekscentrycznym dilerem Robczikiem.

Gwara wileńska jest częścią tożsamości młodzieży wileńskiej. Utwór jest więc nie tylko literacką prezentacją życia podwileńskich osiedli, lecz również materiałem do dyskusji społecznej na temat rozwoju języka i tożsamości kulturowej młodzieży polskiej na Litwie.

Robczik jest powieścią otwartą, publikowaną w miarę powstawania nowych rozdziałów w internecie w formie tekstowej oraz w postaci nagrań ilustrowanych materiałami wizualnymi.

Liczne zapożyczenia z języków litewskiego i rosyjskiego są zapisane wg zasad pisowni litewskiej. Znaki diakrytyczne à, ì, è, ò, ù i ỳ wskazują akcent, który często występuje na końcu wyrazu. Znaczenie słów, których zrozumienie może sprawić trudność polskiemu Czytelnikowi, jest objaśnione w przypisach.

Arši bitė (Zajadła pszczoła)

Jeżeli u Mickiewicza była dafiga[1] bab, to tylko dlatego, że on miał dafiga babła[2]. Ja wątpie, że za wierszyki jemu ktokolwiek płacił. On musiał gdzieś na normalnej robocie pracować. Taksistem pracować nie mógł. W tamte czasy maszyn nie było, oni na koniach jeździli.

Ja tak siedział w samym centrum starówki Wilna, koło pomnika Mickiewicza, i fantazował skąd nakałdawàć[3] baszki[4]. Jak ludzię stają się bogate i znane. Nie wiem, czy Mickiewicz był bogaty, ale znany to był na pewno. Inaczej, chulisz[5] jemu pomnik kto postawiłby?

Co by ja albo Robczik musieliby zrobić takiego w życiu, żeby nam kto pomnik postawił? Za sprzedawanie narkaty[6] wriatli[7] kto Robcziku postawiłby pomnik…

— Privièt[8]! — do mnie podeszła Beatka.

— Privièt!

— A co to u ciebie? — ona patrzyła na moją podrapaną brodę.

— Karočie[9], trolejbus wysoki był, tak ja wyskoczył z niego i grochnuł się[10] ob asfalt.

— Nu wo, pod nogi mama nie uczyła patrzeć? — uśmiechnęła się.

— Aj, karočie.. a gdzie Andżełka?

— A gdzie Robczik?

— Tak, ja żesz nie jego mama — mówia.

— Tak, a płotas[11] u niego będzie?

— Nu wiesz jak to z Robczikiem, w ostatni moment będzie jasno.

My poszli koło rzeki, obok dailioški[12]. Na brzegu było dafiga ludzi, oni buchali[13] piwo, rysowali rysunki, grali na gitarach i śpiewali piosenki. Na starówce ja zawsze czuł się jak za granicą, bo u nas na rajonie to ludzie tylko buchali.

— Może i dobrze, że nie ma Andżełki, a to ona mnie ostatnio gruzit[14] pra swoich rodziców, po prostu uszy więdną, — Beatka wybrała swój piwasik.

— Nu da, a czyje rodzice nie gruziat, — mówia.

Beatka łyknęła piwko. Popatrzyła na mnie z ułybonem[15].

— Kto u ciebie bardziej czioknuty[16]? Mama czy tata? — zapytała.

— Cziuju, tata. A u ciebie?

— Mamusia, — odpowiedziała z poważną miną.

Ja lekko uśmiechnął się i łyknął piwa.

My tak gadali pra byle co. Mnie nawet nie ważne pra co, mnie prosto było przyjemnie z nią rozmawiać.

Do mnie na telefon znowu zadzwoniła mama.

— Alio?

— Dareczek, priwiecik, ja zapomniała tobie zadzwonić. Ty obiad jadł, który ja tobie zostawiła?

— Jadł, wsio narmalna. Pakà[17].

— Nu co ty „pakà“ od razu, ja tylko co zadzwoniła. A gdzie ty jest? Czemu ty nie w domu?

Ja trochę odszedł dalej, żeby przed Beatką nie pazoritsa[18].

— Nu mama, ja cały dzień w domu uczył się, chcem z kolegami trochę pobyć na mieście.

— Dareczek, ty żesz nam obiecał, że do egzaminów żadnych tusowek[19].

— Nu ja na trocha, ja żesz nie tusujam się. Karočie[20], mama, dawaj jutro porozmawiamy.

Nu dobra, nie siedź tam na ulicy na kamieniu, a to zimno wieczorem i przestudzisz[21] plecy. Do jutra. Buśki.

— Pakà.

— Dareczek, a ty pojad kumpiaka[22] z wioski, co ja zostawiła w lodówce?

— Pakà, mama!

Ja patrzę to na rzekę, to na małalietek, które objęwszy się szeptali sobie coś na ucho, to na Beatki, to na butelkę. Nie wiedział na czym skoncentrować się.

— Ni gruziś[23], Dareczek… — powiedziała z ułybonem Beatka.

Ja lekko uśmiechnął się.

Ona już prawie pół butelki wypiła.

Ja załpem[24] wycisnął połowa butelki piwa, że aż mnie troszkę ścisnęło. Gdzie Robczik, gdzie wsie[25]?

My siedzieli i milczeli. Mnie dobrze z nią milczeć. Beatka fajna. Ja jej czuję. Ona taka ładna, u niej różne pierścionki, kolczyki, koża[26] i pachnie przyjemnie. Ona ciekawsza niż inne ciołki[27].

— Wiesz, Daron, ty fajny, ty ni taki jak wsie.

Mnie wstał i zaczęło bić się serce. Ja popatrzał na niej, ale po chwili spuścił głowa.

— Daron, nu co taki zapàriny[28]?

— Przestàń, ja nie zapàriny.

My patrzyli jeden na drugiego. Beatka patrząc na mnie uśmiechnęła się.

— Zamkni oczy, odkryj buzia, — powiedziała.

Ja tak i zrobił. Ja poczuł jak ona mnie wsunęła język i zaczęła całować w zasos. Mnie mocniej zaczęło bić serce. Wapszie tak zajebiś. Wtedy ona położyła ręka mnie na klin i druga ręka objęła za szyję. Jej ręka była trochę zimna, ale to pofik. Ja wziął jej to za talię, to tak troszkę za grudak, cipa tak lekko masaż robił. My językami kręcili slimaków. Zajebiś, bardzo przyjemnie. 

Kiedy skończyli całować się, jakoś tak naturalnie stuknęli się butelkami.

— Būk[29]!

— Būk!

Beatka atchyliła się łokciami na trawie i popatrzyła na domki po drugiej stronie rzeki.

— Wiesz, ja by chciała mieszkać na starówce nad rzeczką, Ja by każdy dzień wychodziła na balkon, piłaby kawkę, zapaliłaby cyza[30] i rysowałaby rysunki. Żyłaby sama, wychodzisz kiedy chcesz i radaki[31] nie gruziat[32], że cipa[33] za późno wracasz.

— I każdy dzień robiłaby płotasy[34], co? — uśmiecham się.

— Tak, kanieszna[35]. 24/7. Nie trzeba byłoby jechać do Robczika w Paszyły.  — uśmiechnęła się.

— Kstaci[36], a gdzie ten kadr[37]?

Ja sprawdził telefon i tam był message od Robczika krc[38] padwaliwajcie na płotas[39]. ja na miasto nie przyda.

— Matajem stąd, zimno robi się.

My siądli na autobus koło Mickiewicza i pojechali na rajon. Po drodze przesiądli na trulik[40] koło Spaudos Rūmai[41] i pojechali w stronę Paszył[42] do Robczika. Jak tylko my  wyjechali ze starówki, na przystankach zaczęli pojawiać się rajonne ludzie. Trulik stawał się nieprzyjemny. Ludzie wsie zaparine[43], patrzą krzywo, czym to nie dawolne.  My siądli na ostatnich siedzeniach. Ja tak patrzał na jejną szyję I nie chciało się patrzeć na trolejbus, bo tam byli bamżỳ[44], stariki[45] i zaparine cziuwaki[46] ze skorczonymi rożami[47]. Mnie to wsio nie schodziło się. To coś nie tak.

Miałby taczka[48], tak by na maszynie jeździł jak pan. A teraz łachawozem[49] jak łaszok[50] jaki. Nu nic jescze ni długo zostało… Prawa zdam, jeździć umiem, chyba, że jaki mudàk[51] z Regitry[52] będzi sadzić. Zaszybiś[53] byłoby teraz na jakiej bemce[54] do Robczika jechać. Włączyłby Spotify, na prawym siedzeniu Beatka i jak narmalny pacàn byłby.

 Koło Spaudos Rūmai kanieszna[55] kantraliory[56] wleźli. Wsie jeszcze bardziej pariliś[57]. Ktoś tam nie ma pažymėjimas[58], ktoś ma niedobry bilet. Karoczie, gruz[59]. Naokoło jakieś nie potrzebne napriagi[60]. Tam koło wadziły[61] jakiś ałkasz[62] tusuitsa[63], ariot[64] cała droga, matem kryje[65] na głos.

— Dawaj, wyłazim teraz, zaidzim piwo kupim na binzakałonce[66], — mówia.

— Nu… dawaj…

Beatka wybrała cyzy[67]. My poszli w stronę binzakałonki kupić piwa na płotas[68].

Idąc ja zaczął czuć taka ciemność, cziuju najgorszy moment dzisiejszego dnia, kiedy w głowie jakieś nieszczęścia zmieniają się jak kanały telewizora, że to babek[69] ludzi nie dostają, że narkotyki, że užimtumasa[70] nie ma. Trolejbusy zasrane, dziadzki[71] szukają przebitych[72] biletów na ziemi, żeby kantralior[73] nie złapał. Czy to było choć raz, żeby ja jechał trolejbusem i jakimś starikom[74] ni waniała[75]? Czemu jak ze starówki na rejon przechodzisz od razu wsio inaczej? Cipa[76], że my w blokach mieszkamy? Wapszie[77], skąd te bloki wzięli sie? Kto za to atwicziajet[78]? Czemu spalne rajony? Jak ludzie mogą spać, kiedy oni w takim gównie żyją? Czemu oni do bloków nas powsadzali, my co gorsze czy jak? Czemu nie dano nam żyć tak jak innym.

—  Co? — powiedziała Beatka.

Ja nie poniał[79] czy ja to sobie mowił czy na głos.

— Nie, nic, a co?

— Nie, zdawało się, że ty coś powiedział..

— Nie, tak ja nic nie mówił.

Ja tak szedł do binzakałonki[80] i nie wtykaju[81] czyim to głosem, ja te paszkudztwa myśla. Ja żesz tylko jedna buteleka wypił. Dziwnie jakoś czuć sie zaczął, jakby to co szybciej wsio naokoło działo się. Wsio, przestań myśleć, a to gdzieś za daleko poszli twoje myśli.

Wziął piwo i z Beatką poszli na przystanek.

Ona wyraźnie poczuła mój napriag[82]. Za każym zaciągnięciem dymu myślała cipa[83] „co jemu jest, czego on taki zapariny[84]“. Wsio! Zakalibała[85]. Ni parsia[86].

— Beatka, poczęstuj cygaretką.

— Tak, ty żesz ni palisz — to powiedziawszy nareszcie uśmiechnęła się i dopiero wtedy ja poczuł, że ja uspokoił się, że wsio ok.

— Nu ni pala, ale ja pacza ty tak ładnie zaciągasz, to mnie też zechciało się.

Beatka zaczęła kopać się w swojej sumce[87], ja tak zaczął paczeć na jej szyję, ona tak zajebìś wyglądała, tak kobieco, karoczie[88].

— Ale u mnie miętowy…

— Pofik[89]

Zaciągam redzik miętowy. „Red and White“, cipa[90] polskie cyzy[91], bo białe i czerwone, ale jako że miętowe, to zielone, gliuk[92] karoczie. Beatka popatrzyła na mnie uśmiechnięta.

— Nu jak smacznie?

— Smacznie. I śmiesznie. Śmieszne miętowe cyzy, od nich na duszy robi się zimniej, moje serce stanowi się zimne i ja zaczynam czuć dystans do otaczającej mnie realności…

— Oho, musi[93] od poety Mickiewicza natchnienia dostał?

— Ja nie paet, ja razwlikajuś[94]..

Beatka wzieła mnie pod ręka. My poszli dalej w stronę przystanku.

— E! — ktoś gwizdnął z tyłu, — cyza jest? — krzyknął dodając.

Ja odwaracam się, a tam karoczie[95] jakiś łaszok[96] w czarnej kurtce, charia[97] czerwona, broda zadarszy do góry, cipa[98] dziławoj[99], i patrzy prosto na nas. Ja, karoczie, popaczał tam jeszcze parę drużkow jego stało za pięć metrów. Beatka trzymała się za moje ramię i ja czuł się za niej odpowiedzialny. Ja odwrócił się, raczej my odwrócili się, nic nie mówiąc temu łaszku, wyraźnie pokazując, że ignoruję jego tępe pytanie, które dla mnie było zupełnie ni pa ciemie[100].

— E, ty łoch, cyza pytam jest? — dalej krzyczał.

Beatka trzymając się mojej ręki odwróciła się w stronę tych dzibiłów.

— Ty co bomż[101]? Nie możesz sobie cyzy kupić? — krzyknęła tak dzikowato, że aż ja sam zaparił się[102].

       Ja poczuł lekki napriag[103], cipa[104] zacep[105] udał się cziuwaku[106]. Jaż dzisiej spokojnie na płotas[107] ida, nie chem żadnych machanek[108]. I wapszie, ja machanek za bardzo nie lubię. Nie dlatego, że boję się pizdỳ dostać, czy coś w tym rodzaju, ale dlatego, że bykowanie to nie moja ciema[109]. Ja taki człowiek, który nie chce innym sprawiać boli i nieprzyjemności. Ja myśla, że między ludźmi powinno być radość i zrozumienie…

— A ciebie, dura, nikt nie pyta! — krzyknął łaszok.

Beatka pogubiła się i popatrzyła na mnie. Żeby nie pokazać się przed nią, że ja jaki kiłun[110] albo trus[111], ja odpuścił jejna ręka. To było trochę trudno, bo ja musiał każdy jejny palec odrywać od mojej ręki jakby on był przyklejony superglue.

— Daron, nie trzeba! — powiedziała.

Ja jej powiedział, żeby ona poczekała chwila i poszedł dalej. Ja, prawdę mówiąc, nawet nie wiedział czego ja tam idę, ale myślał, że po drodze wymyślę jakiś rozumny bazar, żeby ta sytuacja jakoś wyjaśnić. Cziuwak[112] stał jak szkafczik[113] z wytężoną charią[114]. On patrzał na mnie nie mrugając. Ja powoli do niego zbliżał się, bez przyśpieszenia i zatrzymał się przed nim. Zanim przymyślał co powiedziec, jego drużok z boku wyskoczył i z nogi jebnął mnie prosto w dychła[115].

Ja schylił się, bo mnie było ciężko oddychać. Póki ja ocziuchał się[116] i zrozumiał o co chodzi, do nas podeszła Beatka i coś wybrała ze swojej sumki[117].

— Masz tobie kazioł srany! — krzyknęła i zaczęła pszykać gazem we wszystkie strony gdzie stali te dzibiły.

Oni troszkę rozbiegli się, zaczęli kaszleć, ale ten ich gławny wrócił i chciał uderzyć Beatki. Wtedy ja rieska[118] wstał i z całej siły s nagi podkosił jego w kolano. On zaczął coś machać ręcami, i wtedy ja jemu z kułaka jobnuł prosto w ryła[119]. On odskoczył do tyłu i chwycił się za rylnik swoimi czerwonymi ręcami. Wtedy on nachylił głowa tak, że ja jobnuł ostatnia banka z nagi w morda i łaszok updadł na ziemię.

— Urod[120]! — mówia.

Jego drużkì nie raczyli do mnie leźć — to mnie zdziwiło, ale też i ucieszyło, tak co ja nie próbował wgłębiać się w inchnia urłaganska[121] psychika. Machanka była tak krótka, że Beatka nawet nie zdążyła poruszyć się ze swojego miejsca i arać[122] w stylu „nie trzeba“ albo „przestańcie“. 

— Paszli stąd prędzej, — mówia Beatce, póki te urliki[123] nie zmienili zdania.

Beatka mnie wzięła pod ręka i przyśpieszyła kroku. Wtedy mnie już było na wsio pofik[124], bo ja jeszcze nie acziuchałsie[125] od adrenalinu i skoncentrowania się na machance. Beatka co pięć sekund odwracała się to nazat, to na mnie i na podstawie jej, ja wiedział czy łaszki[126] idą za nami czy nie. My przeszli dwie astanofki[127]. Akurat podjechał trulik.

— Dawaj siądzim, podjedzim parę przystanków.

My akurat byli na Poliklinice[128], bo Cziobiszkio[129] przystanek my przeszli pieszkom. Ja szybko przeskanował czy w truliku nie ma łaszkow i po tym jak my wsiądli na ostatnim siedzeniu, ja ostatecznie uspokoił się i popatrzał na Beatki. Ona była troszkę wystraszona, ale po chwili uśmiechnęła się.

Ona popatrzyła na mnie tak jakby pytając czy mnie wsio ok i ja zaczął śmiać się, bo czuł adrenalin i wapszie[130] prikoł[131]. Z jednej strony śmiesznie, z drugiej zajebiś. Odpizdził tego urlika i śmiesznie było to, że Beatka nosi z sumce gazawyj bałonczik[132]. Ja by nigdy nie pomyślał, że ona taka arši bitė[133].

— Skąd u ciebie gazawyj bałonczik? — pytam.

— Tata mnie kupił. — odpowidziała i położyła głowę mnie na ramię.

Bartosz Połoński urodził się w 1981 roku w Wilnie. Ukończył studia w zakresie multimediów w Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie i w dziedzinie intermediów w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Pracuje jako programista. Tworzy interaktywne filmy krótkometrażowe. Jest członkiem wileńskiej grupy artystycznej Siekiel. Zajmuje się poezją i formami narracyjnymi.


[1]     bez liku

[2]     szmalu

[3]     wykombinować

[4]     szmal

[5]     po cholerę

[6]     narów

[7]     wątpliwie

[8]     cześć

[9]     słowem

[10]    walnąłem się

[11]    domówka

[12]    Akademia sztuk pięknych

[13]    chlali

[14]    męczy

[15]    uśmiechem

[16]    walnięty

[17]    pa

[18]    żenować się

[19]    imprez

[20]    słowem

[21]    przeziębisz

[22]    szynkę

[23]    nie martw się

[24]    haustem

[25]    wszyscy

[26]    kurtka skórzana

[27]    laski

[28]    przygnębiony, skwaśniały

[29]    bywaj

[30]    fajkę

[31]    rodzice

[32]    wkurzają

[33]    niby

[34]    domówki

[35]    oczywiście

[36]    à propos

[37]    koleś

[38]    słowem (skrót od karočie)

[39]    przychodźcie na domówkę

[40]    trolejbus

[41]    Dom Prasy

[42]    gwarowa nazwa jednego z wileńskich blokowisk

[43]    przygnębieni

[44]    łajzy

[45]    starcy

[46]    kolesie

[47]    skrzywionymi ryjami

[48]    wóz

[49]    (dosł. gnojowóz) trolejbus

[50]    gnojek

[51]    gamoń

[52]    WORD (Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego)

[53]    zajebiście

[54]    BMW

[55]    oczywiście

[56]    kanary

[57]    dygotali

[58]    legitymacji

[59]    beznadzieja

[60]    zgrzyty

[61]    szofera

[62]    pijak

[63]    kręci się

[64]    skrzyczy

[65]    przeklina

[66]    stacji paliw

[67]    fajki

[68]    domówkę

[69]    kasy

[70]    zatrudnienia

[71]    dziady

[72]    skasowanych

[73]    kanar

[74]    starcem

[75]    śmierdziało

[76]    niby

[77]    w ogóle

[78]    odpowiada

[79]    nie zrozumiałem

[80]    stacji paliw

[81]    nie kumam

[82]    zgrzyt

[83]    w stylu

[84]    skwaśniały

[85]    dość

[86]    nie żal się

[87]    torebce

[88]    słowem

[89]    super

[90]    jakby

[91]    fajki

[92]    wkręt

[93]    chyba

[94]    bawię się

[95]    słowem

[96]    gnojek

[97]    morda

[98]    w stylu

[99]    frajer

[100]   nie na temat

[101]   łajza

[102]   pęknąłem

[103]   zgrzyt

[104]   niby

[105]   czepianie się

[106]   kolesiowi

[107]   domówkę

[108]   demolek

[109]   temat

[110]   mięczak

[111]   tchórz

[112]   koleś

[113]   szafka

[114]   mordą

[115]   klatę

[116]   ocknął się

[117]   torebki

[118]   żwawo

[119]   ryj

[120]   pokurcz

[121]   bydlacką

[122]   krzyczeć

[123]   bydlaki

[124]   nie zważałem

[125]   ocknąłem się

[126]   gnojki

[127]   przystanki

[128]   nazwa przystanku

[129]   nazwa przystanku

[130]   w ogóle

[131]   jazda

[132]   gaz pieprzowy

[133]   zajadła pszczoła

Reklama

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko