Zdzisław Antolski – Pogrzeb płaszcza

1
123
Bruno Schulz

Cmentarz w Promniku, opodal Oblęgorka, gzie mieszkał Henryk Sienkiewicz, jest cichy i pełen uroku. Niegdyś dziedzic Promnika przyjaźnił się ze sławnym pisarzem i nawet pozostała w rodzinnym archiwum ich korespondencja. Do cmentarza prowadzi od głównej drogi długa, zacieniona aleja wysokich drzew.

Sienkiewicz trzymał ojca Jacka do chrztu. Mężczyźni z rodziny Jacka podzielali poglądy pisarza na politykę i byli endekami. Najważniejsza dla nich była miłość do Ojczyzny. Ot, tak zwyczajnie, bez żadnego patosu. Jacek, mimo że wychował się w PRL-u był również endekiem i swoje poglądy wyjawił zaraz po 1989 roku, po okrągłym stole.

W dzień pogrzebu Jacka, ostatniego dziedzica Promnika, pogoda była piękna, ani za gorąco, ani za zimno, ptaki ucichły, tylko czasem zawołała przenikliwie wilga. Kiedy już miano zamurować trumnę z rodzinnym grobowcu, z naszego niewielkiego zgromadzenia wyszedł Marcin, syn Jacka i włożył do grobowca niewielki pakunek w szarym papierze, zawinięty w zwyczajny sznurek

Trawiony ciekawością zapytałem go potem, co to było.

– To był płaszcz mojego dziadka, w którym zastrzelili go Niemcy. Miał otwory po kulach i był mocno skrwawiony, Ojciec nie chciał go wyrzucić przez całe swoje życie, a teraz chyba przyszedł czas, żeby go pochować – powiedział Marcin.

Wtedy w czasie wojny ojciec Jacka spieszył się na pociąg. W pośpiechu, przez pomyłkę służącej wziął ze sobą swój własny zapakowany w walizce mundur polskiego oficera i wrzucił go na bryczkę. Zupełnie mu niepotrzebny, jakby na własne nieszczęście, jakieś Fatum, przekleństwo losu, bo ja wiem, nieszczęście. W czasie wojny takie pomyłki kosztowały życie. Patrol niemiecki zatrzymał ich w drodze. Dokonali przeszukania i natknęli się na ten artefakt minionej epoki. Choć wówczas był jeszcze bardzo świeży.

Nie uznali munduru za obiekt muzealny, ani pamiątkowy, zastrzelili na miejscu zarówno ojca Jacka, jak i jego woźnicę. Konie z bryczką stały na pustej drodze w płaskim polu. I zakrwawiony płaszcz, w którym zginął ojciec przechowywał Jacek przez całe swoje życie. Był dla niego relikwią, najdroższą pamiątką po ojcu, symbolem.

Lubiłem Jacka, wszyscy go lubili, wesoły sympatyczny, rzucający dowcipami, przy tym  uczynny i koleżeński. To jednak on w dniu mojego ślubu z Marią, jego siostrą cioteczną, a moją przyszłą żoną, powiedział wprost, że to mezalians. Zaśmiałem się – było to tak absurdalne, że nie czułem żadnego żalu, Tylko Staszek, brat Marii, wziął Jacka na stronę i ostro go opieprzył. Byłem nawet wdzięczny Jackowi, że powiedział głośno to, co wszyscy myśleliśmy żartem.

Dla Jacka czas się zatrzymał przed wojną, W swoim mieszkaniu w kamienicy (przedwojennej oczywiście) miał tylko meble pochodzące z dworu w Promniku. Większość książek w jego bibliotece wydana była przed wybuchem wojny w 1939 r,

Przełom 1989 r, sprawił, ze Jacek miał nadzieję na reprywatyzację. Marzył o odnowieniu dworku i zamieszkaniu tam na stałe. Ale kiedy prezydent Aleksander Kwaśniewski zawetował ustawę reprywatyzacyjną, stracił wszelką nadzieję. Jeszcze zaproponowano mu, żeby odkupił dworek.

– Nie będę kupował tego, co należy do mnie – powiedział.

Jedyne co mu pozostało z reprywatyzacji to melonik. Czarny, w oryginalnym pudle z naszywką warszawskiego sklepu, ba rdzo podobny do melonika, w jakim występował Charlie Chaplin. Otóż jeden z miejscowych chłopów podczas grabienia dworu wyniósł ten nieszczęsny melonik, trzymał go blisko pięćdziesiąt lat ukryty w szafie, chronił przed kurzem i molami i teraz postanowił go zwrócić prawowitemu właścicielowi, ostatniemu dziedzicowi Promnika.

Nagle Jacek zaczął słabnąć, wychudł niemiłosiernie, ale liczyła się tylko praca, nie miał czasu na lekarzy. W końcu żona zmusiła go, żeby się przebadał. Okazało się, ze ma raka, który oplótł mu niemal serce. Byliśmy żoną u niego dzień przed jego śmiercią. Wyjeżdżał do szpitala na chemioterapię. Pożegnaliśmy się jak zwykle, normalnie, zwyczajnie. Nazajutrz już nie żył, Kiedy jego żona pojechała do szpitala, żeby zawieźć jakieś drobiazgi, jego łóżko miało zmienioną pościel. Było puste.

.

Zdzisław Antolski

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko