Karol Karłów – Klaun

0
136
Janusz Hankowski

Gdyby przyjrzeć mu się uważniej, miało się wrażenie, iż jego oczy są jak dwa wielkie spodki. Czarne i bezdenne. Efekt ten był zasługą makijażu, którego gruba warstwa pokrywała całą jego twarz. Biel, czerń i czerwień splecione ze sobą pajęczyną wzorów, tworzyły upiorną maskę.

Klaun wirował wraz z grupką kilkorga rozbawionych dzieci, człapiąc zabawnie, jak kaczka. Uchwycił za obie ręce małą dziewczynkę i stroił do niej głupkowate miny. Czapka na jego głowie, zdobiona wielkim czerwonym pomponem i dzwoneczkami, podzwaniała radośnie przy każdym pląsie trefnisia. Mała dusiła się ze śmiechu, a wtórowała jej reszta ferajny.

Małgorzata przyglądała im się podekscytowana, Katarzyna natomiast uciekała wzrokiem w bok, czując na plecach niemiły dreszcz lęku. Od dziecka klauni wywoływali w niej ten nieprzyjemny stan, coś na pograniczu strachu i fascynacji. Piekielna mieszanka, która poruszała nici jej emocji w sposób, za którym nie szczególnie tęskniła. Jakby tego było mało, to jeszcze to upiorne miejsce. Miasto strachu.

Kto mógł wpaść na tak okropną nazwę? – zastanawiała się.

Cały park zbudowany był z myślą o ludziach, dla których groza była elementem rozrywki. Wzdłuż szutrowej ulicy postawiono tuzin chylących się ku ziemi domostw, nawiedzonych przez rzekome duchy, w których działy się dziwne i szokujące rzeczy. Tu i tam rozstawiono stanowiska z narzędziami tortur, o których można było sobie poczytać, a nawet niektóre wypróbować na sobie, była tez grota strachu i gabinety luster. Mnóstwo atrakcji i wśród nich tysiące przerażonych turystów. Jedną z głównym atrakcji był cyrk.

Stary cyrkowy namiot górował nad miasteczkiem, rzucając na ulicę swój cień. Wokół niego stało rozbitych kilka mniejszych namiotów, a nieco na uboczu ustawiono tuzin, równie starych jak całe to miejsce, powozów ekipy.

Pośród nich tańczył klaun.

– Jest okropny – wyszeptała, zlękniona Katarzyna. – Spójrz na te jego oczy.

Magda zaśmiała się rozbawiona.

– Weź, przestań! – Objęła ją uspakajającym gestem. – Jest słodki! – zaszczebiotała. – Spójrz na te jego śmieszne buty!

– Jest okropny – zaprzeczyła przyjaciółka.

Katarzynie nie było do śmiechu. Im dłużej znajdowała się w pobliżu klauna, tym bardziej narastał w niej strach.

– Chodźmy stąd – poprosiła, odwracając się plecami do placu z wozami.

– Wiesz… – Magda kontynuowała, nieoczekiwanie odkrywając przed przyjaciółką swoje frywolne fantazje. – Zawsze chciałam zrobić to z klaunem. Wyobraź sobie… Te jego wielkie buty i ten czerwony nos. Ma takie seksowne policzki i wielkie usta. Aż mnie swędzi między udami, jak tak sobie to wyobrażę. Zdarłabym z niego te kolorowe ciuszki, a potem mógłby mnie wziąć na stole magika, albo na magicznej skrzyni, albo…

– Nawet nie chcę tego słuchać! – Katarzyna drżała na całym ciele, czując potęgujący się lęk.

Nie musiała nawet patrzeć na trefnisia, gdyż jego wyobrażenie stało przed jej oczyma, niczym żywa postać

– Możemy już iść!? – ponagliła przyjaciółkę.

Ta jednak niespodzianie obróciła się na pięcie, ruszając nie do wyjścia, lecz w zupełnie przeciwnym kierunku.

– A gdzie jest nasz wesoły przyjaciel!? – zawołała zdziwiona.

– Słucham? – Zdziwienie udzieliło się także Katarzynie, która przemogła strach, by spojrzeć za siebie przez ramię.

Uświadomiła sobie nagle, że nie słyszy dźwięków dzwoneczków już od pewnego czasu. Rzeczywiście. Zarówno klaun, jak i gromada dzieci, wydawałoby się, wyparowali. Nim do końca połapała się w sytuacji, także przyjaciółka zniknęła jej z oczu, wbiegając pomiędzy rozstawione powozy.

Magdalena, pchana jakąś bliżej nieokreśloną, wewnętrzną siłą, zostawiwszy przyjaciółkę daleko w tyle, ruszyła wąskim szpalerem utworzonym z kabin i kół powozów ekipy cyrku, w poszukiwaniu swej upragnionej zdobyczy. Postanowiła zrealizować swoje skryte pragnienie, tu i teraz. Jej ciało płonęło z pożądania.

– Gdzie jesteś mój piękny?! – zawołała, lecz odpowiedziała jej jedynie cisza.

Jak to możliwe? – naszła ją niepokojąca myśl. – Jak można zniknąć tak nagle. Przecież nie mógł ot tak rozpłynąć się w powietrzu.

I nie rozpłynął się… – Uśmiechnęła się szczęśliwa, widząc go przed sobą, w odległości może stu kroków.

Kierował się ku wejściu do dużego, czerwonego namiotu, którego płótno poznaczone było wielkimi, brązowymi łatami. Gdy go zawołała, zatrzymał się i zerknął w jej kierunku. Dzwoneczki przy jego czapce zadzwoniły radośnie. Odniosła wrażenie, że się uśmiechnął, po czym zniknął za płótnem wejścia.

Przyśpieszyła kroku.

– Zaczekaj! – wołała, lecz bez rezultatu.

Oddychając ciężko, dopadła story i weszła do namiotu. Gdy spowił ja mrok, poczuła dreszcz leku, ale i pożądania.

Musiała przywyknąć do ciemności. Stała sama na środku namiotu, a serce waliło w jej piersi niczym młotem w kowadło.

– Gdzie się schowałeś!? – zakrzyknęła drżącym od emocji głosem.

Zagracone wnętrze namiotu przywodziło na myśl scenerię z horroru. Wypełniały je skrzynie, stoły, rozwieszone tu i ówdzie płachty materiału, a najgorszymi były gipsowe figury, których sylwetki upiornie majaczyły w ciemnościach. Na ich widok Magdzie przeszedł dreszcz po plecach.

– Przestań proszę! – nie przestawała nawoływać. – Chcesz mnie przestraszyć!?

Zza jej pleców doszedł ją szmer, a następnie…

– Bu!

Okręciła się na pięcie, stając twarzą w twarz z trefnisiem. Serce o mało nie wyskoczyło jej z piersi, gdy zobaczyła przed sobą białą maskę klauna.

Błazen zaśmiał się upiornie, rozbawiony strachem w jej oczach.

– Udało mi się! – zaskrzeczał, uśmiechając się szeroko. – Udało mi się Cię przerazić!

Głos miał upiornie nieprzyjemny. Jego zęby bielały na tle mroku panującego w namiocie.

– Tak… Udało ci się – odparła nieco nerwowo, podejmując próbę odsunięcia się do niego.

Nie pozwolił jej na to, robiąc krok w jej stronę.

– Znam twoje myśli dziewczynko! – syknął, przez zaciśniętą szczękę.

Nagle jego głos całkowicie zmienił ton i zrobił się gruby, jakby dobywał się ze studni.

– Pragniesz mnie uwieźć! – ryknął wściekle.

Odskoczyła przerażona.

W ciemnościach rozległ się jego śmiech.

Głos znów zmienił ton i brzmiał teraz bardzo przymilnie.

– Może ci nawet na to pozwolę.

– Ja… Ja… – starała się odpowiedzieć, lecz głos niespodzianie uwiązł jej w gardle.

Nie zdążyła nawet zareagować, gdy przywarł do niej, chwytając ją w pół. Poczuła bijący od niego chłód. Jego ciało wiło się i gięło. Twarz przysunął do jej twarzy, pustka w jego oczach zdawała się chcieć ją pochłonąć. Usłyszała dźwięk dartego materiału, a następnie chłód jego lodowatych dłoni na swym nagim ciele. Błądziły po niej opętańczo, ostre jak brzytwa paznokcie szarpały jej skórę.

– Posmakuj klauna! – zaśmiał się. – Posmakuj!

Podniecenie, które ją opanowało, miało swoje źródło w rodzącym się w niej przerażeniu. Nie panowała ani nad jednym, ani nad drugim. Czuła, że powinna uciekać, lecz jednocześnie pragnęła zostać. Chciała zawołać o pomoc, lecz z jej krtani wydobył się jedynie lęk rozkoszy. Przed oczyma miała szeroki, zbereźny uśmiech klauna.

Napierał na nią z całą mocą, wdarł się między jej uda. Poczuła jego rozpaloną męskość w sobie. Wraz z potężną falą podniecenia, pojawił się fizyczny ból.

Upiorny śmiech klauna wypełnił wnętrze namiotu.

– Posmakuj klauna! – ryknął wściekle, szarpiąc pazurami jej wątłe ciało. Białą maskę jego twarzy zrosiły czerwone strugi jej krwi.

Krzyczała, lecz nikt jej nie słyszał. Gdy do namiotu weszła śmierć, klaun uśmiechnął się lubieżnie i zniknął.

Autor: Karol Karłów

23-10-2017

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko