Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
273

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe




No name

cyrankiewiczZmarł w roku osiemdziesiątym dziewiątym. Nikt tego nie zauważył… No dobrze, to było kilka miesięcy przed Okrągłym Stołem. Więc musieli zauważyć. Pogrzeb z honorami na warszawskich Powązkach. Ale bardziej chodziło mi o to czy zauważyli ci zwykli Polacy? Nie, nie zauważyli. Był już nikim. Pytanie dzisiejszych trzydziestolatków o Cyrankiewicza mija się z celem. No name. Nie wiedzą, nie słyszeli, nazwisko nawet się nie obiło o uszy…

Pamiętam swoją szkołę podstawową, ale przecież tak było w każdej z polskich szkół. W każdej klasie wisiały trzy zdjęcia. Trochę wyżej Władysław Gomułka, po lewej Józef Cyrankiewicz, po prawej Marian Spychalski. W roku siedemdziesiątym byłem już w szkole średniej. Przed świętami bożonarodzeniowymi te trzy portrety wisiały na ścianie. Po przerwie świątecznej był już tylko ślad po nich.

Kim był? Pytanie, czy warto go przywracać pamięci?

Najsłynniejsza kwestia wypowiedziana przez „wiecznego premiera” musiała go uwierać do końca życia. A może nie musiała? „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie, w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podwyższenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny.”

Socjalista przed wojną, cynik po niej. Chciał żyć i używać życia. Prosty schemat. Za prosty? Może. Był więźniem Oświęcimia. Przeżył. Sporo opowieści na ten temat. Złych dla Cyrankiewicza. Kapo? A może jednak bohater? Mógł uciec, to pewne. W każdym razie podjąć próbę. Kilka osób zaryzykowało dla niego życie. I to życie straciło. Więc tchórz? Ale przecież był w obozowym ruchu oporu. Nikt nie potrafi wydać jednoznacznego sądu. Ale czy takie sądy są w ogóle możliwe?

Wszystko mogło się potoczyć inaczej. W 1940 roku małżeństwo Ciołkoszowie uciekali na Zachód. Miał iść z nimi. Nie poczekali, nie zabrali go ze sobą. Po wojnie pewnie byłby taki jak oni. Mocno antykomunistyczny.

Lubił dobre trunki, palił gauloisesy, kochał kobiety, prowadził swojego mercedesa, lubił żarty, także z samego siebie. A jednocześnie potrafił dostać szału, gdy któryś z wiceministrów usiadł w jego fotelu premiera.

Był połamany psychicznie, nie mam co do tego złudzeń. I bez wątpienia to Oświęcim, wojna, makabra obozowa go złamała. Nie pomógł Pileckiemu, raczej odwrotnie, dał sygnał innym oświęcimiakom, którzy próbowali ratować bohatera, że nic i nikt się już dla niego nie liczy. „Gdyby oskarżony zechciał powoływać się na mnie, na naszą znajomość z Oświęcimia, nie może to w żadnym wypadku zmniejszyć jego winy i spowodować złagodzenia wyroku. Oskarżony Witold Pilecki jest wrogiem Polski Ludowej. Jest bardzo szkodliwą jednostką. Dlatego powinien ponieść najwyższy wymiar kary.” Chciał żyć, nie patrząc na życie innych. Nie odwracać się, nie widzieć zbrodni… Ale przecież grał w tym spektaklu ważna rolę. Pierszoplanową!

Miał też piękny epizod wojenny. Ratował Jana Karskiego, inną legendę. Ktoś powie – i przecież będzie miał rację – przed Oświęcimiem…

Rozwalał z komunistami Polską Partię Socjalistyczną. Opływał w dostatki, gdy Pużak gnił w więzieniu.

Był potrzebny jako listek figowy dla zmian, które w Polsce wprowadzali Sowieci na spółkę z polskimi komunistami? Miał poczucie, że cos znaczy? Ponoć potrafił hamować Gomułkę, gdy ten się za bardzo rozpędzał. Ale zawsze, w każdych okolicznościach umiał przychylić się do zdania większość, zająć pozycję jakiej od niego oczekiwano, przypodobać się tym najważniejszym. Serwilizm? Spotęgowany…

Czegoś mu brakowało… Może dzieci? Jego druga żona, wielka aktorka, Nina Andrycz, od razu mu zapowiedziała, że dzieci mieć nie będą. Dwa razy usunęła ciążę. Może ta trzecia, dentystka z kliniki rządowej, była najlepsza? Dbała o niego. I czuła się szczęśliwa. Robił jej niespodzianki, jakiś ciuch, róże.

Mieczysław Rakowski twierdzi, że kiedy w Polsce nastała w latach pięćdziesiątych odwilż, Cyrankiewicz odebrał z bezpieki osiemdziesiąt kilogramów materiałów na siebie. Ale co w tym dziwnego? Ten system właśnie tak działał.

Był amoralny? Bez wątpienia. Taką opinię miał o nim nawet Gomułka.

Po Oświęcimiu chciał już tylko użyć życia?

Jest coś dziwnego w tym życiorysie. Odpychał mnie, a przecież dobrze go pamiętam. Lipiński twierdzi, że Polacy go lubili. Bo w przeciwieństwie do Gomułki – światowiec. Z manierami, dowcipny, w komitywie z artystami. Ale dla mojego pokolenia każdy byłby lepszy od Gomuły wygłaszającego wielogodzinne, przeraźliwie nudne tyrady.

Pod koniec życia obejmował coraz mniej ważne funkcje. Zdążył zaakceptować stan wojenny wprowadzony przez Jaruzelskiego. A czegóż nie akceptował, czemu się sprzeciwił?

Ludzka pamięć jest ulotna – nie pamiętałem, kiedy umarł. Był figurantem, marionetką, „sowieckim człowiekiem bez właściwości”. Przypadek w życiu znaczy dużo. Mógł być kim innym… Ale czy wtedy pisanoby o nim książki?


Piotr Lipiński – Cyrankiewicz. Wieczny premier, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, str. 272.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko