Andrzej Walter – Jastrzębie polują nocą

0
235

Andrzej Walter

 

 

Jastrzębie polują nocą



poranne   Jeśli zapytacie mnie kim jest człowiek obecnego wieku nie udzielę jednoznacznej odpowiedzi. Nie będę w stanie, gdyż nasz humanizm uległ zdecydowanej erozji. Oddalił się od sumień, uczuć i ksiąg, a nasze nowe szlaki nie prowadzą do żadnych uniwersalnych prawd. Wiodą nas raczej na manowce świadomości, gdzie człowiek staje się bytem jednostkowym, oderwanym tyleż od świata, co wręcz od samego siebie. I nagle traci się grunt pod nogami. Przestaje wiedzieć kim jest. Traci z oczu linię horyzontu i coraz mocniej rozważa – dokąd zmierza. Czy można to opisać? Ależ z pewnością, lecz rozbieżność diagnoz wtłoczy nas tylko w kolejny chaos, w następną pokraczną pozę czy efemerydę wymiaru. Człowiek obecnego wieku przestał wiedzieć kim jest. Odrzucił hierarchię wartości, zburzył cokoły, pomniki, zrelatywizował pojęcia i … nie oferuje nic w zamian. Nic prócz pustki taniej rozrywki, jątrzącej samotności, realizacji swojego czasu wgapianiem się w ekran czy ucieczką od jakiejkolwiek transcendencji. Właściwie po co pytać? I po co pisać?

 

   Kiedy zamknąłem ostatnią stronę „Po-rannych Nocy” naszego redakcyjnego kolegi – Marka Jastrzębia w głowie kłębiły się tysiące myśli, strzępy brudne, nieuczesane, rozwarstwione, płoche, i bolesne i bardzo smutne. Konkluzja posłowia, w którym autor prowokująco składa broń, poddaje się, wydaje się kolejnym mrugnięciem oka o cechach decyzji prawie autentycznej i właściwie nie wiadomo nic o tym, co może przynieść nam w tej materii jutro. To krzyk w stronę poszukiwania straconego czasu, ale i przestroga przed Nowym, które jawnie i właściwie niedawno zbrukało nam ten świat rozmontowując słowa ze znaczeń, a czytanie z mistyki.

 

   Można tę lekturę skwitować krótko i treściwie – znakomitą książkę napisałeś, Marku. Tylko co z tego? Dla Ciebie i dla świata niewiele. Świat się już się nas właściwie pozbył, wyparł się nas – pisarzy, poetów – wysiudał z hierarchii powagi spraw zasadniczych. Staliśmy się tak zwaną niszą, rozrywką dla dziwaków, bądź też dla tych, którzy naprawdę nie mają już czego w tym życiu przycisnąć, aby show toczył się histerycznie go on … Słowem, grupa nieudaczników – zarówno po stronie autorstwa, jak i po stronie odbiorców, czyli czytelników. W kontraście i kontekście do powyższego stwierdzenia możemy właśnie zapoznać się z „Po-rannymi Nocami” z lotu Marka Jastrzębia, który szkicuje, felietonuje i opowiada. Jednak ostrzegam zawczasu. To lektura (w swym obowiązku) nadobowiązkowa. Niczym zjadanie żyletki. Do zaliczenia współczesnego życia wystarczy wam stek bzdur serwowany codziennie ze wszelakich szklanych ekranów.

 

   Ku przestrodze potencjalnych czytelników przytoczę Emilię Mazurek, która zgrzeszyła wyśmienitym wstępem do lektury Jastrzębiowych „Po-rannych Nocy” i „reasumując, uznałabym tę obserwację za chyba najważniejsze ich przesłanie, co do których można zaryzykować stwierdzenie, że są swoistym moralitetem na opak”

 

   „Myśl więc – oprócz czasu – wydaje się istotnym narzędziem, pozwalającym człowiekowi na odkrywanie nurtujących go tajemnic i ciągłe rozszerzanie rubieży umysłu, wyobraźni oraz rozumienia rzeczy i zjawisk.”

 

   A sam Autor uzupełnia dosadnie – jak to on zwykle  – powyższe stwierdzenie: „Istnienie spadkobierców gwarantuje postęp. Choć rozwarstwiona na oddzielne gałęzie, konary i listki, nie przestaje być potężnym drzewem o wydatnych korzeniach. Drzewo to wydaje na świat dojrzałe plony, w kształcie nieprzemijających refleksji. Jego korzeniami są ludzie, poprzednicy i uczniowie, a koroną – literatura. Poszukująca i odnajdująca, twórcza myśl, jest jak statek przycumowany do życia lub żaglowiec kołyszący się w przystani. Stanowi między i ponad pokoleniową symbiozę ludzkich poszukiwań, jest więzią z przeszłością i oazą dającą schronienie przed obskurantyzmem. A zarazem ciągłością, zachowaniem tradycji, miłością ukazywania prawdy, teoretycznym przeczuciem czerpanym z nieuchwytności, rewizją dotychczasowych stwierdzeń, koniecznym i dobroczynnym atakiem na poglądowe zielsko, chwasty i toczące ją pasożyty komunałów.”

 

   Zielsko rozpleniło nam się niepomiernie. Już nie tylko poglądowe. Rozkrzewiło się jakże bujnie na: obyczajowe, zwyczajowe, mentalne i myślowe, a kolejne hordy sieją je na umór, serdecznie i gdzie popadnie. Nawet w grona piszących, gdzie kwitną dziś szmiry i gnioty wspierane (nie)widzialną ręką rynku i zachwaszczają czytające niedobitki przy poklasku tak zwanych głównych mediów. Lekko, łatwo i przyjemnie, czy też, byle było czadowo – byle sanacyjno sensacyjnie.

 

   Marek Jastrząb na początek proponuje nam podróż przez swoją literacką listę przebojów. Choć biorąc pod uwagę jej zawartość trudno uznać tę listę za Jego. Jest to raczej lista obowiązkowa człowieka, który chciałby nazwać się intelektualistą. W odróżnieniu od powszechnie dziś spotykanego człekokształtnie inteligentnego. By nie ująć rzeczy lapidarniej – wszechstronnie i wszechobecnie wykształconego. Kształcenie dziś bowiem niewiele ma wspólnego z wiedzą i mądrością. Stanowi bardziej produkcję. Na użytek masowy, rynkowy i cyfrowy. A w zasadzie jest to edukacyjny przemysł, który skutecznie korkuje ulice naszych miast. Ale, to wolna dygresja… Wracając do listy. Kiedyś „Słowo (był to) to barometr epoki” (…) „Narosły nowe pokolenia i mało kto pamięta minione czasy: nowych przeszłość nie interesuje. A nie interesuje, ponieważ nikt od nich tego nie wymaga”

 

   Listę rozpoczyna Sienkiewicz. Jakże skutecznie dziś wyśmiany, wyszydzony, przemielony. Potem jest – a któżby inny – Prus, potem: Kapuściński, Stachura, Gombrowicz, Lem, Boy, Bergson, Molier, Vico, Balzak, Proust, Cortazar, Orwell i Sołżenicyn. Zgadzam się. To jest z wielu perspektyw lista mocno subiektywna. Każdy mógłby cos dodać (bo raczej nie ująć), lecz nie to, zdaje się – jest ważne. Ważnym jest, że Jastrzębiową gawędę, zabarwioną jak już nadmieniłem, mocno subiektywnie, po prostu fenomenalnie się czyta. Jakże wyświechtanym pojęciem „jednego tchu”. Posolonym dygresją, przyprawionym refleksją, przyozdobionym wytrawnie całym tym wielkim uczuciem, jakim darzy autor wymienionych Mistrzów i potęgą argumentów, dla których darzyć ich powinien również każdy z nas, każdy czytelnik, niezależnie od jego aktualnej szerokości i długości geograficznej tymczasowego przebywania. Większość wymienionych autorów jest mi bliska i – do licha – jak to jest, że należymy z Markiem do różnych przecież pokoleń, a mistrzów mamy zbieżnych? I dlaczego następne pokolenie – odległe ode mnie jak pokolenie moje od Markowego – wymienionych mistrzów ma tam … gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę? Zostawię was z tym pytaniem pomimo przytaknięć czy protestów. Niestety faktom ciężko jest przeczyć. Marek poniekąd odpowiedział na to pytanie: nikt od nich tego nie wymaga. No, to mamy kolejne pytanie – dlaczego?

 

   Pomińmy dość oczywistą, wielokrotnie już bezproduktywnie omawianą odpowiedź i wróćmy do „Po-rannych nocy”. Literacką podróż kończy bowiem krótki tekst, który jest w pewnym sensie „głosem w sprawie”. Zatytułowany „Recenzja, którą chciałbym napisać”. Nie będę przytaczał tego tekstu – zapoznajcie się z nim sami. Warto. Jastrząb z pięknego podniebnego lotu przechodzi do ataku. Robi to nagle, bez zapowiedzi, ostro, mocno, mądrze i wnikliwie. To jego cecha, ale i jego siła, a dla nas, czytelników rzecz warta lektury, gdyż diagnozy stawiane są dziś ważne, i rzekłbym po-ważne, podstawowe czy wręcz, elementarne, by można coś jeszcze zmienić. By nie dożyć kolejnych czasów palenia książek, czy – jak to było potem – palenia wybranych opcjonalnie i postępowo czytelników. Może to i skrót myślowy, ale przypominają mi się słowa Karola Wojtyły, który dostrzegał już lat temu kilka, iż poprzez likwidację wartości wyższych, dostrzeżemy nasz obecny, pełzający i zakamuflowany totalitaryzm. Zwany, póki co, poprawnością polityczną czy obyczajową… W nim właśnie lektura trudnej prozy czy wyrafinowanej poezji jest właśnie ową przykrą niszą. My wszyscy – ludzie myślący – jesteśmy dziś niszą. W getcie swoich książek, których większość obywateli się pozbyła „bo się kurzą” … A jastrzębie mogą w takim świecie latać jedynie demokratycznie wytyczonym ładnym i najprostszym szlakiem. Bo demokracja to taki ustrój, gdzie dwóch pijaczków przegłosowuje profesora uniwersytetu. I oni to właśnie ustalają, gdzie mogą fruwać (czy nawet latać) jastrzębie, na kogo i kiedy polować…

 

   Jakoś tak bezwiednie, z automatu i zbieżności zapatrywań wszedłem w Markowe „Felietony i przynudzanki” – część drugą „Po-rannych nocy”. Znajdziemy tam orędzie demagoga i wiele innych znanych nam często stylistycznie tekstów z portalu Pisarze.pl, które nigdy nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Teksty Jastrzębia wkurzają naturalnie i nie tylko neutralnie, prowokują, zawadzają, często też potakująco kiwamy głową, a czasem mamy ochotę tylko podyskutować. Ich siła polega na szczerości wypowiedzi, otwartości i mocnej logice na szlaku rozważań. Nie tylko zresztą na tym szlaku. To logika oceny faktów, wydarzeń i sygnałów ze świata, właśnie w kontekście tego co spotykamy na co dzień – czyli fałszywie pojętą wolność, powszechną hipokryzję, deprecjację słowa, jałowe i słomiane zapały oraz inne przejawy Nowego Wspaniałego Świata. Ciekawe są refleksje na temat znakomitego niegdyś czasopisma jakim był Przekrój. Swego czasu. Czasu nieodparcie i nieuchwytnie minionego … Dla wielu – niestety…

 

   Wnikliwa obserwacja współczesności w wykonaniu Jastrzębia „przynudza” na tyle, iż lepiej nie czytać przed snem, gdyż sen (a już z pewnością spokojny sen) może nie nadejść. Warto jednak poczytać o naszej hodowli wychowywanych bezstresowo indywiduów, które Marek nazywa – dla przykładu – wychowaniem dla świętego spokoju … Warto wejść i w inne tematy, które mamy przed oczami na co dzień, a z którymi pewnie i tak nie zrobimy za wiele, ale problem nazwany i społecznie uświadomiony,  stanowi pierwszy krok do przyszłej zmiany – być może na lepsze… Któż to wie…

 

   Z przyjemnością czyta się wspomnienie o Kisielu, i muszę wyznać, że swego czasu jego mistrzostwo inspirowało również i mnie, na tyle głęboko, że wielokrotnie w różnych dyskursach obierałem Jego stronę, przyjmowałem punkt widzenia i kierowałem się radami wygłaszanymi w felietonach czy Dziennikach. Kisiel był potęgą. Jak Melchior Wańkowicz … Gdzie są dziś tacy Autorzy?

 

   Felietony / przynudzanki kończy znany już powszechnie Markowy tekst – „Szara strefa literatury”. Dodam: znany i szeroko oraz obszernie omawiany czy komentowany.

 

   Na deser „Po-rannych Nocy” zostały nam Jastrzębiowe opowiadania. Są różne. Jak to opowiadania. Jedne nam bliższe, inne z kolei dalsze, odleglejsze, niezrozumiałe. Mnie najbardziej zachwyciło opowiadanie „Tatuś”, ale i kilka innych. Ta forma prozy wymaga zegarmistrzowskiej precyzji, ale też polotu i fantazji. A przede wszystkim zapadającej w pamięć i mądrej puenty. Może znów napiszę herezję, ale nudzą mnie strasznie beztreściowe opowiadania Alice Munro – kanadyjskiej noblistki. Księgarnie nimi dosłownie zawalono. To straszne. Ciężko je będzie odgruzować – po czym pójdą po 10 zł sztuka… (Wawrzkiewicza kupiłem za 2,50 – wkleiłem na ostatniej stronie paragon). Czym są zatem opowiadania Marka Jastrzębia w tym świetle? Nie bójmy się tego otwarcie powiedzieć – o całe niebo od bazgrołów Munro lepsze… Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami. A jeżeli odpowiedź was nie nasyci – zachęcam do sięgnięcia po „Po-ranne Noce”. Nawet nocą. Może to być taka jedna, przykrótka noc, albo kilka nocy dla wytrawniejszych i wolniejszych koneserów. Jedno natomiast jest pewne.

Jastrząb wciąż leci pięknie, na firmamencie głębokiego dostojnego błękitu, leci zdecydowanie, równo, majestatycznie, i leci wysoko, i nas też tam zaprasza, do lotu wspólnego – pod niewysłowione podniebne przestrzenie …

Chyba jednak – tylko dla Orłów …

 

   Otóż nie. Orły zdechły. Skrzydła nie są wystarczającym warunkiem ich bytu i nie są źródłem Poznania Prawdy. Potrzebny jest też mózg. Tam oprócz czasu, rodzi się właśnie podnoszona prze Marka – Myśl. I nawet po-ranna noc nie będzie wtedy zbyt długa i z pewnością nie będzie straszna.

 

Andrzej Walter

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko