Andrzej Walter – Kraina Łagodności

0
93

Andrzej Walter

 

 

Kraina Łagodności

 

Olga BoznańskaJestem cudowną krainą / Krainą wiecznych snów / Jeżeli chciałbyś dopłynąć (do mnie) / Szykuj łódź / Niechaj Cię nocą prowadzi / Światło gwiazd / Jakbyś znów się narodził

I kochał pierwszy raz … / (…) / Czasami warto wybaczyć / Czasami warto wrócić / Zapomnieć co było złe /  Malować dni najpiękniej / Jak się da /  Zróbmy to dla miłości Jeszcze raz…

Tak śpiewała przed laty Beata Kozidrak w piosence „Kraina Miłości”. Słowa i dźwięki tego przepięknego utworu często do mnie wracają, tkwią we wnętrzu i niepokoją, a zarazem wzruszają. Najlepiej się tej piosenki słucha wiosną …

 

   W majowy krakowski wieczór poczęstowałem się takim właśnie wiosennym dniem, który koił zmysły nader skutecznie. Kwitnące kasztany, jak i odświętnie odziani maturzyści na skwerach i ulicach, uświadamiali upływ czasu oraz wzniecali ten wyjątkowy stan melancholii, którego można doświadczyć tylko o tej porze roku. Jest to pora pączkującej, wraz ze świeżą zielenią, nadziei, która przychodzi niepostrzeżenie i zawsze skutecznie. To też pora: miłości, narodzin, czułości z delikatnością i pewnej wyczekiwanej zawsze lekkości jawy czy snu. Najpiękniejsza ponoć pora każdego przeżywanego roku…

 

   I jest to też pora poezji – tak jak jesień. Pora zmian i pora refleksji.

 

Moje doznania zwielokrotnił znakomity spektakl poetycko-muzyczny wyreżyserowany przez Joannę Rzodkiewicz – krakowską poetkę – w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką”. Znakomicie wkomponował się w ukoronowanie majowego dnia. Domknął go słowem i piosenką. Uwznioślił.

 

   „Majowy piknik Pod Gruszą” w wykonaniu: Magdaleny Węgrzynowicz-Plichty – Prezesa Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, Anny Pituch-Noworolskiej, Renaty Batko, Joanny Rzodkiewicz, Ireny Kaczmarczyk oraz Barbary Leśniak był spektaklem wyjątkowym. Wyzwolił niezbędny dystans do szaleńczego pędu tego świata, jak i natchnął myśli wiosennym ciepłem oraz zmysłowym zamyśleniem. Piosenki Pani Basi spięły go wyrafinowaną klamrą muzyczną, a poezja – ta siódma i najbardziej tajemnicza  dama – oczarowała niepostrzeżenie i jakże szlachetnie. Ta oto Siódemka–zmysłowa Siódemka Pań wyjątkowych – dała z siebie wszystko. W warstwie merytorycznej nie byłem zdziwiony, gdyż pięć z nich – poetek Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich – wydało ostatnimi czasy bardzo dobre tomiki. Może właśnie to wpłynęło na percepcję. A może też pewna, godna podkreślenia dbałość o detale i szczegóły. O płynne połączenie różnych wierszy w jednorodnie skomponowaną całość, która zanurzała odbiorcę w niesamowitej Krainie. W Krainie Łagodności …

 

   W każdym razie ta godzina z okładem u schyłku czarującego dnia zapadła mi głęboko w świadomość. Brawa dla Pań, moich „oddziałowych” koleżanek. Chylę czoło i gratuluję – reżyserii, wykonania, piosenek, dźwięków i dobranych słów. Zadziałało…

 

   Warto tu, jak gdyby dygresyjnie, korzystając z okazji, zatrzymać się na chwilę przy kobiecej duszy. Nigdy nie byłem zwolennikiem ujednolicania płci, tak charakterystycznej cechy współczesnego świata. To bowiem cecha wyjątkowo fałszywa, oszpecona podtekstem nowoczesności. Narzucana nam siłą przez tak zwany postęp. Jestem raczej zwolennikiem tezy, iż mężczyzna od kobiety różni się zasadniczo, lecz tylko – i podkreślę to mocno – w ramach obopólnego dopełnienia, które od zarania dziejów skonstruowało ten świat i zrobiło to nad wyraz dobrze. My, mężczyźni, jesteśmy inni – szorstcy, brutalni, zbuntowani, lecz jakby nie nazwać, jakich by cech nie podnieść, nie określić, jesteśmy bez kobiet i bez owej, już wspomnianej, duszy kobiecej – bezradni. Można by pomyśleć, że o ile my, mężczyźni uzurpujemy sobie prawo stanowienia busoli na okręcie świata, to kobieta jest na nim z pewnością barometrem. Bez obu tych narzędzi okręt nigdzie nie dopłynie i roztrzaska się o nieprzyjazne skały nicości. Dziś doszła zamienność ról, ale to też, w ramach partnerstwa, stanowi siłę budującą, nie niszczącą …

   Takie to prawdy i wyobrażenia kołatały mi się w głowie kiedy fotografowałem, słuchałem i odczuwałem ów perfekcyjnie przygotowany spektakl. Ogarnęła mnie przywołana na wstępie, wyzwalana wytrawną kobiecością – kraina łagodności, tak potrzebna by trwać oraz … by przetrwać.

 

   Powie ktoś, a cóż to jest ta kobieca dusza? Cóż to jest … męska? Czy w ogóle jest (jakaś tam) dusza?Jakaś kategoryzacja rozróżnień, odmienności … Odpowiem jasno i stanowczo – ależ jest, zarówno męska jak i kobieca, zarówno ludzka jak i zwierzęca, boska, ale i ziemska, zamknięta z jakiegoś powodu w ciele – czasem smutna, czasem radosna, czasem zamyślona, zatrwożona – rodzi się i nigdy nie przeminie, tak jak przemija ten świat. Świat, będący jedynym jaki znamy. My poeci od wieków wierzyliśmy w tak kształtowaną słowem i refleksją duszę. Stwarzaliśmy wręcz jej ponad transcendentalny wymiar akwarelą wiersza potykając się o własne życie. Bo życie poety było i jest inne. Pulsujące jakąś nienazywalną tęsknotą, żywiołem nieliniowym, zawsze otwartym na piękno i na każdego człowieka. A metaforę „potknięcia się o własne życie” zaczerpnąłem z wiersza Reni Batko. „Chodził” za mną …

 

   Zapytała nas Anna Pituch-NoworolskaJakie sny masz wiosną / Czym dotykasz marzeń (…) jak upleciesz jutrzejszy dzień / (…) By tkwił w pamięci … To niełatwe pytanie, choć z pozoru bardzo proste. Człowiek przecież siłą ponad swoje siły scalony jest z jakże gorzką często codziennością i godzinami szarości trwania. Świetnie opisała to Magda Węgrzynowicz-Plichta:

Codziennie / każdego miesiąca / co rok / ten sam numer tramwaju / ta sama ilość przystanków / tylko inne chmury na niebie – i podniosła rozterki jakby o poziom wyżej – (…) te same sylwetki anonimowe / te same gesty obojętne / tylko inny strach na twarzy (…) Dokąd uciec? Może właśnie to jest jakaś mityczna, nieokreślona kraina łagodności – już nie tylko cecha duszy kobiecej, ale duszy wręcz uniwersalno-ludzkiej – stanowi jedyną szansę na zachowanie harmonii bytu. – Gdzie się kołowrót zdarzeń / rozpoczyna…

 

  Anna dodaje do mądre słowa: Nie biegnij bo nie uciekniesz / Przed nocą / Przed lękiem / Przed sobą samym (…) bo nie uciekniesz / Od miłości, od pamięci … / Poczekają aż dobiegniesz. Wszystkie złe sny poczekają na ból, lęk i noc. W kołowrocie zdarzeń jest miejsce i na nie. To dojmująca powinność życia. Ulepione jest ze smutków i radości. W zasadzie tylko od nas zależy czego jest więcej. Bo czasem nawet w smutku można odnaleźć radość. Jeśli się uważnie spojrzy …

 

   Magda ciekawie snuje rozważania właśnie w takim widzeniu świata:

 

na szczęście są takie miejsca na ziemi

gdzie śpiew ptaków przynosi ukojenie

a nagła cisza nie dźwięczy złowrogo w uszach

gdzie zapach i kolor kwiatów cieszy zmysły gdzie jak

w rajskim ogrodzie wibruje nieuchwytna harmonia

dopóki nie pojawi się nieproszony człowiek

                                  

kocham Ogrodowe Enklawy wielkich miast

 

moja Przyjaciółko nie będę ci pisać co czuję
bo od naszej ostatniej rozmowy nic się nie zmieniło

ludzka wdzięczność dziwnymi krętymi drogami chodzi

to mój błąd że nie rozumiem tej prostej prawdy
ty natomiast codziennie zakasujesz rękawy

i jak Syzyf niesiesz nie kamień ale serce na dłoni

zatem jestem pełna podziwu dla Ciebie

PS.
pozdrawiam wdzięczna za każde dobre słowo

 

 

Być wdzięcznym za każde dobre słowo. To wyższy „poziom wtajemniczenia” w Życie.

   Tak można jednak spojrzeć tylko wtedy, kiedy człowiek ma tę siłę wewnętrzną, aby potrafił cieszyć się chwilą. Renata Batko podkreśla – zatrzymać tę chwilę / aby trwała jeszcze (…) kiedy jesteśmy często roztargnieni / z niewinnymi oczami / zadziwionych dzieci  …  Oto właśnie sztuka godna recepty na wszechświat i odnalezienie w nim najprostszego szczęścia. Ta odwieczna ludzka zdolność do zadziwień. Do odkrywania, rozpoznawania, a potem nazywania, obłaskawiania i oswajania. Do nie pozostawania obojętnym, chłodnym, zamkniętym na … Oto zachwyt, rozkosz, uniesienie, które może się wydarzyć tylko wiosną.

 

   Jednak szybko przychodzi ostrzeżenie, w świetnym wierszu reżyserki spektaklu Joanny Rzodkiewicz:

 

każdego poranka

opuszczasz sen

by zaplątać się w legendę

                                  

opanowałaś drogę do pracy

powrót tym samym autobusem

wokół eksplodują słońca

więc palisz kruche lampki

ludzie na skrzyżowaniach

nie przypadkiem

i nowe linie

w łódce dłoni

                                  

możesz zapytać wróżkę

                                  

na wszelki wypadek

trzymasz się poręczy

skleconych z terminarzy

i rutyny

                                  

to wielka odwaga wkroczyć

w enigmę

 

   To ostrzeżenie, albo praktycznie konfrontacja z rzeczywistością stanowi właściwy kontrast. Tylko w takim kontraście można szukać ucieczek, oddaleń, prawdziwej tęsknoty, która wyzwala. To wielka odwaga wkroczyć w enigmę. Bardzo wielka. Nasz świat stanowi właśnie taką totalną i wciąż nieodszyfrowaną Enigmę – enigmę zdarzeń, zachowań, deformacji, ale i pięknej poezji, zachwytu naturą i nad każdym człowiekiem. To sól życia. Taka mieszanka wybuchowa dla łaknących tego życia, w jego najbardziej fascynujących odmianach i najjaskrawszych barwach. Wtedy, właśnie tylko wtedy, gdy owa pasja życia wyzwala nasze zmysły, jak zauważa Irena Kaczmarczyk miasto idzie obok… I niech sobie idzie … Miasto, które symbolizuje ten chaotyczny bieg bez żadnego sensu. Bieg, w którym tętno skraca wszelki dystans spraw jednocześnie zwielokrotniając odległości i oddalenia międzyludzkie.

 

   Opisałem to wszystko, gdyż tak oto można, zgodnie z tekstem piosenki Beaty Kozidrak, malować dni najpiękniej, jak się da. W świecie zaniku wartości, w świecie masowo cyfrowym, w świecie ograniczonym do życia wewnętrznego jednostki można malować dni słowem i refleksją, dotykiem i spotkaniem, a wreszcie bardzo ciekawą poezją. Dzięki takim wieczorom można też zachować: równowagę wewnętrzną, uspokojenie od szaleństwa myśli oraz nabrać zdrowego, świeżego dystansu, który jako taki, stanowi punkt wyjścia do trwania na tym świecie przez każdy kolejny, trudny dzień. Dziękuję Wam za to Drogie Panie.

 

Andrzej Walter

 

 

 

Spektakl poetycko-muzyczny „Majowy Piknik Pod Gruszą” odbył się w Krakowie, 8go maja 2014

o godzinie 18.00 w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką”. Reżyseria: Joanna Rzodkiewicz.

Wystąpiły poetki: Magdalena Węgrzynowicz-Plichta, Anna Pituch-Noworolskia, Renata Batko, Joanna Rzodkiewicz, Irena Kaczmarczyk oraz Barbara Leśniak – fortepian, piosenka.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko