Wanda Szczypiorska – Zapis

0
114

Wanda Szczypiorska


Zapis                                            

 

1.

           Podobał mi się jeden z nich. To było oczywiste. Ale czego ja mogłam się spodziewać? Tylko tęJózef Czapskitrochę intymności i rozmowy. Bo przecież nie uwiedzenia. Skądże

         Drukarze rano spali, a po południu mieli sjestę, wieczory były na pogaduchy, a wytężona praca nocą. Wszystko z powodu konspiracji. Drukarnię, ja i mąż ulokowaliśmy w zabudowaniach. Sypialnia, kuchnia i duże pomieszczenie, gdzie ustawiono powielacze

         Z drukarzem, w którym się zadurzyłam, Przemkiem, chodziłam na spacery. Wiedział, że nie jest mi obojętny i stałam się jego powiernicą..

         Ta jego wielka miłość, o której mi opowiadał była córką znanego pisarza i żoną opozycjonisty. Przemek i ta kobieta nie widzieli się od miesiąca. On tęsknił, ona też.

           Jej mąż wyjechał do Paryża, była sama, ta okoliczność musiała być dotkliwa, wiedziała przecież gdzie jest Przemek, ale przyjechać tu nie mogła. Więc zostawałam ja. Opowiadanie mi o tamtej sprawiało mu przyjemność. Dość perwersyjną? Może.

           Ekipa Nowej drukowała Zapis. Rzadko wchodziłam do zabudowań, które oddaliśmy na drukarnię. To był męski świat pełen nieładu, brudnych skarpetek, stosów papieru do spalenia, bo druk powielaczowy zbyt często okazywał się nieczytelny. Do naszego domu przychodzili posiedzieć przed telewizorem, zjeść jajecznicę na kolację. Nic innego nie można było kupić, wieczne kłopoty z cukrem, kawą. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy w takim gronie. Pewno jakieś nowiny z frontu walki. Ale ostrożnie. Pomimo tego, że się dobrze znali, wiedzieli, że nawet wśród znajomych lepiej nie mówić dużo. Zbyt wielu było podejrzanych. Ci, którzy u nas byli, być może ufali sobie, ale i tak na pewno nie do końca. Mnie wystarczyła w takich chwilach obecność Przemka, jego życzliwe zainteresowanie. Nie miałam szans na nic poza jego bliskością i rozmową. A jednak. Któregoś dnia spotkany przypadkiem w korytarzu objął mnie i przytulił. A innym razem, kiedy siedzieliśmy nad rzeką zapytał, czy nie przeszkadza mi, że jest Żydem. Ja tylko się roześmiałam, bo wydawało mi się, że odpowiedź, szczególnie taka – o nie, a skądże? co ty? – byłaby nietaktowna.

           To nie był jeszcze stan wojenny, esbecy na pewno wiedzieli o drukarni. Drukarze to ich podopieczni, wyśledzić ich było łatwo, ale esbecy zachowywali się dyskretnie. Wkrótce interes trzeba było zwinąć. Numer Zapisu był gotowy. Zaczęło się pakowanie. Wiedziałam, że to koniec.

           Jednak coś jeszcze miało się wydarzyć. Coś ważnego. Szeptali o tym między sobą. Wreszcie Przemek powiedział, że i ja powinnam w tym uczestniczyć. Mąż? Nie. On nie ma przecież czasu, a to chodziło o spotkanie pracowników Nowej z wielkim poetą. Emigrantem. Gościem mogłam być tylko ja.

             Szczęśliwa z powodu tego zaproszenia obeszłam komisy w mieście. Kupiłam sukienkę. Ładną.

           Wszystko już było spakowane i drukarze nie nocowali. Tego dnia przyjechali specjalnie po mnie. We fiacie 125 siedziałam obok Przemka i wydawało mi się, że jesteśmy razem. Jechaliśmy na Żoliborz. Tam było to spotkanie. W mieszkaniu działaczy KORu. W starej kamienicy. Wysoko. Przemek mnie prowadził. Szłam i szłam po schodach, a potem to wnętrze zatłoczone i Przemek zniknął nagle. Ale ktoś inny się mną zajął. Było nawet siedzące miejsce na kontiki. To niewygodny mebel. Lecz okazało się, że przy mnie, ramie w ramie, siedzi Wielki Człowiek. Oczywiście nie zwracał na mnie uwagi, stale czymś zajęty. Ktoś się dosiadł. Wielki Człowiek przysunął się jeszcze bliżej, a ja poczułam dotyk rękawa jego sztruksowej marynarki. Postanowiłam to zapamiętać. Robiło się coraz ciaśniej. Czekaliśmy na gościa. Rozglądałam się. Gdzie Przemek? I nagle go zobaczyłam z nią. Szczęśliwy, zaaferowany. A ona? No cóż? Jej twarz i postać również postanowiłam zapamiętać.

           A potem, po mowach powitalnych i czytaniu wierszy, kiedy wielki poeta porozdawał autografy na szarych książeczkach zapełnionych drobnym, nieczytelnym drukiem i kiedy zebrani wysłuchali koncertu barda opozycji, ja nie znając nikogo, a więc z nikim się nie żegnając, zeszłam samotnie z marmurowych schodów i ze ściśniętym sercem, z żalem, osamotniona powędrowałam na przystanek.

          W następnych dniach drukarze wszystko już zabrali. Został powielacz. Zepsuty. Niekompletny. Nie widywaliśmy nikogo. Drukowali gdzieś w innym miejscu. A zimą – dowiedzieliśmy się, że drukarzy – co było oczywiste, zgarnęli do Białołęki. Bo był stan wojenny.

          

2.

           Cała ta sprawa zwolna stawałaby się legendą gdyby nie nieoczekiwana akcja SB najwidoczniej nakazana z góry. Po roku od pobytu u nas drukarzy (już byli na wolności), gdzieś tam, na Rakowieckiej postanowiono jednego dnia wyłapać wszystkich opozycjonistów. Nas też musieli mieć na oku, bo pojawili się o świcie. Rewizja. Przez wiele godzin szukali powielacza (mąż go przezornie zakopał), potem zabrali nas na przesłuchanie. Mówiłam, że o niczym nie wiem, bo nie wiedziałam o niczym, to bardzo mi ułatwiło postawę nieugiętą, nawet w obliczu gróźb, wydaje się rutynowych. To ja dowiedziałam się od bezradnych wobec mnie esbeków, rożnych ciekawych rzeczy o tym i o owym. Taka metoda. Niech wie,( to znaczy ja), że tamci wcale nie są święci. Nie wierzyłam.

           Zawieźli mnie na dołek. Też rutyna. Nie dla mnie. Byłam podekscytowana. Trasa długa, jechaliśmy i jechaliśmy nie wiadomo gdzie. Okazało się, że na Żoliborz. Tam, w jakimś pomieszczeniu milicjant siedzący za stolikiem zabrał mi zegarek, wydając pokwitowanie. Zaprowadzono mnie do celi. Śmierdziało. Śmierdziało grzybicą stóp. Potem się przekonałam, że to koce. W celi siedziało kilka kobiet. Przywitałam się ze wszystkimi mówiąc dzień dobry, ale nie było odpowiedzi. Nie było też pryczy, tylko coś w rodzaju podestu i te koce. Usiąść, czy się położyć? Przykryć się tym? O nie. Więc rozejrzałam się dyskretnie. Kobiety dość przeciętne, jak na ulicy, jak w tramwaju. Nieufne. A kiedy przycupnęłam pośrodku tego podestu i w pewnej chwili odwróciłam głowę zobaczyłam dziewczynę Przemka. Siedziała oparta o ścianę z podkurczonymi nogami. Czymś zajęta. Czytała. (Pozwolili jej zabrać książkę?) Podniosła głowę i popatrzyła na mnie z takim uśmieszkiem ledwo, ledwo. Poznała. Ja również się uśmiechnęłam. Przysunęłam się do niej i powiedziałam głośno, to przecież nie tajemnica, że zgarnęli mnie po rewizji. Znaleźli to i owo. Resztę zadrukowanych kartek niedbale zakopanych w dołku. Od razu doszłyśmy do porozumienia. Opowiadałam jej gorączkowo, co się stało. Ją też zabrali. Siedzi tu od rana. Poznała te kobiety, jest z nimi zaprzyjaźniona. Jedna z nich bardzo zdenerwowana, bo zostawiła w domu dziecko. Zamknęli ją, bo na jej adres przychodziły paczki. Odbierał je jej znajomy, a to już była spekulacja. Była też prostytutka. Taka sobie .

           To wszystko działo się pod koniec czerwca, a więc wieczorem wciąż było jeszcze widno. Wydało mi się trochę dziwne, że ja i ta dziewczyna Przemka, tylko we dwie, zupełnie same, bez nadzoru, wyjdziemy na spacerniak. To nic. To dobrze. Zobaczę jak wygląda.

           Niewielka przestrzeń, prawie studnia, nad głową siatka. A ona nagle ożywiona zaczęła mnie wypytywać o tę rewizję, gdzie szukali, a ja się rozgadałam i powiedziałam jej o wszystkim. O powielaczu, którego nie znaleźli, bo zakopany jest w ogrodzie. O darowanych przez drukarzy książkach, które zabrali w pudle. Część została. Nie wiem o czym opowiadałam jeszcze, bo byłam rozgorączkowana. O przesłuchaniu? Chyba tak.

           Nie pamiętam jak potem minęła noc . Leżałyśmy pokotem na podeście na tych kocach i czymś w rodzaju materaca. Chyba spałam. A rano dali nam razowy chleb i jakiś płyn bez cukru.

           Po śniadaniu zabrali ją na przesłuchanie. Nie była tym przejęta. A mnie skrócili pobyt z czterdziestu ośmiu do dwudziestu czterech. I wypuścili po południu.

         W pociągu do Otwocka, pośród chaosu myśli, przyszło mi do głowy – co ona tam robiła? I czemu ze mną w jednej celi? Po co wezwali ją na górę? I pomyślałam, że być może…?.

           O nie. Ja też?. I mnie dopadła podejrzliwość?

    

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko