SKATE, czyli łotewski Showcase

0
4

Andriej Moskwin (Polska) i Georg Dox (Austria) rozmawiają po zakończeniu SKATE:

W dniach 2-5 listopada 2023 roku Związek Artystów Scen Łotewskich (Union of Latvian Theater Employees, LTDS / www.ltds.lv/en/) zorganizował Latvian Theatre Showcase SKATE, na który zjechało ponad 50 gości z całego świata. Program, ułożony przez dwójkę krytyczek – Maiję Pavlovą oraz Evgeniyę Shermenevą, składał się z 19 spektakli z różnych teatrów Łotwy (przeważnie niezależnych) – Rygi, Lipawy i Valmiery.

O tym wydarzeniu rozmawiam z austriackim krytykiem literackim i teatralnym Georgem Doxem (Wiedeń).

Andriej Moskwin: Po raz pierwszy przyjechałem do Rygi na showcase w 2004 roku na zaproszenie ówczesnej dyrektorki New Theatre Institut of Latvia Zane Kreicberga. Miałem okazję być gościem tego wydarzenia przez wiele lat – aż do roku 2016. Zapoznałem się z dokonaniami takich twórców, jak: Mara Kimele, Alvis Hermanis, Vladislavs Nastavševs, Valters Sīlis, Elmārs Seņkovs, Gatis Smits, Gaļina Poliščuk… Spektakle odbywały się nie tylko w Rydze, lecz także w Valmiera.

Georg Dox: Z wymienionych twórców znam tylko Alvisa Hermanisa. W Burgtheater wystawił „Krewnych” Tracy Lettsa (2009), „Płatonowa” Czechowa (2011), „Ziemię nieznaną” Schnitzlera (2011) oraz „Rewizora” Gogola (2015), a w wiedeńskiej operze – „Parsifala” Verdiego (2015). Cztery opery zrealizował także na festiwalu w Salzburgu. Wszystkie te inscenizacje odniosły wielki sukces.

AM: Chyba nie będzie przesadą, jeśli stwierdzimy, że dzięki Hermanisowi teatr łotewski przez dość długi okres czasu stał się rozpoznawalny na całym świecie. Drugą znaczącą postacią był zmarły w 2019 roku aktor i reżyser Andrejs Žagars. Jako wieloletni dyrektor Łotewskiej Opery Narodowej (1996-2013) uczynił z tej instytucji jedną z czołowych scen operowych w Europie. W czerwcu każdego roku organizował festiwal premier, na który przyjeżdżała publiczność z całego świata. Teraz, po pewnej przerwie, otrzymaliśmy możliwość przyjrzenia się łotewskiej scenie teatralnej. I co widzimy?

GD: Z niecierpliwością czekałem na spektakl „Žižek. Peterson. Pojedynek stulecia” w reżyserii Hermanisa z udziałem dwóch znanych aktorów: Vilisa Daudzisa (Žižek) i Kasparsa Znotiņša (Peterson) [na zdjęciu]. Napisany przez samego reżysera scenariusz został oparty na publicznej dyskusji między Žižkiem i lekarzem Jordanem Petersonem, która odbyła się w Toronto w kwietniu 2019 roku. Peterson jako psycholog koncentruje się bardziej na jednostce i jej psyche, natomiast Žižek, współczesny filozof z krwi i kości, kreuje obraz współczesnego świata i jego oddziaływania na jednostkę. Oglądając tę inscenizację, uświadomiłem sobie, jak brakuje nam teraz w teatrze wielkich nazwisk, autorytetów, którzy będą z nami rozmawiać, prowadzić dialog. I nawet jeśli nie będziemy się z nimi zgadzać, to jednak przyczyni się to do dyskusji intelektualnej.

AM: A ja z kolei zauważyłem, że Hermanis manipuluje mną jako widzem: niby odwołuje się do pewnego wydarzenia, ale jednak podkreśla, że rozmowa odbywa się w Rydze. Z ust obydwóch bohaterów padają cytaty z tej dyskusji, ale od czasu do czasu słyszymy odwołania do dzisiejszej sytuacji, dowcipy, żarty, nawiązanie do dzieciństwa… W pewnym momencie pogubiłem się i już nie wiedziałem co jest prawdą, a co zmyśleniem. Ponadto Hermanis pokazał nam, że w zasadzie bohaterowie nie słyszą siebie nawzajem, nie do końca rozumieją to, co mówi druga osoba, unikają odpowiedzi na zadane pytania. (Jakże to doskonale pokazuje aktualną sytuację!) I tylko wtedy, kiedy wspominają lata dzieciństwa, zaczyna dochodzić między nimi do porozumienia. To bardzo ważny spektakl, cieszący się sukcesem u łotewskiego widza.

GD: Zachwyciła mnie także inscenizacja teatru Dailes – „Rotkho” w reżyserii Łukasza Twarkowskego [koprodukcja Teatru w Opolu – przyp red.]. Myślałem, że to będzie autobiografia słynnego artysty, urodzonego w 1903 roku w Dyneburgu, na Łotwie, ale autorka tekstu, Anka Herbut, tylko wykorzystała pewne fakty z życia malarza. Jest to rozmowa o współczesnej sztuce, o jej odbiorze zarówno przez specjalistów, jak i zwykłych ludzi, o różnicy pomiędzy oryginalnym dziełem a kopią…

AM: Tak, ostatnia, wymieniona przez ciebie kwestia, staje się kluczową również dla reżysera, który musiał znaleźć sposób na jej wizualizację. Zresztą wywiązał się z tego zadania znakomicie. Scena składa się z dwóch poziomów: na dole znajduje się restauracja, a na górze duży ekran, na którym widz obserwuje toczącą się akcję. Po pewnym czasie restauracja zostaje podzielona na dwie jednakowe części. W zasadzie nic szczególnego się nie dzieje: bohaterowie siedzą i rozmawiają, tylko od czasu do czasu, przechodzą od stolika do stolika albo wstają i rozmawiają na stojąco. Natomiast na ekranie widzimy ciągły ruch (w szczególności w drugiej części pierwszego aktu). Stwarza to wrażenie, że bohaterowie, znajdujący się w różnych częściach pomieszczenia, są bardzo blisko siebie, rozmawiają ze sobą albo idą ku sobie. Chwyt ten wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że wydawało mi się, że ja też zacząłem się ruszać, przenosząc się do innej przestrzeni… Niezwykłe wrażenie. Poza tym rodzi się iluzja odbicia, odzwierciedlenia. Zastosowana przez reżysera technologia oraz dość demokratyczne ceny na bilety (przeciętna cena – 20-25 euro) spowodowały, że spektakl cieszy się niezwykłą popularnością u widza, a sam zespół obecnie jest uważany za najlepszy na Łotwie. Wielka w tym zasługa jego dyrektora Jurisa Žagarsa – brata wspomnianego wcześniej Andrejsa.

GD: Bardzo się cieszę, że miałem okazję obejrzenia trzech spektakli Teatru Narodowego. Dwa z nich wyreżyserował Elmārs Seņkovs, który przez rok był kierownikiem artystycznym tego zespołu. Jednak z powodu wyboru nowego dyrektora postanowił odejść. Widać, że zespół przeżywa trudne czasy, brakuje mu lidera, klarownej koncepcji. „Sen nocy letniej” w reżyserii Seņkovsa to wspaniały spektakl, bardzo piękny wizualnie. Mamy możliwość podziwiania aktorów, poznania ich obecnej kondycji. Reżysera przede wszystkim interesowała atmosfera gry, zabawy, teatru w teatrze. Fascynowało go pytanie: czy teraz jesteśmy zdolni tworzyć wspólnotę, zespół, swój własny świat, czy będziemy w stanie wypełnić ten nasz nowy świat odpowiednią atmosferą.

AM: W pełni się zgadzam. W inscenizacji jest jedna postać – Puk (świetny Arturs Krūzkops), która uczestniczy w tych dwóch, na pierwszy rzut oka, odrębnych, dalekich od siebie zespołach/światach, dworskim i plebejskim. Jest dowcipny, piękny, bardzo seksualny. Tylko on jeden jest zdolny nie tylko włączyć się do gry każdej z dwóch grup, lecz także świetnie się czuć w każdej z tych wspólnot. A jeśli zajdzie potrzeba – burzyć ustalony porządek. Wniosek, jak rozumiem, jest taki: twoje życie jest łatwiejsze i pełniejsze, gdy nie masz żadnych uprzedzeń i stereotypów, gdy możesz łatwo dopasować się do każdej wspólnoty, żyć i tworzyć z nią.

GD: W jednym z wywiadów udzielonych przez Seņkovsa przeczytałem odpowiedź na pytanie, jaki teatr próbuje tworzyć: „W teatrze chcę rozmawiać o różnych problemach. Widz, który wybrał się na moje przedstawienie, ma szansę zanurzenia się w to, o czym mówię, nie nudzić się. Ponadto może doznać przyjemności estetycznej, rozrywkowej”. Myślę, że inscenizacja Szekspira jest urzeczywistnieniem tej recepty.

AM: Obecnie te trzy sceny – Dailes Teãtris, Teatr Nowy w Rydze oraz Teatr Narodowy – są najważniejszymi placówkami teatralnymi w kraju. Wiem, że bardzo prężnie działają także teatry dramatyczne w Lipawie oraz w Valmierze. Jednak program został ułożony w taki sposób, że spektakle krzyżowały się ze sobą i trzeba było dokonywać wyboru. Natomiast bardzo się cieszę, że mogłem obejrzeć dwie inscenizacje niezależnych grup: Willa Teatr („Žažda sbitsa” [„Pragnienie realizacji”], reż. Kristīne Vītola) oraz Fund INITIUM („Malleus Maleficarum. Nowy pakt”, reż. zespołowa). Pierwszy jest skromny, z udziałem tylko dwóch aktorek – Lienę Šmukste i Ingę Alsiņę-Lasmane (dawniej – członkinie zespołu Nowy Teatr w Rydze), i jest grany w małym pomieszczeniu niedaleko centrum Rygi. Z kolei drugi, wymagający nieco złożonej technologii, można obejrzeć w budynku cyrku.

GD: Spektakl Vītoly z jednej strony nawiązuje do monologu gruzińskiego filozofa Meraba Mamardaszwili (jego głos słyszymy przez cały czas w tle), z drugiej zaś odwołuje się do Becketta i dramaturgii absurdu. Filozof mówi o ewolucji człowieka, o potrzebie działania, o osiągnięciu czegoś ważnego, istotnego. Natomiast obydwie aktorki, ubrane w staromodne szare garnitury, swymi niezdarnymi ruchami i rozczochranymi perukami przypominają karykatury naukowców, prawie nie mówią, spędzają wolny czas w uniwersyteckiej stołówce. Obserwujemy, jak jedzą, piją koktajle, siedzą w milczeniu czy oglądają wiszące na ścianie obrazy… Mamy możliwość przyjrzenia się bliżej tym osobom, podglądania czynności, które zresztą każdy z nas wykonuje w życiu. Zwracamy uwagi na każdy ruch i gest, dzięki czemu powstaje wiele skojarzeń. Wierzę, że spektakl będzie zapraszany na festiwale i odniesie ogromny sukces. Warto dodać, że grająca w tej inscenizacji Liena Šmukste jest nie tylko aktorką, lecz także reżyserką. Do programu SKATE włączono jej dwie inscenizacje: „Pory roku” (Cēsu Mazais teātris) oraz „Sąsiad” wg P. Priażko (KatlZ). Myślę że teraz Hermanis żałuje, że pozbył się tak zdolnej osoby.

AM: Na zakończenie przeglądu zaprezentowano spektakl, oparty na 15-wiecznym traktacie „Malleus Maleficarum” („Młot na czarownice”). Na naszych oczach po długiej śpiączce budzi się osiem młodych kobiet, z których jedna zostaje przywódczynią, a druga medium nawiązującym kontakt z naturą. Ich ruchy są niezgrabne, przypominające zachowania dzikich zwierząt. Zagubione, nie wiedzą co ze sobą zrobić. Kiedy jedna z nich rodzi, to zamiast dziecka zjawia się… odkurzacz. Kiedy próbują wrócić do czasów dzieciństwa i pobawić się,  ich zabawy przypominają raczej grę w kata i ofiarę. Warzywa  wykorzystują jako zabawki seksualne. Sens ich życiu nadaje natura. Jej zmieniające się obrazy o niezwykłym pięknie obserwujemy na podłodzie. Kontrastują z doświadczeniem kobiet, które zostały niesprawiedliwie ukarane i doznały traumy na całe życie. Teraz, kiedy życie zniowu stoi przed nimi otworem, nie są w stanie skorzystać z szansy, ponieważ zostały wcześniej głeboko skrzywdzone. Kiedy w finale wybucha potężny pożar, wznoszą się ku niebu niczym walkirie. Już nigdy nie będą mogły powrócić na ziemię…

Georg Dox – dziennikarz, krytyk literacki i teatralny. Przez 25 lat pracownik austriackiej telewizji ORF. Obecnie współpracuje z tygodnikiem “Die Furche”.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko