Paulina Krzyżaniak – Rozkład

0
129
Bruno Schulz

Był to duży, letniskowy dom posiadający wszelkie udogodnienia aby mieszkać w nim przez cały rok, jednak myśl o długich jesiennych lub zimowych wieczorach w tej okolicy nie zdawała się być kuszącą wizją. O tej porze roku, co prawda, otaczały go złocące się pola pszenicy i lasy sosnowe, pełne piaskowych ścieżek, które zachęcały do długich spacerów. W pobliżu nie było żadnych domostw, co zapewniało swobodę i spokój. Nieopodal znajdowała się jedynie wąska, asfaltowana droga prowadząca do oddalonej o pięć kilometrów najbliższej wsi. Kto by jednak chciał mieszkać cały rok na takim odludziu mimo malowniczych widoków? Gdyby z tego pejzażu zetrzeć błękit nieba, zieleń lasu i inne pełne radości barwy zmieniając je w szarości i brązy człowiekowi krew zmroziłaby się w żyłach.

 Na zewnątrz panowała przyjemna cisza mącona cykaniem świerszczy, brzęczeniem owadów i śpiewem ptaka ukrytego gdzieś w krzakach pod oknem kuchni. Lipiec w takim miejscu, wydawał się sielanką wydartą z wakacyjnych czytadeł. Para przebywała tu od dwóch dni i tyle samo pozostało jej do opuszczenia tego miejsca. Nigdy nie wiadomo kto może zawitać tu podczas weekendu. To uniwersalny zwyczaj, w którym sobota i niedziela stają się dniami dedykowanymi przyjaciołom i rodzinie i ni z tego, ni z owego ktoś wpada na kolację lub wczesny lunch. Taka sytuacja byłaby raczej niekomfortowa dla pary aktualnie tu rezydującej. Nie przepadali za towarzystwem.

Zuza stała w kuchni patrząc beznamiętnym wzrokiem na parę zwłok. Starsza kobieta siedziała na wysokim krześle ze skronią opartą o kamienny blat wyspy stojącej na środku pomieszczenia. Ten obraz potęgował uczucie wolno płynącego tu czasu, który prześladował dziewczynę. Kobieta wciąż miała otwarte oczy, które przez ten czas zdążyły już zmętnieć, jednak Zuza z rozbawieniem pomyślała że staruszka nie spuszcza z niej wzroku, bowiem blade oko było wymierzone prosto w nią niczym lufa broni. Po martwej twarzy i dłoni grasowało natomiast kilkanaście natrętnych much. Przez chwilę dziewczyna miała wrażenie, że wkrótce ciało straci cierpliwość i pod naporem kilkunastu muszych nóżek twarz kobiety zacznie nerwowo drgać lub opuchnięta ręka zacznie machać odganiając ucztujących na niej intruzów. Trudno powiedzieć co działo się z ciałem mężczyzny ponieważ z miejsca w którym stała Zuza widoczne były jedynie nogi wystające zza wyspy kuchennej. Kuchnia była widna przez co szybko się nagrzewała i panował tu trudny do zniesienia smród i duchota. Dziewczynę na wstępie odór wręcz ogłuszył i wywołał mdłości, zakrywała twarz kuchenną ścierką nie mogąc się poruszyć. Wydawało się, że ten przykry zapach przeniknie  do jej ciała, zagości w żyłach, ustach, cebulkach włosów i zostanie w niej na zawsze, będzie przepływał wolno po całym ciele w postaci żółtego dymu. Przez gorąc w pomieszczeniu jej całe ciało lepiło się od potu. W jaki  sposób ma ona sobie przygotować coś do jedzenia? Czemu Alex do tej pory nie pozbył się tej cuchnącej pary? Mimo wstrętu, przez myśl przemkneło jej, że scena ta idealnie wkomponowuje się w jej stan umysłu.

Od dwóch dni w głowie Zuzy, zaczynały kiełkować niepokojące myśli, że coś zaczyna się psuć. A przecież nie tak dawno temu, po szybkim mordzie, Alex wciąż pod wpływem adrenaliny, chwytał ją w ramiona, całował namiętnie i gwałtownie kochał się niemal na trupach ludzi do których wpadali z niezapowiedzianą wizytą, tańczyli ślizgając się na plamach krwi swoich ofiar i wylegiwali wspólnie w wannie zmywając z siebie rdzawe plamy krwi. Zasypiali wtuleni w siebie ze słowami wiecznej miłości na ustach. Zuza uwielbiała jego poczucie humoru, to właśnie ono ich połączyło. Tuż przed zaśnięciem obmyślali wspólnie plany figli które chcieli spłatać w niedalekiej przyszłości. Często przed wyjazdem sprzątali ze sterylną dokładnością  każdy kąt domu aby zatrzeć wszystkie ślady, a ofiary zakopywali nocą na terenie należącym do najbliższych sąsiadów lub pozbywali się jedynie jednych zwłok, drugie przez jakiś czas towarzyszyły im w podróży by porzucić je na drugim końcu kraju komplikując przyszłe śledztwo. Myśl o tym, że mogą zostać zdemaskowani w każdej chwili tylko ich nakrącała, przez co nie mogli się od siebie oderwać. Kochali się dziko by potem ryczeć ze śmiechu na myśl o tym w jaki sposób pokręcili całą sytuację i że prawdopodobnie policja nigdy nie połapie się w śledztwie.

Tymczasem dwa dni temu, gdy ona łapała oddech po długiej szamotaninie z kobietą i serii kilkunastu ciosów nożem, Alex łapczywie rzucił się w stronę parujących garnków, które opróżnił szybko u boku stygnącego trupa kobiety. Nawet nie spojrzał na Zuzę, nie usłyszała pochlebnego słowa o swej zwinności czy sile, usiadł przy blacie kuchennym głośno sapiąc poczym z pasją zajadał gołąbki patrząc tępym wzrokiem w talerz. Zero romantyzmu, zero subtelności. Przyglądała mu się wtedy ze wstrętem. W niczym nie przypominał tego przystojnego mężczyzny, dla którego rzuciła swoje poprzednie życie. Siedział na wysokim taborecie pochylony nad jedzeniem, jego silne i umięśnione ciało stało się nagle przysadziste, dżinsy i ciemna koszula w kratę były w nieładzie, a na niechlujnej długiej, rudawej brodzie sos pomidorowy mieszał się z krwią mężczyzny, którego ciało opanowały przedśmiertne drgawki. Do uszu Zuzy dochodziły jego coraz cichsze jęki. Przykry widok kochanka spowodował, że podeszła do umierającego mężczyzny by zadać mu ostatni cios w klatkę piersiową, tak jakby chciała zemścić się na nim, za przykry widok na jaki została przed chwilą narażona. Zapach jedzenia mieszał się z mataliczną wonią krwi, co zaczęło wywoływać mdłości u dziewczyny. Upuściła nóż który głośno odbił się o kuchenne kafelki i bez słowa skierowała  do salonu.

-Hej!- krzyknął za nią Alex nie wstając z miejsca- Nie chcesz nic zjeść? Te gołąbki są naprawdę niezłe!

Zuza zignorowała jego pytanie, nie była w stanie na niego patrzeć, zresztą chciała zwiedzić piętro domu i wypuścić swoją kotkę, która cały czas znajdowała się w transporterze na ganku. Spod kanapy dochodziło do niej z kolei ciche popiskiwanie psa, który na widok rozszalałych gości wślizgnął się tam by uniknąć podobnego losu.

‘Też mi obrońca’ pomyślała dziewczyna ignorując lament cocker spaniela.

Wypuściła kotkę która zwinnymi susami wbiegła po schodach, tak jakby wiedziała że piętro jest celem wizyty jej pani. Zuza podążyła za nią z uśmiechem na twarzy. Na szczycie schodów kotka zaczeła radośnie tańczyć wokół nóg dziewczyny, która kucnęła obok,  aby obdażyć ją kilkoma pieszczotami.

-Do którego pokoju chciałabyś wejść Lusiu?- zapytała dziewczyna łagodnym głosem. Kotka położyła się na ziemi wyciągając leniwie swoje długie, czekoladowe łapki pomrukując słodko.

Zuza spojrzała w stronę uchylonych drzwi. Wstała pozostawiając swoją towarzyszkę i nieśmiało zajrzała do środka pokoju który prawdopodobnie pełnił funkcję gabinetu. Był urządzony w staromodnym stylu, a właściwie bez jakiegokolwiek stylu i osobowości. Na ścianach położona była drewniana boazeria, popularna w poprzedniej epoce, którą Zuza pamiętała jak przez mgłę, pod ścianą przy drzwiach stała natomiast rozłożona kanapa, którą właściciele zapewne określali słowem wersalka albo tapczan. Przy ścianach stało też kilka sosnowych półek i dwie dębowe komody. Zuza przewróciła oczami i pomyślała, że za same urządzenie tego pokoju para powinna dostać kulkę w łeb.  Owe półki i komody były wypełnione książkami, płytami DVD oraz również (olaboga!) kasetami VHS, które dziewczyna z zainteresowaniem zaczeła przeglądać.

Natrafiła na poradniki jak samemu zaprojektować skalniak i oczko wodne w ogodzie, serię encyklopedii Britannica, dzieła klasyków, które co tydzień można było kupić w kiosku Ruchu dwadzieścia lat temu, kilka kryminałów sądowych Grishama i ‘Dziennik Bridget Jones’.

-Ja pierdolę! Też mi koneserzy literatury… – prychnęła pod nosem.

Z płytami DVD było podobnie, sam chłam kupiony z koszy z przecenami w super marketach, VHSów nawet nie sprawdzała bo nie chciała wyjść z równowagi, była bowiem wrażliwa na punkcie kultury i sztuki. Po wstępnym oglądzie kulturalnego zaplecza Zuza upewniła się w przekonaniu, że los który spotkał ich gospodarzy był słuszny. Zrezygnowana ruszyła aby sprawdzić resztę pokojów na piętrze.

Widok różowej sypialni z białymi mebelkami o zdobieniach przypominających muszle z obrazów Botticellego i olbrzymiej łazienki w kolorze brzoskwini z jacuzzi na środku, sprawił że Zuza zapragneła ożywić właścicieli domu po to aby zabić ich ponownie. Nie tak wyobrażała sobie wnętrza, tego całkiem ładnego białego domu o pięknych drewnianych okiennicach. Obserwowali go przez trzy tygodnie aby badać i ustalić tryb dnia właścicieli. Czas spędzali w samochodzie lub tanim motelu położonym godzinę jazdy stąd, podczas gdy ona marzyła o pokojach z drewnianą podłogą, która miło skrzypi pod stopami, półkach pełnych tomików poezji Rilkego czy Sylvi Plath i piwnicy w której znaleźć można butelki z winem domowej roboty.

„Jak ja w tej oazie kiczu mam spędzić kolejne dni?” – zastanawiała się zrozpaczona. Poczuła ukłucie w sercu i przytłaczającą samotność. Myśl o towarzystwie Alexa, który jak dotąd nie dołączył do niej na górze nie przynosiło pociechy. Szybko wyszła na korytarz poczym chwyciła panią Lusie w ramiona całując ją czule za uchem i szukając w jej mruczeniu otuchy.

Schodząc na dół, ujrzała Alexa czule głaskającego psa. Kot na jego widok spłoszył się wbijając Zuzie pazury w ramiona. Dziewczyna syknęła próbując wyzwolić się z bolesnego uścisku poczym delikatnie wcisneła kotkę do transportera.

-Kapitalny pies!- zaśmiał się Alex, który dopiero po kilku sekundach zwrócił na nią uwagę- Wiesz, że podał mi łapę? Nazwę go Lucky!

-Nie może tutaj zostać! Denerwuje Panią Lusię- odparła Zuza ogladając swoje zadrapane ramię.

-To co mam z nim niby zrobić? Przecież go nie ukatrupię, tylko chory pojeb robi takie rzeczy!- obruszył się Alex- Zresztą ja też chcę mieć swoje zwierze! Wiesz, że kocham psy, a na Luśkę mam alergię i jakoś nie marudzę.

-Przecież nie mówię żeby go zabić! Można zawieść go do schroniska albo coś…

-Lucky zostaje, kot się do niego z czasem przyzwyczai, zobaczysz!

-Uporządkowałeś już tę parkę?- zapytała Zuza ignorując stwierdzenie Alexa.

-Jeszcze nie, zrobię to później…teraz chcę odpocząć- rzucił jej zaczepne spojrzenie- A potem…

Mężczyzna cmonął i puścił do niej oko.

Zuza rzuciła mu lodowate spojrzenie, czuła irytację przebywając w jego towarzystwie.  Miała mu za złe, że migał się od obowiązków. Siedział i wyżerał łapczywie jedzenie prosto z garnków niczym prostak, a teraz stał na środku salonu, umazany krwią i sosem pomidorowym, niechlujny i spocony sugerując, że po solidnej drzemce będzie uprawiał seks ze swoją kobietą. Na samą myśl Zuzę przeszły ciarki po karku.

-Radzę wziąć najpierw prysznic- odparła zimno i bez słowa wyszła na taras przed domem.

Od czasu przybycia do owego domostwa właściwie się mijali. Zuza spędzała większość czasu w ogrodzie, aby nie narażać się na kolejne dawki kiczu  w domu. Towarzyszyła jej kotka którą prowadziła na smyczce w obawie iż ta spłoszy się na widok psa i ucieknie. Nie chciała tutaj przebywać. Ta wizyta była dla niej istną torturą, a żarty Alexa nazywającego trupy Ciocią Marysią i wujkiem Romkiem tym razem w ogóle jej nie bawiły. A teraz chciała zjeść smaczne śniadanie w cywilizowany sposób bez trupów w tle.

Stała wpatrując się w te nabrzmiałe ciała, próbując zignorować smród unoszacy się w powietrzu. Jeżeli Alex, zaraz nie weźmie się do roboty, to wpakuje kota do samochodu i stąd odjedzie.

Enough is enough- wyszeptała wychodząc z kuchni.

Alex stał przy frontowych drzwiach podziwiając złote pola zbóż, zaciągał się leniwie papierosem i od czasu do czasu rzucał psu tenisową piłkę którą ten posłusznie mu przynosił.

-Trzeba wynieść ich z kuchni- powiedziała Zuza szorstko stając za jego plecami. Alex drgnał i zerknął w jej stronę.

-A może tak buzi na ‘dzień dobry’? – zapytał imitując lekki, żartobliwy ton w którym Zuza wyczuła złość i zniecierpliwienie.

-Alex, mówię poważnie…jestem głodna i chcę przygotować śniadanie…ale tam się nie da…zaraz coś się tam zalęgnie, zacznie nowe życie, a ja puszczę pawia.

Mężczyzna kiwnął głową głośno wzdychając.

-Wszystko dla mojej księniżczki, owinę ich w folię i wrzucę do szopy.

-Przenieś ich do sypialni- odparła po chwili Zuza-  I tak tam nie śpimy ani nie korzystamy z piętra.

Alex przyglądał się jej badawczo. Swojej księżniczce, jak ją lubił określać chociaż ona tego niecierpiała i zawsze gdy ją tak tytułował protestowała, posyłając mu kuksańca. Była taka drobna i malutka. Czuł się przy niej jak potężna góra, jednak ta filigranowa szatynka o oliwkowym kolorze skóry i szarych, dużych oczach miała sporo siły o czym nie raz się już przekonał. Teraz stała i patrzyła na niego tym dziwnym, obcym wzrokiem, którego nigdy wcześniej w niej nie widział. Nie lubił go. Było inne, ale jednocześnie jakoś dobrze znane, chyba nawet czasami przed laty kobiety z którymi się wiązał tak na niego patrzyły i nigdy ten wzrok nie wróżył nic dobrego. Nie spuszczała z niego oczu, prowokowała go, jak mniemał.

-Mam ich wciągać po schodach? Śmierdzące trupy, które ważą tonę? W ten upał?- zapytał marszcząc brwi.

-Przecież ci pomogę- żachneła się-Jestem dużo mniejsza i jakoś nie narzekam…

Alex rzucił jej jedynie chłodne spojrzenie poczym bez słowa skierował się w stronę kuchni. Zuza nie tykała martwych ciał. Brzydziła się ich. Zazwyczaj czekała aż Alex owinął je w plastikową folię, by potem posłusznie pomóc mu przenieść je w wyznaczone miejsce.

Od początku praca przebiegała w nerwowej atmosferze. Zuza instruowała Alexa w jaki sposób powinien rozłożyć niebieską, grubą folię na podłodze stojąc tuż nad nim. Gdy ten jednak warknął, że nie robi tego pierwszy raz i ‘żeby się nie wtrącała’ oparła się o framugę kuchennych drzwi by śledzić go wzrokiem. Alex pod jego naporem zdawał się robić coraz bardziej niezdarny, upuszczał nożyce, głośno sapał schylając się do podłogi, opierał o blat wyspy kuchennej aby wstać. W niczym nie przypominał tego krzepkiego i zwinnego mężczyzny dla którego straciła jakiś czas temu głowę. Miotał się w kuchni niczym bezkształtna masa. Czując jej krytyczne spojrzenie, zerknął w jej stronę.

-Kino zamknięte! Poszukaj sobie jakiegoś zajęcia, jak będziesz potrzebna dam ci znać!

Zuza wzruszyła ramionami i wyszła w stronę ogrodu. ‘Jak będziesz potrzebna’, cóż za niestosowna uwaga. Gdyby nie ona, gniłby tu tak z tymi trupami do końca tygodnia. Gdyby nie ona i jej pomoc już dawno by wpadł w ręce policji, dobrze wie, że to ona jest mózgiem całej operacji. Jego przewaga nad nią opiera się jedynie na sile, która i tak podupadła przez nadmierne obżarstwo, rutynę i brak dbania o siebie. Nie był nawet w stanie zabić jak należy tego starego capa! Musiała go dobić, a ten albo udawał że tego nie zauważył, albo żarcie prosto z gara zamroczyło mu mózg.

‘Boże, jak długo można pakować trupy? To trwa zdecydowanie za długo!’

Nawet tego nie potrafi bez niej zrobić. Całe szczęście, że nie osiedlili się nigdzie na stałe, by wieść zwyczajne życie młodej pary, przecież nigdy nie opanowałby składania mebli z Ikei! Dobrze, że unikneli tego standardowego stylu życia, inaczej by się pozabijali. Unikneli nudy i przewidywalności.

‘Chociaż…’

Owszem, zna ją. Jak nikt inny. Ale czy to wystarczy? Czy ją rozumie? Czy to jest to co ją uszczęśliwia? Postanowili trwać przy swoim boku i nie wpasowywać się w standardy bojąc się, że rutyna ich zmieni, ostudzi ich miłość, uciszy dzikość jaka ich połączyła. Ich miłość miała być inna niż jakakolwiek poprzednia, te kończyły się przecież tak nieszczęśliwie lub były rozczarowaniem. Mieli wyróżniać się na tle innych par, standardowych, szarych, które po kilku latach sielanki, zapominali dlaczego ze sobą są i odkrywali jedynie różnice. Może i  ją zna, był przy niej w ważnych momentach, ale co to tak naprawdę znaczy? Poprzedni partnerzy też ją chyba znali? Bywała już zakochana wcześniej! Kochała chyba równie mocno? Przecież nie oznacza to, że ktoś inny nie poznałby jej równie dobrze, nie zrozumiał, nie zaakceptował. Zbudowałaby prawdopodobnie nowe wspomnienia z kimś innym, równie ważne choć inne. Chyba.

Czy on ją słucha? Czy w ogóle kiedykolwiek ze sobą rozmawiali? A może żartami i seksem zagłuszyli jakąś istotną część ich relacji? Dlaczego ją drażnił? Odpychał? Czyżby się pomyliła? Czyżby pochopnie nazwała ich uczucie czymś wyjątkowym?

-Przepraszam, że wyrywam cię z twej świątyni dumania o pani, ale wszystko jest gotowe- zawołał Alex wychodząc z domu.

Nie było w tym przekąsu, chciał chyba rozładować negatywną energię jaka się wokół nich nagromadziła. Odwróciła się w jego stronę i lekko uśmiechneła.

‘Biedak, stara się jak może. Pewnie to ze mną jest coś nie tak…’

Cierpliwie wnosili ciała na piętro, robiąc co chwilę przerwy. Nie unosili się, nie krzyczeli, nie warczeli na siebie. Głośno oddychali rzucajac sobie porozumiewawcze spojrzenia. Było jak dawniej, po raz pierwszy od przyjazdu do tego domu. Oboje poczuli ulgę. To pewnie ten dom i jego dziwna energia, pewnie upał i zmęczenie. Już niedługo się stąd wyniosą i wszystko wróci do normy. Będą przemierzać kraje, szukać wymarzonego lokum, Pani Lusia zaprzyjaźni się z Luckim i wszyscy będą żyć długo i szcześliwie.

Alex ułożył parę na sypialnianym łóżku obok siebie. Dwa ciała, sztywno leżące ramię w ramię owinięte niebieską folią, która osłaniała ich rysy twarzy. Przypominały nierozpakowane figurki dołączone do jakiegoś zestawu zabawek.

Stali obok siebie w ciszy przyglądając się swoim gospodarzom.

Alex objął Zuzę ramieniem. Do jej nozdrzy dotarł drażniący zapach jego potu, przez co zmarczyła nos z obrzydzeniem.

-To nawet romantyczne, co?- zapytał po chwili mężczyzna- Czy może być coś lepszego niż wspólne zakończenie życia? Niemal w tym samym momencie, niemal bezbolesne i szybkie, bez przygotowań, bez czasu na strach… a teraz leżą obok siebie, tak jak pewnie leżeli każdej nocy przez kilkanaście lat…byli sobie przeznaczeni…

Zuza drgnęła na te słowa. Poczuła automatyczną awersję do tej wizji.

-Albo byli na siebie skazani…-odparła po chwili sucho.

-Jak to?-zapytał marszcząc brwi.

-Może wcale nie marzył się im taki koniec? Nie wziąłeś tego pod uwagę? A co jeżeli jedno z nich miało kogoś na boku i układało sobie potajemnie życie z inną osobą? Może czwarty, finalny akt chciali spedzić z kimś innym? Możliwe, że pokrzyżowaliśmy im plany…zmusiliśmy ich do wiecznego życia u swego boku.

-O czym ty mówisz?- zapytał Alex próbując zrozumieć sens jej wypowiedzi.

-Po prostu werbalizuje swoje myśli- Zuza wzruszyła ramionami wciąż tępo spoglądając w stronę nieżyjącej pary.

-Nie podobają mi się twoje myśli- Alex badał ją wzrokiem uważnie- Czy ty chcesz mi coś powiedzieć? Jesteś jakaś dziwna…

Zuza spojrzała na niego posyłając słodki uśmiech.

-Tak tylko dzielę się swoimi przemyśleniami…w końcu życie innych nie jest tak różowe jak nasze.

Alex na te słowa westchnął z ulgą, chciał pochylić się w jej stronę by ją pocałować, Zuza jednak wyplątała się z uścisku udając, iż nie zauważyła jego zamiarów. Wychodząc z sypialni radośnie zaszczebiotała:

-Idę postrzątać kuchnię i zrobię coś do jedzenia! Umieram z głodu!

Alex patrzył uważnie za wychodzącą z pokoju dziewczyną. Coś go niepokoiło w jej zachowaniu, tracił cierpliwość. Postanowił czekać i obserwować ukochaną, która zawodziła jego oczekiwania. Nie lubił uczucia zmiesznia, nie lubił wahań ani kwestionowania jego działań lub słów. Postara się być cierpliwym ale jeżeli te uczucia nie ustąpią będzie musiał pomyśleć nad rozwiązaniem tego problemu.

***

Posiłki i wspólne jadanie było dla Zuzy magicznym elementem ich związku. Jedzenie przeplatało się z seksem i w obu przypadkach para zatracała się w tych przyjemnościach. W kwestii jedzenia lubili czasem improwizować, a czasem planować posiłki. Wspólnie wykluczali produkty których nie lubili, między kęsami komentowali smak, mruczeli w zachwycie, mówili z pełnymi ustami. Po tej przyjemności lgneli do siebie by z podobną fantazją oddawać się cielesnym roskoszom.

  Obecnie Alex pochłaniał zawartość talerza w błyskawicznym tępie, podczas gdy Zuza traciła apetyt  wodząc widelcem po talerzu. Była powściągliwa w wydawaniu sądów, upominała Alexa o etykiecie zachowywania się przy stole, na co on lekceważąco machał ręką lub odpowiadał ‘a tam!’. Ten dzień spędzili wspólnie na ogrodzie przed domem, jednak dla Zuzy na horyzoncie pojawiała się jakaś  niewidzialna przepaść, która zdawała się ich od siebie oddalać bowiem  dziewczyna czuła się samotnie. Mimo chęci, nie wiedziała o czym mogliby pomówić, mężczyzna zdawał się być pochłonięty całkowicie jedzeniem i psem, który radośnie go zaczepiał poczym zmęczony harcami ułożył pysk na jego stopach. Zaczeła liczyć słowa które do niego wypowiadała i sumowała jego odpowiedzi. Trudno było to nazwać rozmową, a raczej  wymianą informacji. Nie było w nich żadnego entuzjazmu, nie tak dawno w takim momencie planowaliby kolejną podróż i szukaliby rodziny u której mogliby się zatrzymać, jednak Zuzie było wszystko jedno, podwyższona andrenalina nie ekscytowała jej tak jak dawniej, właściwie jej nie było, niby kto miałby przyłapac ich na takim zadupiu?

Gdy słońce zaczeło zachodzić, a wokół nich pojawiły się roje upierdliwie bzyczących owadów, Alex oznajmił że pościeli kanapę w salonie. Nie czekając na odpowiedź skierował się w stronę domu.

Zuza lubiła spędzać dłuższy czas w łazience. Zwykle szykowała się staranie dla ukochanego, który na widok jej lśniącego od olejku ciała wyskakiwał z łóżka by pochwycić ją w mocnym uścisku. Mimo, że od kilku dni ją denerwował, ba! Wzbudzał w niej uczucia bliskie wstrętu, ta nigdy nie przerwała swej wieczornej rutyny pielęgnacyjnej. Do pokoju wchodziła pachnąca, świeża i naga. Niestety, ostatnio zastawała śpiącego w najlepsze mężczyznę z pilotem w ręku, a nie ogiera, który rzucał się w jej stronę rozpalony jej widokiem. Tak też było tego wieczoru. Stanęła naprzeciwko niego, przygladając się jego niechlujnej brodzie i otwartym ustom do których najchętniej by teraz napluła.

Spał na tyle mocno, że pewnie nawet nie wybudziłby się gdyby Zuza chwyciła ciężką, metalową figurkę sowy znajdującą się na stoliku obok. Zatłukłaby go we śnie, zmiażdżyłaby mu twarz, a ten pewnie jedynie by jęknął boleśnie przed wyzionięciem ducha.

O czym ona myśli? Czy  znajduje go aż tak bardzo odpychającym aby zatapiać się w podobnych fantazjach? Ale z drugiej strony, czy on  sam do nich nie doprowadził swoim zachowaniem troglodyty i brakiem subtelnej czułości?

Zuza wyrwała mu brutalnie pilota z ręki by wyłączyć telewizor. Alex zamrugał spuchniętymi od snu oczami i przeciągnął się na całej kanapie.

-Wybacz skarbie, musiałem zasnać- powiedział ziewajac głośno, co znów zirytowało Zuzę, która bez słowa wcisneła się pod kołdrę.

-Ale zaraz będę w pełni gotowości! Tylko odwróć się do mnie malutka!- zaśmiał się macając pod kołdrą jej nagie pośladki.

Dziewczyna odsunęła się stanowczo na sam kraniec i tak wąskiej kanapy.

-Za długo spałeś, a ja straciłam nastrój i teraz jestem zmęczona- odparła owijając się z tyłu kołdrą, tak by zagrodzić mu dostęp do siebie i wyznaczyć granicę między nimi.

-Chyba żartujesz! Jestem gotowy!- odparł Alex całkowicie już wybudzony unosząc się na rękach by móc dojrzeć jej twarz ukrytą za włosami.

-Twój problem…trzeba było nie zasypiać- odparła chłodno podwijając kołdrę pod pośladki i nogi.

-I tak po prostu idziesz spać? – zapytał z niedowierzaniem, chociaż wiedział, że ta nie żartuje-Przecież nigdy nie odmawiałaś, to co ci nagle nie pasuje?

Zuza tracąc cierpliwość odwróciła się do niego gwałtownie.

-Czy ty mnie w ogóle znasz, albo słuchasz co mówię? –zapytała ze złością- Nie pasuje mi ten dom, to otoczenie, te kiczowate figurki i bibeloty które stoją na każdej półce i stoliku, nie pasuje mi tona przedmiotów wysypująca się z każdej szuflady, te kolory ścian, zapach starych ludzi i rozkładających się trupów, w tym domu nie ma absolutnie nic co sprawiłoby, że chciałabym tu pozostać dłużej. Kiedyś mieszkaliśmy w pięknych domach, o pięknym wnętrzu…tęsknie za morzem lub jeziorem!

-Jest środek sezonu! Jak niby sobie wyobrażasz siedzenie nad morzem  czy jeziorem z trupami, podczas gdy dookoła jest pełno wścibskich turystów!- wybuchnął.

Nie rozumiał jej kompletnie, tymczasem ona zaczeła zdawać sobie sprawę, że ten dom wspaniale z nim współgra. On polubił to miejsce bo taki właśnie jest mężczyzna w którym się zakochała. Chaotyczny, pozbawiony stylu, przaśny! Poprzednie domostwa były jej wyborem na który on ulegał a ona czuła się w nich wspaniale. Wiedziała, że prowadząc normalne życie nigdy nie miałaby okazji przebywać w takich wnętrzach i okolicach. Tym razem jednak decyzję podjął samodzielnie Alex i trafili do domu w którym prawdopodobnie utknełaby gdyby nie ich sposób na życie. Było mu tu dobrze. I chciał zostać tutaj do końca tygodnia a ona marzyła o czymś co teraz wydawało jej się nierealne do spełnienia.

-Wyjedźmy stąd proszę- powiedziała płaczliwie- Ubierzmy się i odjedźmy choćby zaraz.

Alex patrzył na nią zdziwiony, Zuza nie miała w zwyczaju się przy nim rozklejać, tak naprawdę odkąd byli ze sobą nie uroniła ani jednej łzy, chyba. Miał ochotę chwycić ją za włosy, potrząsnąć i wyrzucić na zbity łeb skoro jest tutaj taka nieszczęśliwa.

-Nie po to spędziłem trzy tygodnie jak jakiś włóczęga śpiąc w aucie, jedząc jakieś śmieci aby teraz stąd wyjeżdzać bo ci się tutaj nagle nie podoba. Zostajemy- zadecydował spokojnie.

Przez chwilę studiowali swoje twarze w milczeniu, poczym Alex gwałtownie wyskoczył z łóżka ściągając z siebie ubranie.

– Kurwa, nie będzie dymanka bo jaśnie pani okoliczności przyrody się nie podobają, a źle urządzone wnętrza nie pozwolą jej szczytować tak?- stał przy łóżku głośno sapiąc w granatowych slipach, które zaczynały wpijać się w jego boki- Cały czas masz muchy w nosie i nie robisz nic poza działaniem mi na nerwy!

Nie potrafił opanować swoich emocji, wiedział że pewnie w tej chwili wygląda komicznie a jego wybuch był żałosny, ale to jej wina, to ona doprowadza go do takiego stanu. Przecież zawsze cieszył się stoickim spokojem i trudno było go wyprowadzić z równowagi. Teraz kładł się  z powrotem na swoje miejsce odprowadzony pełnym pogardy spojrzeniem Zuzy, której łzy błyskawicznie wyschły w oczach po obejrzeniu tej sceny. Nie zapomni o tym, przypomni mu to prędzej czy później posyłając mu kpiący uśmieszek. A teraz w milczeniu odwróciła się od niego. Po głowie Alexa, przez chwilę przemykały obrazy w których z satysfakcją dusi swoją ukochaną tak by pozbawić ją głosu, tak by już nigdy więcej z jej gardła nie wydobył się żaden lament czy przykre słowo, które w końcu tak bardzo go raniły, burzyły jego spokój i pewność siebie. Wyobrażał sobie jak wyłupia jej piękne oczka by już nigdy więcej nie doświadczyć jej spojrzenia, które czyniło go małym. Jednak szybko zmorzył go sen któremu się poddał.

Zuza natomiast nie mogła zasnąć. Wszystko zdawało się ją irytować, zapach i dotyk tandetnej pościeli z kory o krzykliwych wzorach z lat dziewięćdziesiatych. Zapach psiej sierści, który przeniknął do wnętrza kanapy na której spali i ten smród wydobywający się z piętra. Nie wiedziała, dlaczego zaproponowała aby wnieść tam zwłoki. To był impuls, pierwsza myśl. Rój much, smród i dwa ciała w tandetnej sypialni, która zapewne królowała jako wnętrze delux w jakimś katalogu meblowym z 1992 roku. Alex nie zrozumiał tej ironii, nie rozumiał jej poczucia humoru, chociaż ona jego doskonale, choć zawsze po cichu uważała swoje za bardziej wyrafinowane.

A teraz ten smród, te dwie masy owinięte w folie które jeszcze do niedawna były ludźmi nie dawały jej spokoju. Wyszła z łóżka i wolno wlekąc się w ciemności ruszyła w stronę kuchni. Pomieszczenie zostało starannie przez nią sprzątnięte, gdyby nie zapach z góry, unosiłaby się tu woń detergentów i czystości. Szybko otwierała szufladę za szufladą w poszukiwaniu  nożyc i taśmy. Gdzieś tutaj były, pamiętała jak Alex z nich korzystał.

Są! A teraz szybko na górę, zakleić wszystkie szczeliny, dziurkę od klucza, zakleić całe drzwi by ten odór już nigdy więcej jej do dopadł. Dziewczyna co chwilę zbiegała na dół w poszukiwaniu czegoś co mogła wykorzystać do obklejenia drzwi. Folia spożywcza, taśmy izolacyjne, ścierki które wcisnęła w szczelinę pod drzwiami- wszystko się przyda.

Najchętniej zamknęłaby tam z nimi Alexa, niech gnije razem z nimi. Schodząc na dół zauważyła psa nieśmiało skomlącego przy drzwiach frontowych. Z jakiegoś powodu się jej bał i nigdy nie podchodził do niej tak pewnie jak do mężczyzny. Być może był oprócz niej jedynym stworzeniem które zdawało sobie sprawę, że ta nie pasuje do tego miejsca. Nienawidziła tego domu i faktu, że Alex miał inne odczucia niż ona. Pies ją irytował ale jednocześnie mu współczuła życia w tym przeklętym domu.

-Idź Lucky! Ty możesz stąd uciec!- szepnęła do psa otwierając drzwi frontowe. Pies rzucił jej spojrzenie pełne obawy, ostrożnie  wyminął ją łukiem by po chwili  szybko wybiec z domu przed siebie.

‘I po problemie’- pomyślała uśmiechając się do siebie na samą myśl o tym jak bardzo Alex wkurzy się gdy odkryje, że jego niedoszły pupil prysnął mu sprzed nosa.

‘Masz za swoje idioto!’

Dziewczyna podeszła do transportera w którym dostrzegła świecące się oczy kotki.

-Widzisz Lusiu, nie będziesz zmuszana do integracji z intruzami- uśmiechnęła się poczym wróciła do łóżka.

***

Zuzę wybudziło ze snu regularne i nerwowe nawoływanie psa przez Alexa. Przez chwilę próbowała ignorować ten hałas i spać dalej, jednak po kilku minutach zwlekła się z łóżka rozdrażniona. Alex stał przy głównym wejściu do domu, pogwizdując w nadziei, że pies w końcu zareaguje i pojawi się na horyzoncie. Dziewczyna nałożyła na siebie, swoją ulubioną, białą, jedwabną koszulę i stanęła obok niego ziewając i odgarniając włosy, które opadały jej na twarz.

-Co się dzieje?- zapytała zasłaniając dłonią oczy przed porannym słońcem.

Alex ledwie na nią spojrzał.

-Lucky gdzieś zniknął, obszedłem cały dom dookoła ale po nim ani śladu.

-Pewnie zaraz wróci- odparła dziewczyna wzruszając ramionami.

-Nic nie rozumiesz, jak wstałem nie było go w domu… coś jest nie tak…- Alex zdawał się mówić sam do sebie.

-Niby co? Przestań histeryzować i bawić się w przeczucia, wypuściłam go w nocy bo skomlał pod drzwiami.

Na te słowa Alex zesztywniał. Zuza z satysfakcją wyczuła jego napięcie i aby je spotęgować, ruszyła w stronę kuchni pozostawiając go przy drzwiach samego.

Mężczyzna zwykle potrzebował kilku sekund by przetrawić pewne informacje, kiedyś Zuza odbierała to jako oznakę rozwagi, teraz za nierozgarnięcie umysłowe.

-Co zrobiłaś?- zapytał po chwili z niedowierzaniem w głosie podążając za nią powoli.

-Już mówiłam, skomlał pod drzwiami pół nocy! Nie dawał mi spać, więc wypuściłam go bo pomyślałam, że chce siku- dziewczyna celowo nie spoglądała w stronę Alexa. Czuła jak narasta w nim złość która zaczyna tętnić w powietrzu. Nie tracąc animuszu, zabrała się za parzenie kawy, nie racząc ukochanego ani jednym spojrzeniem.

-Wypuściłaś mojego psa na zewnątrz? W środku nocy? Gdy spałem?- Alex zdawał się zbierać teraz dane i układać wszystko w całość co bardzo bawiło Zuzę, która z trudem utrzymywała powagę na twarzy- Poczekałaś chociaż aż się załatwi? Wołałaś go?

-Nie- przyznała wzruszając ramonami.

Mężczyzna stał jak wryty.

– Zostawiłaś go tak po prostu w nocy na dworze i poszłaś spać?

Zuza posłała mu znudzone spojrzenie.

-Matko! Miałam wołać na niego w środku nocy i potencjalnie nas wystawić? Przecież pies spędza w ogrodzie większość dnia! Skąd mogłam wiedzieć, że wybiegnie jak strzała i gdzieś przepadnie? Nie wiedziałam, że jest tak głupi i zwieje…

Alex zbliżył się w jej stronę zaciskajac pięści.

-Czy wiesz, co najlepszego narobiłaś? Biednego psiaka, mógł potrącić samochód! Jak myślisz, jak wiele jest psów tej rasy w okolicy? Jeżeli coś mu się stało, lub ktoś go odnajdzie, na pewno wkrótce się tu zjawi by dostarczyć go właścicielom!

Zuza zamrugała nerwowo oczami. O tym wczoraj nie pomyślała. Chciała jedynie wkurzyć Alexa ale na pewnie nie narażać samej siebie na niebezpieczeństwo.

-Zrobiłaś to specjalnie, prawda?- zapytał Alex kładąc na jej ramieniu swą wielką dłoń i lekko ją zaciskając- Chciałaś stąd jak najszybciej zwiać, więc posłużyłaś się moim psem! Gratuluje! Pakuj manatki bo trzeba stąd pryskać!

Zuza stała jak wryta, wpatrując się w płonące ze złości oczy Alexa. To nie było jej planem, ale jej marzenie w końcu się spełni, wyjadą z tej nory, za kilka chwil, a ona odetchnie głęboko z ulgą.

-Tak… – szepneła udając skruchę- Tak, kochany masz racje, musimy uciekać!

Zuza przez cały czas udawała panikę i poczucie winy mimo, że w środku tańczyła z radości. Starannie składała ubrania, pakowała kosmetyki z łazienki podczas gdy Alex opróżniał domową apteczkę. Nie mieli w zwyczaju ograbiać mieszkań. Owszem zdażyło się im zabrać w przeszłości jakąś biżuterię lub pięniądze, jeżeli takie znaleźli, jednak nie byli pazerni. Zuzie zdażyło się wziąć ze sobą kilka książek, perfum, ubranie jeżeli coś wpadło jej w oko, raz jedyny zabrała ze sobą coś co uważała za najcenniejszy prezent od losu- syjamską kotkę, która do dziś była jej wierną towarzyszką. Tym razem znalazła w książkach i opakowaniach kaset VHS sporo gotówki, nie zdziwiła się tym, bowiem para która teraz w najlepsze pewnie się rozkładała w swojej sypialni, pasowała do stereotypu tetryków nie ufajacym bankom. Dziewczyna znalazła też męski zegarek na rękę i sznur prawdziwych pereł, ukryła wszystko w transporterze Lusi i po raz pierwszy zataiła swoje znalezisko przed Alexem. Westchneła z bólem na myśl o tym, że  traci zaufanie i chęć dzielenia się ze swoim ukochanym fantami. To w końcu przykre gdy miłość się kończy, a druga połówka nie zdaje sobie sprawy z tego, że w związku coś się psuje i bierze go za pewnik nie pracując nad nim.

Obserwowała z niesmakiem Alexa pakującego do samochodu wędki, spławiki i jakieś kasetki znalezione w garażu, które kojarzyły jej się z hobby dla starych pierników.

-Zatrzymamy się gdzieś nad jakimś jeziorem, tak jak chciałaś- odparł mężczyzna jakby wyczuwając jej myśli- Będziesz sobie pływać i opalać się na pomoście, a ja będę łowił ryby! Mam nadzieję, że to zakończy twoje jęczenie o niedogodnych miejscówkach.

Zuza wzruszyła ramionami, poczym bez słowa wcisneła swoją torbę i transporter na tył samochodu.

‘Skąd to nagłe zamiłowanie do wędkarstwa, czyżby Alex w tak krótkim czasie zdążył zramoleć? Kiedyś pływałby i opalał z nią, szukał tylko dogodnej sytuacji by się z nią kochać, a teraz to…’

-Nie wsponinałeś, że lubisz łowić ryby- zauważyła gdy wsiedli do samochodu.

-Nigdy nie próbowałem, ale będąc dzieciakiem zawsze marzyłem aby spędzić tak czas z ojcem- odpał w zamyśleniu odpalając samochód.

Tego Zuza o nim nie wiedziała, ale niespecjalnie była też zainteresowana poznaniem szczegółów. Już nie. Jechali w milczeniu, irytując się nawzajem przełączaniem piosenek i wiadomości radiowych. Rzucali w swoją stronę jedynie złośliwe spojrzenia.

Zuza postanowiła, że nie będzie towarzyszyć Alexowi w drodze nad jezioro. Gdy za parę godzin, staną gdzieś aby odpocząć lub zatankować, gdy Alex nie będzie w pobliżu, usiądzie za kółkiem i szybko odjedzie, zostawiając go z niczym. Przecież nie zadzwoni on na policję, może nie grzeszy intelektem ale nie jest też skończonym idiotą. Zuza będzie jechać jak najdalej się da, porzuci gdzieś samochód, wsiądzie w pociąg z Panią Lusią i pojedzie do jakiegoś dużego miasta, gdzie są ludzie, gwar i życie, czyli wszystko to przed czym ucieka Alex, który wmówił jej jakiś czas temu, że ona właściwie też przed tym ucieka, a to nie prawda. Zamieszka gdzieś w centrum miasta, znajdzie nowy sposób na pasjonujące i ekscytujące życie. Może znajdzie nową miłość, będzie cierpliwa i wymagająca, tym razem będzie czujna i nie dopuści do rozkładu w pożyciu, zrobi wszystko aby tym razem było idealnie. Niestety, nie z Alexem, który przysporzył jej ostatnio zbyt wielu rozczarowań i cierpień. W jej nowym życiu nie będzie miejsca na nudę, przewidywalność i byle jakość. Takie były postanowienia Zuzy.

Alex natomiast cierpliwie układał plan pozbycia się Zuzy. Szukał dogodnego momentu i miejsca. Może za jakiś czas zjedzie z głównej drogi i gdzieś w lesie pozbawi jej oddechu? A może dosypie jej trutki na szczury do napoju? Zuza musi przestać żyć, tego był pewien. Jeżeli się rozstaną będzie wisieć nad nim jak duch, będzie jego kolejną plamą, rosnącą i coraz bardziej widoczną, a on nie chce myśleć o przeszłości, rozczarowaniu i miłosnych cierpieniach. Zakopie ją w jakimś lesie lub rozczłonkuje, wciśnie do torby i wrzuci do jeziora. Zuza była jego i taką pozostanie. Przypomniało mu się, że w plecaku ma notes z adresami należącym do byłych właścicieli Lusi. Z tego co pamięta mieli oni córkę. Mógłby zostawić transporter, pod ich drzwiami. Na samą myśl o zszokowanej i przerażonej twarzy dziewczyny na widok całego i zdrowego kota, który zaginął przed dwoma laty zaśmiał się pod nosem.

-Co cię tak bawi?- zapytała Zuza spoglądając na niego z zaciekawieniem.

-Tak sobie pomyślałem- zaczął sznurując usta- że przed nami  zaczyna się kolejna przygoda…

-Kolejna przygoda…- mrukneła zadowolona Zuza uśmiechając się do siebie.

Uśmiechy długo nie schodziły im z twarzy, choć żadne z nich nie posyłało ich sobie nawzajem. Czekali niecierpliwie na nadchodzącą przygodę, chociaż dla obojga znaczyła ona zupełnie coś innego.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko