Krzysztof Kwasiżur – Cukierek

0
221

Krzysztof Kwasiżur



Cukierek



Vincent van Gogh            Po męsku stawiając sprawę – wielka liczba piszących (zawodowo, amatorsko, poezję, prozę) liczy na to, że pozostawi po sobie wiekopomne dzieła o których przez wieki po ich śmierci, a przynajmniej dziesiątki lat potomni nie zapomną.

I nic w tym bezbożnego! Powód jak każdy inny, może odrobinę narcystyczny, ale martwy Narcyz i tak jest nieszkodliwy.

Ale też spora część tychże autorów liczy na doczesne profity z pisania (pomijając takich, którzy z pisania żyją).

To bardzo subiektywne profity, bo i wartości subiektywne; splendor, jaki spływa na ZNANE osoby, fakt, że to inni zabiegają o ich względy, a oni, łechtanie próżności przez media samym faktem, że w nich zaistnieli…

Znów pobudki przyziemne, narcystyczne, ale jakże ludzkie.

Psychologia wyszczególniła kilkanaście zaledwie powodów, dla których ludzie sięgają po pióro, z czego zaledwie cztery, lub pięć nie są powodami skierowanymi na jakiekolwiek korzyści własne.[1]

Powody – powodami, mniej są ważne, gdy (jeśli nawet najniższe z możliwych) przyczynią się do powstania dobrej książki, czy wiekopomnego poematu.

W czasach, gdy istnieją instytucje żerujące na próżności, marzeniach klientów – wystarczy takowej wysłać odpowiednią ilość stron tekstu i przelew; a za parę miesięcy zaleje rynek naszą niesamowitą autobiografią, czy przepisami na koreczki śledziowe naszego pomysłu. Tylko co to da? Fortuny nam nie przyniesie, bo znanym specjalistą od sprawiania śledzi nie jesteśmy, nasza biografia jest interesująca jedynie dla najbliższej rodziny (a i to po kilku głębszych), ot, daliśmy pracę kilku osobom i zaspokoiliśmy własną próżność.

Zbiór wierszy „Róża i kamień. Podróże na Kresy” autorstwa Mariusza Olbromskiego w każdej księgarni leży na poczytnym miejscu – pięknie wykonany, twarda jak stal oprawa, kredowy papier, logo sponsorów na drugiej stronie, wstążka-zakładka, po prostu piękny. Ale ja w nim znalazłem dwa wyjątkowe wiersze, sens jednego pamiętam do dziś.

Dla odmiany – tomiku „Muśnięcia”  Beaty Kulagi nie chcą w żadnej księgarni, bo dwadzieścia pięć wierszy w zeszytowej wersji kojarzy się z broszurą.

A ja w tym marnym zeszycie nie znalazłem ani jednego wiersza, który nie wart był zatrzymania i smakowania niczym dobre wino.

Smutne to czasy, w których do potomności przejdą ci, których stać na spiż, nie ci, warci pomników!

Bo niby do naszych czasów także przetrwały pomniki fundowane hojną ręką sponsorów, ale nikt nie pamięta, kto Fidiaszowi, czy Lizypowi płacił, a ich imiona greckich rzeźbiarzy.

            Niestety, słowo pisane nie rządzi się tymi samymi prawami; tu pomnikiem jest słowo – przelane na papier, czy zapamiętane przez potomnych i najpierw trzeba temu słowu pomnik ufundować w postaci książki, a dopiero potem potomni mogą się zastanowić, czy pomnik ów jest piękny, czy szkaradny!

Sami ze ścian zdejmujemy „monidła” i ze wstydem się ich pozbywamy, gdy dojrzejemy do sztuki bardziej wysublimowanej. Gdy już zaczniemy pojmować znaczenie Kandinskiego i Picassa.

Plastikowych krasnali, zniszczonych zębem czasu nie oddajemy do renowacji czym prędzej, bo niewarte są zachowania dla potomnych.

Podobnie – mało, lub bezwartościowe pozycje wydawnicze zostaną wkrótce wyparte przez książki warte zapamiętania, lub zalane morzem podobnej szmiry jak nasza.

Warto? To chyba pytanie o to, czy ilość, czy jakość?

Bo, gdy zdamy sobie już sprawę, że w dzisiejszym, drapieżnym świecie można kupić prawie wszystko i wszystko można mieć – ockniemy się rozterce, że niewiele rzeczy, wystawionych na sprzedaż jest tak naprawdę WARTYCH kupienia!

Czymś takim, wartym posiadania (choćby przez chwilę) zawsze były emocje. Trudny do zdobycia, mało uchwytny i szybko zużywalny towar! I szkodliwy w nadmiarze.

A w tym subtelnym zastrzyku, jakim jest książka – emocje te są zawsze na przyswajalnym dla odbiorcy poziomie; nie słyszałem o przypadku, by ktoś padł na zawał, czytając kryminał, czy horror, najwyżej przerwie czytanie, bo mu układ współczulno-przywspółczulny rozogniskuje wzrok z braku tlenu, albo adrenalina zawęzi pole widzenia ( właśnie dlatego nie martwię się o przyszłość książki, jako nośnika informacji, zastanawia mnie raczej w którym kierunku jej ewolucja pójdzie).

Więc – kochani marzyciele, którzy już widzicie się z Noblami, Pulitzerami, czy drinkami z parasolką na Kanarach, konsumując pękate konta jako znani pisarze – jakich byście zabiegów marketingowych nie używali, by sprzedać swój potencjalny hit „Zrób to sam-chirurgia dla każdego” (tytuł autentyczny) – miejcie świadomość, że twarda oprawa, czy kolorowa obwoluta nie uchroni go przed wrzuceniem do pieca.

Bo nawet gdy jeden, czy drugi miłośnik słodyczy sięgnie po cukierek i rozwinie go z pięknego papierka – gdy natknie się na coś mało apetycznego – szybko pozna się na małej wartości słodkości przez nas oferowanych (zwłaszcza miłośnik słodyczy przecież się na tym zna) i nie dość że sam po trzeci nie sięgnie, to jeszcze innych będzie przestrzegał!

Nasze cukierki nie będą się nie sprzedawać, bo tylko nam smakują, w rzeczywistości to świństwo,  jak tort marchewkowy, który dzieci pałaszują w swoje siódme urodziny aż miło, a w siedemnaste – wspominają z obrzydzeniem.

            O ile nawet w Polsce wydawnictwa (czy raczej firmy) typu wfw, Novae Res, czy Poligraf, które są w stanie poradnik o wiele mówiącym tytule „How to shit in the Woods: Bezpieczne dla środowiska ujęcie zaginionej sztuki” (Autor: Kathleen Meyer. autentyczna pozycja książkowa) sprzedać w miliardzie egzemplarzy, to dzieje się to raczej w Stanach Zjednoczonych, gdzie cena książki procentowo do zarobków rozkłada się inaczej i problem „załatwiania się” występuje tak rzadko, iż jeśli już wystąpi – jest faktycznie problemem.

Nawet jeśli poradnik, pamiętnik, tomik wierszy, czy monografia  przez nas napisana sprzeda się w ilości gwarantującej zwrot kosztów, lub nas satysfakcjonującej to pozostaje wciąż otwartą kwestia – po co światu, czy potomnym wiedza niezmazywalna, że iksa frapował problem seksu po śmierci. Tytuły wyżej wymienione należą do twórczości amerykańskiej (byłbym się zagalopował, że literatury), która sprawy spuścizny kulturowej postrzega inaczej i wolność jednostki (także w tym zakresie) postrzega inaczej, wszak ich historia jako taka zaczyna się zaledwie w XVI wieku. A my, decydując się wyłożyć pieniądze na wydanie książki opatrzonej własnym tytułem, bierzemy za treści zawarte w niej bierzemy odpowiedzialność. Nie wystarczy wydać tomiku wierszy, trzeba mieć jeszcze świadomość, że od chwili wydania będzie on dostępny nie tylko dla naszych znajomych na Facebooku, którym będziemy mogli się pochwalić, ale i krytyków…

To, co pozostawimy potomnym (zwłaszcza na kartach książek) niech będzie warte pozostawienia.

Zaryzykuję tu stwierdzenie, że im bardziej wykształcona jednostka, im bardziej obyta ze sztuką wyższą, tym ma (powinna mieć) większe poczucie obowiązku wobec tego, jakie wartości pozostawia pokoleniom następnym.

Jeśli to będzie przesłanie: „Wróżenie z genitaliów” (także tytuł autentyczny, autorzy: Seymoure Klitz , Irma Peeper) – żal mi pokoleń następnych.

 



[1] Psycholog amerykański G. W. Allport (1897-1967) wyszczególnił następujące powody: 1. samoobrona czy samousprawiedliwienie się we własnych oczach lub w oczach otoczenia, 2. ekshibicjonizm, egoistyczny pęd do pokazania siebie, 3. dążenie do uporządkowania swojego życia, notowanie zdarzeń, np. wydatków, 4. szukanie zadowolenia estetycznego w działalności pisarskiej na własny temat, 5. szukanie perspektywy własnego życia, podsumowanie przebytej drogi i odkrywanie nowych możliwości, 6. wyładowanie wewnętrznego napięcia, często z potrzeby wyznania własnych konfliktów wewnętrznych, 7. chęć zarobienia pieniędzy przez publikację lub zdobycie nagrody, 8.    wyznaczanie do pisania, jako zadanie, często ludzie leczący swoje niedomagania psychiczne piszą autobiografie na prośbę lekarza, aby mu pomóc w postawieniu diagnozy i w terapii, 9. często ludzie nawracający się, szukający z powrotem przyjęcia do społeczeństwa, np. przestępca pisze autobiografię w której dokonuje szczerego obrachunku, 10.    zainteresowania ludzi wykształconych, (np. sądzących, że będzie to miało wartość źródła historycznego), 11. ludzie uważają napisanie pamiętnika za swój obowiązek wobec społeczności lub za przykład dla przyszłych pokoleń, 12.    dążenie do nieśmiertelności, chęć pozostawienia po sobie jakiegoś dzieła.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko