Wiesław Kępiński – CZYŻYKI

0
200

Wiesław Kępiński

CZYŻYKI

Adam MarczukiewiczW naszej suterenie, po prawej stronie ścianki – wnęki okna – wisi mała klatka. To nieduże okno sięga sufitu. Aby przez nie wyjrzeć na świat trzeba stanąć na taborecie, albo wdrapać się na parapet.

Mały leśny ptak w klatce to cała radość nasza. My dzieci w tej ciemnej izbie jesteśmy jak ten czyżyk – zniewoleni. Jest lato. Przez otwarty lufcik, zapachy ogrodu dają ptaszkowi złudzenie wolności.“Na głos tego naszego śpiewaka w klatce, zjawia, się przyjaciel a może przyjaciółka6 Jak one poznają się po śpie­wie swoim, że są czyżykami?

Przygotowuję prosty plan złapania tego zakochanego – eleganta. Do otwartego na zewnątrz lufcika przyczepiam sznurek a koniec jego opuszczam aż do podłogi, i czekam. Kiedy ptaszyna po raz któryś przyfruwa, bada przez chwilę teren i siada na klatce – wolny jeszcze. Miłość jest silniejsza od strachu!

W stosownej chwili pociągam za sznur, lufcik zamyka się. A potem gonitwa za przerażonym stworzeniem, aby go złapać i zamknąć w klatce.

Kiedy zaczęło się powstanie, wypuszczam ptaki na swobodę.

Toż to musiała być radość, a jeśli to była parka to radość

będzie podwójna.

Nie pamiętam czy któreś z rodziców dało mi takie polecenie,

czy tylko było przeczuciem – małego chłopca – że już do naszej

sutereny nigdy nie wrócimy.

I biedne leśne ptaki miałyby się w naszym smutnym, ludzkim

gnieździe – spalić?

P.S. Bieg od cerkwi – przez ulicę – do naszego domu (i powrót) pożegnanie ptaków, otwarcie klatki, lot wolnych już skrzy­deł, to jak scena z surrealistycznego obrazu, “wyrażająca się w niepowiązanych ze sobą obrazów fantastycznych “. Ulica wydaje się pusta, bo może jest taka, i sina w kolorze.

Nagle jakiś żołnierz wyłania się i strzela do mnie biegnącego.

Ale tylko na postrach.

To jeszcze nie była kula dla mnie.

A czyżyki wolne, wolne już na zawsze!!

                                                             REFLEKSJE

 

Niedługo minie 70 lat od dnia uwolnienia czyżyków. Dziś mogę spokojnie rozważyć tę sytuację. Bo dwa działania zaprzeczają siebie nawzajem. To że bez bólu sumienia, męczę leśne ptaki, zamknięte w ciasnej klatce. Jak to wytłumaczyć: taką modą, nie-wrażliwością tamtych biednych ludzi – czym? I nagle te dwa skarby wypuszczasz na wolność – mały chłopaku. Jak zrozumieć twoje zachowanie – tego pamiętnego dnia. Czym się kierowałeś: rozumem, uczuciem, wrażliwością a może po prostu przeczuciem przerażającym. Czym? Które z tych pojęć? Tak jak przewidywałeś, tak by się stało z ptakami – spaliłyby się razem z naszym domem.

Już jestem dorosły, kiedy składam wizytę u kogoś z rodziny. A u nich w oknie leśny ptak – skacze z patyka na patyk swojej klatki. Nie pytam o pozwolenie gospodarzy, i nagle zrywam się z krzesła, otwieram klatkę (lufcik jest otwarty) i widzę przez chwilę kolorowe stworzenie – szczęśliwe! Byle jak najszybciej do lasu!

Gospodarze byli zdziwieni, zaskoczeni, ale nic nie powiedzieli. I dobrze! I słusznie!

ZWIĘZŁOŚĆ TO SIOSTRA TALENTU (MOŻE) – ANTONI CZECHOW

 

      

                    OSTATNIE TCHNIENIE

“Bawię” się czasami dogasającą świeczką – ogarkiem. Lepiej będzie jak powiem, że podglądam.

Zadziwia mnie ostatnie tchnienie płomyka. Kiedy paliwo – stea­ryna – skwierczy resztkami i świeca za chwilę zgaśnie, płomyk wydaje ostatni ale jaśniejszy i mocniejszy błysk na kawałku knota – i gaśnie. Czasami uleci odrobina kopcia i to wszystko.

Obserwuję uważnie to zjawisko. Skąd i jak się ono bierze?

Czy to tylko zwyczajna fizyka – chemia? Czy może ma to związek

z ulatującą duszą lub duszyczką?

Kiedyś przyszło mi trwać przy agonii bliskiej mi osoby. Jestem sam z nią w pokoju i długo patrzę niewzruszenie na nią. Inni gwarzą w kuchni.

[Dowiem się później, która z dwóch córek weźmie czarne kara­kułowe futro, po ich matce. A ona za Ścianą dogorywa. To nie, to jedno drugiemu nie wadzi. Czyżby]

Jest nieprzytomna, oczy zamknięte, usta lekko rozchylone i ten ciężki słyszalny oddech. Na co ja czekam? Po co? Zobaczyć ocie­kającą się śmierć? Oswajać się z nią! Przecież ona niewidzialna, bo duchem jest. Jeśli jest!?

Nagle głębokie i ostatnie westchnienie umierającej. Tak wyra­ziste jak byś zdjął z jej pleców wielki ciężar.

 

Głowa powoli odwraca się w lewo – ku sercu. I całe ciało zamiera. Mimowolne westchnienie-moje—było dla mnie ulgą. Bo ja jeszcze żyję!

 

 “Mors certa, hora incerta”, łac,śmierć (jest) pewna, godzina (jej przyjścia) niepewna

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko