Halina Ewa Olszewska – Kosztowna tajemnica      

0
155
Maria Wollenberg-Kluza - Pracownia -Wnętrze

      – Karol napisał książkę? Przecież on nie potrafił sklecić sensownie żadnego wypracowaniadziwiła się Danuta, emerytowana nauczycielka. Karol kiedyś był jej uczniem.
       – Też trudno mi w to uwierzyć. Od córki wiem, że pracę magisterką sobie kupił. Ta książka to nic wielkiego. Podobno od dziadka dostał zbiory znaczków i trochę monet. Książka dotyczy tej kolekcji – mówiła Maria przeglądając kolejne stronice.
      – Skąd ją masz?
      – Sprezentował mojej Marcie. To już druga książka Karola. Pierwszą z opowiadaniami w zeszłym roku dostałam od jego matki. Całkiem niezła. Naprawdę. To był jego świąteczny prezent dla rodziny, potem pochwalił się książką publicznie.
      – Bardzo mnie dziwi, że nagle stał się pisarzem. Pamiętam, że z matematyki był niezły, więc zawsze matematyk stawał w jego obronie, gdy groził  mu brak promocji do kolejnej klasy. Ale że ma zdolności literackie, to chyba cud. Może ktoś mu napisał za pieniądze – podejrzewała Danuta, dodając – niektórzy mniej znani pisarze tym się zajmują, to karygodne oszustwo, ale  zdarza się .
     – Ghostwriting, tak to się nazywa. Jakiś czas temu głośno było o tym w mediach, kiedy policja wykryła zorganizowaną mafię pisarską. Pewnie ktoś doniósł. Zresztą nie trudno trafić na ogłoszenia typu: „Piszę prace licencjackie, magisterskie, książki i artykuły. Warunki do ustalenia”. Podobno bardzo dobrze na tym się zarabia. Nie tylko fałszywi pisarze z takich ofert korzystają, podobno także  inni artyści, ci nie za bardzo zdolni, za to wprawni w skutecznym marketingu. Zjawisko stare jak świat. Zamawiają muzykę bądź obrazy u bardziej utalentowanych ale bez siły przebicia. Czasem to wychodzi na jaw także w dziedzinach naukowych. Zdarza się, że ktoś komuś napisał na przykład całą pracę doktorską. Magisterskie podobno sprzedają się jak świeże bułeczki.
 – Też o tym słyszałam.
– Wiem od córki, że Kamil, jej kolega z lat licealnych, trochę dziwak, który długo nie mógł znaleźć stałej pracy, przez lata pisał prace magisterskie za pieniądze. Z tego się utrzymywał.
– To skandal! Powinno się za to surowo karać, zarówno oszustów udających autorów ale też wykonawców – oburzała się Danuta.
– Też tak uważam. Kamil nigdy nie może być pewny, czy któregoś dnia nie poniesie karnej odpowiedzialności jak również jego klienci. Niejeden oszust stracił tytuł naukowy. A jaki wstyd. Polskie prawo przewiduje konsekwencje za taki proceder. Zaraz znajdziemy informację na ten temat.
Maria otworzyła laptop i po chwili odczytała zapis znaleziony w Internecie : —”Stosownie do treści art. 115 ust.1 o prawie autorskim i prawach pokrewnych, kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat trzech”.
      – Ciekawe czy kiedykolwiek orzeczono karę maksymalną – zastanawiała się Danuta.
       – Nie wiadomo, aczkolwiek czasem dochodzi do procesów. Media to podają. Pojawiały się ostatnio podejrzenia, że znany autor kryminałów, wydający niezliczoną ilość książek, nie tylko sam jest bardzo aktywny ale też po cichu zatrudnia do tego sztab ludzi.  On oczywiście wszystkiemu zaprzecza argumentując, że to są pomówienia z zawiści, ponieważ dzięki pisaniu został milionerem. Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że Karol, bogaty przedsiębiorca korzysta z ghostwritingu,  podbudowując swojego ego.
   – Też bym się nie zdziwiła – odpowiedziała Danuta dopijając kawę. – Twój sernik i szarlotka są bezkonkurencyjne, pewnie mi dziś cukier skoczy, ale trudno się powstrzymać od takiego poczęstunku – śmiała się sięgając po kolejną porcję.
  – I te białe kwiaty, przepiękne – podziwiała klomb za oknem. Chwilę później, żegnając się z koleżanką poprosiła o pożyczenie książek Karola. Była ich ciekawa, zwłaszcza opowiadań.
   – Poczekaj chwilę, zerwę ci trochę astrów na bukiet, białe kwiaty też. Przyjaciółki umówiły się na kolejne spotkanie, tym razem w galerii.

   Karol wcześnie stał się udziałowcem w rodzinnym interesie, dzięki ojcu Józefowi, który w okresie przemian ustrojowych po 1989 r. wykorzystał dogodny czas prywatyzacji zakładów państwowych, programowo postawionych w stan likwidacji. Przydatne okazały się powiązania polityczne Józefa, który po latach przynależności do PZPR jak wielu innych wstąpił do nowej partii, aktualnie rządzącej. Uwłaszczanie na majątku narodowym i tworzenie na tej bazie tzw. klasy średniej w tamtym okresie było zjawiskiem powszechnym, aczkolwiek nie dla każdego dostępnym. Upadło RWPG, gruntowna reforma była konieczna, masowo likwidowano dawne zakłady pracy, niestety nawet te nieźle prosperujące i niezależne od współpracy w ramach dawnych sojuszy. Lata dziewięćdziesiąte XX wieku, zapoczątkowały okres suwerennej Polski i nowego systemu ustrojowego, gospodarczego. Poszukiwano inwestorów zagranicznych, stopniowo światowe firmy wchodziły na polski rynek. Wówczas w związku z likwidacją zakładów pracy z okresu PRL, wielu pracowników trafiło na bruk, rosło bezrobocie i ubóstwo, a jednocześnie powstawały fortuny ludzi powiązanych z nową władzą. Bogacili się też inni, tylko dzięki swojej ciężkiej pracy i zaradności, na przykład na handlu. Nierzadki był widok osób sprzedających na bazarach w prowizorycznych warunkach. Z czasem niektórzy dorobili się sklepu a nawet całej sieci. Podobnie było w sferze usług. Inaczej rzecz się miała gdy dawne kadry kierownicze, lojalne wobec nowych rządów zostawały likwidatorami zakładów. Po czym na dogodnych warunkach przejmowano majątek indywidualnie bądź na zasadzie spółek. W swoich nowych firmach  zwykle bardzo słabo płacili pracownikom, dla których w tamtym czasie liczył się każdy grosz. Cieszyli się, że w ogóle mają pracę. Nie zawsze jednak udawało się utworzyć dobrze prosperujące nowe zakłady na majątku po upadłych.

  – Droga Irenko, do tego trzeba mieć głowę, nie tylko znajomości. Przekonasz się, że za kilka lat a nawet wcześniej będzie cię stać na najdroższe futro, zbudujemy nowy dom a i Karola się urządzi. Pchnę go na studia, dobrze, że zaraz ma maturę. Jak będzie kasa, to wszystko się uda. Zostanie magistrem i ożeni się z kim będzie chciał, nawet z dziewczyną z arystokracji – Józef przekonywał żonę, która trochę się obawiała czy biznesowe plany się powiodą. Nie mylił się,
wraz z synem, zaraz po ukończeniu przez niego nauki w liceum, utworzyli firmę handlowo – produkcyjną, wielobranżową. Po wielu latach pustki w hurtowniach i sklepach popyt na wszystko był ogromny. Józef namówił syna na studia zaoczne.
   – Niech chłopak w praktyce  wprawia się w zarządzaniu, szkoda czasu na studia stacjonarne, z egzaminami da sobie radę.
       Irena miała trochę inne zdanie w tej kwestii, uważając, że praca i nauka jednocześnie to za duże obciążenie dla jedynaka. Wbrew jej obawom Karol chętnie podjął się obowiązków zawodowych, chętnie też każdego tygodnia roku akademickiego jeździł do Warszawy na zajęcia. Przystojny, dobrze ubrany podobał się dziewczynom. Zwykle sobotnie wieczory spędzał na imprezach, czasem zapraszał do siebie, do mieszkania, które wynajmował. Na studiach z zarządzania dawał sobie radę. Na ostatnim roku  uznał, że szkoda czasu na pisanie pracy magisterskiej. Zdawał sobie sprawę, że nie jest zbyt lotny w poprawnym formułowaniu tekstów, więc ją zamówił u specjalisty w tej branży. Obrona przeszła gładko. Promotor wcześniej ujawnił pytania.
Magister Karol, był wciąż do wzięcia, czasem „narzeczone” przywoził do domu rodzinnego. 
     – Lata lecą, a ty skaczesz z kwiatka na kwiatek. Masz już prawie 28 lat. Mnie Dorota bardzo się podobała, ładna, z dobrej rodziny, skończyła pedagogikę. Czas założyć rodzinę – namawiała go matka. Karol jednak za radą ojca szukał kogoś wyjątkowego, najlepiej z arystokratycznym rodowodem.
       – Nasze wnuki mogły by dziedziczyć jakiś szlachecki tytuł– Józef rozmarzył się kiedyś przy kolacji.
        Pewnego lata Karol taką poznał na wczasach w Hiszpanii. Znajomość trwała jednak  krótko , okazało się, że dziewczyna była zaręczona a jej siostra kompletnie nie w jego guście.
      – Poderwij tę młodszą, co ci szkodzi – namawiał go ojciec.
      – Nie podoba mi się, nie będę się poświęcał. Na razie dobrze mi tak jak jest, dziewczyn i tak mi nie brakuje, nie muszę się żenić.
         Zmienił zdanie kiedy na weselu kolegi zobaczył Elizę, atrakcyjną blondynkę, koleżankę Panny Młodej. Nie odmówiła mu tańca raz i drugi, chociaż była ze swoim chłopakiem.
       – Będziemy razem. Jesteś moim marzeniem. Jestem przystojny jak widzisz, wykształcony i bogaty, będzie ci ze mną jak w raju  – roześmiał się na pożegnanie. Uznała to za żart, ale dała mu numer telefonu. Po pół roku spotkań wzięli ślub. Na początek zamieszkali w willi z rodzicami Karola. W planach mieli swój dom. Eliza, absolwentka ekonomii od razu zajęła się rachunkowością rodzinnego biznesu.
     – I z miłości i z rozsądku to małżeństwo – chwaliła się znajomym Irena, matka Karola. I tak rzeczywiście wyglądało. A jednak pojawił się problem, minęły trzy lata a oni wciąż nie mieli dziecka. Po sugestii lekarza postanowili skorzystać z metody in vitro.
   – Wiesz kochanie, może lepiej, żeby rodzice o tym nie wiedzieli, zwłaszcza mama, która pod wpływem kazań w kościele ma raczej niepochlebne opinie na temat tej metody. Jak się dowie o naszych zamiarach to będzie namawiać na adopcję, a ja chciałbym mieć nasze dziecko, powstałe  z nas obojga. To będzie dużo kosztowało, ale stać nas na to  – przekonywał Karol.
      Po kilku nieudanych próbach wreszcie Eliza zaszła w ciążę, urodziła bliźniaki. Radość  całej rodziny była ogromna. Wydawało się, że szczęściu tego małżeństwa nic nie może zagrozić, a jednak niedługo po dziesiątej rocznicy ślubu, na spotkaniu biznesowym Karol poznał Kingę. Była stażystką u Feliksa, jednego z kooperantów.
    – Pani tutaj, zamiast na planie filmowym. Z taką urodą kariera byłaby pewna. Czy pani ktoś już mówił, że jest piękna? – zagadnął ją.
     – Owszem, wiele razy – śmiała się dziewczyna, dodając – Feliks, to mój starszy brat. Najstarszy z naszej trójki rodzeństwa. Ja tu tylko jestem na praktyce studenckiej.
     „Dobrze, że Feliks to jej brat, a nie kochanek”– myślał Karol, zastanawiając się jak zbliżyć się do Kingi, jak ją namówić na przysłowiową kawę. Dzień później spotkał ją znowu na biznesowej kolacji z Feliksem i jego żoną oraz dwoma szefami działów. „Piękna, inteligentna i oczytana”- Karol nie mógł przestać o niej myśleć. Zastanawiał się w jaki sposób mógłby zrobić na niej wrażenie.„Będę częściej korzystać z siłowni, żeby stracić trochę na wadze, a przede wszystkim muszę przeczytać kilka najnowszych bestsellerów. To by ją zainteresowało” – miał nadzieję. Od Feliksa wiedział, że niedawno zerwała z narzeczonym.

    – Co się dzieje, co ty taki ostatnio milczący? Jakieś kłopoty w firmie, o których nie wiem?- dopytywała się Eliza. Zastanawiała się dlaczego Karol tak często jeździ do Warszawy w sprawach biznesowych.
     – Nie ma sensu, przecież w dobie online i tak wszystko można dogadać, nie musisz tam jechać. Dziwne, że w weekendy te spotkania. Przypominam, że na ten wolniejszy czas czekają nasze chłopaki. Pojedźmy z nimi gdzieś w atrakcyjne miejsce – przekonywała męża. Dziwiła się, że ostatnio Karol sporo czyta, co wcześniej się nie zdarzało. Nie miała pojęcia, że to głównie on organizował sobotnie kolacje biznesowe, na które zapraszał także Kingę, sugerując Feliksowi, że to stażystce się przyda. Po tych spotkaniach kilka razy miał okazję z dziewczyną podzielić się refleksjami na tematy literackie. Wiedział, że ona to lubi.
    – Podziwiam autorów książek, ich wrażliwość, wyobraźnię, zmysł obserwacji i umiejętność ciekawego operowania słowem – mówiła. Słysząc to, Karol zareagował spontanicznie.
   – A wiesz, ja jako nastolatek napisałem kilka wierszy i opowiadań. Potem jakoś mi to przeszło.
   – Naprawdę? To spróbuj jeszcze raz – zachęcała, nagle tuląc się do niego.
   – Nie mam na to czasu, ale może rzeczywiście spróbuję. Tego wieczoru pierwszy raz ją pocałował na pożegnanie. Wyjeżdżała na wakacje do kuzynów w Kanadzie.

    „Muszę coś zrobić, muszę coś napisać” – myślał gorączkowo, spacerując po parku. Z daleka zobaczył łabędzie nad stawem. Poszedł tam. Usiadł na ławce i obserwował. „Może przyjdzie mi do głowy jakiś wiersz o tych ptakach”. Wena jednak się nie pojawiła. W domu podjął kolejne próby ale nic się nie kleiło. „Zapłacę komuś za napisanie” – w końcu postanowił. Od razu skontaktował się z Jarkiem, autorem jego pracy magisterskiej.
     – Mam do ciebie ważną, poufną sprawę.
     – Jaką sprawę, trzeba dla kogoś pracę magisterską?
     – Nie, tym razem mam prośbę, żebyś mnie skontaktował z kimś kto za kasę pisze książki.
     – Chcesz udawać pisarza? Po co ci to? – śmiał się Jarek.
     – Mam taką potrzebę, czy mi pomożesz? Za dobry kontakt dostaniesz dwa tysiaki.
     – Niech będzie. Jutro dam ci znać.
           
       Transakcja okazała się udana. Zadania podjął się Wiktor z Katowic, po dwóch miesiącach przesłał Karolowi zbiór opowiadań wraz z oprawą graficzną, gotowych do wydania. Spotkali się po wszystkim, tylko raz. Autor uznał, że będzie lepiej gdy zleceniodawca osobiście mu zapłaci gotówką ustalone sześćdziesiąt tysięcy. Wprawdzie początkowo miało być trochę mniej, ale Wiktor przekonał Karola, że dochodzą koszty grafiki, więc ostatecznie dyszka więcej. Polecił podczas tego spotkania dwóch wydawców do wyboru i poradził jak zorganizować promocję książki.
       Przypadkiem Eliza zobaczyła przesyłkę zbioru opowiadań w poczcie elektronicznej Karola.
      – Co to jest ? Od kogo? – dopytywała się.
       – Kto ci pozwolił grzebać w moim laptopie?
       – Sprawdzałam tylko czy jest potwierdzenie faktur. Czego się denerwujesz, co to za teksty?
       Karol wiedział, że musi jakoś to uzasadnić, jakoś zręcznie wciągnąć żonę w tę historię z pisaniem, zwłaszcza, że planował nagłośnienie promocji opowiadań.
      – Uważam, że wydanie książki jako mojej, przyczyni się do sukcesów w biznesie. Ludzie cenią przedsiębiorców z pasjami artystycznymi. To nam się opłaci. Sam próbowałem coś napisać ale nie dałem rady. Wynająłem więc pisarza, który tym się zajmuje. To musi pozostać naszą tajemnicą. Mam nadzieję, że rozumiesz i pomożesz mi w promocji kochanie? Za tydzień Boże Narodzenie, niech  książka będzie prezentem pod choinkę dla naszych bliskich. W styczniu chciałbym zorganizować otwarte spotkanie autorskie. Liczę na ciebie.
       Karol tulił żonę, przekonując o słuszności swojego pomysłu. Eliza była zszokowana sytuacją, ale po przemyśleniu zgodziła się na udział w tym teatrze o literackich zdolnościach męża. I rzeczywiście uroczysta promocja i rozgłos w mediach rozsławiły Karola, który doskonale czuł się w tej roli. „Przedsiębiorca pisarzem”, „Odkryty talent”– cieszyły go tytuły w prasie. I nawet zbytnio nie przejął się wiadomością, że Kinga pogodziła się z narzeczonym. Nie szukał okazji do spotkań. Pławił się w doskonale granej roli człowieka pióra.  Nie żałował wydatków  na spotkania autorskie, gościnnie podejmował dziennikarzy, byleby wciąż było o nim głośno.
   – Kiedy kolejna książka?
   – Jak udaje się panu godzić twórczość z prowadzeniem tak dużego przedsiębiorstwa?
   – O czym pan teraz pisze?
    Zasypywano go pytaniami. Kiedyś dziennikarka zapytała jego matkę o początki literackie Karola jeszcze w szkole średniej, o czym mówił w wywiadach.
   – Nie wiedziałam o tym. Nic mi nie pokazywał.
     Kiedy dziadek ( ojciec matki), przed śmiercią dał Karolowi swoje znaczki i zbiory monet, zaproponował wnukowi: – Skoro potrafisz pisać to koniecznie napisz o tym, odwołaj się do historii, te kolekcje mają interesujące odniesienia. I tym razem Karol skorzystał z usług ghostwritingu. Znowu za pośrednictwem Jarka, który skontaktował go z literatem Edmundem, historykiem z wykształcenia.
   – Co ty robisz? Przecież to ogromny wydatek – narzekała Eliza.
   – Stać mnie na to, zobacz jak mama z tego się cieszy i w ogóle wszyscy.
   – A nie widzisz ile przybyło ci wrogów z zawiści? Co będzie jak wszystko się wyda?
   – Niby w jaki sposób, ci co pisali nie puszczą pary z ust, tylko ty znasz prawdę.
      A jednak zagrożenie nadeszło. Trzy lata po wydaniu opowiadań, pewnego wieczoru zadzwoniła do Karola jakaś kobieta.
     – Jestem żoną Wiktora, niedawno go pochowałam. Zginął w wypadku. Zostawił mi list, w którym napisał, że przywłaszczył sobie pan jego opowiadania. Nie wiem w jaki sposób je pan zdobył, może przy pomocy hakerów, ale na pewno nie pan je napisał.
    – Co pani mówi, przecież za nie zapłaciłem i to dużo.
    – Nic o tym nie wiem, żądam zadośćuczynienia. Dwieście tysięcy. A jeśli pan się nie zgodzi pójdę z tym do prokuratora i do mediów.
    – Jak pani może, przecież rozliczyłem się z mężem.
    – W świetle prawa dopuścił się pan przywłaszczenia cudzej twórczości za co grozi kara nawet do trzech lat więzienia.

Halina Ewa Olszewska

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko