Poeci ukraińscy czasu wojny w przekładzie Tadeusza Karabowicza

0
297
Wołodymyr Łoboda, Opłakiwanie 1993. Zbiory prywatne

Antologia tłumaczeń „Z nurtem nagiej rzeki” to zaobserwowany na Facebooku zapis poetycki ukraińskich twórców czasów wojny. Powstawał on żmudnie i codziennie, w zachwycie i mozole autorów i tłumacza. Taki proces translatorski nie był dyskursem łatwym. Bo obok znanych autorów słowa ukraińskiego, w antologii głównie znaleźli się poeci sobotnich spotkań „Pierwszej kawy” odbywającej się w Ostatnim Przytułku Ukraińskiej Inteligencji Knajp-Klubie „Kupidyn” w Kijowie. Gośćmi tego lokalu bywali Ukraińscy Bogowie, poeta Serhij Żadan i znany muzyk kijowski Swiatosław Wakarczuk. Odbywały się tutaj wysokie konfiguracje literackie, czasami okrzyki i poetyckie uniesienia, a znajdujący się na pięterku poważny klubowy Antykwariat, zachęcał do nabycia elitarnej poezji i klasyki ukraińskiej. Tutaj wiersze czytane są ze smartfonów Samsung Galaxy, bo kartka papieru może kojarzyć się z przysłowiową przeszłością, chociaż nie jest wykluczony powrót do niej.

Dane mi było odwiedzać przed pandemią i wojną Knajp-Klub „Kupidyn” ze znanymi postaciami literackiego ukraińskiego Parnasu. Byłem tam nawet z Ołeksandrem Astafiewem, Profesorem i Uczonym Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki.

Rozmawiając na Platformie Messenger z liderem „Pierwszej kawy” Warełem Łozowym, zaproponowałem, że gdy skończy się wojna i nastanie pokój, przyjadę do Kijowa na sobotnie spotkanie jego grupy poetyckiej i zaprezentuję owoc własnych tłumaczeń – poezję ukraińską czasów wojny i ruiny. Zacząłem zastanawiać się nawet, jakie będzie to nasze spotkanie, bo przecież moje tłumaczenia uchwyciły tylko fragment tego ciekawego fenomenu literackiego. Poeta „Pierwszej kawy” Witalij Biłozir wydał już debiutancki tom poetycki „Papierowy chłopczyk” (2022) i doczekał się książki tłumaczeniowej w Polsce „Plac zabaw żółtych kwiatów” (2022) w przekładach Janusza W. Budnika.

Prezentację tłumaczeń otwiera wiersz poetki Natalii Bielczenko, która nie jest związana z  „Kupidynem”, na co dzień zajmuje się pracą translatorską, a obecnie przebywa jako uciekinierka w Krakowie. Poetka Inna Honczar (Zływa) mieszkała w Kijowie, zajmowała się ekologią, głównie by rzekę Poczajnę, płynącą przez okolice kijowskiego Padołu uwolnić z betonowej cembrowiny. Lubomyr Łesonin jest studentem filologii na uniwersytecie we Lwowie, a Stanisław Nowycki przebywa obecnie w Winnicy i redaguje pismo literackie „Siwacz”. Antologię ilustruje zdjęcie ze spotkania poetyckiego w „Kupidynie” i dwie prace artysty plastyka Wołodymyra Łobody ze Lwowa. Jedna z nich „Przekrojony arbuz na Przemienienie Pańskie” namalowana została w dalekim 1991 roku. Stała się aktualna, gdy Siły Zbrojne Ukrainy wyzwoliły spod okupacji rosyjskiej miasto Cherson, stolicę regionu, który słynie z wielkich plantacji arbuzów (ukr. kawun). Arbuz stał się symbolem wolności nie tylko regionu chersońskiego, ale całej Ukrainy i wyraża tęsknotę za pokojem.

Tłumaczenie na język polski Tadej Karabowicz

Wołodymyr Łoboda. Pokrojony arbuz na Przemienienie Pańskie. Prawa część tryptyku. 1991. Zbiory prywatne


Natalia  BELCZENKO

* * *

Gdyby tylko można, jak nocny motylek,
Mgnieniu szepnąć „zostań na chwilę”
I dopaść do światła, wdrapać się za tło,
Żeby zimie zrobić to na zło.
Na Uranię wieczną motyl przyleci,
Na wić sosny Iwaszkiewicza poety.
Zmrocznik winiarz nalewa wino ptakom,
I sam duszkiem wypija ze smakiem.
Zimowa kołysanka, uśpij ją, pomyśl o jutrze
By wiersze pisać w ciepłym futrze,
I od jabłoni wypłosz zające, by one
Nie zostawiły pędy, we śnie odgryzione
Zajrzyj do ziarna, do kochanych i do nas,
Niech nadejdą Święta upragnione.
I od razu – wiosna i nasi – żywi na murawie,
I motyl schował się w rękawie…


Witalij  BIŁOZIR

* * *

wyjdziemy przeciwko nocy twarzą pod wiatr.
różowe nabrzmiałe gwiazdy opowiedzą o spotkaniu,
jakieś małe dachówki dookoła, jak cytryny
znoszone w portach, jak zorze świec.

nam we włosach nie latają ptaki ołowiane,
chyba pierwszy raz odkąd wyszliśmy z gliny
one nie gniazdują, niby orły bez serc,
w kielichu mocno splecionych rąk.

nie boimy się gromów po ziemi zdartych,
nie wsłuchujemy się w nie, jak w muszle,
obok biegną dziewczęta w obcisłych sukienkach,
dla nich jak zawsze jest wesoło…


Ołeksij DOŁHULOW

Estetyka karpackiego kubizmu

Idealny świerk
Z szeroką miednicą
Przypomina trójkąt

Dno bukowej trumny
Zwitej w pośpiechu
Przypomina prostokąt

Oblicze okna
Co pieści spojrzeniem drapieżny Prut
Przypomina kwadrat

Oczy zakochanych
W symetrii nagiego nieba
Przypominają koła

Zniewoliła moją duszę
Rzuciła przez zbocza
I wytarła sople rękawem
Estetyka karpackiego kubizmu


Tetiana FOLWAROCZNA (PYSZNIUK)

* * *

Ona biegła wśród deszczu
I do lata pół kroku była.
Ciągle jeszcze wierząc
Że najlepszych lat
                            nie przeżyła.

I tak jej się zdawało,
Że życie to bezkresna droga…
A tutaj żółty kilim
Jesień jej rzuciła
                          pod nogi.


Inna  HONCZAR (ZŁYWA)

Po białym

Mama wychodzi bielić drzewa,
wyposażona w wiadro i kredę,
jakby wybierała się na akcję.
Patrzę na nią
przez zwęglone pnie, nie do ugaszenia,
dopóki nie pokryją się bielą.

Co zobaczy moje dziecko
gdy ja wyjdę?
Kredą znaczyć koło
wokół podwórka?
Niebo z którego sypie się biel?
Arkusz papieru podarty,
siwiejącą głowę,
białą długą linię
gałęzi drzewa.

Dobrze, że ją tam widzę.
Żywą.


* * *

On śpi koło mnie
jak pył przydrożny
w palącym słońcu.
Moje palce zanurzają się
w jego strukturę
bawią się i grzeją
wiedząc: pył się rozwieje
trawa posiwieje
i się rozsieje…
A tymczasem
słońce moje nachyla się
sennie
całując step.


* * *

Znałam tysiące słów o miłości
i nie powiedziałam ani jednego, odkąd minął mnie cień słońca
i zrobiło się zimno bez jego dotknięć…
A on miał tylko trzy słowa:
jego lewa ręka powiedziała “kocham”, prawa ręka powiedziała “cię”
a trzecie jego słowo było
na ustach…


Nadija HAWRYLUK

Ściele płatkami pościel zima świata…”


* * *

Ściele płatkami pościel zima świata,
Leci zawieja pośród białych kwiatów,
Otula ziemię srebrnym płótnem,
Pokrywa wiosnę pięknem smutnym.
Żal w duszy sieje się jak śnieg
I już nie widać gdzie jest jasny brzeg,
Chłód opada na serce samotnym listkiem
I wydaje się, że przeminęło wszystko.
Lecz przy każdej niepogodzie słońce wstanie,
Śnieg się roztopi, wiosna nastanie,
Znowu zakwitnie jej moc i uroda,
Obudzi się znowu zamarła przyroda.
Tak i śnieg w duszy, co nazywa się smutkiem,
Chociaż wydaje się stałym – trwa krótko,
Wzejdzie słońce uśmiechu, zabłyśnie czułe słowo,
I radość w sercu powróci znowu.


Ołena PASZUK

* * *

deszcz
rozlany pod stopami
pachnie rybą
powiedz jej o swoim smutku
o strachu przed utratą
bo do ziemi idzie się samotnie
dlatego trzymaj mocno za ręce tych
co mieszkają w twoim domu
w twoim sercu

uklęknijcie pobożnie jak drzewa
i proście
by jeszcze jedna jesień
była schronieniem dla waszej miłości

deszcz
rozlany pod stopami
pachnie wieczną rybą
co widziała
jak poszła na dno Atlantyda
i jak ludzie tonęli
w głębokich kałużach samotności


Lubomyr ŁESONIN

* * *

Umieracie, sokoły, jeszcze nie rozpostarłszy skrzydeł,
Ognistymi piórami łaskocze wiatr naprzeciw.
Pod waszymi powiekami zawsze będą spały bajki,
Ciepłe drogi do domu, wieczorne słońce, wlane do szklanki jak lemoniada.
Jastrzębie będą nosiły wieści o was
Za lasy.
Gdzie drogę zapomniała śmierć,
Trupi zapach wypalił ostatnie drzewa,
A na suchych gałęziach jeszcze tylko sam bies się nie huśtał.
Więc lećcie na spotkanie
Nawet za horyzont.
Wasz oddech wzejdzie rosą w stepie.
A gdy nad ciepłem ogniska, będziecie odpoczywać z drogi,
Rzućcie pióro w nocne niebo,
Abyśmy wiedzieli, gdzie lecieć.


* * *

Wiatr zagarnia w wosk
Osiem winnych szczytów.

Z ranku wszczyna krzyk
Ciepła kukułka – nareszcie w swym gnieździe.

My schodzimy do miasta
Mostami ze snu.
Widzę na poboczu szkarłatne ludzkie ślady,
Jak słoneczny zgorzkniały miód
Odbity na stopniach.

To Dionizos co prawie poznał miłość,
A ta miłość znikła.

I papierosa rozetrzeć,
Co pod nogi upadł,
Nie sposób.

Nad górami się splotła
W odcieniach zimy
Kamienna gwiazda.


* * *

Kontury drzew, jak późne jesienne krzyże,
Zakratowane w więzieniu mojego głosu.
Dystans domu, zaplątany w kołach
I rozlany w źródlanym świetle latarek.
Wieczorem wachlarze lip
Rozwiewają po niebie białe ogniki ciszy.

Moje ręce – przystań dla snu.
Oczy twoje – smutne sierpy ogniska.


* * *

Ktoś kręci się nocą pod moim oknem
Celowo i niepewnie,
Jak kukułka nad gniazdem przepowiada przyszłe.

Może złoto zabłyśnie w rzece oka?
Gdzie gorący ocean wystudził się do tła
I odszedł w niepamięć,
Gdzie sabat świętowały łzy
I cień odrzucały na rzęsy,
Gdzie wiatr, oszukany ulewą, zagubił się
Między dwoma jabłkami –
Jednym czerwonym, drugim zielonym.

Chociaż nocą do okien zaglądać nie można,
Spojrzę jednak. Widzę tylko gwieździste niebo
I na nim dwie gwiazdy – jedną mrugającą, uskrzydloną,
Inną niebieską, spokojną, podobną do globusa.


Artem ŁUCENKO

* * *

żywy cień
śledzi mnie
uciekam

obudziłem się
w lustrze jak kawowy trup

błysk twojego ciała
chowa się w kawie
i pianą
spala życzliwe usta

w dawnym wspomnieniu
kłębią się węże,

moja trucizna
zaczęła się w tobie.

szukasz schronienia
w moich amnezjach,

a miejsce dla ciebie
i w niepamięci – zaś.


Ihor MITROW

MAKE LOVE AFTER WAR

miałem proroczy sen
z kochaną
robimy dziecko

obudziłem się
a na policzku
słońce śpi

i pełen las
oczu
po nocnym deszczu

2022


* * *

kiedy dorosnę
zostanę konduktorem pasażerskich wagonów
jako rodzice
wyobraźcie sobie
jeździć pociągiem za darmo
wejść na drugą półkę
wyjrzeć przez okno
chrupiąc cukier kolejowy
będę jeździł do chersoniu
jak mama
albo do moskwy
jak tato
wyobraźcie sobie
całe życie
jeździć pociągiem
za darmowo

2022


Przesilenie

tutaj tego nie zauważyliśmy a
najdłuższa noc naszej wojny
minęła ostatniej nocy
od teraz i zima – wiosna
od teraz i śnieg – kwiatem moreli
biały-biały – i tylko gdzie indziej
coś czerwonego
chyba czereśnie
może nawet wczesne
może nawet melitopolskie
jeszcze najemy się tych czereśni
stojąc po kolana w śniegach
morelowych

2022


Maksym MOZHOWYJ

* * *

tak, jak i ja
(poświęcone Marii)

                Palcie się płońcie w ekstazie
                uczucia
                        Mychail Siemenko

dzień dobry, Kwiatku Górskich Łąk.
czy widzisz to co i ja?
to, co i ja…
to, że ja w dzień nie zwiędłem
od słońca jak lipiec surowego.
bo chociaż przeznaczony na podobieństwo do
kwiatu maków,
by być tym,
który podobnie wygląda
lecz nie od śmierci do ognia.

gdzie się podział ten popiół?
mam nadzieję, że w gruncie zalega
rozłożył się i rozsiał
a nie w kącie pod płotem.
prochem zgorzałym od dawnych pokoleń
mojego boga –
zebranym i skłębionym pierworodnie.

ale już z nastaniem wieczoru
ty widzisz to, co i ja.
To, co i ja…
to, że ja ciągle nie zwiędłem.


Stanisław NOWYCKI

Niebiańska glina

niebiańska glina
na tym świecie
tego dnia
gdy ci się wydaje
że stwarzasz świat
którego nie ma
czy jakiś był
lecz został zapomniany
a ty wspominasz
o tym świecie
i o niebiańskiej glinie
która została w ziemi

ona jest tutaj
pod czarnymi skibami
gdzie wczoraj
przeorał kawałek ziemi
pług
gdzie wczoraj
ciepło ogrzewało pole
jeszcze wczoraj
jeszcze ciepło
jeszcze było…

dzisiaj inaczej
dzisiaj poranna cisza
oddycha chłodem
jesieni

dzisiejsza cisza
jak i niebiańska glina
pozostała
w ziemi…

a my jesteśmy z gliny
ulepieni z tobą
ludzie z gliny
między światem
i wiecznością
między skibami
i gliną


* * *

zamknij moje drzwi
zamknij moją furtkę
dzisiaj
jutro
gdy odejdziesz
niech będzie
słońce miłości
i jesieni
niech będzie poranna mgła
trwożliwa
czas będzie czas jak gałąź
na drzewie
co kiedyś opadnie
zamknij moje drzwi
w domu będzie umierać
cisza
bez pamięci
słońca
i liści

zamknij moje drzwi
i cisza uderzy w
pamięć
jak gałąź na drzewie
która opada w jesień…


* * *

napiszę list i zapomnę
czy dzisiaj wysłałem go czy wczoraj
czy w zeszłym roku
zapomnę o naszym pierwszym spotkaniu
zapomnę nasz pierwszy marzec

przyśni się pierwszy marzec
ten marzec z zimnym deszczem
za oknem
ze śniegiem na bezdrożach
marzec
gdy nie uśmiecha się nawet kwiat

gdy cień zimy znika
za wiejskimi topolami

lipiec 2021
Charków


O
stap NOŻAK

* * *

[możesz lekko poturlać się ode mnie
gdzieś daleko w niebezpieczną krainę
do której nie znam jeszcze drogi
bo nie nauczyłem się podróżować]

Ona: usłyszałam twoje wołanie)

On: ale ja nic nie mówiłem, jadłem tylko kanapkę


Wałentyn PEREWERZA

* * *

wystrzał kuli, artysta
wystrzał kuli przez śledzionę
drogi arteryjne do konstelacji
Cóż ty?
ukryłeś się?
ostatni pocisk?
kuczma był dobry?
a co z powstaniem?
artysto, nie chowaj się
masz kule
natychmiast przebij społeczne
karabinem maszynowym
pociski artystyczne natychmiastowe
barykady sztuki stabilne
i wieczne


Wiktor SZYŁO

* * *

a ty daj krok przez pole
przeskocz przez las na skos
bo wolność – jest kredowym kołem
a strach – jest jak stopiony wosk

2020


© Tłumaczenia wierszy poetów ukraińskich pochodzą z prywatnych stron Autorów na Facebooku
© Tłumaczenie Tadej Karabowicz
© Pisarze.pl

Poetyckie spotkanie 10 lutego 2023 roku. Zdjęcie z Facebooku Wareła Łozowego
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko