jeden wiersz jedną miłość
zawsze gdzieś ocali
* * *
jesień jak inne
drzewa nagie
wiatr na oklep
tylko ten liść –
szuka swojej kropli
leć szamotać się
z wiatrem
tyle jesieni
wiatr listek
niesie-żenie…
Boże uchroń znak:
w tej jednej kropli
wszystkie marzenia
* * *
kłębuszkiem ciała ku temu co było
gdy już ręce cicho na pościeli
kościołem źrenic co noc
śni się szufladka kartki
spłowiałe cały zeszyt
nie każdy ma komu wyznać
co tam pisało
słów-kwiatów niecierpliwych
marzeń tyle wiersz
między stronicami snu
zaschnięty zawilec
*
minął czas czerni za dużo
a bieli tak trochę – jak w brzozie
na starość nie tamta w żyłach
Niagara rany nie chcą się goić to nic
to nic strofka trzy po trzy swoje
dni tyle nocy kościołem źrenic
wiersz tam pisze co wolno
co grzech skrawek świata
tam został – gimtinė –
miejsce w którym rosłem
* * *
Droga bez końca
w stopy wessana.
Dal.
Zwały nieba,
granat.
Świat: złote runo,
oblicze Jazona.
Wieżę wznoszą.
Wyżej.
Ponad.
Zamęt słów;
ani jedno w ryzach.
A milczy tylu.
Języki z bólu
gryzą.
Tego słowa
nie unoszą okrzyki.
Samotność.
Bez Ciebie.
Z nikim.
Droga bez końca
w stopy wessana.
Dal.
Zwały nieba,
granat…
* * *
Różni – tacy i owi
mędrzec szaleniec
świat cały wielki
a nic – oprócz
jej imienia
Lecz które słyszę Słowo
jest przeciw snom:
nie pragnij
miłość ci dałem
nie ją
Bądź wola któraś jest:
jak oścień
ta miłość
i wiersz – odrośl
miłości
* * *
było nieźle
spojrzałaś
przyszła burza
wszystko porwała
zalepili mi plastrem czoło
środków nasennych
dali więcej
nikt nie umie
zabandażować serca
13
Dolina
Zmierzch rysuje nimb nad Anną
świętą, przylatują marzenia
na koniach skrzydlatych,
z niebios jak kurz
opada tętent.
Dolina jest Tobą,
w Tobie jest wiersz;
wierszem falują piersi,
gdy stoisz jeziorna, niczyja
na wieńcu wzgórz.
Umilkł wiatr-trubadur
ze swoją lutnią.
Cicho nad doliną,
przedwiecznie
i pięknie tak,
że aż smutno.
Owinęłaś się w ten krajobraz
jak w baśń i tylko kartek
szelest… Oplotłaś sobą
moje życie
jak dzikim chmielem.






