Na przykład lalki
Szmaciane z włosami z włóczki
z namalowanymi oczami nosami i ustami
Odwiedzały się
Rozmawiały
Zmieniały sukienki
Urządzały wspólne gospodarstwo
Moja szybko zamieszkała na półce
pod książkami
Mogłam je już sama czytać
Nowe koleżanki miały ciekawe pomysły zabaw
intrygujące tematy rozmów
Lalka siostry zaczęła odwiedzać sąsiadkę
i jej lalki
Mówiła że teraz dużo lepiej się bawi
Dlaczego odstawiamy na margines
Odrzucamy
Zapominamy
Na przykład lalki
* * *
Między kroplami deszczu
chłopak czyta książkę
Roztropnie trzyma nad głową parasol
Pod płócienną kopułą świat powieści
Blask fantastyczny Pratchetta
nie rozświetla wieczornej szarugi
Podmuchy wiatru ani strugi wody
nie przekraczają
wąskiej granicy światów
Tylko drobne migotania
Linia przejścia ledwo widoczna
ale
łatwa do przekroczenia
Chłopiec uśmiecha się
Przechodnie strząsają krople wody z płaszczy
Światy równoległe istnieją
Można żyć w dwóch równocześnie
Albo nawet w kilku
Jak twierdzi mistrz Pratchett
* * *
Chudy nastolatek co chwilę poprawia okulary lub włosy
ruch ręki wydobywa błyski
z wielkiego sygnetu na jego palcu
Chłopak podnosi głowę wyżej
Uśmiecha się
Leciutko
Duma i pewność siebie
nie potrzebują przesadnej manifestacji
Najważniejszy jest
ten błysk
Na odpustowym kramie leżą pierścienie
z zielonymi czerwonymi i niebieskimi oczkami
Zastanawiam się przelotnie
dlaczego wybrał kolor czerwony
Anioły na straganie
Z równoległego świata
przyleciały
W aureolach
wzorzystych szatach
Czekają na deskach na nabywców
Rozwiną nad nimi skrzydła
Czołowe zderzenie z prawdą
Ona
Rzetelna
Pewna swych racji
Spokojna
On
Nadmiernie wybujały
Pewny swej doskonałości
Napęczniały ważnością
Ona tylko mówi siebie
On kontruje niewiedzą
Nieświadomy fałszu
wypowiadanych stwierdzeń
Krzyczy
Rozpada się
Parują gniew i rozczarowanie
Obojętny mur prawdy
Obsypują strzępy
złości niekompetencji pychy
Niech powieje wiatr
Inaczej
Stara kobieta skręca w boczną uliczkę
Potem w kolejną równie wąską, krętą i krótką
Dobrze
Jest inaczej niż wczoraj i przed tygodniem
Pod stopami nierówno
Domy inne niż w poprzednie dni
Trzeba przyjrzeć się zmianom
A może brakom zmian
Uliczki boczne, wąskie, kręte i nierówne
Zna od dawna
Można policzyć:
Pół wieku a może dłużej?
Nie była tu
Tydzień?
A może trzy?
Wystarczy czasu na policzenie
Przed wyjściem z ciasnej uliczki
Przed otwarciem drzwi do domu
Przed spojrzeniem na swoją ulicę
Trasę codziennych wyjść i powrotów
Przed uśmiechem
Dziś było inaczej
* * *
Bocianie gniazdo pod koniec sierpnia
to zrozumienie
i pogodzenie się
To tęsknota
i oczekiwanie
Nieznajomy patrzy na nie
Długo
spokojnie
Zgaduję
ma w sobie podobne
Z nadzieją
na znajomy szum skrzydeł
Wolność
Drobna staruszka uchyla drzwi w ogrodzeniu
Widzi przechodnia
Cofa się ale czeka
Widzę ją przez szpary między sztachetami
Wyjdzie gdy ulica opustoszeje
Na świat
Ogromny
Fascynujący
W radość
Zrobi mały krok na chodniku
Wyśledzi zmiany
Przemyśli je wnikliwie
Zachwyci się przestrzenią
Poza pokoikiem
pustym domem
maleńkim ogródkiem
* * *
Co mnie obchodzi że rosiczka strawiła
trzy muchy i dwa motyle
Po mnie nie sięgnie
Co mnie obchodzi że modliszka pożera partnera
Partnerem modliszki nie będę
Co mnie obchodzi że jastrząb unosi królika
Mnie nie udźwignie
Co mnie obchodzi że czarna dziura pochłania gwiazdę
Od gwiazdorzenia trzymam się z daleka
Użalacie się nad pokonanymi przez siły natury
Spójrzcie
Oto te siły sprowadzają na świat
mrówkę tygrysa człowieka
Niewyśniony
Śniło mi się spotkanie autorskie
Tłumy
Zdziwienie
Powiedziałam
Kolory są ważne
Czytałam z luźnych kartek
Słowa płynęły lekko swobodnie
Teksty były przejrzyste mądre dobre
Ostatni w kilku wersjach na osobnych kartkach
Najnowszy pomysł zapisany zielonym pisakiem
Czytałam fragmenty
Podeszło dwóch sławnych krytyków
Powiedzieli że znakomity
Niektórzy nazwali wybitnym
Odparłam
Chcieli dostać zapis
Przekładałam kartki
Która wersja?
A w druku jest?
Nie było
Pamiętam kolumny wersów
Najbardziej tę zieloną
Nie odróżniam nawet pojedynczych liter
* * *
Ogień mieszka w krzemieniu
Nie żywi się wodą
Nie żywi się ziemią
Pochłania suchy mech
Chwyta powietrze
Pożar
Płoną trawy
Drzewa zakwitają płomieniami
Dalej dalej
Zapalić świat
Ulewa kończy żywot ognia
Ziemia budzi ocalałe korzenie
Powracają rośliny
Ogień nadal mieszka w krzemieniu
* * *
Siedzi miłość w parku
Słyszy swoje imię
odmieniane przez wszystkie przypadki
Słyszy słowa: kocham, serce, tęsknota, na zawsze
Widzi pocałunki, uściski, spojrzenia w oczy
Jestem tu!
Przyjdę!
Zaproście mnie!
Nie rozumieją
W splecionych dłoniach męża i żony
jest dobre miejsce
Obok śmierć
Odchodzi z mężczyzną
Miłość zostaje
Woda
Z ciepłych kamieni wstaje woda
która spadła jako krople deszczu
Znam ją
Widujemy się
Czasem
Przelotnie
Kamienna lawina zasypała strumień
Podnoszę się
paruję
zamieniam w chmurę
przyzywam siostry burzowe
Lepsza jest
nowa droga strumienia
Wybory
Drogowskaz pokazuje cztery drogi
Każda może być najlepsza
Zaraz na początku wybranej
piętrzy się kamienne osuwisko
Nowa droga jest gładka aż do zapadliska
Nie można zawrócić
Za daleko
Konstrukcja z gałęzi może utrzyma wędrowca
Zmierzcha
Bez odpowiedzi
BYŁO
I wszystko jasne?
Nie wiadomo dlaczego ten chłopak z tą dziewczyną
a nie z tamtą
I dlaczego wilk uciekł spod koszara
Beczenie owiec raczej przyciąga wilki
I nie wiadomo jaki jest los
dwóch myśliwców i jednego balonu meteorologicznego
a także trzech dziewcząt które opuściły swoje wioski
by szukać szczęścia w wielkim mieście
I nadal nie wiadomo czy Wielki Wybuch zaczyna się
od początkowej osobliwości
i czy z niego wyłania się czasoprzestrzeń
A także
czy wszystkie dinozaury wyginęły
BĘDZIE
Na pewno to
A tamto niepewne
A może na odwrót
Czy to znaczy że generalnie nic nie wiadomo?
Coś tam jednak…






