Strona główna Rok 2026 Nr 615 Anna Łyczewska – Wiersze tygodnia

Anna Łyczewska – Wiersze tygodnia

0
5

wiersz

głęboko pochylona
nad mętniejącym
oceanem języka
zarzucam wędkę uwagi
w poszukiwaniu słów czystych
słów które znaczą coś
słów których podteksty
nie prowadzą w ciemność
nie ranią i nie biją

są tam widzę je i słyszę
delikatnie czule wyławiam
przenoszę do przejrzystej wody
kolejnego wiersza

dobra wiadomość

jeszcze żyję
i to jest dobra wiadomość
bardzo nawet jeśli tylko
dla mnie

liczę szyszki na świerku
i ostatnie wrześniowe stokrotki
wyglądam jesieni
zbawiennego złotolistowia

nie wpadam w euforię
na widok czerwonego księżyca
tylko smutno mi
porannym milczeniem ptaków

w kościele


w niedzielę
poszli do kościoła
ufni i roześmiani
pełni wiary w odrodzenie
mimo wszystko
jakiż huk to nie dzwony
posypało się szkło
bandyci ze wschodu
po raz kolejny ot tak
odebrali życie

po dwuletnim
„ukraińskim nacjonaliście”
pozostał tylko rowerek

pakt

zawarłam go z charonem
przybędzie zanim leta
krwią spłynie i zapomnienie
nie będzie możliwe

przybędzie zanim łzy
gniew bezsilny i niemoc
nie podołają zbrudzonemu światu

przybędzie na moje wezwanie
w czasie który wskażę
i to będzie niezgoda nie ucieczka

przybędzie już dziś noszę
błyszczącą pięciozłotówkę
by nie fatygował się nadaremnie



gołębie

gdy łamane są prawa serca i plany
one spokojnie siedzą na najcieńszych
wiotkich gałązkach brzozy
biorą kąpiel nie sądzę
bo już jest po deszczu
chwieją się razem z drzewem
skrzydlate kulki smutku
nieme ozdoby nieba
wpatrzone w chmury
żałosne symbole pokoju


x x x

tak niewygodnie mi we mnie
wszystkiego jakby za dużo
za obficie

wystarczyłby sam wzrok
bez oczu i słuch bez uszu

wystarczyłaby czysta myśl
bujająca w obłokach
zieleni





x x x

czasem wychodzę z cienia
bo cień we mnie od zawsze
boi się światła

cierpliwie poddaję się oddechom
rytmowi jaki krew
wybija na bębenku serca

staję się trelem ptaka
gałązką brzozy
tańczącej z wiatrem

nawet tą gwiazdą
która już dawno umarła
ale wciąż śle światło

zapalam je w sobie
bo nie wolno bezkarnie
nosić śmierci w sobie

epoka

rozłazi się jak zetlała tkanina
nasza postępowa epoka
wieloznaczna
budowana na podwójnych
standardach i fałszywej historii
obśliniona przez fanatyków

zapatrzeni w zamierzchłą wielkość
zwycięstw i porażek
nie zauważamy
że dach spada nam na głowy
pogrzebani machamy szabelką
światu na do widzenia

tylko teorie

podobają mi się teorie spiskowe
jasne że nie wszystkie
przymykam oko
śledzę je z upodobaniem
i rozbawieniem
szczególnie ciekawą jest ta
z resetem czasu
kim bym była
w tysiąc dziewięćset pierwszym

czegóżtoludzieniewymyślą

gołoborze

z jak wielkim trudem
wykuwaliście te komnaty
pod łysą górą
by stały się miejscem
świętego pochówku władców
wymazanych z pamięci
wszystko ukryto pod wodą
usunięto
z historii z map
pozostało gołoborze
i moc legend
na chwałę odwiecznych
fałszerzy i wymazywaczy


normalni ludzie

kochali się
dbali o dzieci
starców i chorych
wyprawiali pogrzeby bliskim
chowali ich blisko siebie
w tych samych jaskiniach
w których żyli
strojąc kwiatami ułożone
pieczołowicie zwłoki

bez zastanowienia i wiedzy
nazywacie ich dzikusami
a kim często jesteście


list do przodka

w tej stajni
był twój ząb
przodku sprzed stu tysięcy lat
mięsożerco i roślinożerco

widzę cię w mijanych ludziach
choć pomieszały się w tobie
geny współczesnych z neandertalskimi







x x x

wczoraj śnili mi się anunnaki
stali pochyleni nade mną
ogromni tak bardzo
że nie sięgałam im do kolan
pochylali się i mówili w swoim
języku którego nie rozumiałam
nie czułam wrogości ani strachu
raczej ciepło troskę zjednoczenie
nasze serca biły tym samym rytmem
przestałam być prochem
poza zasięgiem ich wzroku
może i dobrze że nie zapamiętałam
żadnego z ich słów

jestem

jestem
bo sowiecki okupant ostrzegł go
i zamiast być wywiezionym na sybir
uciekł z rodziną
do drugiego okupanta
to był mój dziadek

jestem
bo dzielna ukrainka
uratowała z rzezi piętnastoletnią
dziewczynkę która została
moją matką

jestem
choć krucha ta szyba

tak mało brakuje
wystarczy zapalić wici
na ambonach i mównicach
i zamaskowane hordy
pseudopatriotów różnych nacji wyrżną
w pień z bezwzględnym okrucieństwem
wszystkich obcych i innych i kolorowych
i białych i inaczej myślących
tak mało brakuje
by z jakimś bogiem na ustach
rozpoczęły nową rzeź
jakby tych rzezi było za mało

jestem
jeszcze przed szybą
i ciągle wierzę głupia
w opamiętanie
i w człowieka

Poprzedni artykułPiotr Müldner-Nieckowski – Teksty naukawe i plagiaty
Następny artykułBohdan Wrocławski – List do Czytelników i Autorów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko