Trzy wiersze Bohdana Wrocławskiego

1
168

Karabin

Mężczyzna prowadzi samochód
obok siedzi kobieta z tyłu dwoje dzieci chłopiec ot malczik
i dziewczynka znacznie starsza o długich włosach i twarzy anioła

dziewczynka wie

chłopiec jest zbyt mały żeby mógł wszystko zrozumieć
w rękach trzyma pluszowego dinozaura
i jego uwaga koncentruje się na zabawie z nim
zewnętrzny świat jeszcze jest zamknięty dla jego wyobraźni

dziewczyna poprawia siedzonko chłopca
sprawdza pasy bezpieczeństwa
tak jakby one
i tylko one miały stanowić zaporę przed nieszczęściem

stara się uśmiechać
choć wszystko we wnętrzu samochodu jest gęste
od wzruszeń
każdy gest grymas twarzy słowa
między którymi szczeliny wydają się dalsze niż wczorajsze sny

kobieta ze względu na dzieci
stara się powstrzymywać łzy w rękach trzyma chusteczkę

mężczyzna wie że to jemu nie wypada okazywać wzruszeń

musi koncentrować się na drodze
wypełnionej samochodami tłumami ludzi
idącymi pieszo ciągnącymi za sobą walizki torby
i małe dzieci uczepione matczynych spódnic i toreb

świat zwariował mówi kobieta i po chwili poprawia
chyba zwariował
mówi to cicho czując że w gardle narasta
to coś co może być silniejsze niż jej samokontrola

Mężczyzna zatrzymuje samochód i zabiera do środka
samotną starszą kobietę

to rozrzedza coraz bardziej gęstą atmosferę
uwalnia kobietę od hamowanego szlochu

idę tak od Lwowa trochę mnie podwieźli

kobieta która wsiadła do samochodu
trzyma na kolanach mała torbę

na granicy czeka moja córka z wnukami
pojedziemy daleko aż nad polskie morze

mężczyzna odbiera telefon
po chwili rozmowy
cichym głosem mówi do przechylonej w jego stronę kobiet
za dziesięć godzin muszę być w oddziale

zatrzymują się przy długiej kolejce złożonej z dzieci i kobiet
kobieta bierze torbę i dzieci

wszyscy płaczą

tylko chłopiec nadal bawi się pluszowym dinozaurem

mężczyzna wsiada do samochodu odjeżdża
po kilku kilometrach zatrzymuje samochód
otwiera bagażnik
wyjmuje z niego karabin
i głaszcząc go
z niezwykłą czułością układa go na tym siedzeniu
na którym jeszcze kilka chwili wcześniej
siedziała jego żona

Chłopiec z Ukrainy

Mały chłopiec stoi na brzegu Zalewu Wiślanego
nie chce rzucać kamieni do wody mimo moich zachęt

płacze
boi się

po chwili ucieka
schowany w cieniu własnego przerażenia
skręca się w klucz wiolinowy
całkowicie pozbawiony współistnienia nut

pod drewnianym pomostem
głowę osłania rękoma

jest cieniem rzuconym na pięciolinie

słychać krzyk dzikich gęsi
którym kilka chwil wcześniej obydwaj
dawaliśmy ugotowane obierki

Później będę wiedział
o niezwykłej dziecięcej retrospekcji

Mały chłopiec stoi na brzegu Dniepru
ma jasne włosy oczy w kolorze niebieszczejącej wody

rzuca kamienie

radośnie pokrzykuje
kiedy odbite tworzą świetlne kręgi dziecięcej zabawy
unoszonej do góry

wokół jasna obecność późno zimowej obojętności

malutkie chmurki spływające na zachodnią stronę nieba
wiatr onieśmielony zawieszonym nad nim słońcem
kilku wędkarzy
spacerowicze
stukot kół samochodowych po pobliskim moście

zwyczajny oddech codzienności
na obrzeżach dużego miasta

Słychać warkot nadlatującego samolotu
huk rozsadzający powietrze
dynamizujący je do ruchu

chłopiec przewraca się od podmuchu
dobiega do niego matka

 i razem z innymi ludźmi uciekają pod most
jakby w jego statycznej monumentalnej obecności
było bezpieczeństwo

Siedzimy na tarasie pensjonatu w Kątach Rybackich

w krzyku mew
i ustawicznym świergocie wiosennego ptactwa
pijemy herbatę

mały chłopiec
wciąż patrzy niespokojnie na błękitną wodę Zalewu Wiślanego.

Wstydzę się

Good morning Europo
Good morning Ameryko

Na południu Włoch zaczynają zakwitać rzędy truskawek
są jak zielone kolumny wojsk nabrzmiałe od pijaństw
szaleństwa
i rozkoszy zwycięzców

Na Wyspie Węży
Trzynastu Termopolitan zaczyna przykrywać
wilgotna od łez ziemia

ich krew zastyga szybciej niż kubek wody
na śniegu Syberii czy w łagrach Workuty

Na tej wyspie która kiedyś była
miejscem kultu Achillesa
o której wspominał Pliniusz Starszy

odpoczywajcie bohaterowie spokojnie
obok niego
też bohatera i wojownika

Siedzę wbity w fotel pełen pluszowego ciepła i wygody
piszę wiersz
który wylata otwartym oknem
i odbity echem gdzieś u wybrzeża Peloponezu
Półwyspu Apenińskiego, pól Bawarii złotego Paryża
I wybrzeża Ameryki

powraca do mnie echem nabrzmiałym wstydem i bólem

Tak
wstydzę się
w obszarach nie do określenia

w przedwiosennych snach i nadziejach Europy

Good morning Europo
Good morning Ameryko
Dziś cała od Hiszpanii aż do Bugu śpiewasz Odę Do Radości
półnuty, ćwiartki w wielkim uniesieniu niecierpliwie
wybiegają z natchnionych piersi dyrygentów

aż do tego momentu
kiedy nagle pojawia się nie wiadomo skąd
straszliwy dźwięk załamujący harmonię

pieśń milknie tak jak zamilkł kiedyś koncert Jankiela

rozbija się o brzeg małej wysepki Trzynastu Węży

i wschodzi nad naszymi głowami
niczym gwiazda wigilijna
pełna nadziei szaleństw godności ludzkiej odwagi
i honoru

Good morning Europo
Good morning Ameryki

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Świetne, wyważone teksty! Zresztą, jak to zawsze u Ciebie!
    Dawno mnie TUTAJ nie było. Covid, depresja, teraz ta wojna… szukam wytchnienia od wiadomości o niej.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Fajnie znów TUTAJ poszperać, znaleźć znajome nazwiska. Więc jeszcze jesteśmy!
    Marek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko