Stanisław Nyczaj – Wiersze

0
112

Perałka szczęścia

Otworzyłem ramiona – szeroko,
bym mógł przygarnąć nimi, objąć
to  c a ł e  s z c z ę ś c i e! –
wywoływane z ulgą i tryumfem.

(„Nie za wiele pragniesz?” –
ofuknął mnie wzgardliwie Rozum).

No cóż,
przykurczyłem się nieco:
niechby przylgnęło i  p ó ł,
choćby tylko  ć w i e r ć,

bodaj  p e r e ł k a
przytulana drżącymi dłońmi skulonego
do serca
n a  s z c z ę ś c i e  w kąciku pociechy.


Słowowirusy

Słowa zakrwawione dziko-jadowitą złością,
zakażające i te najdzielniejsze umysły,
które by mogły rozumnie przeciwdziałać,
nie zostały dotychczas zidentyfikowane.

Zdaje się, są nieznaną odmianą wirusa.
A najlepszym z możliwych sposobów
byłoby w czas wylęgu dopaść go zza grobu.
Tylko gdzie grób ten – nikt, jak dotąd, nie wie.

Leje się i pieni krew słów obficie,
zalewa całe obszary przeznaczone
pod uprawę szczytnych wyobrażeń.

Słychać łomot serc, co raz to raz po raz
bijących na trwogę, aż ostry skurcz mrozi
słaniającą się na złudzeniach Nadzieję…


Dreszcze

Są w powietrzu niewidoczne trakcje,
do których podłączamy się bezradnymi myślami,
co dalej, którędy, dokąd?

Szemrze prąd, aż przechodzą dreszcze,
by nie spóźnić się, bo niecierpliwy czas goni
i aż kurczy się z bólu widnokrąg –
wije cały w skrętach niedoczekania.

Mieliśmy na nim stawić się już dawno,
a utknęliśmy w nieopisanym korku,
który zluzuje ruch dopiero z nastaniem
nieprzepatrzonego dokądkolwiek zmierzchu.


Jak ten pies

Czuję się jak ten pies,
co wyciągnąwszy przed siebie strudzone łapy,
ułożył się na wygodnej trawie
i wsunął między nie
zbyt ciężki łeb.

Ziajał mozolnie…
Zaszumiały ponuro drzewa,
lecz właściciel tylko smutno się uśmiechnął,
sięgając po smycz.

Pies podźwignął łeb, przypowstał
i nim ruszyli w dalszą swą bezdrogę,
zdążył jeszcze hardo oszczekać
przyczajoną za drzewami
wściekłą Śmierć.


Paderewski w Kielcach

– Przed koncertem cały kwadrans
nie ma mnie dla nikogo!
– Pamiętamy o tym, mistrzu.
Jest pokój zaciszny w teatrze
z dala od sali.
Nikt drzemki nie waży się zakłócić.
Tylko że…
– Co „tylko”? Proszę wyjaśnić.
Niczego nie ukrywać.
– Fortepian wymyka nam się z rąk.
Znarowił się jak oszalały
Przytrzymywany siłą, staje dęba.
I awanturuje się klawiatura.
– Nie ma obawy.
Gdy wyjdę na scenę zza kotary,
uspokoi się.
Jest głupio obrażony, demonstruje,
że dawno mnie tu nie było.
Dopilnujcie, by nie wyszedł z teatru,
bo na ulicy dosiądzie go Polityka,
której mam już serdecznie dość.


Najtrudniejsza tolerancja

Ileż bywa małości u wielkich,
ujawnia casus idola tłumów,
który z uwielbienia dla dziewictwa
sypiał z nieletnimi dziewczynkami,
a w małżeństwie kochającej go żonie
dawał się bezlitośnie we znaki.

Serca domownikom truchlały,
gdy narajany
strzelał celnie w ekran telewizora,
pokazujący recitale rywali.

Ale
czy warto, czy należy
zbyt dotkliwie pamiętać o tym,
słuchając boskiego głosu,
skoro niezmiennie się delektujemy
barwami jego tonów
poruszającymi w nas wszystkie struny
do najgłębszego wzruszenia?

Dokoła płoną zmysły fanów,
którzy zwołują się na uczty słuchania
niezastąpionego gwiazdora.
Którzy wciąż pragną go i opiewają
z najszczerszą  t ę s k n o t ą –
niewinną jak tamte w zachwycie pożądania
gwałcone przezeń dziewczęta.


Mówią wspomnienia

Po przeminięciu młodości
powielamy jedynie czas,
żyjąc jej wspomnieniami.

Oto znowu cała i piękna
przeszłość na powrót przed nami!

Tęskne wspomnienia
zmartwychstwarzają
nasz tamten prawdziwy czas.


Konduktowe myśli

Wołanie wniebogłosy –
jakież to ziemskie!
– Dlatego najbardziej kocham życie –
wyznała Śmierć.
– Ech, i pogrzeb
to też samo życie!

Szkoda tylko, że tym razem
trąby tak potwornie fałszowały
wieko-pomne zasługi zmarłego
że popękały niewzruszone dotąd w powadze
cmentarne mury.

Jak tu jednak zadośćuczynić
Śmierci za bezprzykładne umiłowanie,
skoro ziemia coraz mniej strawna,
aż strach umierać…?

– Jedynie Ganges – wołają –
jest tą ozdrowieńczą rzeką,
obmywającą zmarłe
dryfujące po falach ciała
ku drugiemu lepszemu po wielokroć życiu.

Wystarczy tylko uwierzyć,
by spełniło się w wiecznotrwałe.


Samougoda
(aforeska)

Jestem, jakim być muszę
i zwalniam wszelkie troski
od opieki nade mną.
Bo wiem, że tak naprawdę,
gdy przychodzi co do… kogo,
jakoś nikt nie znajduje przy sobie –
szczerego serca.

A ja wciąż je znajduję
Modlę się tylko,
by w napadach wdzięczności
moi bliźni
nie mścili się nazbyt srogo.


Spadkożercy

I rzeczy niczym święta tradycja
przywiązują się do nas,
równie silnie jak my
przeżywając każde rozstanie.

Szkoda, że spadkożercy
– gdy zacnemu wybije godzina –
najświetniejsze tradycje obracają wniwecz,
zaczynając od zbrodni na rzeczach.


Za dużo nie majstruj

Śmierć starego i
narodziny nowego,
które starzeje się i
w mig umiera –
oto odwieczne koło
zamachowe dziejów.

I ty w tym, panie dziejku,
jak ja uczestniczysz.
Lecz za dużo nie majstruj,
nie spowalniaj koła,
żeby się nam dzieje
gdzieś nie zapodziały.


Dar

Nim kropla brzemienna wyschnie,
przedrąży niejedną skałę,
z gromkim tryumfem oddzwoni
dno głuchej ostateczności.

Przyjmij ode mnie, proszę,
z tych kropel naszyjnik bezcenny,
zerwany skalnym urwiskom
skokiem przez dzikie przełęcze.


Nasz jednoszczęsny zenit

Z głową w obłokach,
przepasany widnokręgiem –
a i tak nigdy nie zdążę.

W gwiezdnej auli pamięci
i dziś, jak od zawsze,
wszystkie miejsca zajęte.

Opadam na tratwę twoich nóg.
Niech choć obłoki ożaglują
nasz jednoszczęsny,
nieomylny zenit.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko