Zbyszek Ikona – Kresowaty – NIECH  MELANCHOLIA  SYMBOLI  TRWA

0
260
Portret poety surrealistycznego Janusza Stycznia z Wrocławia, wykonał przyjaciel Zbyszek Kresowaty

(Na odejście 02 kwietnia poety surrealistycznego Janusza Stycznia)

Janusz Styczeń to postać nietuzinkowego poety, to postać tajemnicza jakby wielka odyseja Melancholii symboli. Taki tytuł nosi jeden z Jego  tomów poetyckich, na którym można szkicować sylwetkę poety na Jego odejście w mroki horyzontów … Janusz Styczeń – polski wybitny poeta, dramatopisarz i prozaik, absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Debiutował opowiadaniem pt. Requiem dla nieśmiałego, które ukazało się w 1960 roku na łamach „Odry”, a kilka miesięcy później w czasopiśmie tym został ogłoszony drukiem jego wiersz NiewymiernośćPoeta urodzony 27 listopada 1939 roku w Biadolinach Szlacheckich. Ukończył Uniwersytet Wrocławskim, wydał m. innymi: Trujące piękno (1982), Rozkosz gotycka, Wiersze wybrane, opublikował ponad 20 tomów poetyckich oraz wiele dramatów… Publikował w czasopismach literackich, poezja Jego była tłumaczona na wiele języków… np. tytuły: śnij snem morskim i inne dramaty (1977) . Na przełomie lat 60. i 70. XX w. należał do grupy literackiej Ugrupowanie 66 – Poezję jego uznano za modelowy – odznaczający się zintelektualizowanym rygoryzmem i obecnością egzystencjalnej metafizyki – przykład literatury Ugrupowania. W 2012 roku tom Furia instynktu został nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” oraz znalazł się w finale Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego – „Orfeusz”.

Natomiast w latach sześćdziesiątych przyjaźnił się z Rafałem Wojaczkiem.

Zmarł 02 kwietnia 2022 roku w godzinach porannych we Wrocławiu.

To  twórca niezwykły i przyjaciel sztuki, głównie malarstwa, chcę oprzeć szkic o Nim na zawartości tomu poetyckiego Melancholia Symboli, ogłoszonego przez serię Biblioteki Wrocławskiego Oddziału SPP- seria XI (2). Poezja Janusza Stycznia, jak domniemać można, nigdy się nie zestarzeje – Jest wciąż aktualna i jest  jedyną w swoim rodzaju, poezja artysty jest teatrem bywania przeróżnych postaci w miejscach tajemnych… To swoisty cykl patrzenia niezależnego, odrębnego i przechodzącego w perspektywy zaklęcia tajemnej sfery marzeń i jej wersyfikacji na wskroś spojrzeniu, które jeszcze przed minutami było jakąś dotykalną fizycznością – a już nią nie jest… Jest swoistą erotyczną grą postaci…

          Niesłychanie inspirująca jest poezja Janusza Stycznia, jako takiej wciąż żyjącej studni, żeby ją odkryć i zajrzeć w dno, trzeba odsunąć krążek księżyca i przebić się przez mroki oraz wejść w mistykę i echo ludzkiego DNA. Zawsze z ogromną przyjemnością sięgam do poezji tego poety – autora znakomitych tomów poezji obrazów, w których czuję: pieśń, zapach werniksu i pobyt kobiety, czasem głód seksu, i szept erotyczny wydobywający się zmysłowo z jakiegoś tajemnego pulsującego labiryntu. Okrzyknięty kiedyś, za czasów wojaczkowych, Styczeń został na zawsze poetą mroku, symboli, władcą księżyca i lustra, ale jak wczytać się w dalsze ciągi tekstów w Jego poezji w wiele tomików poetyckich – widzi się ciągle rozbudzoną erozje, zwłaszcza u ukrytej osoby “trzeciej”, która zostaje wciągana w wir bezczasu, w teatr jedyny… Sięgam do wierszy poety równie z ogromną melancholią, gdyż wiem, że ów świat porwie mnie także w niecodzienność… poza horyzonty na białym Jednorożcu, tym bardziej, że ten dzisiejszy świat chorujący na fizykę płaskich zwyczajnych spraw, ale kłótliwych w wyrażaniu poetyckich wektorów, często jest wyzbyty z romantyki, pnący w kierunku konceptualizmu pieniądza i narkobiznesu, staje się bynajmniej złudno – banalny i obcy dla marzeń i uczuć, już nie wspominając o czasie wojny… Sięgam akurat dziś do tego wydania Melancholii, bo sam potrzebuję innej melancholii, żeby nasycić się krwistym kolorem róż, wracając w pustkę czasów z bukietem róż dla niewiadomej, choć to czas, jakby bez Sztuki(?)… bez kryteriów do jej oceny…

          Janusz Styczeń to poeta jedyny tej niebanalnej sceny, inscenizator atmosfery z zapleczem bezwiednym, intrygującym z oczekiwaniem na fakt, który nastanie, podmiot liryczny wiedzie nas zawsze ku surrealistycznym obrazom ożywionej symboliki, czasem sięgającej mitu i filozofii kontemplacji malarstwa, które zawsze odgrywało u niego wielką rolę inspiracyjną. Jak pamiętam z naszych kontaktów Janusz kupował lub przeglądał Albumy znanych i mniej znanych malarzy, poszukiwał w malarstwie, chodził do EMPiKu, gdzie czasem spotykałem go także, ale i bywał na wystawach malarstwa, nawet kiedyś przyszedł na moją wystawę w BWA “Awangarda “(1994) połączoną z prezentacją mej poezji, którą mówił Andrzej Wojaczek (brat Rafała.)

Poetyka Janusza jest na pewno jedyna w swoim rodzaju pośród poetów, którzy oscylowali w kwestii surrealistycznej, ale nigdy podobnej do tworzenia tekstów Janusza Stycznia. Poeta kochający artystów malarzy, głównie tych którzy budują zaplecze metafizyczną wyobraźnią intrygi, jak np. Caspar David Fredrich – kto wie czy nieod ulubienia tego artysty malarza, bierze się dalszy ciąg kolejnych aktów poetyckich Janusza. Jeden ze swoich tomów poezji nazwał tytułem obrazu tego znakomitego malarza, czcząc go jako swego mistrza – To  wiersz: “Mężczyzna i kobieta kontemplujący księżyc ” –  Oznajmia poeta, że pokonując zasłonę i drogę oraz  jej mrok, który snuje się w tle obrazu, jest mu bliżej do humanizmu, a jeżeli tylko samo patrzenie na słońce, które zawsze oślepia. Wracając do malarstwa Friedricha, którego ukochał na wskroś Janusz, do artysty malarza niezwykłego, który maluje postaci od tyłu, nie pokazując ich twarzy (nawet Styczniowi), on sam jako medium musi przejść na drugą stronę obrazu, żeby nam opowiedzieć: co widział patrząc jakby z “przodu”…  Artysta malarz Friedrich, jakby osobowość ukryta: kobieton i mag – medium tworzy tajemnice w urokliwości Janusza: semantyczne zdarzenia, czasem senne i jakby cichy kot, skrada się intuicją widza, żeby milczeniem odegrać ” teatr zmysłu” poza samym czasem fizycznym. Styczeń bardzo interesuje się także malarstwem Tycjana!… Jego Wenus – kobietą leżącą na łożu… na pierwszym planie,  której twarz jest, ale jakby nie jest ważna – Ważna jest tutaj przestrzeń i czar posłania, gdzie zaraz przybędzie kochanek… Ma poeta do czynienia z obrazem odwróconym, dziejącym się dalej w przestrzeni oczekiwania(?) – Ta Wenus, na pierwszym planie, blado wychylona z nocy, z mroku, gotowa zawsze dla kochanka – pójdzie z każdym z nas? – Ona trwa na tle dalszych widzeń, czyli: swych innych postaci kobiet, z których jedna pakuje kufer lub wyjmuje dla Wenus odzienie… Artysta widzi tu Wenus w trzech osobach. Poeta słyszy rozmowę kobiet przy kufrze, widzi “świadomość czuwającą” jak pies i wie, że ta Wenus szuka innego stroju innego lepszego wcielenia nagości lub czeka na potwierdzenie… Właśnie w tomie „Melancholii symboli” jest dużo o Wenus – jako dziewczynie… „szukającej fontanny” prawdziwego wykwitu kobiecego, który może tylko zdarzyć się raz, zatem wspomnijmy inny wiersz poety.

(…)
dziewczyna idzie przez ogród,
ona lubi bardziej ogród niż świat,
ona lubi patrzeć i słuchać,
jak Czas szeleści usychając i się rodząc,
dziewczyna rozrzuca opadłe liście,
jakby chciała rozrzucić opadły Czas i jego szczątki
poderwać do dnia, (…)

        Poeta poszukuje bardzo zmysłowo, przez obraz nagiej (?) kobiety, która ma w sobie bezczas… piękna. Artysta wie, że kobieta czeka na coś więcej; na prawdziwego mężczyznę, na jego zapach, poeta wie że jest sam tym zapachem, szuka ogrodu… ale właśnie on jest tym ogrodem i sensem natury… Poezja estetyki erotycznej, niespotykanej, wprost promieniuje w wierszach Janusza Stycznia… Poeta od dawna, jak tylko sięgnąć wstecz, odbiera sobie nieustannie swoje drugie JA jak np. z obrazu artysty malarza(?) – jakby wcześniej uknutego i zamierzonego… Próbuje złożyć rozrzucone szczątki prawdziwego marzenia, drzemiącego jeszcze w nas, i podać nam treść niecodziennej jedynej erotyki, ustawia jak się wydaje zmysłom naszym, scenę zbyt małą na tak wielkie opowiadania, ustawia jakby tych dwóch aktorów biorąc siebie do trójkąta.

      Czytając poezje Janusza – twórcy niezwykle surrealistycznego, tak naprawdę rodzimy się innymi: w labiryntach… mitycznych, w ruinach sennych cieni, w bajkach, w filozofiach starożytnych(?), i wychodzi jakby z oceanu po zniweczeniu Meduzy… Czuje się, że wchodzi tu jednak  wyobraźnia odbiorcy, jakby w taką lekką osobną mitologię poety, który reżyseruje nastrój, wydłuża pojęcie erotyki kobieto -mężczyzny, układa znaki rąk, ust i muśnięcia poręczy, np. innym razem zawiesza księżyc nad Magbetem, na którego “czekają łodzie potopionych gdzieś na dnie Oceanu ” (to fragment mojego wiersza, zainspirowanego poetyką Stycznia) – Janusz wielokrotnie zbliża się także do postaci Szekspira. Trzeba powiedzieć, że te poematy surrealistycznie otwierane na oścież, one toczą się gdzieś blisko klasyki teatralnej, jakby w zawieszeniu kontekstu o śmierci, ale takiej która ożywa “życiem po życiu”… umieranie dla miłości, dla obecności z sobą… To ciągłe niespokojne poszukiwanie miejsca na obserwację i obecność  na uczestniczenie, na łaknienie “trzecim” okiem, to takie perwersyjne podglądanie lupą Wielkiego Big Brothera scen, i przeczuwanie chwili, w której może stać się COŚ wielce extra atrakcyjniejszego niż jest(?) …Poeta wciela się w rolę bezosobową, ale czynnie we wszystkim uczestniczy – Buduje w myśli trójkąty, gra nimi, zdradza, i wiernie przelewa kolory, idzie na trzeciego pomiędzy usta a dłoń, choćby był nawet kamiennym jednorożcem. To gra czasem perfidna, ale brana z życia, które jest teatrem.

 (…)
pary tańczą dookoła jednorożca,
dookoła kamiennego marzenia,
on jest sercem ich tańca
ich serca w nim się odbijają,
jest dla nich czymś pewnym, wiecznym,
czymś ,na co zawsze można liczyć, (…)

      Poeta nawet tutaj jest niezmordowany swoim życiem wielo – życiem, bo to przez wiele lat w nim światy tańczą się obok siebie, grają jakieś bezkresy, intrygancki byt ponadczasowy. Tańczy i wystarcza mu: samo nagie marzenie kamienia, czyli milczenie. To postacie mówię Jego ustami – Jest poeta, mimo wszystko jako Janusz Styczeń takim romantykiem zawadiaką(?), gdyż z pozoru czystej martwo widzialnej sceny tworzy osobny ruch nastrój, szał kobiety i iluminuje wg siebie marzenia. Styczeń umie przedłużyć chwilę rozkoszy, całuje swoje postaci nieskończenie – kobiety odprowadza, do rozkoszy do mocnego marzenia, posyła białego konia biegnącego brzegiem… Jego poetyka nie spieszy się do orgazmu – gra nim – czeka na moment, chce wytrzymać jak najdłużej w rozkoszy dotyku i trwania pewnej gry, podmiot liryczny Stycznia wyczekuje w szale zmysłowym, jakby zamierzenie jeszcze większego uniesienia… Umie poeta także ustawić relację śmierci do życia i nadać jej wielo – wymiarowość i umie użyć śmierci, grać na niej… Często sekunda jest tutaj wiecznością. Wiersz skrzypce:

(…)
zostały po nim skrzypce,
ona dotyka skrzypiec,
jakby to jego dusza zostawiła
takie swoje wyobrażenie,
taki symbol wcielony w konkretny podmiot,
taka szkatułkę, w której zamknięta jest
duszy emanacja,
(…)

– Ta fascynacja kształtem duszy, a raczej poszukiwaniem kształtu, jakby GDZIEŚ istniejącej i wymodelowanej w kształt człowieka, delikatność linii i liryki, bywa podskórną, lamentującą, ale radosną(?), „chwile w morzach snu, w ognistych włosach”…, dzieją się ponad dzisiejszą sferą pojmowania, jest ponad wyobraźnią zabieganego człowieka, który jest przecież piękny, a życie jego jest znikającym cudem, ale jest wciąż punktem – oznajmia poeta. Ta jedyna nieskończoność, która opowiada siebie w poecie, odrasta, ciągnie jak grzeszna Chimera, unosi się i łzawi zadziwiona sobą cała sobą żyje, jakby po śmierci, jak kochanka u Pazyfae…

         Poeta czasem wchodzi w całą marę śmierci … w jej radosną traumę i nadaje jej kształt “nietrumienny”… To mrok jest tym z czego można coś wydobyć… uratować?, dotknąć, sparzyć się. A co mówi wiersz “odwiedziny”.

(…)
szepce umarłej, że ją wciąż kocha,
całe stopy ma otulone tym szeptem,
szept przenika we włosy umarłej, w jej duszę,
kobieta czuje to przenikanie,
jest to dreszcz rozkoszy,
(…)

           Nawet szept u poety ma zapach (czuć go rozkoszą ), trwa najmocniej po odejściu – oddaleniu, gdy wychodzi on z cmentarza. Nikt bardziej jak tylko poeta zawraca mroki człowiekowi, jest w ciągłym przebudzaniu, jest zawsze pod narkotykiem zapachu kobiety, ona żyje na jego krwi, pasie swą duchowość jak mara nocna… W wierszu “pomnik nagrobny” powie na końcu wiersza: “dwóch śmierci trzeba, by śmierć pokochać” – piękne i intryganckie! – i zamknięte takie powiedzenie jest na wieczność, jakby się za moment miała skończyć sama poezja. Ale jak znam Stycznia nie poprzestanie on nigdy na samej śmierci, na jej co dziwne, zawsze nie przykrej traumie, ale żywej i ciekawej, jak odradzająca się non – stop róża…

      Wróćmy jeszcze do samej postaci poety. Mówi on: “Wychowałem się na prozie Williama Faulknera i od niego uczyłem się, jak poskramiać grozę umieszczając ją na uniwersalnym obszarze świata i czasu”

     – Jest zatem poeta postacią z twarzą niewiadomą dla czytelnika, który mało wie o nim. Styczeń wpatruje się w fizyczność otoczenia, w podmiot kobieto-mężczyzny, wyławia pewnego rodzaju grę – Nazwałem go kiedyś „kobietonem” – To ciało napawające intrygą(?) – można tu zaryzykować dygresją: kto wie co jeszcze może się stać z osobowością liryczną Janusza, może ona wprost  przejść do obłędu(?), może przejść w lirykę perwersyjną? – a może dalej, ewaluować jak Libido erotyki autentyczne poety już nie raz ukazane, może unieść się ponad radością bólu… Ale poezja Janusza Stycznia pożąda zawsze więcej, pożąda całej wieczności – jest zaborcza i łapczywa co rusz czegoś nowego w osobowości człowieka… To spojrzenia w obszary zmysłowości niespokojnej i bardzo romantycznej…

Zatem Janusz Styczeń jeszcze nie pokazał swej twarzy, a już odszedł spotkać postaci swych wierszy… Poetyka Janusza Stycznia jest bardzo zapamiętana, i długo jeszcze będziemy jej poszukiwać a w niej i swych twarzy… w nocach – w świetle księżyca? – w obrazach Fredricha?

Zbyszek ikona – Kresowaty

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko