Franciszek Czekierda – WANDA WASILEWSKA – BYWSZAJA POLKA

0
101

Wanda Wasilewska (1905-1964) była córką Leona Wasilewskiego, bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego i pierwszego ministra spraw zagranicznych w odrodzonej Polsce w rządzie Jędrzeja Moraczewskiego. Dzięki temu w dwudziestoleciu międzywojennym nigdy nie została aresztowana, choć niektóre jej działania łatwo można było zakwalifikować jako antypaństwowe. Wzorując się na ojcu została członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Leon Wasilewski wstępując do PPS miał dwadzieścia trzy lata, ona została socjalistką w wieku osiemnastu lat. Po studiach polonistycznych zrobiła doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracowała jako nauczycielka i dziennikarka.
Po ukazaniu się 2 marca 1936 roku tzw. numeru radzieckiego Płomyka (tygodnik dla dzieci i młodzieży) promującego sowieckie metody wychowawcze, powstała afera. Siódmego marca numer ten zaatakował krakowski „Ikac” – Ilustrowany Kurier Codzienny artykułem Szaleństwo czy zbrodnia? z podtytułem Młodzież szkolna w Polsce truje się jadem bolszewizmu. Tego samego dnia Komisarz Rządu skonfiskował to wydanie Płomyka, co okazało się mało skuteczne z powodu wcześniej rozesłanej prenumeraty. Za merytoryczną zawartością numeru stała Wanda Wasilewska pracująca w dziale wydawniczym Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP). Z ambasady sowieckiej otrzymała zdjęcia, które przekazała redaktorowi naczelnemu czasopisma. (Za pośrednictwem sowieckiej placówki Wasilewska otrzymywała później, w tajemnicy przed władzami polskimi, honoraria za swoje książki wydawane w ZSRR). Wydawca Płomyka, ZNP, wytoczył Ikacowi proces sądowy, który przegrał. Wasilewskiej nie aresztowano, ponieważ nie znaleziono przeciwko niej twardych dowodów winy, nie była bowiem redaktorką pisma. Mimo to od chwili ataku Ikaca żyła w ciągłym strachu obawiając się oskarżenia o szpiegostwo na rzecz sowieckiej Rosji. W sprawie tegoż numeru Płomyka (nr 25) głos w sejmie zabrał nawet premier Felicjan Sławoj Składkowski zarzucając Związkowi Nauczycielstwa Polskiego popieranie idei i tendencji komunistycznych lub z komunizmem graniczących.
Dwa miesiące później, w połowie maja 1936 roku, odbywał się we Lwowie Zjazd  Pracowników Kultury w Obronie Wolności i Postępu z inspiracji Komunistycznej Partii Polski, znany jako Kongres Kultury. Jedną z jego uczestniczek była Wasilewska, pepesówka (jak o sobie mówiła) i wiceprzewodnicząca Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Kongres spontanicznie przekształcił się w antysanacyjną demonstrację, a jego sukces utwierdził ją w przeświadczeniu, że „miejsce pisarza, miejsce twórcy jest dziś w szeregach proleta­riatu miast i wsi walczącego o swoje wyzwolenie” (Eleonora Syzdek, Działalność Wandy Wasilewskiej w latach drugiej wojny światowej, 1981). W pierwszym dniu kongresu uczestnicy przyjęli ją entuzjastycznie. Podobnie było, gdy po zakończonej sesji wyszła przed gmach teatru, w którym odbywał się kongres. Tego dnia Wasilewska miała też wieczór autorski. Gdy pojawiła się na scenie, kilkuset widzów przez ponad dziesięć minut oklaskiwało ją i krzyczało: „Niech żyje Wasilewska”. Na scenie czytała swoje teksty mocnym głosem, płomiennie, wręcz dziko. Gdy potem mówiła, wydawało się, że była w ekstazie. Po odczycie wyszła z budynku i się zdumiała, bo „Marian [Bogatko, jej mąż] musiałrobić na ulicy awanturę gromadzie Żydóweczek, które lazły za mną, żeby się dotknąć mojego płaszcza jak chałata rabina z Bobowej” – napisała w liście do matki. To był jej triumf jako trybuna ludowego reprezentującego interesy wszystkich przeciwników sanacji. Choć kongres został uznany przez lewicę za sukces, gwoli rzetelności faktograficznej nadmienię, że w kręgu jego uczestników nie panowała sielankowa atmosfera: „Blumenfeldowa mówi, że każdy z członków komitetu mówi na drugiego, że to prowokator”, zanotowała Anna Kowalska 22 maja 1936 roku (Dzienniki 1927-1969). Nie ulega wątpliwości, że informacje na temat zjazdu i charyzmatycznej młodej polskiej pisarki dotarły do Moskwy, a może nawet do Stalina.
Połowa lat trzydziestych była dla Wasilewskiej czasem przełomowym. Jak pisze Agnieszka Mrozik w szkicu Komunistki i duch transgresji: „przypadek” Wandy Wasilewskiej (2013):  „Według Ciołkosza, właśnie to, że Wasilewska «zerkała» na wschód, by tam szukać pozytywnych wzorców, nowoczesnych rozwiązań w stosunkach społecznych, aż wreszcie zastąpiła «polską ojczyznę, czy też dwie polskie ojczyzny jedną nową ojczyzną, rosyjsko-sowiecką», zdefiniowało ją jako komunistkę określonego typu. Powołując się na swój autorytet tego, który znał młodą Wasilewską i wprowadzał ją w tajniki «partyjnej roboty», Ciołkosz wyrokował, że do połowy lat 30. z pewnością nie była komunistką, a gdy się nią stała, to od razu na «sowiecką modłę» (jej wcześniejszy radykalizm nazywał lekceważąco «romantyczną fanaberią»)”.
W 1936 roku pisarka odbyła podróż do ZSRR (o której niewiele wiemy) i prawdopodobnie spotkała się w Moskwie z czołowymi sowieckimi pisarzami i komunistami. Ponoć Maksym Gorki przedstawił ją Stalinowi.
10 grudnia tego roku zmarł jej ojciec, Leon. Ów rok, w którym przeżyła aferę z „Płomykiem”, lwowski Kongres Kultury, krótki pobyt w Związku Radzieckim i śmierć ojca, był dla niej przełomowy. Wówczas najprawdopodobniej podjęła decyzję wybrania komunizmu sowieckiego jako najwłaściwszej drogi życiowej, decyzję zrealizowaną w praktyce trzy lata później we Lwowie.
Po południu ostatniego dnia grudnia 1936 roku Marian glansował obuwie żony i swoje, natomiast Wanda prasowała swoją bluzkę, jego koszulę i spodnie. Oboje szykowali się do wyjścia na przyjęcie sylwestrowe. Przesuwając monotonnie żelazkiem po białej koszuli męża zamyśliła się: „Dobrze, że mija ten rok, chyba najgorszy jaki przeżyłam, bezpardonowe ataki na mnie za „Płomyk”, strach przed rewizją, przed aresztowaniem. Chyba nawet ojciec by mi nie pomógł. I ta jego niedawna śmierć… Nie mogę uwierzyć, że go już nie ma. Nie mogę się z tym pogodzić. Jak ja go kochałam! Chociaż różniliśmy się poglądami, niemal wszystko przejęłam od niego z wyjątkiem abominacji do Sowietów. Wydaje mi się, że w wielu miejscach pogłębiłam jego duchowy testament; miłość do prostego ludu, do robotników, chłopów, zrozumienie ich tragicznego bytu… I pomyśleć, że on walczył o niepodległość kraju, w którym dzieje się tyle krzywdy. Co ta niepodległa Polska dała tym, którzy o nią walczyli? Dla kogo stała się prawdziwą ojczyzną? – zadawała sobie retoryczne pytania. – To kraj fabrykantów, bankierów i obszarników. Ma za nic robotników, najemników, chłopów, bezrobotnych i krzywdę kobiet – domowych niewolnic. Polska dla tych pierwszych jest matką, dla drugich macochą. Żeromski szukał dla narodu wyjścia z biedy i ciemnoty, lecz go nie znalazł, bo doszedł do muru i zaczął marzyć o szklanych domach. Trzeba wreszcie zburzyć ten mur zła, jak zrobili to robotnicy w Rosji w siedemnastym. Teraz panuje tam sprawiedliwość społeczna i równość. Jest równouprawnienie płci, kobiety  pracują w fabrykach, a w kołchozach są traktorzystkami. Kiedy będzie tak u nas? Ale żeby w Polsce zapanowała taka sprawiedliwość, musi zapłonąć socjalizm – rozmarzyła się. – Z drugiej strony widzę, że ten trudny rok był dla mnie czasem sukcesu. Odniosłam niewątpliwy triumf na kongresie, który pokazał światu wielki protest ludzi kultury przeciw sanacji. A pobyt w Kraju Rad… Ten wspaniały pobyt stał się chyba decydujący w wyborze mojej nowej drogi ku lepszemu światu. Losie, dziękuję ci za to. Niech ten mijający rok będzie zaczynem… – przerwała nagle rozmyślania, gdy poczuła swąd przypalonej koszuli.
Wanda Wasilewska „Tuż przed wybuchem wojny «stawiała» już na Związek Radziecki. Także rok i dwa lata wcześniej, kiedy trwały procesy moskiewskie i została rozwiązana KPP, uważała, iż «pewne posunięcia są konieczne» w sytuacji rozprzestrzeniania się faszyzmu i izolowania ZSRR na arenie międzynarodowej. Po latach «stopowała» głosy krytycznie oceniające wydarzenia sprzed wojny: «Mnie się wydaje, że do tych spraw dzisiaj należy podchodzić ostrożnie, żeby późniejszych sugestii i późniejszego rozeznania nie przenosić na tamten czas» – napisała Agnieszka Mrozik w cytowanym szkicu Komunistki i duch transgresji: „przypadek” Wandy Wasilewskiej. Należy także pamiętać, że po śmierci Stalina nie odniosła się do jego „błędów i wypaczeń”.
           
Po przegranej kampanii wrześniowej w 1939 roku wielu Polaków uciekło przed Niemcami do Lwowa, który zajęła Armia Czerwona. Wśród nich najwięcej było komunistów, socjalistów i nie zrzeszonych przeciwników sanacji. We wrześniu i na początku października w mieście nie było jeszcze Wandy Wasilewskiej. Zaniepokojony Stalin kazał jej szukać. Według Aleksandra Wata wszyscy przebywający we Lwowie ważni pisarze rosyjscy, m.in. Demian Biedny i Wiktor Szkłowski, nerwowo pytali polskich literatów:
– Gdie wasza Wanda Wasilewskaja?
– Nie wiemy – odpowiadali zgodnie z prawdą.
– Nu, my dołżny najti jeje – mówili podenerwowani.
– Spokojnie, prędzej, czy później się pojawi – tłumaczył flegmatycznie Wat.
– Sam tawariszcz Stalin prikazał nam jeje najti.
  W tym czasie przebywała jeszcze w Kowlu, dokąd przez Chełm uciekła przed Niemcami ze Stanisławem Dubois i innymi działaczami lewicy. We Lwowie pojawiła się w październiku. Jedenastoletnia córka Ewa została w Warszawie pod opieką babci i młodszej siostry Zofii Aldony, dopiero w grudniu 1939 roku sprowadziła ją do siebie. Z córką i mężem zamieszkała we Lwowie w domu starszej siostry Halszki. W sprawę wywiezienia dziecka z Warszawy zaangażowany był minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow i ambasador Niemiec w Moskwie Friedrich-Werner von der Schulenburg. Dzięki nim dostarczono rodzinie Wandy w Warszawie niemieckie przepustki. Jednak matka Wasilewskiej nie chciała opuszczać stolicy, wobec czego zwolniła się jedna przepustka. Wanda zgodziła się ją przekazać Marii Zarembińskiej, partnerce Broniewskiego, z którym się przyjaźniła. Zarembińska przyjechała do Lwowa 12 grudnia ze swoją dziewięcioletnią córką Marysią.
W 1939 roku Wasilewska wstąpiła do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – WKP (b). W marcu 1940 roku została wybrana na członka Rady Najwyższej ZSRR po wyborach w nowym okręgu lwowskim. W tym samym roku została kierownikiem literackim Teatru Dramatycznego we Lwowie, zastępując na tym miejscu aresztowanego 24 stycznia Broniewskiego.  
Zanim do tego doszło, wczesną jesienią trzydziestego dziewiątego roku we Lwowie konstytuował się związek pisarzy. Na zebraniu byli obecni przedstawiciele literatów polskich, ukraińskich i żydowskich. Polskich pisarzy reprezentowali m.in. Boy-Żeleński, Broniewski, Ważyk, Wat, Piach, Szerer, Grubiński, Wasylewski, Putrament, Rudnicki, Pasternak, Parnicki, Przyboś, Lec, Szemplińska, Dan i Borwicz. Do zarządu weszli Broniewski, Wat, Boy i Dan. Stronę ukraińską reprezentowali pisarz Ołeksandr Kornijczuk, reżyser filmowy Ołeksandr Dowżenko i poeta Pawło Tyczyna. W zarządzie znaleźli się także dwaj literaci żydowscy. Gdy Wasilewska pojawiła się pod koniec października od razu zapisano ją do zarządu komitetu organizacyjnego związku literatów. Wówczas na nieobsadzone stanowisko dyrektora Ossolineum protegowała swojego doradcę Szymona Natansona. Jednak dyrektorem został w listopadzie 1939 roku Jerzy Borejsza, który posiadał także niezłe wpływy. Prawdopodobnie od tego czasu Wasilewska i Borejsza zostali wrogami. Jednak już w lutym następnego roku Borejszę zdjęto z dyrektorskiego stanowiska.

Dlaczego Józef Stalin interesował się Wasilewską? Według Aleksandra Wata (Mój wiek, 1977) przywódca ZSRR zachwycił się jej powieściami, dużo czytał nie mając smaku, dla niego ważna była ideologia, którą znalazł w jej twórczości. Sugestywnie przedstawiony obraz nędzy chłopów i wyzyskujących obszarników na Polesiu w powieści W jarzmie (1938) oraz w reportażach Wodami Polesia (drukowanych w tym samym roku w Robotniku) był bliski jego wyobrażeniom o pańskiej Polsce, którą poznał z autopsji jako komisarz polityczny w konarmii Budionnego w 1920 roku podczas walk w pobliżu Lwowa. Pisarka przedstawiła w powieści ubogie wsie, w których brakowało nafty, soli i zapałek (w jednej z jej książek jest scena, jak chłop dzieli zapałkę na czworo). Gdy Aleksander Wat był we wrześniu 1939 roku w Łucku, widział przyjeżdżające radzieckie pociągi wyładowane naftą, solą i zapałkami (potem wyjeżdżały one ze zrabowanymi maszynami, wełną i innymi artykułami). Jednak ani w Łucku, ani w innych miastach Polesia nigdy tych artykułów nie brakowało. Wat kojarząc te fakty wysnuwa przypuszczenie, że Stalin pod wpływem lektury tekstów Wasilewskiej wydał w 1939 roku rozkaz zaopatrzenia poleskich wsi w naftę, sól i zapałki. Drugą przyczyną sympatii generalissimusa do polskiej pisarki mogła być jej postawa i osobowość. Gdy w latach 30. odwiedziła Związek Sowiecki, prawdopodobnie spotkała się ze Stalinem. Ujęła go swoją szczerością, uczciwością i komunistycznym fanatyzmem. Wat uważał ją za świętą Teresę komunizmu i Pasionarię, podobnie oceniał ją Adam Ciołkosz, który pisał o jej zaangażowaniu w komunizm jako o swoistym „miłosnym uniesieniu” i „namiętności”. Stalinowi imponowało również to, że córka przedwojennego ministra i bliskiego współpracownika Piłsudskiego, została nieprzejednaną przeciwniczką burżuazyjnej Polski, a na swoją ojczyznę wybrała Związek Radziecki, o czym mówił także Jakub Berman w rozmowie z Teresą Torańską w książce Oni (1997). Poza wspomnianymi argumentami Wanda Wasilewska mogła się podobać Józefowi Wissarionowiczowi, ponieważ była kobietą przystojną i niebrzydką. Zresztą w tym czasie krążyły plotki o ich romansie, które należy włożyć między bajki. Ale to, że się pojawiły świadczy o jednym: „bywszaja Polka” przypadła do gustu „bywszemu seminaristu”. Stalin nie wierzył ludziom, ale komuś musiał ufać, aby skutecznie rządzić. Jednak zanim obdarzył kogoś zaufaniem, poddawał go sprawdzianowi, którego podstawowym punktem była czyjaś śmierć. Na Wasilewskiej przeprowadził test wiary w komunizm mordując rękami enkawudzistów jej drugiego męża, Mariana Bogatkę. Wanda Wasilewska zdała ów test, o czym za chwilę.
Bogatkę poznała w 1931 roku działając w Towarzystwie Uniwersytetów Robotniczych i PPS. Podczas spływu kajakowego po Wiśle, gdy tonęła pod Tyńcem, uratował jej życie. To niewątpliwie zbliżyło ich do siebie. W roku 1933 wspierała go podczas strajku murarzy, a dwa lata później pobrali się. Bogatko był to „fantastyczny atleta, piękny (…) chłopak, do tańca i do różańca. Bardzo inteligentny, bystry, z poczuciem humoru (…). Bardzo, zdaje się, kochała tego Bogatkę” twierdził Wat.
Pewnego listopadowego popołudnia 1939 roku Wasilewska i Bogatko wrócili z Kijowa. We Lwowie na placu przy pomniku Mickiewicza Wanda uczestniczyła w wiecu, na którym z entuzjazmem opowiadała o szczęśliwym życiu obywateli radzieckich. Powtarzała frazesy znane z prasy, ale „mówiła z ogniem”. Na wiecu Bogatko spotkał Broniewskiego i Wata. Przywitali się ciepło i wspólnie doszli do wniosku, że wolą napić się wódki, niż marznąć i słuchać dobrze znanej im propagandy.
– Idziemy do knajpy – Bogatko rzucił propozycję, do której nie trzeba było przekonywać Władysława i Aleksandra.
W lokalu znajdowało się mnóstwo oficerów radzieckich i podejrzanie wyglądających gości, którzy byli tajniakami.
– To jak naprawdę było w Kijowie? – Broniewski zapytał Mariana.
– Gdy tam pojedziecie i wysiądziecie na dworcu z wagonu – mąż Wasilewskiej mówił tubalnym głosem – pamiętajcie, żeby od razu jedną ręką przycisnąć walizkę, a drugą przytrzymać czapkę, bo wam zedrą z głowy – zaśmiał się głośno.
– Poważnie? – Wat dał się nabrać na żart.
– Jak najpoważniej – rechotał Marian. – Na zachodzie Ukrainy nie jest jeszcze tak źle, ale im dalej na wschód, tym gorzej i nędzniej – stwierdził poważnym tonem.
Po tych słowach faceci z sąsiednich stolików spojrzeli dyskretnie na mówiącego basem Polaka.
– Marian, może troszkę ciszej, bo się nam przysłuchują – Wat delikatnie zwrócił mu uwagę.
– Gówno mnie to obchodzi – nie przejął się jego słowami.
Po chwili stuknęli się literatkami i wypili po setce wódki.
– Nie obraź się, ale chyba musisz bardziej uważać – Aleksander spojrzał za siebie zlęknionym wzrokiem.
– Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce – zaśmiał się donośnie.
– Olek ma rację. Po tym, jak dostaliśmy w czerep od jednych – Broniewski wskazał palcem na zachód ­– a w żopę od drugich – tu pokazał kciukiem na wschód – powiedzenie to straciło rację bytu.
 – Mówię to co myślę i mam ich wszystkich gdzieś – Bogatko wskazał wzrokiem na oficerów.
 – Tobie nic nie zrobią – zauważył Wat. – A nawet gdyby coś…, to twoja zawsze cię wybroni.
  – A ty, Władek – Bogatko nie zwrócił uwagi na słowa Wata – na spotkaniach sam mówisz zakazane wiersze i jakoś nic ci nie zrobili.
 – Ale mogą zrobić – włączył się Wat. – Przecież za każdym z nas łażą tajniacy.
 – Ja tam nikogo nie zauważyłem – Bogatko odparł pewnie.
 – Łażą, łażą – potwierdził Broniewski. – Może Olek jest przesadnie ostrożny, ale ty, Marian, czasem szarżujesz.
– A ty nie? – Bogatko zaripostował.
– Mówienie na spotkaniach patriotycznych wierszy nie jest szarżowaniem. To mój obowiązek – odparł decydowanie.   
Po chwili Wat odniósł się do zarzutu Władysława.
– Nie wstydzę się, że jestem ostrożny. Mam rodzinę…
– Każdy z nas ma rodzinę – zauważył Broniewski.
– Nie mogę porównywać się z wami. Od początku pobytu tutaj mam dziwne przeczucie, że w każdej chwili mogą mnie capnąć – Watowi zadrżał głos.
– Gadanie. Nie byłeś w KPP, jesteś w zarządzie związku, masz czystą kartę – Broniewski klepnął go przyjaźnie po barku.
– Ciebie nie ruszą, bo masz mocną pozycję – Wat spojrzał mu w oczy. – A ciebie… – zwrócił się do Bogatki – też nie mogą tknąć, bo Wanda ma bardzo mocną pozycję.
– Wszyscy tylko mówią: Wanda, Wanda – zirytował się. – Ja się nie liczę? Jestem wolnym człowiekiem, nie jakimś wypierdkiem mamuta, mam swój honor i swoje poglądy – obruszył się.
– W razie czego ona nas wszystkich wybroni – Władysław podniósł w górę literatkę. Wypijmy jej zdrowie! – Skupiony na toaście nie zauważył, że w mężu Wasilewskiej zaczynała wzbierać fala irytacji.
– Mam już tego wszystkiego dosyć! – Bogatko wykrzyknął niemal histerycznie. – Chyba wrócę do Warszawy.
– Ale Wanda raczej się stąd nie ruszy – zauważył Broniewski.
– Z nią czy bez niej, wrócę.

Po dwóch miesiącach od spotkania, 24 stycznia 1940 roku, w wyniku prowokacji agentów sowieckich, aresztowano m.in. Władysława Broniewskiego i Aleksandra Wata.  (Mariana Bogatkę na razie oszczędzono, zastanawiano się, co z nim zrobić). Nikt nie wiedział, dokąd ich wywieziono. Wasilewska starała się ich uwolnić. Z interwencją dotarła do Nikity Chruszczowa, pierwszego sekretarza WKP (b) Ukrainy.
– Towarzyszu, Broniewski to najwybitniejszy polski poeta proletariacki – uzasadniała swoją prośbę. – Szczery komunista.
– O czym wy mówicie, Wando Lwowna? – Chruszczow udał, że nic nie rozumie.
– Ręczę za niego, znam go dobrze, to komunista z przekonania – wstawiała się za nim.
– Ale o nacjonalistycznym odchyleniu. Wiecie dobrze, że na spotkaniach gadał zakazane wiersze. Tak nie można, towarzyszko. Delikatnie upominaliśmy go, żeby swoimi pseudo patriotycznymi wierszykami nie judził przeciwko naszemu sojusznikowi, lecz on nie reagował, uparcie bredził swoje… Wiele razy wypowiadał się też w knajpach i restauracjach przeciwko Związkowi Radzieckiemu. A przecież powinien zamknąć mordę na kłódkę i nie szkodzić naszej ojczyźnie.
– Na pewno mówił pod wpływem alkoholu… – zauważyła niepewnie.
– Tym gorzej dla niego. Jeżeli wygadywał takie rzeczy po pijanemu, to znaczy mówił to, co naprawdę myśli.
– Proszę was, towarzyszu Chruszczow, to jeden z najlepszych współczesnych poetów. Ucierpi na tym kultura. Tym czynem nie pozyskamy wahających się Polaków.
– Ostrzegam was, nie mieszajcie się do tego, nie wkładajcie palca między drzwi! – krzyknął zdenerwowany. – Powiem wam tylko do waszej wiadomości, sprawa ta prowadzona jest centralnie i nie mam na nią wpływu. Teraz, gdy mamy dobre stosunki z Niemcami, partia nie może sobie pozwolić, żeby dawać najmniejszego pretekstu do ich zerwania. Nie rozumiecie tego?
Wasilewska, nie usatysfakcjonowana rozmową z Chruszczowem, skontaktowała się telefonicznie ze Stalinem, który skierował ją do Ławrentija Berii, komisarza spraw wewnętrznych. Po kilku dniach Beria zapewnił ją telefonicznie, że po sprawdzeniu w dostępnych kartotekach nie znaleziono nazwisk zatrzymanych Polaków. Dodał przy tym, żeby zrezygnowała z dalszych prób poszukiwania ich, czym dał jej do zrozumienia, że wszystko wie na ich temat.

Mimo, że przed wojną Bogatko i Wasilewska działali razem w PPS-ie, mając zbieżne poglądy w wielu kwestiach, jednak przebywając pod okupacją sowiecką ich polityczne zapatrywania mocno się różniły. Jak wiadomo Wasilewska zaprzedała polską i pepeesowską duszę diabłu komunistycznemu w rycie stalinowskim. Natomiast Marian Bogatko był przeciwnikiem jakichkolwiek powiązań z komunistami, w szczególności zjednoczenia z byłymi członkami KPP, a w rozmowach ze znajomymi głosił niezależne sądy sprzeczne z obowiązującą linią władzy sowieckiej. Obserwujący go enkawudziści słali niepokojące raporty do Moskwy, gdzie obawiano się, aby Wasilewska nie uległa wpływom męża. Na najwyższym szczeblu władzy zapadła decyzja, aby go zlikwidować. Pod koniec maja 1940 roku agenci NKWD postrzelili go śmiertelnie na progu domu na ul. Zadwórzańskiej 49, w którym mieszkał z Wasilewską oraz z jej dwunastoletnią córką Ewą. Po krótkim czasie zmarł w szpitalu. Niewątpliwie dla dziecka był to szok, nie wiadomo zaś, co przeżyła żona. Można jedynie przypuszczać, że po zamordowaniu w 1938 roku w Moskwie wielu polskich komunistów z KPP oraz po aresztowaniach Polaków we Lwowie Wasilewska z pewnością oswoiła się z metodami NKWD. Przede wszystkim zdała test z wiary w komunizm sowiecki (o czym już była mowa) przedkładając ideologię ponad sprawy prywatne. Po pewnym czasie Nikita Chruszczow wysłał do Wasilewskiej Kornijczuka i Barzana z przeprosinami, mówiąc że był to nieszczęśliwy wypadek, że agenci mieli zastrzelić kogoś innego.
Wszystko wskazuje na to, że nie był to wypadek. Według Wata była to „prawdziwa, świetna szkoła stalinowska, żeby nie miała złudzeń. Point de revieries. Od razu. Jednorazowy szok. Zen. Po łbie i cała zrestrukturalizowana świadomość. (…) Następuje pieriekowka duszy”. Zdaniem Włodzimierza Sokorskiego, późniejszego oficera politycznego w armii Zygmunta Berlinga, zabójstwo Mariana Bogatki „to był cios, po którym Wanda stała się inna. Radziecka. Gorzej. Serwilistycznie radziecka”. Można się jedynie domyślać, że Wasilewska, znając mechanizmy funkcjonowania systemu, zdawała sobie sprawę, że śmierć męża nie była dziełem przypadku. Zachowała się, jak człowiek pozbawiony uczuć, podeptała pamięć i dobre imię swojego męża, wybierając Stalina na ideologicznego przewodnika, a Kornijczuka na partnera  w stosunkowo krótkim czasie po zabójstwie męża.
Patrząc na to zdarzenie z perspektywy czasu i wiedząc, że Stalin kilkakrotnie wymierzał ciosy w swoich bliskich oraz we współmałżonków dygnitarzy (aresztowanie rodzeństwa swojej żony Nadieżdy Alliłujewnej po jej samobójstwie, czy aresztowanie żony Mołotowa), jest więcej niż pewne, iż była to wypróbowana metoda łamania kręgosłupów ludziom z najbliższego otoczenia w celu ich podporządkowania. Zachowanie się Wasilewskiej po morderstwie Mariana Bogatki utwierdziło Stalina w jej wierności wobec siebie i nowej ojczyzny. Sympatia generalissimusa do niej (przy założeniu, że psychopatyczny dyktator miał takie uczucia) była powszechnie znana i przejawiała się między innymi w tym, że Wasilewska, której ufał najbardziej ze wszystkich Polaków, stała się jego głównym doradcą w sprawach polskich. Dodatkowo dyktator obsypywał ją nagrodami: w 1943 roku za powieść Tęcza otrzymała Nagrodę Stalinowską I klasy, a w 1946 i 1952 Nagrodę Stalinowską II klasy. Była jedyną Polką uhonorowaną tą nagrodą i znalazła się w gronie czterech kobiet, które otrzymały ją trzykrotnie (wspólnie z pisarką Wierą Panową, primabaleriną Galiną Ułanową i aktorką Fainą Raniewską; jedynie aktorka Ałła Tarasowa zdobyła ją czterokrotnie). Na marginesie dodam, że na podstawie wspomnianej powieści reżyser Mark Donskoj zrealizował w 1943 roku film Tęcza (premiera: 1944), który otrzymał Nagrodę Główną Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych, Nagrodę Daily News High Prize dla najlepszego filmu zagranicznego w Stanach Zjednoczonych w 1944 roku oraz nagrodę National Council of Film Reviewers.

Cofnijmy się jednak o kilka lat. W połowie 1940 roku Wanda Wasilewska i Alfred Lampe napisali list do Stalina z prośbą, aby umożliwić polskim komunistom wstępowanie do WKP (b). Niespodziewanie sekretarz generalny zaprosił ją do Moskwy.
 – Towarzyszu Stalin – zaczęła mówić drżącym, niskim głosem – w obecnej sytuacji uczciwi polscy komuniści czują się zagubieni, a w ramach istniejącej w struktury partyjnej mogliby włączyć się w budowę i umocnienie ustroju sprawiedliwości społecznej.
 – Najpierw jednak powiedzcie mi towarzyszko Wando Lwowna. jakie są nastroje wśród Polaków – zapytał Stalin, wiedząc dobrze o ich niechęci do Kraju Rad.
– Szczerze powiem, że są różne, ale zdecydowana większość ludzi lewicy zamieszkujących obecnie obwody zachodniej Ukrainy i Białorusi popiera Wasze przywództwo w świecie komunizmu – mówiła żarliwie. Wasilewska celowo użyła sformułowania o ludziach lewicy „zamieszkujących obecnie obwody zachodniej Ukrainy i Białorusi”, nie mówiąc o „przebywających w obwodach…”, bo wielu z nich przebywało tam w więzieniach.
– Mówicie, że chcą zasilić szeregi naszej partii? – upewniał się.
– Pragną w niej aktywnie działać – rzekła entuzjastycznie.
 – To brzmi logicznie ­– pogłaskał wąsa. – Polskie kadry mogą faktycznie odegrać pozytywną rolę w umacnianiu komunizmu. Zgoda.
 – Dziękuję wam, towarzyszu – pochyliła głowę.
 – Jeśli chodzi o wasze członkostwo, osobiście zaproponuję, aby zaliczono wam staż w PPS – uśmiechnął się do niej, co w ogóle czynił rzadko.
Wasilewska zdziwiła się, ale nie była zszokowana jego łaskawością, ponieważ pepeesowcy przebywający na terenie ZSRR byli dla niego nie skażeni „wrogą aktywnością”, jak członkowie Komunistycznej Partii Polski, których w latach 1937-38 oskarżył o udział w „organizacji szpiegowsko-dywersyjnej działającej na rzecz burżuazyjno-faszystowskiej Polski”.  
 Już po wojnie Wasilewska, relacjonując to spotkanie cytowała Stalina: „Chyba każdy rozumie, że wcześniej czy później my staniemy do walki z hitlerowcami i wtedy polskie kadry mogą odegrać dużą rolę”. Otóż Stalin nie mógł powiedzieć tych słów kilka miesięcy po podpisaniu paktu Ribbentrop – Mołotow, ponieważ był święcie przekonany, że Niemcy zabezpieczyli sobie na dłuższy czas wschodnie granice wielkiej Rzeszy, by móc zaatakować państwa zachodniej Europy. Jednym z dowodów ufności Stalina w trwałość paktu było to, że po napaści na ZSRR 22 czerwca 1941 roku przez wiele dni był w szoku nie wierząc, że Hitler to uczynił. Przed tą datą nie ufał też wywiadowi swojemu, ani angielskiemu, że Trzecia Rzesza koncentrowała na granicy wielkie siły przygotowując się do ataku na ZSRR.
Stosunkowo mało znanym epizodem jest sprawa dwóch orientacji polskich komunistów przebywających pod okupacją radziecką po 17 wrześniu 1939 roku. Mówił o tym Adam Ważyk w tzw. Taśmach Ważyka; jest to zapis rozmowy przeprowadzony z nim przez Krzysztofa Bobińskiego w 1976 roku. Ważyk twierdził, że według Szymona Natansona, powstały w owym czasie dwie orientacje: lwowska i białostocka. Przedstawicielem koncepcji białostockiej byli m.in. Alfred Lampe i właśnie Szymon Natanson. Polegała ona na tym, że po zlikwidowaniu KPP polscy komuniści mają partyjny staż oraz że na ziemiach wcielonych do ZSRR Polacy, którzy uciekli z terenów zajętych przez Niemcy są uchodźcami, nie grupką miejscowej ludności, jak ich traktowały władze sowieckie. Natomiast orientacja lwowska, do której należeli m.in. Witold Kolski i Leon Pasternak, godząc się na rozwiązanie KPP, wyznawała zasadę, że należy wstępować do WKP (b) bez zaliczenia polskiego stażu. Szymon Natanson namówił Wandę do napisania w tej sprawie pisma do Stalina. Prosiła w nim, aby Polaków przybyłych na ziemie zajęte przez Związek Sowiecki traktowano jako uchodźców reprezentujących rdzennie polską kulturę, a nie kulturę miejscową. Dla polskich pisarzy i naukowców było to ważne rozróżnienie w obliczu rosnącej w siłę prohitlerowskiej organizacji ukraińskiej, co miało znaczenie także dla Kremla. Natanson mówiąc o tym Ważykowi dodał, że Wasilewska pisząc memorandum trzęsła się ze strachu, lecz po wahaniach wysłała je do adresata. Po pewnym czasie wezwano ją do lwowskiego komitetu regionalnego partii.
– Towarzyszko Wasilewska, telefonowali prosto z Kremla i pytali o was – mówił podekscytowany pierwszy sekretarz komitetu partii.
 – W jakiej sprawie? – zapytała.
 – Coś ważnego. Chce z wami mówić sam towarzysz Stalin.
 – Połączcie mnie.
 Sekretarka zamówiła rozmowę błyskawiczną. Po kilku minutach rozległ się dzwonek.
– Będzie mówił osobiście Józef Wissarionowicz Stalin – Wasilewska usłyszała w słuchawce wyraźny głos telefonistki.
Pierwszy sekretarz obkomu i jego zastępca pochylili się nad siedzącą Wasilewską, przysłuchując się rozmowie.
– Zgadzam się z waszą prośbą, towarzyszko Wando Lwowna. Polacy przybyli na nasze zachodnie ziemie zasługują na to, aby traktować ich jak uchodźców. Literaci i naukowcy mają reprezentować rdzenną kulturę polską – mówił wolno generalissimus.
– Jestem wdzięczna za wasze stanowisko, towarzyszu Stalin – Wasilewska odetchnęła z ulgą.
– Należy także utworzyć uniwersytet polski. Może w Kijowie… – rzucił Stalin. – Zastanówcie się kto mógłby zostać rektorem.
– Może… Wincenty Rzymowski – zaproponowała.
 – Sprawy podniesione w waszym piśmie postawię na najbliższym posiedzeniu biura politycznego – zakończył Stalin i się pożegnał.
Do realizacji pomysłu powołania polskiego uniwersytetu nie doszło, bo wkrótce Niemcy napadły na ZSRR.

„Okres lwowski pod panowaniem sowieckim od 17 września 1939 do 22 czerwca 1941 był dla polskiej inteligencji czasem strachu, udawania i upokorzenia. Twórcy na każdym kroku mierzyli się z sytuacjami naruszającymi ich godność. Władza stosując wypróbowane metody, łamała pisarzom sumienia i prostowała kręgosłupy moralne według obowiązującej sztancy ideologicznej. Duża część literatów przymuszana była do dokonywania wyborów wbrew własnym przekonaniom. Obowiązywał urzędowy entuzjazm. Zastraszeni literaci tchórzyli w obawie przed aresztowaniem” (Aresztowanie Broniewskiego i Wata we Lwowie w 1940 roku, <pisarze.pl> nr 17/21, 489).
Okres ten z perspektywy polskiej lewicy tak ujął w Pamiętnikach (1994) Władysław Gomułka: „Komuniści polscy czuli się wtedy na ziemiach Ukrainy i Białorusi zachodniej  jako ludzie zagubieni, pozbawieni własnego kompasu politycznego pasującego do wyznawanego przez nich idei socjalizmu. Tylko ci, którzy za fasadą marksizmu, leninizmu i rewolucji żywili wobec Polski jako niepodległego i suwerennego państwa kosmopolityczne poczucie obojętności, a nawet wrogości, przyjmowali bezkrytycznie i z aplauzem ówczesną politykę Związku Radzieckiego i kominternu”. Gomułka w tym czasie uważany był jako tzw. uczciwy komunista, jednak trzeba tu bezstronnie przypomnieć, że później jako I sekretarz PZPR odpowiedzialny był m.in. za Marzec 68 oraz za śmierć stoczniowców w 1970.

Wanda Wasilewska po najeździe Niemiec na Związek Sowiecki, lecz przed wejściem Wehrmachtu do Lwowa, została ewakuowana do Moskwy. Wstąpiła ochotniczo do Armii Czerwonej pełniąc funkcję korespondenta wojennego. W krótkim czasie otrzymała stopnień pułkownika. Pisała artykuły w piśmie Nowe Widnokręgi, które założyła we Lwowie z Jerzym Putramentem na początku 1941 roku pełniąc funkcję redaktora naczelnego. Jej zastępcą był Alfred Lampe, który w grudniu 1942 roku napisał dosyć odważną notatkę do wiceministra spraw zagranicznych Sołomona Łozowskiego w sprawie zaprzestania dyskryminowania Polaków, którzy nie wstąpili do Armii Czerwonej. Na początku stycznia 1943 roku Lampe z Wasilewską napisali pismo do Mołotowa proponując zorganizowanie wszystkich lewicowych „elementów polskich” chcących wspólnie z ZSRR bić się o wolną, niezależną i demokratyczną Polskę. Po zapoznaniu się z powyższymi pismami Józef Stalin wezwał do siebie Wandę Wasilewską i jej partnera Kornijczuka (który dwa miesiące później został zastępcą ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR).  Lampego nie zaprosił.
– Widzę, że żywicie sympatię do Ukrainy, Wando Lwowna – Stalin spojrzał przenikliwie na Wasilewską, po czym przerzucił wzrok na jej kochanka. Pisarka była zaskoczona jego uwagą.
– Lubię też Rosję i Białoruś, towarzyszu Stalin – odpowiedziała niepewnie.
– Ale do Ukrainy macie szczególną słabość – zaśmiał się pod wąsem zerkając na Kornijczuka.
– Mój ojciec był rozmiłowany w ukraińskich pieśniach ludowych i zwyczajach. Nie kryję, że jego sympatia udzieliła się mnie – Wasilewska uśmiechnęła się wymuszenie.
– Ale za Rosją nie przepadał… – Stalin rzekł zaczepnie.
– Jego żona, a moja matka była uczennicą kursów Bestużewa – Wasilewska starała się zmienić niewygodny temat rozmowy.
– Tak samo, jak i Maria Piłsudska. Wtedy oczywiście nazywała się inaczej.
– I tak samo, jak Nadieżda Krupska – Wasilewska pochwaliła się wiedzą z życia żony Lenina.
– Te kursy to był dobry uniwersytet dla dziewczyn – generalissimus zamyślił się. – W takich rozwiniętych Niemczech kobiety mogły studiować dopiero na początku naszego wieku, a u nas trzydzieści lat wcześniej.
– Zachód nigdy nie doceniał wysokiego poziomu naszej cywilizacji – do rozmowy włączył się Kornijczuk.
– I za to pogonimy Germańca – Józef Wissarionowicz uśmiechnął się zadowolony. – Teraz, gdy nasza armia rozgromiła ich pod Stalingradem, a Alianci, mimo obietnic, nie organizują na zachodzie Europy drugiego frontu, dochodzą mnie słuchy, że może dojść do konfliktu między emigracyjnym rządem londyńskim a nami – Stalin przeszedł do meritum. – W tej sytuacji, Wando Lwowna, możecie dużo zrobić.
– Chętnie przyłączymy się do nowej inicjatywy, towarzyszu – Kornijczuk rzekł entuzjastycznie, by odciągnąć wzrok Stalina od Wandy.
– Tu nie chodzi o przyłączenie się, ale o samodzielne działanie –­ sekretarz generalny wciąż patrzył na nią. – Towarzyszko, utworzycie z dobranymi przez siebie ludźmi ośrodek polskich spraw.
– Rozumiem, że chodzi o coś na kształt związku, który będzie walczył wspólnie z Armią Czerwoną przeciwko najeźdźcy.
– Czytacie w moich myślach. Z powodów przeze mnie wspomnianych oraz po ucieczce z naszego kraju armii Andersa niezbędne będzie powołanie sojuszniczej polskiej organizacji.
– Od czego zacząć, towarzyszu Stalin, jeśli mogę prosić o radę? – zapytała śmiało.
– Podoba mi się, że pytacie konkretnie – Stalin był w dobrym humorze. – Na początek napiszcie memorandum z propozycją utworzenia centralnego ośrodka do spraw polskich.
– Napiszę z Alfredem Lampe – Wasilewska powiedziała pewnie. Jednak spostrzegłszy krytyczną minę wodza żałowała, że wymieniła jego nazwisko.
– Z nim? – dyktator zastanawiał się chwilę. – No dobrze, możecie z nim.
Pisarka była zaskoczona decyzją wodza. Sama wcześniej zgłaszała wolę włączenia Polski do Związku Radzieckiego. Podobnie, jak wszyscy polscy komuniści spotykający się w jej moskiewskim mieszkaniu: Janina Broniewska, Zygmunt Berling, Alfred Lampe, Helena Usijewicz, Hilary Minc, Jerzy Putrament, Irena i Wiktor Groszowie. Po cóż był Polakom potrzebny samodzielny byt państwowy? I po co oddzielne wojsko polskie? Wystarczyłaby wspólna ojczyzna komunizmu, w której Polska będzie szczęśliwą siedemnastą republiką. A Polacy mogliby walczyć w ramach Armii Czerwonej. A tu nagle takie zaskoczenie: Stalin zaplanował samodzielny polityczny ośrodek polski, polską dywizję i państwo polskie. Okazał się bardziej propolski od polskich komunistów. Geniusz.

Zgodnie z ustaleniami Wasilewska i Lampe napisali do generalissimusa list. W lutym 1943 roku Stalin, po analizie sytuacji z Mołotowem, podjął decyzję o powołaniu Związku Patriotów Polskich (ZPP) i wydawaniu pisma Wolna Polska dla Polaków na terenie Związku Radzieckiego. Równolegle podpułkownik Zygmunt Berling, dezerter z armii Andersa (najnowsze wyniki badań dowodzą, że był na usługach NKWD), napisał 8 kwietnia 1943 roku pismo do Ławrentija Berii, ministra spraw wewnętrznych, proponując utworzenie armii polskiej współpracującej z Armią Czerwoną. Wcześniej, bo już w 1941 roku po ataku Niemiec na ZSRR, Berling wystosował do niego manifest, w którym deklarował z innymi oficerami chęć walki u boku Armii Czerwonej. Decyzja Stalina miała na celu pozyskanie polskich ochotników mających walczyć wspólnie z wojskami radzieckimi. Ponadto utworzono przeciwstawny do rządu Sikorskiego nowy ośrodek polskiej władzy, który Moskwa planowała zainstalować w Polsce po wygranej wojnie.
Po ujawnieniu przez Niemców w kwietniu 1943 roku zamordowania polskich oficerów w Katyniu przez Związek Sowiecki, rząd emigracyjny w Londynie uznał te fakty za prawdziwe. Był to pretekst do zerwania przez Moskwę stosunków dyplomatycznych z rządem polskim. Gdy w kwietniu biuro polityczne partii bolszewickiej podjęło decyzję o formowaniu polskich oddziałów pod politycznym przywództwem ZPP, na czele komitetu organizacyjnego stanęła Wanda Wasilewska, natomiast na dowódcę formowanej dywizji piechoty wyznaczono Zygmunta Berlinga, którego awansowano na stopień generała dywizji. W maju tego roku ogłoszono w Moskwie, że rząd radziecki zgodził się na propozycję ZPP powołania jednostki polskiej, niezależnej od „obozu londyńskiego” oraz dowództwa Polskich Sił Zbrojnych.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że Wasilewska toczyła ostry spór z Berlingiem, któremu zarzucała antysemityzm i pomniejszanie roli oficerów politycznych w wojsku. Antagonizm dotyczył także granic wschodnich przyszłego państwa polskiego; Berling chciał, aby Lwów należał do Polski, natomiast Wasilewska była temu przeciwna. Generał uzasadniał swoją koncepcję tym, że należy wytrącić rządowi londyńskiemu broń z ręki i mieć wszystkich Polaków po swojej stronie, choć sam Lwów go nie interesował, jak twierdzi Albina Noskowa w pracy Na drodze do stworzenie PKWN – rola Moskwy (2005). W sporze tym Stalin przyznał rację Wandzie Wasilewskiej. Kariera generała Berlinga została zastopowana rozkazem z 30 września 1944 roku, którym Stalin odwołał go ze stanowiska dowódcy I Armii Wojska Polskiego. Na pewno powodem odwołania nie była chęć samodzielnego udzielenia pomocy powstańcom warszawskim przez oddziały Berlinga (wbrew późniejszej legendzie podtrzymywanej także przez niego), przyczyny mogły być różne, na przykład błędy dowódcze podczas walk o Puławy i Dęblin, a także jego konflikt z wpływowymi politykami Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) o wpływy na Kremlu. Przede wszystkim jednak Berling czuł się zbyt pewny siebie, a pisząc na Wasilewską skargi do Stalina nie docenił jej pozycji i wpływów.
Wanda Wasilewska organizując polskie wojsko przyczyniła się do zwolnienia sporej liczby Polaków z obozów pracy i łagrów, wpływając na polepszenie ich losu, a w wielu przypadkach ratując ich życie. Od końca 1943 roku była członkiem tajnego Centralnego Biura Komunistów Polskich w strukturach WKP (b). 21 lipca 1944 roku została z ramienia PPR wiceprzewodniczącą PKWN (przewodniczącym był Edward Osóbka-Morawski), ale już we wrześniu zrezygnowała z tej funkcji.
Po zakończonej wojnie nie chciała wrócić do Polski. Jak sama powiedziała: „Nigdy nie miałam skłonności do wodzostwa, a robiłam pewne rzeczy z tego względu, że mogłam, że miałam możliwości zrobienia, a kto inny tych możliwości nie miał” – Wspomnienia Wandy Wasilewskiej (1939-1944).
 Z mężem Ołeksandrem Kornijczukiem, za którego wyszła za mąż w 1945 roku, zamieszkała w Kijowie w willi, do której sprowadziła siostrę Zofię i matkę. Jej życie prywatne nie było szczęśliwe. Adam Ciołkosz w książce Wanda Wasilewska: Dwa szkice biograficzne (1977) twierdzi, że dobierała sobie mężczyzn nie dorastających do niej intelektualnie. Ponoć zwierzała się, że potrafi kochać tylko mężczyzn niżej od niej stojących; kochała ich na swój sposób, byli nieodzowni, ale nie najważniejsi w jej życiu. Aleksander Wat uzupełnia:  była „wybitnie łasa na mężczyzn”.
Pierwszym mężem Wasilewskiej był Roman Szymański (ur. w 1900 roku), robotnik kolejowy i student matematyki, pobrali się w 1925 roku, trzy lata później urodziła się im córka Ewa. W 1931 roku Szymański zmarł na tyfus. W tym samym roku poznała inteligentnego murarza Mariana Bogatkę (ur. w 1906 roku), działacza PPS i Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych. Wyszła za niego za mąż w 1935 roku. W maju 1940 roku został zabity. Jej ostatnim mężem był przystojny „urodą kelnera”,  Ołeksandr Kornijczuk (ur. w 1905 roku), działacz partyjny i dramaturg. Pięciokrotny laureat Nagrody Stalinowskiej. Nie był to udany związek, o czym świadczy ostatnia wola Wasilewskiej, która zażyczyła sobie, aby nie pochowano ich we wspólnym grobie. Kornijczuk nie był dobrym mężem, zdradzał ją i nadużywał alkoholu. Jego kochanką była młodsza o 16 lat aktorka Marina Zacharenko, którą sprowadzał do domu w obecności żony. Wasilewska zmarła w Kijowie na zawał serca 29 lipca 1964 roku. Cztery miesiące po jej śmierci Ołeksandr Kornijczuk poślubił Marinę.  Zmarł w 1972 roku.
Związek Wasilewskiej z ukraińskim działaczem partyjnym i pisarzem tak scharakteryzował Władysław Gomułka w Pamiętnikach (1994): „(…) Ponad wszystko postawiła swój związek małżeński z Kornijczukiem i uczucia, jakie do niego wówczas żywiła. Myślę, że w latach późniejszych sama żałowała swego wyboru. Ale odwrotu już nie miała. Musiała wypić do końca swój kielich goryczy, który ongiś był dla niej pucharem miłości i osobistego szczęścia”.
Dla pełniejszego obrazu Wandy Wasilewskiej przytoczę wspomnienia dwojga polskich pisarzy, którzy się z nią zetknęli. Gdy w kwietniu 1956 roku Maria Dąbrowska spotkała ją w Sztokholmie podczas obrad Komitetu Obrońców Pokoju, zanotowała: „(…) Nigdy nie podam ręki Wandzie Wasilewskiej, nie będę z nią rozmawiała, ani z nią się znała. Wanda Wasilewska wyparła się ojczyzny, wtedy kiedy Polska leżała zdruzgotana i pokonana. (…) W publicznych przemówieniach we Lwowie pozwalała sobie mówić, że żyła w Polsce jak szczute zwierzę i że teraz dopiero znalazła ojczyznę. To nikczemne kłamstwo. W Polsce jej nigdy włos nie spadł z głowy. Brała grubą forsę za książki i za «Płomyka». Jedyna przykrość, jaka ją spotkała, to, że jej odebrano redakcje «Płomyka», gdy stał się nadto propagandą sowiecką (…). Zdradziła tak samo lud, gdy na gruzach ojczyzny panoszyła się w pięknej wilii, a miliony polskich ludzi gnane były na Sybir. Trudno o czystszą formę zdrajcy i renegata” (Dzienniki powojenne, 1996, Opis podróży do Sztokholmu, bez daty).
Jalu Kurek zapamiętał zdarzenie na dworcu w Chełmie w 1939 roku. We wrześniu uciekał przed Niemcami do Lwowa wspólnie z innymi literatami, wśród których byli Stanisław Wasylewski, Tadeusz Hollender, Stefan Kordian Gacki, Wawrzyniec Czereśniewski i Artur Rzeczyca. Komendantką sowieckiego transportu była Wanda Wasilewska. Literaci na peronie zobaczyli w oddali stojących wiele godzin na palącym słońcu około dwustu polskich oficerów otoczonych radzieckimi żołnierzami. Polscy oficerowie prosili o wodę. Literaci zwrócili się do Wasilewskiej, aby przez komendanta eskorty zorganizowała im wodę. Ta uniosła się gniewem i z zaciętym wyrazem twarzy, wskazując ręką na oficerów, krzyknęła:
– Wody dla nich? Nigdy nie posunę się do tego. To swołocz!
Wszyscy słyszący to, łącznie z przypadkowymi podróżnymi, poczuli niesmak.
– Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, nie utraci swojej nagrody – jeden z pisarzy cicho zacytował fragment Ewangelii.
– Ona już ją straciła – skomentował inny pisarz.
Nawet stojący wśród literatów komuniści nie kryli swego oburzenia. „Epizod ten pozostanie mi w pamięci do końca życia” – podsumował swoje wspomnienie Jalu Kurek, który złożył je przed śmiercią w formie oświadczenia w Bibliotece Jagiellońskiej w 1983 roku.

Wanda Wasilewska to skomplikowana i pełna sprzeczności osoba. Po pierwsze: była Polką, która wyrzekła się polskości. Przebywając od 1939 roku w Związku Radzieckim mówiła o sobie „bywszaja Polka”. Czasem jednak zadrgała w niej nuta polskości, ponieważ pomagała wielu rodakom w ZSRR. Po drugie: była kobieca i jednocześnie miała coś z męskiego charakteru, jak na przykład potrzebę dominacji i wrodzoną siłę fizyczną. Znany jest przypadek, gdy będąc na Kubie rywalizowała z Fidelem Castro w wycinaniu trzciny cukrowej. Należy dodać, że El Comandante uwielbiał popisywać się swoją sprawnością fizyczną. Ku jego zaskoczeniu Wasilewska wyprzedziła go w tych zawodach, w dowód szacunku nazwał ją maczetą. Po trzecie: kochała swoich mężów, a drugiego, Mariana Bogatkę, szczególnie (o czym zaświadcza Aleksander Wat w Moim wieku), jednak ważniejsza dla niej była miłość do komunizmu. Po zamordowaniu go przez NKWD zachowała się tak, jakby nic się nie stało. Po czwarte: choć w swoich utworach użalała się nad biedą robotników i nędzą chłopów, jednak całe życie spędziła w dostatku, nawet podczas wojny nie potrafiła z niego zrezygnować. Po piąte: w płaszczyźnie aktywności politycznej była dla władz sowieckich najbardziej zaufaną i predestynowaną postacią, aby objąć ster rządów w sojuszniczej Polsce po II wojnie światowej, lecz zrezygnowała z tej odpowiedzialności i niewątpliwego zaszczytu. Bo choć była władcza i dominująca, nie miała skłonności przywódczych. Nienawidziła, gdy ktoś jej rozkazywał („Ona chce i będzie robić tylko te rzeczy, które jej nie są przez nikogo narzucone” – pisała jej matka w liście do męża), z drugiej strony zaś – wbrew swoim zasadom – stała się niewolnicą reżimu komunistycznego i wiernie słuchała poleceń Stalina.
Przedziwny człowiek, interesująca kobieta. Amalgamat wielu antynomii. Diablica wcielona, czy kobieta zwyczajna kierująca się uczuciami, emocjami i ambicją?

Franciszek Czekierda

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko