Tłumaczenie z języka ukraińskiego Tadej Karabowicz
RZEKA ZWANA PTAKIEM
Czym jest rzeka? To upływ czasu, ruch i nieuchwytna zmienność. To są brzegi, na których stoi miasto i wolna woda, pozbawiona jasnej postaci. Jej głębiny wiedzą wszystko. Przedmioty na jej dnie pamiętają każdy dotyk ich właścicieli. Ona rozpuszcza złożone struktury zdań i słowa zamienia w wodę – czyli w siebie.
*****
czerwona wiśnia trwogi
zgnieciona plama na obrusie
kobiety wśród drzew mojego słonecznego dzieciństwa
z miskami
pełen pieluch i prześcieradeł
patrzę na ciebie.
przez okrągłą sprężynę zaszczepki
początkowo zielonej
potem żółtej
później niebieskiej
to mój teleskop
to moje morze trawy
posypanej jabłkami z głębiny
widzę cię prze nią
zauważam
jak ty stoisz za pobielonym od spodu pniem
i nieśmiało patrzysz w moją stronę
nie bój się
podejdź bliżej
wróble na drzewach
kaczuszki w tekturowych pudełkach
kwaczą pożegnalne psalmy
nie bój się
to początek naszej wielkiej podróży
na drugą stronę ogrodu
*****
w mieszance zapachów jesieni i smoły
w czarnych oparach asfaltu na chodnikach
znajdujemy naszą jedność
oddech równy i słodki
naszego miasta nieustępliwego
*****
bo wszystko ma swoje przyczyny
i my chodzimy ulicami
stąpając po własnych cieniach
i charakter gdzieś w pobliżu spaceruje
w sąsiednich dzielnicach
przylegających do niebieskiej rzeki
o niskie budynki
z niskimi stropami
odbijają się prostokątne cienie szyb
malują łóżka i tapety
z naiwnymi roślinnymi ornamentami
rozlewają się po skórze ludzi
zupełnie nam nieznanych
ale słońce nad nami jest wspólne
i do cichych przestrzeni pokoi
wlatuje odgłos naszych kroków
szuka gdzie się przytulić
w pobliżu prostych drewnianych mebli
czy nieprostej geometria światła
obok okrągłości ciała ludzkiego
czy przezroczystości zgaszonych żarówek
szuka przyczyny by zostać
i nie znajduje
odgłos blaknie
i twarde serca nieznajomych
stukają w rytmie odległych kroków
noga za nogą
i staje się jasne
po co idziemy i dlaczego się nie zatrzymamy
*****
mak mu wyrasta ze skroni
teraz takiej głębokiej
że dzięki temu widoczne są wspomnienia i myśli
oto on ścina patykiem wysokie zarośla
takie buntownicze
w ogrodzie co nie rodzi
ukryty za budynkiem
oto on idzie do szkoły.
wzdłuż fabrycznego parkanu
przez który wystają zwielokrotnione
betonowe piramidy
oto on nurkuje w rzece
nie uwierzysz własnym oczom
widzi wieloryba i odpycha się od niego nogami
wypływając na powierzchnię
tyle ciekawych rzeczy
tyle wszystkiego niedopowiedzianego
nadążaj tylko spostrzegać
maki rozlewają się po podłodze
czerwonym polem
kwitnącym
*****
już zapomniałem
gdzie to jezioro
zarosłe rzęsą
gdzieś niedaleko
w bok od drogi
która wiedzie do stacji
wiózł mnie na ramie
z wędkami
przywiązanymi wzdłuż
a potem
przeleźliśmy przez dziurę
i zniknęliśmy
w pieśni lasu
*****
jedziemy gdzieś daleko.
i milczymy
nie ma różnicy
gdzie
cisza między nami
ubrała się w damskie
jedziemy do przodu
i świat się kręci
miasto zapada się w ziemię
z prędkością
w rowie
perz połyskuje
*****
wolałbym nie wiedzieć
że rodzimy się niepodróżnymi
z krainy wiecznego sierpnia
wagony drzemią na słońcu
widząc sny o chronografii tranzytu
niby jasne plamki na mapie drogowej
czerwone linie otuliły kontur
przeżutego serca
i nigdzie nie da się od tego uciec
wczoraj otrzymałem list od przyjaciela
zdjęcie w ciemnych okularach
na tle barokowego miasta
czy burzliwego oceanu
pyta o plany na lato
a plany są proste
widzieć ulice i ogrody
słyszeć pszczoły pod lipą
gdy upał ustępuje
i rozpoznać długi szum wagonów
kłaść się późno w nocy
i budzić się późno w dzień
*****
oni ją wołają
a ona nie odpowiada
przeszła przez nasyp kolejowy
i weszła w trawy
o zmierzchu na tle chmur
rano wołali ją znowu
aż nie zagwizdał ostatni parowóz
i noc nie zapadła
dopiero trzeciego dnia otrzymali wiadomość
której już nie czekali
od osoby w kolorze pomarańczy
dzisiaj piliśmy za wasze
i nasze zdrowie
czarno-biała kotka
okociła się
pod peronem stacji sortującej
*****
ależ naprawdę
zawsze tak było
najjaśniej bieli się kwiat
na tle ciemnego nieba
co ciąży strachem ulewnej burzy
czarna szczelina drzewa
zrównała się kolorem chmury
jest zamaskowana gronem białych kwiatów
póki błyskawica próbuje odtworzyć jej zarys
teraz jest niewidoczna dla mojego oka
co ranku patrzyłem na koronę jabłoni
dlatego mereżkę jej gałęzi znam na pamięć
jak mapę najdroższej rzeki
ponieważ zawsze tak było
wiatr się wzmaga
wody odchodzą
białe płatki pokrywają balkony i chodniki
kleją się do mokrych szyb i metalowych daszków
przed wejściami i szyldami sklepów
jabłoń traci swój kamuflaż
stoi naga
w bezbronnym strachu
i błyskawica nareszcie ją odnajduje
*****
wszystko co mogę
ograniczyć swoje słownictwo
zamiast kolumn doryckich
słupy z żelazna i betonu
zamiast ubarwionych słów
zasłyszanych przez ciebie na głuchej prowincji
uniwersalne i skąpe litery
destylowanej wody
nie potrzebuję niczego więcej
tylko puste półki z płyty wiórowej
na których leżały regionalne słowniki
i encyklopedie wymarłych kultur
moja archeologia
co nie zna kwiecistych synonimów
kopie ostatnią warstwę
między ceramicznymi rybami
które mają otwarte usta
i jednorazowym talerzem z plastiku
odnajdę monetę słońca
[2016-2023]
Oleksandr MYMRUK – poeta, krytyk kultury, dziennikarz, redaktor. Urodził się w mieście Błahowiszczeńsk, w Obwodzie Kirowohradzkim. Obecnie mieszka w Kijowie. Autor zbiorów poezji „Cukrowyk” (2017), „Rzeka zwana ptakiem” (2024), a także książki non-fiction „Oleg Sencow” (2017).
Współredaktor, kurator i autor przedmowy do publikacji „Egzemplarze XX” (2021) poświęconej historii czasopism artystycznych na Ukrainie. Utwory poety przetłumaczono na język angielski, niemiecki i francuski. Laureat Nagrody Literackiej „Smołoskyp” i Nagrody Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy za „Najlepszy debiut poetycki”. Długoletni redaktor prowadzący e-organizacji społecznej „Czytomo”, zajmującej się popularyzacją wydawnictw książkowych w Ukrainie i na świecie, a także popularyzacją kultury i czytelnictwa. Autor licznych artykułów na temat literatury, sztuki, architektury i kultury.
Tłumaczenia utworów pochodzą z tomu poetyckiego Ołeksandra Mymruka „Rzeka zwana ptakiem” («Річка з назвою птаха», Львів, 2024).





