Po 4 latach od poetyckiego debiutu Anna Błasiak wraca do nas z książką Rozpętanie / Deliverance(2024). W pierwszym – wizualnym – odbiorze widać wiele podobieństw z pierwszym tomem Kawiarnia przy St James’s Wrena w porze lunchu (2020), co może zwieść jej poprzednich czytelników, że otrzymają próbkę podobnych tekstów. Oba bowiem są wydane w dwujęzycznej – polsko-angielskiej – wersji, opatrzone bogato fotografiami Lisy Kallo, w podobnym formacie. Kiedy recenzowałam pierwszy z nich, notabene – bardzo pozytywnie, użyłam sformułowania, że „tom poezji nie wyróżnia się spośród wielu innych – dobrych – książek poetyckich”[1]. Rozpętanie nie tylko się wyróżnia, zarówno pod względem podejmowanej tematyki, jak i formy tekstów, ale także w kontekście przywołanej recenzji świadczy o pisarskim rozwoju Anny Błasiak.
Już we wstępie, który przewrotnie tytułuje Zamiast wprowadzenia, autorka wykłada główną oś tematyczną swoich tekstów: „snujących opresyjną historię dorastania lesbijki w Polsce w latach osiemdziesiątych XX wieku” (s. 7). I dalej „snuje” chronologicznie opowieść o życiu w przeciętnej, polskiej rodzinie na Kaszubach. Jestem z podobnego pokolenia, więc opisywany świat – poza raz przywołanym językiem kaszubskim – wydaje się być bardzo dobrze znanym. Cytowane w jednym z tekstów zwroty: „[…] nie zachowuj się jak chłopiec […] Bądź miła, bądź grzeczna […] Zachowuj się.” (s. 11) – brzmią znajomo, nawet jeśli nie pamiętam konkretnych sytuacji, kiedy je słyszałam, kto je wypowiadaj i do kogo. Autorka przywołuje je w sposób tak sugestywny, że raczej nie ma się wątpliwości, że ona również była adresatką tych słów. Zresztą, poczucie, że stała się pierwowzorem bohaterki tej „opresyjnej historii” będzie towarzyszyło mi do końca lektury i po niej.
Jak już wspomniałam na wstępie, Błasiak uczyniła ogromny postęp, zarówno pod względem literackim, o czym za chwilę, jak i w sposobie mówienia o rzeczach bolesnych. W poprzednim tomie zostawiała nas z niedomówieniami i raczej unikała dotykania tych najtrudniejszych problemów. W swoim drugim tomie mówi głosem o wiele bardziej odważnym, pewnym siebie, wyprowadza swoją bohaterkę „z kaszubskiej szafy” i głośno artykułuje jej prawa – prawa człowieka, prawa osoby homoseksualnej. Niestety, jej głos, jak i głosy innych walczących o te prawa ludzi, wciąż nie są traktowane wystarczająco poważnie w Polsce. Dlatego muszą wychodzić na ulice miast i przypominać o nich krzykiem (co jak wiemy, nie jednego „porządnego” obywatela bulwersuje). Bohaterka Błasiak też krzyczała w „morzu kobiet” w 2020 roku. Tekst Gilead 2020 (s. 76) został rozpisany tak, żeby wizualnie przypominał znak błyskawicy, symbol tychże protestów. Notabene, do dzisiaj wyszydzany przez polityków niegdysiejszej „zjednoczonej prawicy” i Konfederacji. Kobiety walczące o prawo do stanowienia o sobie zostały zaszufladkowane przez nich jako dewiantki i propagatorki aborcji. Czy bohaterka-lesbijka Anny Błasiak jest dewiantką i propagatorką aborcji? Nie. I tu dochodzimy do clou jej najnowszego tomu. Stanowi on ważny głos w publicznej debacie na temat praw osób LGBT. Niestety, poziom tej debaty w Polsce wciąż pozostaje mizerny i zatrzymuje się na dwóch kwestiach: aborcji i adopcji dzieci.
Tymczasem Błasiak pokazuje nam całą złożoność sytuacji, jakiej doświadcza osoba homoseksualna w środowisku, w którym nie uznaje się homoseksualizmu jako części czyjejś tożsamości, ale nadal – wbrew nauce i świadectwom osób homoseksualnych – uważa się je za dewiację.
Niestety, Kościół Rzymsko-Katolicki przez długi okres przyjmował stanowisko nieuznawania homoseksualizmu jako części ludzkiej osobowości. Pontyfikat Papieża Franciszka złagodził je, ale mam wrażenie, że głos Kościoła w tej kwestii wciąż pozostaje za mało czytelny i jednoznaczny. Na szczęście w 2021 r. Kongregacja ds. Duchowieństwa działająca przy Stolicy Apostolskiej zakazała popierania terapii konwersyjnej czy reparatywnej, która miała na celu „wyleczenie z homoseksualizmu”. Tejże „terapii” Anna Błasiak poświęciła jeden ze swoich tekstów.
Istniało kiedyś takie miejsce pod słońcem, wspaniałe i czyste, gdzie wszystko było możliwe. Bez aborcji, bo nikt jej nie chciał. Wszystkie kobiety były szczęśliwymi żonami i matkami. Homoseksualizm był chorobą, ale uleczalną. Terapia reparatywna czasem trwała latami, lecz zawsze skutkowała. Nie jak gdzie indziej. A jeśli nie, szybko owocowała samobójstwem, więc problem znikał. Można też było skorzystać z innych opcji: modlitwy lub lobotomii, egzorcyzmów lub przeszczepu jąder, sportu lub usunięcia macicy, postu lub kastracji. W każdej pozłacanej parafii panowie w sukienkach wspierali chorych w odzyskiwaniu zdrowia i jedynie słusznej orientacji. Każdemu zapewniano pomoc.
Zupełnie jak Alanowi Turingowi w 1952 roku.
(Terapia reparatywna, s. 49)
Nie znałam historii Alana, ale bez problemu można ją „wygooglować” w Internecie. Jednym słowem – straszna. Żył w czasach, kiedy w Wielkiej Brytanii homoseksualizm był nielegalny. Sąd dał mu wybór: odsiadki w więzieniu lub poddania się terapii hormonalnej. Wybrał to drugie, co miało fatalne skutki i nie uchroniło go przed konsekwencjami zawodowymi. 7 czerwca 1952 r. popełnił samobójstwo. Dlaczego dotąd nie słyszałam o historii Turinga? Ani ponad 20 lat temu, kiedy szukałam pomocy dla bliskiej mi osoby homoseksualnej u tzw. psychologów chrześcijańskich, ani w ostatnich latach, w całym tym szumie medialnym (bo coraz trudniej nazwać go dyskursem publicznym)? Dlaczego nie mogą przebić się w nim na pierwszy plan konkretne historie osób LGBT? Myślę, że gdyby się przebiły dużo szybciej reszta społeczeństwa – heteroseksualna – umiałaby zrozumieć postulaty tych osób. I w tym właśnie osobistym przekazie Anny Błasiak widzę największą wartość jej najnowszej książki.
Nie mogę jednak nie wspomnieć o formie. W mojej recenzji jej poprzedniej książki zasugerowałam autorce, żeby rozważyła inny zapis tekstów, niż standardowo wersyfikowany biały wiersz. Pisałam wtedy, że według mnie tym tekstom bliżej do prozy poetyckiej, więc i zapis powinien jej odpowiadać. Nie wiem, na ile autorka wzięła sobie te słowa do serca, ale w Rozpętaniu zastosowała już bardziej różnorodny zapis tekstów, w tym prozatorski, jak cytowaną Terapię… Jednocześnie użyła bardziej wyszukanych form graficznych, jak wspomniana „błyskawica”, czy spiralny zapis w kształcie muszli (Dziecko, s. 31). Ale co najważniejsze, zbudowała część swoich tekstów z dwóch języków – angielskiego i polskiego. I nie chodzi o standardowy przekład, znajdujący się obok wiersza, ale prowadzenie narracji w dwóch językach w jednym tekście. Błasiak, jak wyjaśnia we wstępie: „chciała w ten sposób zilustrować swoją codzienność – życie Polki od ponad dwudziestu lat mieszkającej w Wielkiej Brytanii i na co dzień pracującej w dwóch językach”. Bo, o czym jeszcze nie wspomniałam, autorka jest z zawodu tłumaczką języka angielskiego. Przekłady tekstów w Rozpętaniu są jej autorstwa, co również jest czynnikiem różniącym jej oba tomy. To, co je łączy, to m.in. postać Babci. Musiała (musi?) być osobą wyjątkowo ważną dla autorki, gdyż nie tylko przywołuje wspomnienia związane z nią i jej domem, ale w najnowszym tomie zadaje pytanie: „Co powiedziałaby babcia?” (oczywiście w kontekście jej coming out-u). I ten wiersz zacytuję na koniec, bo on w moim odczuciu zawiera w sobie wszystko, o czym jest Rozpętanie: samotność osób homoseksualnych, ból z powodu ich nierozumienia, a także miłość – zarówno do rodziny, pragnienie bycia przez nią akceptowanymi w pełni i miłość do partnera/partnerki – najbardziej naturalną z naturalnych.
[…] Lubię wyobrażać sobie ciepły uśmiech babci,
jej objęcia, niewiele słów.
[…] Lubię wyobrażać sobie, jak zabiera się za gotowanie,
robi drożdżówkę i pierogi dla mojej dziewczyny.
[…] Lubię wyobrażać sobie, jak przez telefon babcia pyta mnie
o moje i mojej dziewczyny wspólne wakacje, domaga się zdjęć.
[…] Lubię wyobrażać sobie wizytę babci
w naszym domu.
(Co powiedziałaby babcia?, s. 70)
Agnieszka Kostuch
Anna Błasiak, Rozpętanie / Deliverance, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich w Łodzi, Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2024, ss. 86.
[1] A. Kostuch, Głos emigrantki, Pisarze.pl, nr 476/2021, dostęp online: https://pisarze.pl/2021/02/23/agnieszka-kostuch-glos-emigrantki/






