Janusz M. Paluch – Nie pierwsza młodość

0
74

11 marca 2025 roku w legendarnej Sali Fontany Klubu Dziennikarzy „Pod Gruszką” Biblioteki Kraków, odbyła się promocja nowego tomu wierszy Grażyny Potoczek „Nie pierwsza młodość”. Ochmistrzynią tej swoistej poetyckiej uczty była Danuta Sułkowska, redaktorka promowanej książki i wiceprezeska Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Należy wspomnieć, iż jest też szczególną promotorką poezji Grażyny Potoczek, bowiem to ona zachęciła (niektórzy twierdzą, że wręcz zmusiła!) do zebrania wierszy najpierw do debiutanckiego tomu „Wciąż jeszcze pytam”, a także do tej drugiej książki, o której piszę… A przepastne szuflady biurka Grażyny Potoczek ponoć nadal pełne są wierszy, opowiadań, a

„Nie pierwsza młodość” jest książką depresyjną. Opowiada o starości, przemijaniu, smutku i samotności… Dominujący pesymizm, co wers to nieustępująca depresja… Takie bywa życie, z którym trzeba się umiejętnie zmagać, wchodzić w nieustający dialog, nie poddawać się. Taka jest poezja Grażyny Potoczek, z która się spotkamy w jej najnowszej książce – mądra, dająca nam wskazówki, gdzie z najtrudniejszej sytuacji znajduje się wyjście bezpieczeństwa. Że tak jest, dowiedli muzycy, którzy specjalnie na ten wieczór przygotowali śpiewaną poezję do wierszy Grażyny Potoczek. Autorka była zszokowana, że jej wiersze można śpiewać, że dały się okiełznać muzyce! Dokonało tego wspaniałe małżeństwo artystyczne – wokalistka Marta Saciuk-Sędzielarz i Artur Sędzielarz – kompozytor i akompaniator. W taki sposób właściwie zgasili czarną świecę niewesołości i obalili mit o depresjogennej poezji Grażyny Potoczek. Co ona teraz z tym zrobi?… Patrzę na tylną okładkę książki. Autorka – z fotografii, którą wykonała Maria Leżeńska – zaczęła się uśmiechać do mnie trzymając różę w dłoni, a przez smutne i stare, jesienne drzewo na okładce, mimo wszystko przebijają enigmatyczne promienie jesiennego słońca…

Tom złożony jest z czterech części przypominających pory roku, choć w intencji autorki, odnoszących się do emocjonalnych sfer naszego życia w tej tytułowej nie pierwszej już młodości… Mimo muzycznych czarów, kolejność wierszy w książce się nie zmieniła… Tytuł pierwszej części nie zaskoczy zatem czytelnika – „Jesień”. A pierwszy wiersz osadzi mocno w fotelu, gdy skonstatujesz, że w mijanym tłumie nie spotkasz już przyjaznych oczu, bo „ludzie których mijasz / mają tylko plecy”… Odczuwasz więc samotność, bo ci, których kochałeś, już odeszli tam, skąd nie ma powrotu… A może tylko szuka poetka przyjaznej duszy w mijanych tłumach wpatrzonych z obojętnością w wyświetlacze swych telefonów komórkowych? Nastrój tego wiersza działa jak wirus… Jakby „Nagle cały twój świat / przykryła / płachta kiru”, a „Przyszłość utknęła / w bezkształtnym pancerzu niemocy”. To już utrwalenie tego depresyjnego stuporu w drugiej części tomu zatytułowanego „Zimowy szron”. A w kolejnej części –  „Oddech wiosny” – dowiadujemy się, że „Prognozy / straciły wiarygodność / nie można już polegać / na maju”… Ale poetka z nieukrywaną zazdrością pisze w wierszu dedykowanym pamięci swej przyjaciółki – poetki i malarki – Krystyny Szlagi, która umiała „o zachodzie / pędzlem / opisać wschód słońca”, a „strofami wiersza / bujałaś w „Niebie po Ikarze” / i ujarzmiłaś „Słowo wilka””… Kolejna, ostatnia, część „Letnie nadzieje” wyzwala w tytule lekki uśmiech i oddech ulgi… Ten promyk szybko gaśnie, gdy poetka uświadomi nas, że „w ogrodzie pozorów / które wyhodowałeś w sobie / nie ma / zapachu radości / wokół klombu wzruszeń / spacerują osty”… Nie ma nadziei na nic? No cóż – „na jawie rozwiały się / senne marzenia”…

Ten tom, pomimo smutku, surowych ocen, pełen jest miłości, wspomnień o czasie, który jest zamkniętym rozdziałem. Jest też w nim nadzieja i tęsknota do uczuciowej jasności i słonecznych radosnych dni, bo przecież „na ścieżce planów i zamierzeń / słońce / obiecało wypalić intruzów”! Przecież „wielobarwny strój lata / pachnie kwiatami”! I w pełni zgadzam się z autorką posłowia, które napisała Marcelina Koncewicz: „Warto dać się zaprosić do tej podróży przez cztery pory roku”.

Janusz M. Paluch

Grażyna Potoczek „Nie pierwsza młodość”, Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich, Kraków 2024.


Grażyna Potoczek

***
skanujesz wzrokiem tłum
nadaremnie szukasz
przyjaznych oczu
nie zapala się światełko
przenikające duszę
ludzie których mijasz
mają tylko plecy

Zaskoczeni
W woalu plażowego pareo
tańcząca na strunach 
babiego lata
w deszczu jesiennych liści
wakacyjna miłość 
nie przewidziała 
przymrozków

Moda na kostiumy
Spotkałam go wczoraj
Przebrał się za człowieka
starał się być autentyczny
ale strój go uwierał
Jedynie wenecka maska
była prawdziwa

Kosmos w zasięgu wzroku
Wyposażony w nadmiar czasu
zasiadł w fotelu nazwanym
przeczekiwalnią
noc ociemniała
gwiazdy przymknęły oczy
po niebie leniwie łaził księżyc
srebrny promień pogłaskał go po głowie
Nie musiał sięgać po teleskop
żeby zrozumieć że jego gwiazda
już dawno
została strącona z firmamentu

* * *
Tylko młodość wierzy
że jest wieczna
nie tęskni za obrazami z przeszłości
starość dla niej
nie istnieje
chyba tylko w parze
z odchodzeniem
posiwiałego serca

Zachwaszczona ścieżka wspomnień
Przywołany z pamięci
obraz ukochanej kobiety
zatracił lekkość i wdzięk
niezapominajek
rozmył się w bezkształtnej obecności
zarysów twarzy i pustych oczu
Myśli rozbiegły się i nie wróciły
została fotografia
namacalny dowód
że przytrafiło im się szczęście

Kolory
Barwy heraldyczne
Niebiańskie
symbole władzy
uczuć
błądzą
Dlaczego
zrodzona z arszeniku zieleń
daje nadzieję
a smutek czerni
dodaje blasku
wyszukanej biżuterii

* * *
Pochyliła ma dusza czoło
przed poetą wysokopiennym
Gdy stąpał po muślinach wrażliwości
lśniło w nim słońce
Góra lodowa na której siedziałam
zamieniała się
na dygocące strużki
na wonne mgiełki
topniała

Przyszłość
Po drugiej stronie łysiejącego lasu
wrześniowy wstaje dzień
powoli strzepuje
mgliste zamyślenie
Po matowej powierzchni stawu
ślizga się pierwszy słoneczny błysk
Obudzone wspomnieniem lata
marzenie dojrzewa jak owoc głogu
Jesienią snom będzie tu najbezpieczniej

* * *
jak nadać słowom
właściwy sens
gdy zmierzch zdjął
słońca lśnienie z serca
jak zamknąć szczęście
w dolinie dłoni
jak tyle powiedzieć 
i nie powiedzieć
Bez pośpiechu
mówisz mi
poczekam
Czuję w tym wyznaniu 
smak stabilizacji
Zanurzam się w spojrzeniu jutra

Poprzedni artykułOleksandr Mymruk – Wiersze
Następny artykułBernard Łach – wiersze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko