Strona główna Felietony Ludmiła Janusewicz – O poezji i trójkątach

Ludmiła Janusewicz – O poezji i trójkątach

0
132

Poeci umieją formułować myśli, powodują, że świat wydaje się piękniejszy, niż w rzeczywistości – przeczytałam gdzieś w internecie.
To twierdzenie można porównać do powiedzenia, że dwa jest większe od jednego, ale czytając poezję – dwa w porywach może przyjmować nawet wartość trójki.

Takie rozumowanie może niektórych doprowadzić do czystego szaleństwa.
Gdy czytamy poezję – coś wydaje się piękniejsze niż jest (pomijając turpizm, czyli świadome wykorzystywanie elementów brzydoty), a nie czytając – jej proporcje jakie były, takie i zostają.

Może mają rację ci, którzy twierdzą, że czytanie to strata czasu i ważny jest zdrowy rozsądek?

Ledwie człowiek o czymś pomyśli, to materia o której myśli, staje się skomplikowana nie wiadomo dlaczego.
Na przykład mężczyźni biorący ślub są przekonani, że pojmują za żonę najpiękniejszą kobietę na świecie, niektórzy nawet nigdy nie zmieniają na ten temat zdania.
Inni lub inne, bo dotyczy to obu płci, zaczynają dostrzegać wady w wizerunku.
I tu jest pies begraben, jak mawiała moja mama.

Jedynymi elementami, które możemy zmierzyć, są wymiary ciała i wiek. Przypomina to budowanie przez Egipcjan trójkątów prostokątnych o ramionach zbudowanych z trzech, czterech i pięciu odcinków. Taki był przepis.
Wielką zdobyczą było uogólnienie budowy prostokątów. Przepis był trochę inny od staroegipskiego: jeśli ramiona mają długości dowolne, ale zgodne z przepisem, to zawsze otrzymamy trójkąt prostokątny.

Jak to przełożyć na język poetów albo przeprowadzić odpowiednie wyliczenia, aby upewnić się co do tego, że mimo zmiany parametrów, zjawisko, które opisujemy, pozostało takie samo?

Mamy wiele niczego, twórców już nie ma, a ich dzieła trwają – tak właśnie miał wyrazić się Michał Anioł, a właściwie Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni.

Jeśli lubicie stare piosenki albo doceniacie, że ziemia okrąża słońce po swojej orbicie, co trwa 365 dni czyli rok, że kręci się wokół własnej osi, a jeden taki obrót trwa 24 godziny, czyli dobę i ta oś obrotu jest skierowana na gwiazdę polarną i że względem tej gwiazdy wytyczana jest na ziemi północ, że ziemia posiada też wytyczony równik, który dzieli ją na półkulę północną i południową, a gdy nachyla się do słońca półkulą północną, to w Europie jest lato, gdy południową, to mamy zimę, a kiedy słońce rozświetla równik, mamy wiosnę lub jesień – to teza jest udowodniona.

A co powiecie na antytezę, że dzieł nie ma żadnych, a ich twórcy trwają? Trochę to jakieś niezborne, zbliżone do „Porgy and Bess”, może jednak nie całkiem, ale piosenka ”I got plenty of nothing” powinna być hymnem różnych ugrupowań. „Mam wiele niczego” – tak można przetłumaczyć tytuł tej piosenki, niektórzy mieliby powody nie lubić jej, bo kto lubi mieć mało?
Porgy nie ma samochodu, nie ma muła, wszak to południe Stanów z polami bawełnianymi, ale nie ma też kłopotów, czyli coś za coś. Mogłoby to być jedenaste przykazanie.

Mam znajomego, który napisałby sam taką piosenkę, gdyby nie istniała, on też chce spokoju. Po co mi kucyk, powiedział, mam samochód, ale mógłbym jeździć autobusem, każdy ma wybór.
Chyba, że nie ma wyboru.

Ludmiła Janusewicz

Poprzedni artykułPaweł Krupka – Claudio Pozzani, genueński czarodziej poezji
Następny artykułRoman Soroczyński – Wojna w trzech odsłonach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko