Strona główna Felietony Ludmiła Janusewicz – O „burzy” wokół wypowiedzi Olgi Tokarczuk o Al

Ludmiła Janusewicz – O „burzy” wokół wypowiedzi Olgi Tokarczuk o Al

0
118

W ostatnich dwóch tygodniach zrobiło się gorąco wokół Olgi Tokarczuk za sprawą jej wypowiedzi na temat sztucznej inteligencji na konferencji Impact w Poznaniu, do tego stopnia, że na swojej stronie fb noblistka z roku 2019 nagrodzona „Za narracyjną wyobraźnię, która z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic jako formę życia” – na swojej stronie fb napisała:
„Uwagi wygłaszane podczas publicznych spotkań na żywo, podobnie jak wszystkie inne rozmowy, mogą być niewłaściwie zrozumiane.
Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama.
Oświadczam krótko i stanowczo:
1. Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie – traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach.
2. Żaden z moich tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji – nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy.
3. Czasem inspiruję się snami, ale zanim i to zdanie zostanie osaczone i zagryzione przez ekspertów, spieszę donieść, że są to moje własne sny”.

Szczepan Twardoch (prozaik i publicysta, laureat Nagrody Fundacji im. Kościelskich, Paszportu Polityki, Nike) biorący udział w owym Impakcie w Poznaniu, na pytanie dziennikarza Mikołaja Kunica o stosunek do AI zamieścił na swojej stronie fb taką odpowiedź:
„— moje powieści, opowiadania, eseje, publicystykę i również ten tekst piszę sam, każde słowo, które się w nich znajduje osobiście wystukałem naciskając przyciski klawiatury w odpowiedniej kolejności. Musiałbym rozum postradać by w tym godnym i szlachetnym zajęciu, jakim jest literatura, wspomagać się współpracą z modelem językowym. Gdybym tak czynił, to przypominałbym sam sobie znanego z popularnego memu rowerzystę, pakującego sobie własnoręcznie kij w szprychy
— to, co niesłusznie nazywamy „sztuczną inteligencją” nie jest inteligencją, nie posiada świadomości, zdolności rozumienia, osobowości, nie znajduje w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, a co najwyżej z jej re-prezentacją, jest więc tylko narzędziem, jak wyszukiwarka internetowa albo edytor tekstu
— wejście w „relację” z modelem językowym, czy to emocjonalną, czy twórczą, ma tyle sensu co małżeństwo z wibratorem
— słuchając, również na Impakcie, rozmów i wystąpień różnych techbros od AI miałem wrażenie, jakbym przeniósł się ćwierć wieku wstecz i znalazł się na spotkaniu, na którym ktoś dość nachalnie próbuje wcisnąć mi absurdalnie drogie garnki, zachwalając bardzo elokwentnie ich niezwykłe właściwości. Rewolucja! Przełom! Już nic nie będzie takie same! Jestem przekonany, że większość pompowanego nieustannie hype’u, ale też podsycania strachu przed AI to działanie, mające windować wartość akcji gigantów tej branży, nie zaś rzetelna analiza szans i zagrożeń z nim związanych
— mogę się oczywiście mylić, być może to tylko naiwne wishful thinking, ale nie, wiedząc troszeczkę o tym, jak niewiele wiemy o naszej własnej inteligencji nie wierzę w powstanie syntetycznej AGI w dającej się objąć wyobraźnią bliskiej przyszłości, gadanie o tym to tylko kolejny element nakręcenia finansowej maszynerii czyniącej ultrabogatych jeszcze bogatszymi
— bardzo niewiele wiemy na temat naszej własnej, ludzkiej inteligencji i świadomości, dlatego zwykliśmy modelować ją sobie podług najbardziej zaawansowanej technologii dostępnej w danej epoce; stąd hydrauliczny model u starożytnych Greków (tak, to uproszczenie), mechanicystyczne wizje Oświecenia i wdzierający się dziś do języka i wspólnej świadomości model komputerowy
— tymczasem nasza inteligencja, świadomość i pamięć nie ma nic z komputerem wspólnego, tak samo jak nie działa na zasadzie maleńkich trybików, jak się mogło niektórym wydawać ćwierć tysiąclecia temu i wielką szkodę wyrządzamy własnym rozumom gdy zaczynamy je sobie sami w ten sposób konceptualizować
— o tym, czym nasza inteligencja w istocie jest, jak poznajemy rzeczywistość, czym jest świadomość, czy poznać możemy coś bezpośrednio, czy tylko przez metaforę, jaka jest wartość poznania naukowego i jakie są słabości metody naukowej i scjentyzmu polecam Szanownym najserdeczniej poczytać nie u szarlatanów z big techów, lecz u Iaina McGilchrista, moim zdaniem najważniejszego i najciekawszego intelektualisty ostatniego ćwierćwiecza, którego „The Matter with Things” jest podróżą równie wymagającą, co brawurową, przełomową i wstrząsającą, kwestionującą dogmaty, które jako cywilizacja od dłuższego czasu przywykliśmy traktować jako oczywiste
— podróż w głąb nas samych, medytacja nad naszą relacją z rzeczywistością, namysł nad myśleniem są ciekawsze niż wszystkie lepkie wydzieliny językowych modeli razem wzięte
— modele językowe mają parę sensownych zastosowań, np. techniczne przekłady albo agregacja danych z wielu źródeł (jedne i drugie nie bez niebezpiecznych konsekwencji) w czym są jednak najlepsze, to w zaśmiecaniu i tak już wcześniej gównowaciejącej w zastraszającym tempie sieci swoimi syntetycznymi wydzielinami, co w niedługiej, jak mi się zdaje, perspektywie doprowadzi do uczynienia tejże sieci praktycznie bezużyteczną. Bardziej niż perspektywy rozwoju AI interesuje mnie dlatego dziś to, co może powstać w opozycji do AI, to, co może w przyszłości proces gównowacenia zatrzymać, jeśli nie na masową skalę, to przynajmniej wytworzyć szczelne granice, którymi ogrodzić będzie można wolne od wspomnianych wydzielin enklawy.
Dziękując za uwagę, wracam do własnoręcznego naciskania klawiszy w odpowiedniej kolejności”.

Nie będę cytować opinii za Al, i przeciw Al, ale ich ilość potwierdza, że trwa zawzięta dyskusja o „końcu prawdziwego pisarstwa” lub wręcz przeciwnie – o rozwoju, dzięki sztucznej inteligencji.

Niektórzy Al utożsamiają z używkami, przypominając, że wielu pisarzy swój proces twórczy wspomagało metodami tak staroświeckimi, że już niemal archeologicznymi… Przecież wielu wybitnych twórców literatury sięgało po różnorodne substancje psychoaktywne, szukając w nich inspiracji, ucieczki przed rzeczywistością czy wsparcia w tworzeniu – od alkoholu, przez stymulanty, po psychodeliki.
Mnie najbardziej interesował przypadek Witkacego (Stanisława Ignacego Witkiewicza), gdy się nim zaczytywałam, który badał wpływ stymulantów i innych substancji na świadomość, opisując to w dziele Nikotyna – Alkohol – Kokaina – Peyotl – Morfina – Eter.
Autor powyższej tezy pomylił widać używki z narzędziami, którymi dla pisarzy były pióro i papier a potem maszyna do pisania i papier.

Inni dyskutanci piszą, że afera wokół słów noblistki ukazała zbiorową niewiedzę na temat sztucznej inteligencji, i że większość ludzi jest przekonana, iż AI to ChatGPT, podczas gdy to jest tylko asystent Al – wirtualny rozmówca.
Gdy Olga Tokarczuk powiedziała, że rozmawia z AI, zostało to przyjęte, jakby przyznała, że Al pomaga jej pisać książki.
Potem wyjaśniła, że książki pisze sama, a AI wykorzystuje jako narzędzie do kwerendy, dokumentacji i sprawdzania faktów. Czyli do tego, do czego pisarze od zawsze używali bibliotek, archiwów i własnych notatek.

Codziennie ludzie używają Al do poprawiania błędów, literówek, Al rozpoznaje twarze, porządkuje zdjęcia, filtruje spam itd. W Al są różne modele, zastosowania, różne poziomy kontroli, źródła danych, różne systemy zabezpieczeń i różne narzędzia do różnych zadań. Jedne nadają się do rozmowy, inne do analizy dokumentów, inne do pracy na zamkniętych bazach, inne do wsparcia nauki, medycyny, transportu, bezpieczeństwa, energetyki itd.
Od czasu komputeryzacji nie musimy jechać do znanych miejsc na świecie, aby obejrzeć fasady budynków, zobaczyć światło, krajobraz, ruch, detale – tak jak wcześniej nasi przodkowie pisali dzięki mapom, relacjom, listom, książkom podróżniczym i cudzym opowieściom.

Jednakże absolutnym wyjątkiem w tych nowinach technologicznych jest literatura piękna, czyli dzieła literackie o charakterze artystycznym (w przeciwieństwie do literatury użytkowej czy naukowej) odznaczająca się bogatą formą i językiem (metafory, styl), obejmująca powieść, poezję, dramat czy esej.

Wśród wymienianych przez dyskutantów argumentów przeciw Al w tej materii, pojawił się ten – że noblistka nie powinna korzystać z takiego narzędzia.
Wśród argumentów za Al – że zderzenie z błędną lub zaskakującą odpowiedzią może być częścią procesu twórczego, i że jeśli AI pomaga porozmawiać z własnym pomysłem, przetestować fragment, uporządkować materiał itd., to nie odbiera jej autorstwa.

Stworzenie dzieła wielowarstwowego, które naprawdę coś mówi, jak u niedawno zmarłego Wiesława Myśliwskiego, jak wszyscy wiedzą, piszącego książki ołówkiem w swoim domu, w pokoju „na górce” – nie będzie łatwe.
Samo wpisanie promptu nie zrobi z nikogo Myśliwskiego, Tokarczuk czy Herberta.
Żeby za pomocą AI stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, trzeba mieć nie tylko narzędzie, ale też własną wizję, warsztat, smak i wiedzę.

Tylko po co tak tworzyć literaturę?
Modele językowe, czyli LLM-y, nie mają ludzkiej świadomości, biografii, ciała, pamięci emocjonalnej ani realnego doświadczenia świata. Owszem, przewidują kolejne fragmenty tekstu na podstawie ogromnej ilości danych, na których zostały wytrenowane i często są bardzo przekonujące, ale to nadal nie jest ludzka wyobraźnia w sensie egzystencjalnym.


Jednakże spokojne – AI nie zastąpi automatycznie wielkiej literatury, choć zapewne zaleje nas za to ogromną ilością średniej treści.

Nie wiemy, jak rozwinie się Al. Te modele zmieniają się tak szybko, że każda opinia może się za chwilę zestarzeć, nie ma tygodnia bez nowego narzędzia, modelu, sposobu użycia. To, co dziś wydaje się śmieszne albo niegroźne, za rok może być standardem.
Zarząd OpenAI wprost mówi o tym, że ich plan jest taki, żeby uzależnić ludzi poznawczo od ich „narzędzia”, żeby dosłownie musieli kupować od nich myślenie.

Literatura albo wzbudza emocje, albo nie, albo trafia w swój czas, albo nie. Niektórzy piszący czują zapewne taką potrzebę ekspresji za pomocą AI, bo i o tym słyszę i czytam…, choć ja wolę w pisaniu polegać na sobie!

Ludmiła Janusewicz

Poprzedni artykułRekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego
Następny artykułWacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko