Marcello Comitini to Sycylijczyk, urodzony w Katanii, absolwent prawa, obecnie mieszka w Rzymie. W wieku dwudziestu dziewięciu lat opublikował zbiór wierszy „Pijak nie żyje” (wyd. Misuraca Editore). Nastąpiła trzydziestoletnia przerwa, podczas której przetłumaczył z języka francuskiego kilku autorów, m.in. „Kwiaty zła” Baudelaire’a, „Wodny rybak” Guya Goffette’a, „Złote półcienie” Jeana Mambrino, „Lignes de fuite” Pascala Hermoueta. Wydał: „Formuły duszy” w 2011 r., książkę artystyczną „W kolorze szkarłatu i błękitu” w 2012 r., „Koloriwa ziemia” w 2014 r., „Oddech świata ” w 2015 r., tłumaczenie „Kwiaty zła 1857 -1861” w 2017 r., „Dzień czwarty” w 2018 r., „Bez fabuły” w 2019 r., „Samotne kobiety” w 2020 r., „Inna strona księżyca ” w 2023 r., „Ziemia, ciało poety” w 2024 r. Pisze opowiadania publikowane w magazynach internetowych oraz prowadzi serwisy www.terracolorata.com i https://marcellocomitini.wordpress.com/, gdzie wraz ze swoimi wierszami publikuje prace malarskie i fotograficzne współczesnych artystów (malarzy, rzeźbiarzy i fotografów) . Zorganizowano dla niego liczne „Czytania poetyckie” w różnych miastach Włoch (m.in. Turyn, Mantua, Katania, Carpi, Lamezia), podczas których lekturze jego wierszy towarzyszyła muzyka na żywo grana przez przyjaciół muzyków. Zwykle nie lubi brać udziału w konkursach literackich. Jednak jego prawdziwa biografia, jak stwierdza poeta Iosif Brodski, „jest jak biografia ptaków – prawdziwych danych należy szukać w wydawanych przez nie dźwiękach. Jego biografia jest zapisana w samogłoskach ochrypłych lub syczących, w metrykach i metaforach.». Nie ma w nim ani logiki wydawania, ani sprzedaży. Nie sprzedaje wierszy: daje sny, może gorzkie, ale na pewno ludzkie. A kto chce otrzymać swój prezent, zabiera go tam, gdzie wie, że go znajdzie. Nie jest płodnym pisarzem i nigdy nie będzie żył z dochodów z tego, co pisze. Zamiast tego żyje przyjemnością, gdy inni dzielą się jego przemyśleniami. Mówiono o nim między innymi: „Jego wiersze dają wrażenie, że wszystko przemienia się w „ciało i krew”, w radość posiadania, w pragnienie przyciągnięcia drugiego człowieka do siebie i bycia przyciąganym przez innych. […] bo nasz poeta staje przed lustrem, które jest jego doświadczeniem i odbija się w nim, aby zastanowić się nad życiem, opierając się na swoich oczach i sercu”.
***
A WISŁAWA SZYMBORSKA
Tu sei un canto di piacere e di gioia
nessuno oserà spegnere la tua voce.
Solo la vita sorda al tuo nascere
non può apprezzare
la melodia degli uccelli.
Il sole li stordisce con il suo fiato di brace
li soffoca e brucia le loro gole.
Muoiono sullo stesso ramo
dove cantavano.
Ma tu non temere.
Ai margini dell’esistere bevi
l’acqua terrena che non bevono i morti
e anche sotto la grandine e la pioggia
lascia che la tua voce spicchi il volo.
Le finestre si colmeranno di luce
esploderanno le primule
nel ritorno del cielo sereno.
Lo splendore del tuo canto
illuminerà di lilla
la lucentezza del mondo.
*
DO WISŁAWY SZYMBORSKIEJ
Jesteś pieśnią przyjemności i radości
nikt nie odważy się zgasić twego głosu.
Tylko życie jest głuche na Twe narodziny
nie potrafi docenić
śpiewu ptaków.
Słońce ogłusza je swoim płonącym oddechem
dusi je i pali im w gardłach.
Umierają na tej samej gałęzi,
na której śpiewały.
Ale nie bój się.
Na krawędzi istnienia sycisz się
ziemską wodą, której umarli nie piją
i pozwól, by twój głos wznosił się
nawet podczas gradu i deszczu.
Okna wypełnią się światłem
pierwiosnki eksplodują wraz
z powrotem czystego nieba.
Wspaniałość Twego śpiewu
rozświetli fioletem
blask świata.
***
PERCHÉ SCRIVERE
Scrivo perché scrivere è vedere
la mano che si muove
verso l’invisibile Dio del Michelangelo
che tocca Adamo e dona vita
e carne alle parole
partorite dalla mente in cerca della verità.
Scrivo perché scrivere è sentire i battiti
dei tasti sotto le dita
che soffici cedono al peso
dei miei pensieri e del cuore
cullato dal lento ticchettio della tastiera.
Scrivo perché scrivere è tessere
immagini che i miei occhi
non potrebbero mai vedere
l’anima rannicchiata dentro il petto
il tarlo che ha finito di bucare la caverna
una ginestra fiorita sotto un manto di neve,
nel cuore dell’autunno
l’impronta di un corpo sulla sabbia
le lacrime di un albero alla vigilia dell’inverno.
Scrivo perché scrivere è sciogliere
l’ago di ghiaccio nel sangue
che mi costringe a non sognare
le immagini mie e di lei
abbracciate che si amano.
*
DLACZEGO PISZĘ
Piszę, bo pisanie to widzenie
poruszającej się dłoni
ku niewidzialnemu Bogu Michała Anioła
ręki dotykajacej Adama i dającej życie
i ciało słowom
zrodzonym z umysłu poszukującego prawdy.
Piszę, bo pisanie to czucie rytmu
klawiszy pod palcami,
są miękkie i uginają się pod ciężarem
moich myśli i serca
uśpionego powolnym tykaniem klawiatury.
Piszę, bo pisanie to tkanie
obrazów, których moje oczy
nigdy nie mogłyby zobaczyć
dusza skulona w piersi
kornik, który skończył wiercić w jaskini
kwitnący janowiec pod warstwą śniegu,
w sercu jesieni
odcisk ciała na piasku
łzy drzewa w przeddzień zimy.
Piszę, bo pisanie to topienie
we krwi sopla lodu
co zmusza mnie, by nie marzyć
o przytulonych i kochających się obrazach
mnie i jej.
***
È GUERRA
Uomini con le mani legate
dietro la schiena
e ancora più indietro contro di loro
due uomini acclamati
puntano le armi
e gridano menzogne,
mezze verità non il dolore
che spargono su coloro che fuggono
la bocca imbavagliata da grumi di sangue
da conati di fame, da pesanti catene di paura.
Alcuni scappano zoppicando
nel fumo e nel disordine di pietre e ferro,
un altro corre e la sua manica vuota sventola
come una bandiera insanguinata che invoca pace.
Camuffati tra i campi, chiusi nelle caserme
reclute parlano due lingue
che hanno la medesima radice
pregano Dei simili nell’assenza
suonano e cantano melodie
che intrecciano uguali desideri
si addestrano su entrambi i fronti
si uccidono perché nemici .
Lo sono?
A volte tutto tace nel gelo
dell’indifferenza, a volte nella pietà
che da lontano piange.
Pietà di uomini talentuosi
in camicie impeccabili
pronti a lucidare le armi
a gridare menzogne e nessuna verità.
*
TO WOJNA
Mężczyźni ze związanymi
za plecami rękoma
i za nimi przeciwko nim
dwóch mężczyzn
celujących broń
i wykrzykujących kłamstwa,
półprawdy, a nie ból
rozsiewany na uciekających,
usta zatkane skrzepami krwi
od wymiotów głodu, od ciężkich łańcuchów strachu.
Niektórzy uciekają kulejąc
w dymie i nieładzie kamienia i żelaza,
ktoś inny biegnie, a jego pusty rękaw trzepocze
jak krwawa flaga wzywająca do pokoju.
Zakamuflowani na polach, zamknięci w koszarach
rekruci mówią dwoma językami
mającymi ten sam rdzeń
modlą się do podobnych nieobecnych bogów
grają i śpiewają pieśni,
które splatają równe pragnienia
ćwiczą na obu frontach
zabijają się nawzajem, bo są wrogami.
Czy są nimi?
Czasem wszystko milczy w chłodnej
obojętności, czasem w litości
płaczącej z daleka.
Litości utalentowanych mężczyzn
w nienagannych koszulach
gotowych do wypolerowania broni
do wykrzykiwania kłamstw i żadnej prawdy.
***
VERSO LA MATURA ETÀ
Di due cose soltanto
ci è dato godere nell’oggi
la giovinezza e gli ideali
mentre su quella nave
ci allontaniamo lasciando
un triste vuoto tra la nave e il molo
tra noi e la piccola folla
di lunghi addii
che non sappiamo
che farcene.
Ci si allontana veloci
con uno sguardo fuggente
alla terra che lasciamo
con uno sguardo vorace
al lembo della costa nuova
che si affaccia edenica
d’oro nascosto e d’amore
per edificare il sognato.
E ci pervade l’euforia
quel senso di sconfinato azzurro
e musica che eccitano
l’uomo e la donna
in attesa di fluire l’uno nell’atra.
Svaniscono le navi
il vuoto e il lungo addio.
Ma nei nostri più intimi silenzi
cresce la minaccia
che senza tregua dilaga
dal nostro animo oppresso
da dimenticanze e tradimenti.
*
W KIERUNKU WIEKU DOJRZAŁEGO
Tylko z dwóch rzeczy
możemy się dzisiaj cieszyć
z młodości i ideałów
będąc na tym statku
odchodzimy, pozostawiając
smutną pustkę pomiędzy statkiem a dokiem
między nami a małym tłumem
długich pożegnań,
z którymi nie wiemy
co zrobić.
Szybko oddalamy się
z przelotnym spojrzeniem rzuconym
na ziemię, którą opuszczamy
z żarłocznym spojrzeniem, będąc
na skraju nowego
rajskiego wybrzeża
ukrytego złota i miłości
budującej marzenia.
I ogarnia nas euforia
poczucie bezkresnego błękitu
i muzyka, która rozbudza
mężczyznę i kobietę
oczekujących, by wtulić się w siebie.
Znikają statki
pustka i długie pożegnanie.
Ale w naszym najbardziej intymnym milczeniu
rośnie nieubłaganie
zagrożenie, rozprzestrzeniające się
z naszej duszy uciśnionej
przez zaniedbania i zdrady.






Dziękuję za umieszczenie tego artykułu, droga Izabelo 🙏