Strona główna Rok 2025 Nr 578 Józef Baran – wiersze

Józef Baran – wiersze

0
1345
Fot. Michał Werbiński


WE ŚNIE

we śnie
człowiek widzi się jak w mgle
z drugiej strony witrażowej szyby
czasem bliziutko
że aż sobą oślepiony
czasem z dalsza
traci siebie z oczu
jak latawiec
wypuszczony przez otwarte okiennice
w obłoki
lecz trzymany za koniec
rozciągliwej gumki
przez anioły snu
z tamtej strony Czasu
wtem okiennice
zatrzaskuje się
przebudzonemu
pryska sen sprzed nosa


JA, HERMASZEWSKI

z ośmioma krzyżykami na plecach
należę już do elitarnego grona
astronautów

mam szansę
polecieć na Księżyc
i dalej
jak trzeba będzie

coraz częściej
bania księżyca nad miastem
kusi perspektywą
nieziemskich odlotów


TAKIE CZASY

nawet miłość
bywa dziś skrupulatnie
rozważana
na kupieckich szalach
co do miligrama

– zdradź
proszę
misiu
jakie masz konto
a ja ci powiem
jak
bardzo cię kocham


ŻYWE ŻYCIE

wciąż jeszcze coś
wre
   bulgocze
               kipi
w garnku mózgu
szumi
      syczy
pod pokrywką głowy

tam
flotują
fluktuują
sedymentują i sentymentują
niedogotowane myśli
niewyparowane uczucia
niesfermentowane wspomnienia


żywe życie
nawet na małym ogniu
                                    kipi
pod maską twarzy
                       paruje
pod przykrywką konwenansu

a czasem coś się z tego
ulewa
do innego serca
w najszczerszej rozmowie
w żywym wierszu


ŚWIT JESIENNY
DO WSZYSTKIEGO DALEKO
PO SZYBIE ROZLAŁO SIĘ NA CAŁE MIASTO MGIELNE MLEKO
PRZEZ ĆMĘ ULICZNĄ PRZEBIJAJĄ SIĘ DRAPIEŻNE
ŚLEPIA AUT

niekiedy nie starcza życia
by dokopać się w sobie do siebie

i bodaj na błysk
przemienić się
z falsyfikatu
w Autentyk

łatwiej
rozmijać
się
na zakrętach
i wtórzyć innym mgliście
księżycowym odblaskiem


MAŁY TESTAMENT

1

zostaną po nas
chmury góry
światło powietrze
niebo ziemia
słowa do wysłowienia
losy do wypełnienia
dla nowych
oczu i ust łapczywych
którym
tak jak nam
będzie się wydawało
że wszystko to dla niego stworzone


2
 
najlepiej niczemu się nie dziwić
najlepiej o nic nie pytać
i tak nie ma na nic odpowiedzi
odpowiedzi
ten świat jest bez przewodnika


3
 
cieszyć się oglądać
czerpać małymi łyżeczkami
małe szczęścia
                 i przechodzić
bo już z tyłu
niecierpliwią się
następni spadkowicze

1988/2020


BUJACZ-PYKACZ W OBŁOKACH

mam na obłoku
swój fotel
bujam się w nim
gdy mam ochotę

a pode mną nade mną fruwają 
zmieniają orbity
wracają w zadyszce
na wyślizgane tory
stale
w oku cyklonu
choć jutro
zmiele
w drobny mak –
co dziś
z takim przejęciem
gromadzą

bardzo mnie to boli
że nic nie robię
w mniemaniu ogólnym
by pomnożyć stan posiadania

mój przesiewacz czasu
ma duże oka
pozwala wszystkiemu
przelatywać
i prawie nic nie zatrzymuje

to „prawie nic”
to dla większości
niewidoczne
destylaty kontemplacji:
mydlane bańki wierszy
którymi pykam sobie na bujaku
a one rozpryskują się
a czasem
unoszą
ponad czasem
a niektóre nawet okazują się czasoodporne

i co zawsze mnie dziwi
gdzieś komuś potrzebne
jakimś podobnym jak ja
bujaczom-pykaczom w obłokach


BALLADA ZIMOWA

z tobą pić nie muszę alkoholi
żebyś uderzyła do głowy
gdy przez stół patrzymy sobie w oczy
to się człowiek do dna zauroczy

co masz w środku pod tymi lodami
jak je stopić serca dotykiem
żebyś wybuchnęła w dłoniach
najgorętszym nagim erotykiem

jeszcze dzieli nas lodowa tafla
lecz już tu i tam zaczyna trzaskać
to wezbrane zduszone słońca
pragną się wyłamać z potrzasku

już ruszają w lutych oczach pierwsze lody
rozstępują się śniegi na trwałe
i tak mocno uderza do głowy
twoich spojrzeń wiosenny szalej

Poprzedni artykułJanusz M. Paluch – Lipska lekiem na wszystko
Następny artykułWacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko