Bohdan Wrocławski – Jeden wiersz

1
86
Bohdan Wrocławski
Bohdan Wrocławski

IL Silenzio – Studium w szarości

Mężczyzna siedzi przy stole
książki na parapecie przysłaniają mu światło

W półmroku czyta wiersz Roberta Lovella o umieraniu
od dłuższego czasu próbuje zrozumieć swoją śmierć – rozpisuje ją
nieomal w sposób sceniczny
jakby stawiał znaki interpunkcyjne przy każdym oddechu

już wie że można być scenarzystą reżyserem i aktorem
a gra w każdym akcie komedii
jest niczym wpływanie małego strumienia
w ciszę oceanu

zauważył że znajomi telefonują do niego coraz rzadziej
w gruncie rzeczy
nie przeszkadza mu to – odczytuje jako znak umykającego czasu

W wyobraźni stara odnaleźć siebie dawnego
słucha grającą na trąbce IL Silenzio Melisse Veneme
aż do tego momentu
w którym orkiestra włącza się w krwiobieg utworu

powraca do książki Lovella
szelest kartek wytrąca równowagę w pokoju
powietrze przepływa spokojnie przez jego wyciągniętą dłoń

i ginie gdzieś w zupełnie nieokreślonej przestrzeni
za otwartym oknem

Kiedyś myślał że śmierć nigdy nie będzie jego udziałem

dziś dostrzega – każdego dnia jakaś maluteńka część ciała
opuszcza go
przemierza ogromne przestrzenie kosmosu

pozbawiona jego oddechu
przerażona ginie w ciszy nie do zaakceptowania

To codzienność i jej tło
Odczytane jakby znajdowało się za brudną szybą

którą swoją obecnością
pokaleczyły liczne sztormy krzyki mijających pór roku

nadal próbuje odnaleźć nieodległe przecież fragmenty młodości
i dzieciństwa do których chce się uśmiechnąć
ale wargi zaledwie wykrzywiają się
w jakimś niezrozumiałym szaleńczym grymasie niepokoju

mężczyzna odkłada książkę na stolik
przez chwilę zatrzymuje dłoń na jej okładkach — jest w tym czułość
całej biologicznej potęgi wszechświata

powrót do muzyki wydaje mu się zbyt śmiały

dlatego odwraca się do światła
i przez moment kieruje wyobraźnię
do pobytu Norwida w Domu Świętego Kazimierza w Ivry
być może przywołuje kogoś jakiegoś Michała Zaleskiego

czuje narastający ucisk w piersi
próbuje podnieść dłoń na wysokość serca

słyszy coraz głośniejszą muzykę
natrętność grającej trąbki wydaje mu się nie do wytrzymania

il Silenzio wyszeptuje chcąc wzrokiem odnaleźć płaszcz którym mógłby się przykryć

trąbka milknie

dłoń podniesiona do serca opada takim gestem
który wyrównuje wszystkie niedoskonałości naszego świata

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko